1:1 z Anglikami na deser

53
Damian Szymański (w środku) wyrównuje rachunki z Anglikami na PGE Narodowym w Warszawie FOTO: EPA/PIOTR NOWAK

55 europejskich drużyn narodowych, podzielonych na 10 grup, kontynuowało od 1 do 8 września eliminacje mistrzostw świata 2022, rozgrywając mecze czwartej, piątej i szóstej kolejki. Kompletem punktów mogą pochwalić się już jedynie Duńczycy. W dodatku nie stracili jeszcze bramki.

Nie zabrakło niespodzianek. Największymi były remisy po 1:1 Francuzów w Paryżu z Bośnią i Hercegowiną i w Kijowie z Ukrainą. Nie wygrali dwóch kolejnych meczów także mistrzowie Europy – Włosi, remisując u siebie z Bułgarią (1:1) i na wyjeździe ze Szwajcarią (0:0). Z kolei Holandia, której selekcjonerem znów – już po raz trzeci – jest Louis van Gaal, zremisowała w Oslo z Norwegią 1:1. Sensacją była pierwsza od 1993 roku porażka w eliminacjach MŚ Hiszpanii ze Szwecją 1:2.

Zdecydowanie lepiej będą wspominać minione osiem dni Polacy i Anglicy. Pierwsi zaaplikowali swoim rywalom w dwóch pierwszych meczach 11 goli (cztery Albanii i siedem San Marino), choć grą nie zachwycili, drudzy – osiem. Ich środowe spotkanie na PGE Narodowym rozpaliło do czerwoności nie tylko kibiców i zakończyło się sprawiedliwym remisem 1:1.

WYNIK DUŻO LEPSZY NIŻ GRA

W swym dziewiątym meczu w roli selekcjonera reprezentacji Polski Paulo Sousa odniósł drugie zwycięstwo, choć przyszło ono trudniej, niż wskazywałby na to wynik. Polscy piłkarze pokonali na PGE Narodowym w Warszawie Albanię 4:1 (2:1), a ojcem wygranej był Robert Lewandowski, który strzelił pierwszą i wypracował trzecią bramkę.

Czwartkowy mecz był dużym wydarzeniem, ponieważ kadra wróciła na swój narodowy obiekt po prawie dwóch latach przerwy, spowodowanej głównie pandemią. Poprzednim razem Polska grała tutaj w listopadzie 2019 roku ze Słowenią w eliminacjach ME, zwyciężając 3:2.

Podopieczni Sousy zaczęli kwalifikacje MŚ od marcowych spotkań z Węgrami na wyjeździe (3:3), Andorą u siebie (3:0) i Anglią na wyjeździe (1:2). Natomiast Albania pokonała wówczas na wyjeździe Andorę 1:0, uległa u siebie Anglii 0:2 oraz wygrała w San Marino 2:0.

Sousa jest pechowcem, bo od początku kadencji ma pod górę. A to wypada mu Arkadiusz Milik z Krzysztofem Piątkiem, a to wylatuje mu z boiska za głupotę Grzegorz Krychowiak (jak w meczu ze Słowacją na Euro). Teraz całkowicie posypał mu się środek pola, z Albanią nie mogli zagrać kontuzjowani Piotr Zieliński i Sebastian Szymański oraz Mateusz Klich, który jeszcze przed zgrupowaniem miał pozytywny wynik testu na COVID-19. I to było widać, bo goście całkowicie zdominowali naszych piłkarzy. Na szczęście znany z odważnych decyzji selekcjoner dał od początku meczu szansę debiutantowi – Adamowi Buksie. I nie pożałował tej decyzji…

Już przed meczem PZPN informował, że na stadionie nie będzie kompletu publiczności. Ostatecznie frekwencja wyniosła 38 254 widzów. Czwartkowe zawody oglądał m.in. z trybun prezydent Andrzej Duda (wcześniej tego dnia spotkał się z nowym prezesem PZPN Cezarym Kuleszą).

Początek meczu był festiwalem żółtych kartek dla rywali. Po jedenastu minutach aż trzech albańskich piłkarzy miało już na koncie takie upomnienie. W 12. minucie Biało-Czerwoni objęli prowadzenie. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Jakuba Modera i zgraniu piłki głową przez Kamila Glika, gola, również głową, strzelił z bliska Robert Lewandowski. Arbiter czekał chwilę, konsultując się z VAR, ale uznał trafienie kapitana gospodarzy. To 70. gol rekordzisty Lewandowskiego w reprezentacji, a 27. na PGE Narodowym. Na stadionie eksplozja radości, ale od tego momentu Biało-Czerwoni, paradoksalnie, grali coraz gorzej. Męczyli się okrutnie z wyprowadzaniem piłki. Długimi momentami nie byli w stanie przebić się nie tylko pod bramkę, ale nawet wyjść z własnej połowy.

W 25. minucie trybuny ucichły – Albańczycy wyrównali. Po podaniu Klausa Gjasuli piłkę świetnie opanował wbiegający z lewej strony Sokol Cikalleshi i płaskim strzałem przy słupku pokonał Wojciecha Szczęsnego. W 32. minucie polski golkiper zachował się jednak znakomicie, broniąc groźny strzał Reya Manaja. Osiem minut później goście przeprowadzili kolejną ciekawą akcję i znów górą po uderzeniu Manaja był Szczęsny.

Albańczycy sprawiali lepsze wrażenie, stwarzali więcej dogodnych okazji, jednak gola na 2:1 strzelili Biało-Czerwoni. W 44. minucie Przemysław Frankowski próbował dośrodkować z prawej nogi, ale uczynił to za słabo, więc poprawił z lewej. Buksa nie miał łatwej pozycji, lecz skręcił głową tak mocno, że odbita od słupka piłka wpadła do bramki.

Dwa strzały, dwie bramki – skuteczność drużyny Sousy w pierwszej połowie była imponująca, lecz gra wyglądała gorzej. Lewandowski tylko kręcił głową z niedowierzaniem, gdy schodził na przerwę. W drugiej części polscy piłkarze szybko postarali się o to, żeby kibice nie musieli się już więcej martwić. W 54. minucie Lewandowski odebrał piłkę na połowie rywala, przedarł się prawą stroną niczym taran w pole karne, zgubił obrońców, minął Etrita Berishę i podał wzdłuż linii bramkowej tak, że Grzegorzowi Krychowiakowi nie pozostało nic innego, jak wpakować piłkę do pustej bramki. Cała zasługa „Krychy” polegała na tym, że zamknął akcję.

Radość Roberta Lewandowskiego po strzeleniu gola Albanii
FOTO: EPA/LESZEK SZYMAŃSKI

Dwubramkowe prowadzenie wprowadziło nieco uspokojenia w poczynania drużyny Sousy. Wprawdzie Albańczycy stworzyli jeszcze kilka sytuacji, ale Szczęsny nie dał się pokonać. Natomiast w 89. min Polacy przeprowadzili skuteczny kontratak z udziałem dwóch rezerwowych. Karol Świderski wyłożył piłkę Karolowi Linettemu, a ten wypalił pod poprzeczkę, poprawiając rozmiar zwycięstwa. Oddaliśmy cztery celne strzały, tyle samo co rywal, i dzięki skuteczności zainkasowaliśmy trzy punkty.

W innych spotkaniach grupy I Węgrzy przegrali w Budapeszcie z kroczącą od zwycięstwa do zwycięstwa Anglią 0:4, a Andora pokonała u siebie San Marino 2:0.

Polska – Albania 4:1 (2:1)

Bramki: Robert Lewandowski (12), Adam Buksa (44), Grzegorz Krychowiak (54), Karol Linetty (89) – Sokol Cikalleshi (25).

Żółte kartki: Karol Świderski, Jan Bednarek – Amir Abrashi, Keidi Bare, Elseid Hysaj, Rey Manaj, Klaus Gjasula. Sędzia: Maurizio Mariani (Włochy). Widzów: 38 254.

Polska: Wojciech Szczęsny – Bartosz Bereszyński (32. Paweł Dawidowicz), Kamil Glik, Jan Bednarek, Maciej Rybus (81. Tymoteusz Puchacz) – Kamil Jóźwiak, Grzegorz Krychowiak, Jakub Moder, Przemysław Frankowski (62. Karol Linetty) – Adam Buksa (81. Karol Świderski), Robert Lewandowski.

Albania: Etrit Berisha – Ardian Ismajli, Berat Djimsiti, Marash Kumbulla – Elseid Hysaj, Keidi Bare, Klaus Gjasula, Amir Abrashi (74. Endri Cekici), Rey Manaj (68. Bekim Balaj), Lorenc Trashi (67. Odise Roshi) – Sokol Cikalleshi (83. Myrto Uzuni).

HAT-TRICK BUKSY W SERRAVALLE

W swoim piątym eliminacyjnym spotkaniu reprezentacja Polski pokonała w Serravalle San Marino 7:1 (4:0), ale nawet z przedostatnim zespołem rankingu FIFA, nie potrafiła w pełni kontrolować meczu. Biało-Czerwoni stracili gola z amatorami i grali tak, że trudno do końca cieszyć się ze zwycięstwa.

Gdy chce się dobitnie uwypuklić przewagę jednej drużyny nad drugą, to mówi się o rywalizacji z „kelnerami”. Gracze San Marino pełnili w niedzielę właśnie taką rolę. Co jednak zaskakujące – w pewnym momencie role się odwróciły. Paulo Sousa wystawił w Serravalle drugą drużynę, zostawiając na boisku tylko trzech graczy pierwszego składu. Najlepiej bawił się i tak jej najważniejszy zawodnik – Robert Lewandowski.

Po kilku minutach „Lewy” otworzył wynik. Nie była to może akcja marzeń, wcześniej źle dośrodkował Tymoteusz Puchacz, ale Karol Linetty uratował sytuację i głową wstrzelił piłkę w pole karne. Lewandowski szybko zgarnął ją do ziemi i spokojnym uderzeniem obok bramkarza dał Polsce prowadzenie.

Po piętnastu minutach Biało-Czerwoni prowadzili 2:0. Jakub Moder dobrze przyspieszył akcję prostopadłym podaniem po ziemi, Puchacz wypatrzył Karola Świderskiego, a ten z kilku metrów pokonał Elię Benedettiniego. Napastnik PAOK-u Saloniki ma naprawdę niezłe statystyki w kadrze. W ósmym meczu w reprezentacji strzelił trzeciego gola, w poprzednim spotkaniu z Albanią miał asystę. Świderski za każdym razem wnosi coś pozytywnego na boisko.

Polacy przeważali, co było oczywiste. Rywale nie są profesjonalistami, tylko kilku z nich gra na poziomie trzeciej lub czwartej ligi włoskiej, dlatego cała drużyna San Marino odstawała technicznie i szybkościowo. Tym bardziej dziwiły jednak liczne straty naszej drużyny. Gdy piłkarze Sousy starali się rozgrywać akcje, podając bez przyjęcia, często oddawali piłkę rywalom. Zdarzały się również proste błędy w przyjęciu, brakowało choćby prób dryblingu. Ale jeżeli chodzi o gole, tu wszystko się zgadzało. Lewandowski zdobył swoją drugą bramkę po przytomnym podaniu Damiana Szymańskiego. Pomocnik mógł strzelać, ale szukał „Lewego” w polu karnym, a kapitan kadry z bliska podwyższył na 3:0. To jego 72. gol w reprezentacji. Lepsze dokonania strzeleckie w barwach narodowych mają tylko takie legendy jak: Sandor Kocsis, Ferenc Puskas i Cristiano Ronaldo. Piłkarz Bayernu przed przerwą dołożył jeszcze asystę. Przerzucił piłkę nad obroną gospodarzy i akcję dobrym strzałem do boku zakończył Karol Linetty. To był drugi gol Linettego w drugim kolejnym spotkaniu.

Polacy po pierwszych 45 minutach spokojnie mogli prowadzić wyżej. Kamil Piątkowski nie trafił do pustej bramki, Puchacz uderzył w słupek, a Świderskiego świetnie zatrzymał bramkarz San Marino.

Sousa ściągnął w przerwie kilku reprezentantów, między innymi Lewandowskiego, i szybko zaczęliśmy żałować, że w piłce na trawie nie ma zmiany powrotnej. Już na początku drugiej części skompromitowali się Piątkowski i Michał Helik. Jeden podał za lekko do drugiego, Helik za długo zbierał się do przerwania akcji i Polacy stracili gola. Nicola Nanni, jeden z nielicznych graczy gospodarzy żyjący z futbolu, wyszedł sam na sam z Łukaszem Skorupskim i pewnym uderzeniem pokonał bramkarza. Napastnik wypożyczony do trzecioligowej Ceseny długo denerwował się, że nie dostaje piłek, ale w końcu nadszedł jego moment. Otrzymał dobre podanie od rywala. San Marino znowu strzeliło gola Polsce, jak w ostatnim meczu – osiem lat temu. W tym roku to dopiero druga bramka piłkarzy Franco Varrelli.

Co gorsze, nie był to tylko wypadek przy pracy drużyny Sousy. Gospodarze szybko się rozkręcili i założyli Polakom… pressing! W krótkim odstępie czasu oddali kilka strzałów. Sytuacja na boisku zaczęła wyglądać naprawdę dramatycznie dla naszej drużyny. To był czysty wstyd, mieszanka zlekceważenia przeciwnika z brakiem koncentracji.

Do końca spotkanie przypominało podwórkową kopaninę. Nasi tracili, rywale wybijali piłkę. W tym chaosie świetnie odnalazł się Adam Buksa. Napastnik New England Revolution zdobył klasycznego hat-tricka (trzy kolejne gole w jednej połowie). Najpierw zachował się jak w NBA – wyskoczył wysoko jak do „wsadu” i strzelił gola głową. W doliczonym czasie gry Buksa znowu dołożył głowę i miał dwa gole. A chwilę później wykończył świetną akcję Nicoli Zalewskiego i ustalił wynik na 7:1.

Adam Buksa wyskoczył wysoko jak do „wsadu” i strzelił gola głową. Potem w doliczonym czasie zdobył dwa kolejne FOTO: EPA/LESZEK SZYMAŃSKI

Debiut Zalewskiego też jest warty odnotowania. Jeden z diamentów naszej kadry wszedł na boisko bez kompleksów: pokazał świetne panowanie nad piłką i wysokie umiejętności techniczne. Przy akcji bramkowej dośrodkował „słabszą” lewą nogą – tak, że Buksa mógł tylko dopełnić formalności. Wygląda na to, że 19-latek z Romy dużo da reprezentacji w przyszłości.

W innych meczach grupy I Anglia rozbiła Andorę 4:0, a Węgrzy nieoczekiwanie przegrali 0:1 z Albanią. Polska, dzięki niedzielnej wygranej, awansowała na pozycję wicelidera.

San Marino – Polska 1:7 (0:4)

Bramki: Nicola Nanni (47) – Robert Lewandowski (4, 21), Karol Świderski (16), Karol Linetty (44), Adam Buksa (67, 90+2, 90+4).

Żółte kartki: Nicola Nanni, Marcello Mularoni, Lorenzo Lunadei, Fabio Tomassini. Sędzia: Mattias Gestranius (Finlandia).

San Marino: Elia Benedettini – Alessandro D’Addario, Filippo Fabbri (66. Giacomo Conti), Cristian Brolli (46. Michele Cevoli), Dante Rossi (38. Fabio Tomassini) – Andrea Grandoni, Lorenzo Lunadei, Enrico Golinucci, Marcello Mularoni, Nicola Nanni (73. Mirko Palazzi) – Matteo Vitaioli (46. Jose Hirsch).

Polska: Wojciech Szczęsny (46. Łukasz Skorupski) – Tomasz Kędziora, Michał Helik, Kamil Piątkowski, Tymoteusz Puchacz (66. Nicola Zalewski) – Jakub Kamiński, Damian Szymański, Karol Linetty (79. Przemysław Frankowski), Jakub Moder (46. Bartosz Slisz) – Karol Świderski, Robert Lewandowski (46. Adam Buksa).

REMIS JAK ZWYCIĘSTWO

W środę fantastyczna akcja w końcówce meczu i strzał życia Damiana Szymańskiego dał Polsce na PGE Narodowym sprawiedliwy remis 1:1 (0:0) w meczu z Anglią. Wcześniej gola dla gości strzelił kapitan Harry Kane.

Biało-Czerwoni nie zdobyli wprawdzie w środę kompletu punktów, ale sądząc po reakcji ponad 56-tysięcznego tłumu na PGE Narodowym po ostatnim gwizdku sędziego i tak sprawili swoim kibicom wiele radości. Schodzących do szatni gospodarzy pożegnały głośne okrzyki: „Dziękujemy!”.

Remis z Anglią zrobił na publiczności wrażenie nie tylko dlatego, że został „wydarty” w ostatnich minutach oraz że był to punkt wywalczony z faworytem grupy I i wicemistrzem Europy. Taki rezultat powoduje, że Polska znalazła się w bardziej komfortowym położeniu w rywalizacji z Węgrami i Albanią o drugie miejsce, premiowane awansem do baraży. Mająca o pięć punktów więcej i prowadząca w tabeli Anglia jest już raczej poza zasięgiem. Co więcej, gospodarze mogą wciąż pochwalić się trwającą od marca 2014 roku serią spotkań bez porażki na warszawskiej arenie.

W pierwszej połowie walka była wyrównana, ale nie porywająca. Biało-Czerwoni oddali dwa celne strzały, jednak żaden z nich nie zmusił bramkarza wicemistrzów Europy Jordana Pickforda do wysiłku.

Pierwszą groźną sytuację podopieczni Sousy stworzyli w 29. minucie, kiedy Robert Lewandowski z dużym poświęceniem walczył o piłkę w lewym sektorze boiska, odegrał ją do Karola Linettego, a następnie otrzymał od niego podanie zwrotne, gdy wbiegał w pole karne. „Lewy” próbował przelobować bramkarza. Niestety, strzelił zbyt lekko i Pickford bez problemu złapał piłkę. Najlepszą w pierwszej części gry okazję dla gości kilka minut wcześniej zmarnował Kane, który po dośrodkowaniu z prawej strony boiska był niepilnowany, ale źle przystawił głowę do piłki i zagrał w poprzek bramki, nie zmuszając Wojciecha Szczęsnego do interwencji.

Gdy niemiecki sędzia Daniel Siebert zakończył pierwszą połowę, na murawie doszło do przepychanek z udziałem niemal wszystkich piłkarzy obu drużyn. Gdy emocje opadły, arbiter wezwał do siebie środkowych obrońców Kamila Glika oraz Harry’ego Maguire’a i pokazał obu żółte kartki.

Nasi zawodnicy grali naprawdę lepiej, niż można było przypuszczać. Świetnie w odbiorze radził sobie Grzegorz Krychowiak, który grał jak za najlepszych lat u Adama Nawałki. To był stary dobry „Terminator”, który rządził polską linią pomocy w 2016. Dobre pomysły miał Linetty, ciężko i efektywnie na wahadłach pracowali Kamil Jóźwiak i Tymoteusz Puchacz. W końcu tradycyjnie grę do przodu pchał Jakub Moder, który udowodnił w tym meczu, że nie boi się żadnego rywala. Polscy piłkarze grali naprawdę solidnie, byli świetnie zorganizowani.

Pierwsze celne uderzenie Anglicy oddali dopiero w 53. minucie, kiedy szczęścia z dystansu próbował Kalvin Phillips, ale Szczęsny nie miał kłopotów z jego obroną. Jednak goście z każdą kolejną minutą po zmianie stron uzyskiwali przewagę, coraz rzadziej musieli cofać się do obrony, a sami cierpliwie konstruowali ataki na połowie nieco podmęczonych Polaków.

W 61. minucie po zamieszaniu podbramkowym Maguire uderzył piłką w słupek, a po chwili sędzia wstrzymał akcję ze względu na pozycję spaloną Raheema Sterlinga, który z prawej strony mocno uprzykrzał życie polskim obrońcom. W 66. min z dobrej strony pokazał się Puchacz, który wykorzystał bierność angielskiej defensywy i przedarł się indywidualną akcją w pole karne. Oddał jednak strzał w boczną siatkę. Pięć minut później z dystansu próbował jeszcze Lewandowski, ale choć strzelił celnie, to zdecydowanie zbyt lekko, aby zaskoczyć Pickforda. Chwilę później po drugiej stronie boiska podobną próbę podjął Kane, który miał więcej czasu na przygotowanie się do strzału i to wykorzystał. Piłkę Szczęsnemu zasłonił Jan Bednarek i polski bramkarz nie zdążył zareagować na czas.

Blisko kuriozalnego gola było w 82. minucie, kiedy Pickford zbyt długo zwlekał z wybiciem piłki w niegroźnej sytuacji i trafił w nadbiegającego Karola Świderskiego, wprowadzonego na boisko 20 minut wcześniej za Adama Buksę. Piłka zmierzała w światło bramki, ale angielski bramkarz zdołał ją dogonić i zażegnać niebezpieczeństwo.

W końcówce kapitalnym przyjęciem piłki po długim podaniu popisał się Lewandowski, który próbował pokonać Pickforda technicznym strzałem z kilkunastu metrów, ale uderzał niecelnie. To był jednak sygnał, który zmotywował gospodarzy do coraz śmielszych ataków, które przyniosły efekt w doliczonym czasie – po dośrodkowaniu z lewej strony Lewandowskiego, głową do siatki piłkę posłał Szymański, zdobywając pierwszego gola w drużynie narodowej.

Oprócz remisu Polski z Anglią, w „polskiej” grupie w ramach 6. kolejki rozegrane zostały jeszcze dwa mecze – Albania wygrała z San Marino 5:0, a Węgry pokonały Andorę 2:1.

Polska jest trzecia w grupie I z 11 punktami, za Anglią – 16 oraz Albanią – 12. Węgrzy zgromadzili 10 „oczek”. Przed Biało-Czerwonymi jeszcze spotkania u siebie z San Marino i Węgrami oraz na wyjeździe z Albanią i Andorą.

Polska – Anglia 1:1 (0:0)

Bramki: Harry Kane (72) – Damian Szymański (90+2).

Żółte kartki: Kamil Glik, Grzegorz Krychowiak, Tymoteusz Puchacz, Karol Linetty, Damian Szymański – Kalvin Phillips, Harry Maguire. Sędzia: Daniel Siebert (Niemcy). Widzów: 56 212.

Polska: Wojciech Szczęsny – Paweł Dawidowicz, Kamil Glik (80. Michał Helik), Jan Bednarek, Tymoteusz Puchacz (80. Maciej Rybus) – Kamil Jóźwiak (80. Przemysław Frankowski), Karol Linetty, Grzegorz Krychowiak (68. Damian Szymański), Jakub Moder – Adam Buksa (63. Karol Świderski), Robert Lewandowski.

Anglia: Jordan Pickford – Kyle Walker, John Stones, Harry Maguire, Luke Shaw – Kalvin Phillips, Mason Mount, Declan Rice – Raheem Sterling, Harry Kane, Jack Graelish.

ELIMINACJE MISTRZOSTW ŚWIATA 2022 W STREFIE UEFA

WYNIKI MECZÓW 4. 5. i 6. KOLEJKI:

GRUPA A

środa, 1 września

Portugalia – Irlandia 2:1 (0:1)

Luksemburg – Azerbejdżan 2:1 (2:0)

sobota, 4 września

Serbia – Luksemburg 4:1 (2:0)

Irlandia – Azerbejdżan 1:1 (0:1)

wtorek, 7 września

Azerbejdżan – Portugalia 0:3 (0:2)

Irlandia – Serbia 1:1 (0:1)

 1. Portugalia   5    11-4     13

 2. Serbia   5    12-7     11

 3. Luksemburg     4    5-8       6

 4. Irlandia       4    5-8       2

 5. Azerbejdżan     5    3-9       1

GRUPA B

czwartek, 2 września

Gruzja – Kosowo 0:1 (0:1)

Szwecja – Hiszpania 2:1 (1:1)

niedziela, 5 września

Hiszpania – Gruzja 4:0 (3:0)

Kosowo – Grecja 1:1 (0:1)

środa, 8 września

Grecja – Szwecja 2:1 (0:0)

Kosowo – Hiszpania 0:2 (0:1)

 1. Hiszpania   6    13-5     13

 2. Szwecja     4    7-3       9

 3. Grecja 4    5-4       6

 4. Kosowo      5    3-9       4

 5. Gruzja 5  0 1 4  2-9     1

GRUPA C

czwartek, 2 września

Włochy – Bułgaria 1:1 (1:1)

Litwa – Irlandia Płn. 1:4 (0:1)

niedziela, 5 września

Bułgaria – Litwa 1:0 (0:0)

Szwajcaria – Włochy 0:0

środa, 8 września

Włochy – Litwa 5:0 (4:0)

Irlandia Płn. – Szwajcaria 0:0

 1. Włochy      6    12-1     14

 2. Szwajcaria       4    4-1       8

 3. Irlandia Płn.      4    4-3       5

 4. Bułgaria     5    3-6       5

 5. Litwa    5    1-13     0

GRUPA D

środa, 1 września

Kazachstan – Ukraina 2:2 (0:1)

Francja – Bośnia i Hercegowina 1:1 (1:1)

sobota, 4 września

Finlandia – Kazachstan 1:0 (0:0)

Ukraina – Francja 1:1 (1:0)

wtorek, 7 września

Francja – Finlandia 2:0 (1:0)

Bośnia i Hercegowina – Kazachstan 2:2 (0:0)

 1. Francja       6    8-3       12

 2. Ukraina      5    6-6       5

 3. Finlandia    4    4-5       5

 4. Bośnia i Herc.   4    5-6       3

 5. Kazachstan       5    5-8       3

GRUPA E

czwartek, 2 września

Estonia – Belgia 2:5 (1:2)

Czechy – Białoruś 1:0 (1:0)

niedziela, 5 września

Białoruś – Walia 2:3 (2:1)

Belgia – Czechy 3:0 (2:0)

środa, 8 września

Białoruś – Belgia 0:1 (0:1)

Walia – Estonia 0:0

 1. Belgia   6    21-4     16

 2. Czechy       5    8-7       7

 3. Walia    4    5-5       7

 4. Białoruś      5    6-15     3

 5. Estonia       4    6-15     1

GRUPA F

środa, 1 września

Wyspy Owcze – Izrael 0:4 (0:2)

Mołdawia – Austria 0:2 (0:1)

Dania – Szkocja 2:0 (2:0)

sobota, 4 września

Wyspy Owcze – Dania 0:1 (0:0)

Izrael – Austria 5:2 (3:1)

Szkocja – Mołdawia 1:0 (1:0)

wtorek 7 września

Dania – Izrael 5:0 (3:0)

Austria – Szkocja 0:1 (0:1)

Wyspy Owcze – Mołdawia 2:1 (0:0)

 1. Dania    6    22-0     18

 2. Szkocja      6    9-5       11

 3. Izrael    6    14-11   10

 4. Austria 6    9-12     7

 5. Wyspy Owcze       6    4-14     4

 6. Mołdawia   6    3-18     1

GRUPA G

środa, 1 września

Turcja – Czarnogóra 2:2 (2:1)

Norwegia – Holandia 1:1 (1:1)

Łotwa – Gibraltar 3:1 (0:0)

sobota, 4 września

Łotwa – Norwegia 0:2 (0:1)

Gibraltar – Turcja 0:3 (0:0)

Holandia – Czarnogóra 4:0 (1:0)

wtorek, 7 września

Holandia – Turcja 6:1 (3:0)

Norwegia – Gibraltar 5:1 (3:1)

Czarnogóra – Łotwa 0:0

 1. Holandia     6    22-6     13

 2. Norwegia   6    12-5     13

 3. Turcja   6    16-13   11

 4. Czarnogóra      6    8-9       8

 5. Łotwa   6    7-10     5

 6. Gibraltar     6    3-25     0

GRUPA H

środa, 1 września

Malta – Cypr 3:0 (1:0)

Rosja – Chorwacja 0:0

Słowenia – Słowacja 1:1 (1:1)

sobota, 4 września

Cypr – Rosja 0:2 (0:1)

Słowenia – Malta 1:0 (1:0)

Słowacja – Chorwacja 0:1 (0:0)

wtorek, 7 września

Chorwacja – Słowenia 3:0 (1:0)

Rosja – Malta 2:0 (1:0)

Słowacja – Cypr 2:0 (0:0)

 1. Chorwacja 6    8-1       13

 2. Rosja    6    10-4     13

 3. Słowacja    6    7-5       9

 4. Słowenia    6    4-7       7

 5. Malta    6    6-11     4

 6. Cypr     6    1-8       4

GRUPA I

czwartek, 2 września

Andora – San Marino 2:0 (2:0)

Węgry – Anglia 0:4 (0:0)

Polska – Albania 4:1 (2:1)

niedziela, 5 września

Albania – Węgry 1:0 (0:0)

Anglia – Andora 4:0 (1:0)

San Marino – Polska 1:7 (0:4)

środa, 8 września

Albania – San Marino 5:0 (1:0)

Węgry – Andora 2:1 (2:0)

Polska – Anglia 1:1 (0:0)

 1. Anglia         6    18-2     16

 2. Albania       6    10-6     12

 3. Polska   6    19-8     11

 4. Węgry 6    12-10   10

 5. Andora       6    4-14     3

 6. San Marino       6    1-24     0

GRUPA J

czwartek, 2 września

Liechtenstein – Niemcy 0:2 (0:1)

Macedonia Płn. – Armenia 0:0

Islandia — Rumunia 0:2 (0:0)

niedziela, 5 września

Islandia – Macedonia Płn. 2:2 (0:1)

Niemcy – Armenia 6:0 (4:0)

Rumunia – Liechtenstein 2:0 (2:0)

środa, 8 września

Armenia – Liechtenstein 1:1 (1:0)

Islandia – Niemcy 0:4 (0:2)

Macedonia Płn. – Rumunia 0:0

 1. Niemcy       6    17-2     15

 2. Armenia     6    7-9       11

 3. Rumunia     6    9-6       10

 4. Macedonia Płn.      6    11-6     9

 5. Islandia       6    6-14     4

 6. Liechtenstein    6    2-15     1