Żegota to fragment pomocy okazywanej Żydom

0
4

Czym pan się kierował dobierając materiały na tę wystawę? Podejrzewam, że nie było to zbyt łatwe zadanie, ponieważ temat Żegoty jest bardzo obszerny, a w dodatku tutaj, w Stanach Zjednoczonych, nie jest on zbyt znany w środowiskach amerykańskich i żydowskich.
Wiadomo, że organizując jakąkolwiek wystawę zawsze jest się ograniczonym zarówno pod względem miejsca, możliwości umieszczenia informacji tekstowych, a także materiałów ikonograficznych, które na tego typu ekspozycjach są bardzo istotne. Chciałem, żeby ekspozycja „Żegota – Rada Pomocy Żydom” pokazywała kilka najważniejszych rzeczy dotyczących funkcjonowania i struktury Żegoty. Chciałem również, żeby zawierała także tematy mało znane, czyli na przykład wizualizację zasięgu działalności tej organizacji, oraz pokazywała miejsca, gdzie pomoc była udzielana poza Żegotą. Dlatego też na panelu pt. „Nie tylko Żegota” można zobaczyć mapę, gdzie są tysiące przypadków pomocy, i są to tylko te z nich, które zostały uznane przez Instytut Yad Vashem. Natomiast z mojej wiedzy historycznej wynika, że te przypadki to jest tylko niewielka część tej pomocy, która rzeczywiście była udzielana. Wystarczy wziąć jakąkolwiek relację osoby, która przeżyła i spróbować poszukać tych nazwisk, które zostały przez nią wspomniane z imienia i nazwiska. Na ogół nie można ich tam znaleźć. To pokazuje, że prawdziwa mapa powinna zawierać kilka albo nawet kilkanaście razy więcej takich punktów. Dlatego bardzo istotnym było pokazanie działalności Żegoty, ale również podkreślenie, że nie wszystko ograniczało się do tej zorganizowanej pomocy. Jest to ogromnie ważne, ponieważ w czasie PRL-u sprawy tej nie badano, ograniczano się tylko do mówienia o niej, ponieważ było to dobre w dyskusji. Wówczas pokazywano, że pomagaliśmy, że mamy Żegotę, i to wszystko. Proszę również zwrócić uwagę, że pierwsza książka o Żegocie pojawiła się dopiero 40 lat po jej powstaniu („Konspiracyjna Rada Pomocy Żydom w Warszawie 1942-1945” autorstwa Teresy Prekerowej, wydana w 1982 r. – przyp. WM). Można zadać sobie pytanie, dlaczego tak późno? To powodowało, że inne kwestie pomocy, te poza Żegotą, poszły w cień. Zasłaniano się działalnością tej organizacji, a o innych formach pomocy zapominano albo nie chciano mówić. Natomiast tak naprawdę Żegota to tylko mała część tego, co się rzeczywiście działo. Zorganizowana pomoc stanowi bardzo niewielką część tej pomocy, ponieważ większość z niej była udziałem osób indywidualnych, które nie miały żadnych powiązań organizacyjnych oraz wsparcia. Jeżeli pomagały, to tylko i wyłącznie własnym wysiłkiem, w dodatku ryzykując i narażając życie swoje, rodziny oraz najbliższych. Takie były warunki okupacyjne. Dlatego też pokazaliśmy panel poświęcony Leopoldowi Rutkowskiemu oraz komórce „Felicja”, czyli sprawom, które są nieznane. Poza tym chciałem również podkreślić, że Żegota to nie była tylko i wyłącznie akcja polska, lecz polsko-żydowska. Wzajemna współpraca musiała istnieć, ponieważ Żydzi bez Polaków nic by tutaj nie zrobili, a z drugiej strony, gdyby Polacy chcieli pomagać Żydom bez wsparcia osób z ich środowiska, to też praktycznie, niewiele zrobiliby, ponieważ nie mieli odpowiednich kontaktów i nie wiedzieli, w jaki sposób dotrzeć do tych ludzi. Jeżeli ktoś się ukrywał, to nie afiszował się tym, że jestem Żydem, robił wszystko, żeby nikt go nie rozpoznał, nikt nie wiedział, kim on naprawdę jest. Tak więc w konspiracji była potrzebna sieć osób, które się w jakiś sposób znały, miały kontakty i w ten sposób docieramy do ich podopiecznych. Komórka „Felicja” jest tego najlepszym przykładem, ponieważ była ona prowadzona przez osobę, która sama, według ustaw norymberskich, była uznawana za Żyda i tak naprawdę byłaby represjonowana, a nawet zabita. Funkcjonowała jednak w Żegocie, dostawała od niej pieniądze i dzięki temu pomagała następnym osobom. Na liście, która zachowała się w archiwum tej komórki, udało nam się odnaleźć – co również pokazaliśmy na wystawie – listy z nazwiskami osób, z których przynajmniej dwie odgrywały po wojnie istotną rolę. Dzięki temu chcieliśmy podkreślić, że ludzie, którym pomagano, przeżyli wojnę i po jej zakończeniu niektórzy z nich prowadzili ważną działalność. Istotne dla nas było to, żeby publiczność oglądająca tę wystawę dowiedziała się również o tego typu sprawach. Na przykładzie Warszawy pokazaliśmy konkretne miejsca, które były związane z Żegotą i staraliśmy się wydobyć to wszystko, co jest najbardziej esencjonalne, a jednocześnie czasami nieznane albo znane tylko tym, którzy analizują najnowsze publikacje. Jednak nawet historycy czasami nie są w stanie wszystkiego śledzić na bieżąco, a tym bardziej osoby, które na co dzień nie zajmują się badaniami. Dlatego to wszystko zostało uwzględnione na naszej ekspozycji, która pokazuje najbardziej aktualny stan wiedzy. Jednocześnie nie oznacza to, że jest on już zamknięty na takim poziomie. On się będzie zmieniał w miarę prowadzenia dalszych badań i okazuje się, że już dzisiaj mógłbym do tej wystawy dodać nowe rzeczy.

Czy w najbliższym czasie pojawi się jakaś publikacja zawierająca aktualny stan wiedzy na temat Żegoty oraz wszelkiej pomocy udzielanej Żydom podczas Holokaustu?
W Instytucie Pamięci Narodowej niebawem powinna się ukazać książka o Żegocie, dlatego że mamy doktoranta, który poświęcił swoją pracę doktorską na ten temat. Bardzo czekam na tę publikację, ponieważ wiem, że osoba ta wykonała bardzo dobrą pracę i zrobiła gruntowne badania źródłowe, dzięki temu, że pracowała w dziale archiwalnym Instytutu Pamięci Narodowej. Miała ona bezpośredni dostęp do pewnych rzeczy, do których np. ja, chcąc je obejrzeć, muszę składać specjalny wniosek i czekać aż zostaną mi one udostępnione. Doktorant ten mógł sięgać po te archiwalia bezpośrednio, dlatego posiada zupełnie inny poziom wiedzy z tychże materiałów i czekam z wielką niecierpliwością na jego książkę, bo wiem, że dzięki niej zdobędę nowe informacje, których będę mógł używać w swoich kolejnych badaniach.

Dlaczego pańskim zdaniem wiedza o Żegocie jest niewielka? Co prawda my, Polacy, wiemy o tym, że taka organizacja istniała, ale poza naszymi granicami mało kto ma świadomość o jej działalności. Rozmawiałem z kilkoma Żydami obecnymi na tej wystawie i jeden z nich stwierdził, że 99,9 procent z nich nie wie nic o istnieniu tej organizacji. Co jest tego powodem?
W ogóle wiedza o sprawach polsko-żydowskich jest podzielona i ograniczona. Żydzi na ogół nie mają zielonego pojęcia o tym, jaka była sytuacja Polaków podczas wojny, co oni robili i w jaki sposób byli zorganizowani. Z drugiej strony, jeżeli zapytamy Polaków, co oni wiedzą o tym, jak byli zorganizowani Żydzi, co robili i jak działali w okresie okupacyjnym, to zauważy pan, że ta wiedza też jest bardzo powierzchowna, jeśli w ogóle jest. My chcieliśmy dzięki tej wystawie przede wszystkim dotrzeć do młodego pokolenia, dlatego że ludzie starsi mają pojęcie o wojnie. Nawet jeśli nie znają szczegółów, to o pewnych ogólnych sprawach wiedzą i do tej wiedzy można się odwoływać. Natomiast młodemu pokoleniu trzeba tłumaczyć wszystko od podstaw, a szczególnie za granicą, gdzie nie ma żadnego przekazu na ten temat. W Polsce on jeszcze występuje, ale poza naszymi granicami, dla młodzieży, jest to totalna abstrakcja. Tak więc uznaliśmy, że na tej wystawie muszą się pojawić pewne podstawowe rzeczy, żeby niektórym uświadomić cały ciąg zdarzeń. Mam tutaj na myśli panele o tym, jak to się stało, że Niemcy i Rosja napadły na Polskę, czy też jaka była polityka Niemców wobec Żydów. Stwierdziliśmy, że w momencie, gdy wystawa pojawi się w takim miejscu jak Nowy Jork lub gdzieś daleko poza granicami Polski, to mogą przyjść ją obejrzeć osoby, które nie będą miały żadnego pojęcia na temat wojny. I rzeczywiście tak jest. Tutaj część osób ma wiedzę na temat wojny, ale są też i tacy, którzy niewiele o niej słyszeli. Natomiast jeżeli ta wystawa pojawi się gdzieś w Argentynie, Brazylii czy też pojedzie do Azji, to może się okazać, że nikt nie będzie wiedział nawet, gdzie jest Polska.

Gdzie ta wystawa będzie jeszcze pokazywana, jeżeli chodzi o Stany Zjednoczone?
W Konsulacie Generalnym RP oczywiście, ze względu na brak miejsca, jest to wystawa jednodniowa. Jednak są już kolejne miejsca, gdzie ona trafi. Zainteresowanie jest duże, ponieważ miałem już okazję rozmawiać z osobami, które chcą pokazać ją u siebie, w swoich organizacjach i instytucjach. Mam nadzieję, że będzie ono jeszcze większe, oraz że ta ekspozycja, skoro już tutaj jest, będzie cały czas gdzieś krążyła. Wiem również, że Konsulat Generalny RP w Nowym Jorku jest bardzo zainteresowany, żeby ta wystawa dotarła do jak najszerszego grona odbiorców, więc na pewno zadba o to, żeby była ona pokazana w wielu miejscach.

Autor: ROZMAWIAŁ: WOJTEK MAŚLANKA