20. zwycięstwo Kownackiego

99
Adam Kownacki (z lewej) trafił rywala rekordowe 369 razy FOTO: EPA-EFE/JASON SZENES

W pierwszej walce wieczoru w karierze Adam Kownacki (20-0, 15 KO) pokonał w hali Barclays Center na Brooklynie Amerykanina Chrisa Arreolę (38-6-1, 33 KO) i zdobył wakujący, interkontynentalny pas IBF wagi ciężkiej.

Po 12 rundach wielkiej wojny, podczas której obaj zawodnicy pobili dwa rekordy wagi ciężkiej, wyprowadzając najwięcej ciosów w historii tej kategorii – aż 2172 i trafiając też najwięcej w historii – 667 (Kownacki 369/1047 – Arreola 298/1125) sędziowie byli zgodni. Punktowali jednogłośnie – 118:110 i dwukrotnie 117:111, wszyscy na korzyść Polaka. 116:112, nie tylko naszym zdaniem, byłoby jednak bardziej sprawiedliwe.

„Kocham Stany Zjednoczone, ale czuję się i do końca życia będę się czuł Polakiem” – mówił przed walką urodzony w Łomży „Babyface”. – W piłce przegrasz wiele razy i nic się nie dzieje. W boksie raz przegrasz i to właściwie koniec kariery. Ja na razie nie przegrałem i mam nadzieję na to, że zostanę pierwszym polskim mistrzem świata w kategorii ciężkiej”.
Podczas piątkowego oficjalnego ważenia przed walką okazało się, że 30-letni Polak ma szczytową wagę w karierze – 120,6 kg. Osiem lat starszy Arreola był lżejszy dokładnie o dziesięć kilogramów – 110,6 kg. Obaj pięściarze wyglądali na rozluźnionych, zaznaczając jednak, że są przygotowani na wielkie grzmoty.
Zanim sobotni pojedynek rozpoczął się na dobre, zawodnicy wysłuchali hymnów narodowych. Mazurek Dąbrowskiego wybrzmiał aż w czterech zwrotkach, jednak wielotysięczna polska publiczność nie zawiodła i głośno wyśpiewała hymn do końca.

ZGODNIE Z OCZEKIWANIAMI OD POCZĄTKU ROZGORZAŁA PRAWDZIWA WOJNA, W KTÓREJ ZADANO REKORDOWĄ LICZBĘ CIOSÓW. Kownacki już w dziesiątej sekundzie rozpoczął dzieło mocnym prawym sierpowym. W pierwszej odsłonie obaj trafili kilka razy czysto na górę, lecz to bomby Polaka miały większą wymowę. Dobrze pracował też lewym prostym. Jeszcze więcej działo się w drugim starciu. Kownacki zepchnął Arreolą do odwrotu. Ten odpowiadał mocnymi sierpami, lecz „Babyface” bez zmrużenia oka przyjmował to i nacierał dalej. Trafiał ładnymi krótkimi podbródkowymi w półdystansie. I właśnie takim podbródkowym zranił Amerykanina na początku trzeciej odsłony. Arreola przegrywał, choć cały czas pozostawał groźny i mocno odpowiadał. Skoncentrował się na ciosach na korpus, by osłabić ataki naszego polonijnego wojownika. Ale napór Polaka nie słabł.
Dopiero w czwartej rundzie tempo nieco spadło, na czym skorzystał Arreola. Bił celniej, a po gongu na przerwę podniósł rękę, nakręcając się jeszcze bardziej. Polak kontrolował sytuację, lecz złapał go chyba lekki kryzys. Po przerwie Polak poczęstował przeciwnika prawym sierpowym, lecz Arreola trochę lepiej finiszował, mimo że nabawił się kontuzji lewej ręki.
Dużo lepsza była na szczęście szósta runda. „Babyface” zaczął ją akcją lewy-prawy, ponowił kilka razy tę kombinację i znów to on nadawał tempo. „Koszmar” sporo przyjmował, ale nie zamierzał skapitulować. Mało tego, cały czas groźnie odpowiadał. I wygrał siódme starcie, bo Polak potraktował je trochę „odpoczynkowo”.
W ósmym wydłużył dystans, uruchomił nieco nogi i radził sobie lepiej. Ciosy proste z lewej i prawej ręki robiły wrażenie na Arreoli, który starał się sprowadzać walkę do półdystansu i tam szukać okazji do nokautującego uderzenia. Polak nadal wyprowadzał dużo prawych, celując w zranioną rękę Arreoli. Na początku dziewiątej rundy trafił dwa razy mocnym prawym sierpem. Zdominował to starcie, choć w jego ciosach brakowało już trochę dynamiki. Przed 10. częścią walki sędzia zagaił Amerykanina o stan jego lewej ręki. Ten zapewnił, że wszystko jest w porządku, ale gdy za chwilę otrzymał cios w nią, opuścił gardę, z wyraźnym grymasem bólu. Mimo to wybronił się, zadając mocne uderzenie na wątrobę. Polak dobrze zaczął, potem trochę odpoczywał i dobrze zaznaczył końcówkę dłuższą kombinacją przy linach.
Przed 11. rundą Amerykaninowi zaświecił w oczy lekarz, by sprawdzić czy pięściarz jest zdolny do walki. Nie tylko był, ale jednoręki Arreola wygrał jedenastą rundę. Bił tylko prawymi sierpami, a i tak potrafił znaleźć lukę w gardzie naszego rodaka.
U progu ostatniej części walki obaj panowie serdecznie się uściskali. Ale potem znów nie żałowali sobie ciosów. Trwała bitka, choć nie tak efektowna jak na początku. Obaj byli już po prostu zbyt zmęczeni…
Sędziowie punktowali jednogłośnie – 118:110 i dwukrotnie 117:111, wszyscy na korzyść „Babyface”. Polak odniósł 20. zwycięstwo na zawodowym ringu i zdobył interkontynentalny tytuł mistrza świata federacji IBF.
„Wygrałem, teraz trochę odpoczynku i wracam do pracy. Przede mną jeszcze sporo roboty. Na pewno było dziś kilka kilogramów za dużo, ale zgubię to i będzie dobrze” – komentował na gorąco Kownacki w rozmowie z Heidi Androl z FOX SPORTS.
„Chris okazał się meksykańskim wojownikiem. To naprawdę świetny zawodnik. Wiedziałem, że czeka mnie trudna przeprawa, lecz byłem na to przygotowany. Zresztą statystyki ciosów to potwierdzają. To była w miarę równa walka, byłem w niej jednak nieznacznie lepszy i wygrałem zasłużenie. Wyprowadziłem wystarczająco dużo ciosów, choć Arreola udowodnił, że wciąż potrafi przyjąć i z pewnością kibice dalej będą chcieli oglądać go w akcji” – chwalił rywala.
„Nadal muszę ciężko pracować i polepszać swoje umiejętności. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość. Mam nadzieję, że w przyszłym roku dostanę w końcu walkę o mistrzostwo świata” – dodał Kownacki.

Krótko po walce Adam Kownacki był gościem transmitującej galę telewizji FOX, odpowiadając na pytania komentatorów – panującego mistrza świata wagi ciężkiej federacji WBC, Deontaya Wildera (w środku) i byłego mistrza świata, Brytyjczyka Lennoxa Lewisa
FOTO: WOJCIECH MAŚLANKA

KRÓTKO PO WALCE POLAK BYŁ GOŚCIEM TRANSMITUJĄCEJ GALĘ PBC ON FOX SATURDAY (OGLĄDAŁO JĄ PONAD 1,7 MLN WIDZÓW) OGÓLNODOSTĘPNEJ TELEWIZJI FOX (5), gdzie w rolę ekspertów i komentatorów wcielili się panujący mistrz świata wagi ciężkiej federacji WBC, Deontay Wilder i były mistrz świata Brytyjczyk Lennox Lewis.
„To był świetny występ. Jak dajesz radę wyprowadzać tyle ciosów?” – pytał z uznaniem Kownackiego panujący mistrz świata.
„Już od czasów amatorskich mój boks polegał na zadawaniu dużej ilości uderzeń. Niektóre z dzisiejszych ciosów wyprowadzałem zbyt wolno i muszę nad tym popracować. Zresztą nie tylko nad tym. Na obozie skupiliśmy się na balansie i poruszaniu głowy, w walce jednak zapomniałem o tym i było jak wcześniej – przyznał „Babyface”. – Ciążyła na mnie presja, bo toczyłem pierwszą walkę wieczoru, a zarazem po raz pierwszy boksowałem na dystansie dwunastu rund. To było więc dla mnie nowe doświadczenie. Stworzyłem historię z Arreolą wyprowadzając i trafiając najwięcej ciosów, a teraz chcę stworzyć kolejną historię i zostać pierwszym polskim mistrzem świata wagi ciężkiej, tak więc Deontay, idę po ciebie” – zwrócił się w stronę Wildera z uśmiechem na twarzy.
„Jak chciałbyś mnie pokonać?” – spytał go „Brązowy Bombardier”, król nokautów.
„Ciągłym pressingiem i dużą ilością ciosów. Bijesz bardzo mocno, więc będę też musiał kontrolować dystans” – wytłumaczył swój plan Polak.
„Kiedy przyjdzie odpowiedni moment, spotkamy się, a nasza walka będzie świetna” – zakończył krótką rozmowę champion World Boxing Council.
Przypomnijmy, że Wilder zasiada na tronie WBC wagi ciężkiej od pięćdziesięciu pięciu miesięcy. W tym czasie obronił tytuł już dziewięć razy.
Kownacki pokonując w sobotnią noc Arreolę zdobył interkontynentalny pas IBF. I zbiera już tego profity. Dzięki temu zwycięstwu awansował w zestawieniu i wyprzedza go już tylko obowiązkowy pretendent do mistrzowskiego pasa tej organizacji – Bułgar Kubrat „Kobra” Pulew.


W walce poprzedzającej pojedynek Kownackiego z Arreolą, 36-letni Kanadyjczyk Jean Pascal (34-6-1, 20 KO), któremu wielu doradzało już sportową emeryturę, nieoczekiwanie pokonał Amerykanina Marcusa Browne’a (23-1, 16 KO) i odebrał mu pas WBA wagi półciężkiej w wersji tymczasowej.
Były mistrz świata WBC, IBO i The Ring w kategorii półciężkiej uderzał znacznie rzadziej, ale zdecydowanie mocniej, posyłając rywala trzy razy na deski. W połowie ósmego starcia panowie zderzyli się w wymianie w półdystansie i Browne’owi pękł lewy łuk brwiowy. Rana była głęboka i lekarz nakazał zatrzymanie potyczki. A że zderzenie było przypadkowe, sędziowie musieli to punktować. Sprawa wydawała się stosunkowo prosta – Browne wygrał trzy pierwsze rundy, piątą i szóstą (5). Pascal natomiast czwartą, siódmą i kawałek ósmej, ale jako że miał bonus w postaci trzech nokdaunów, wydawało się, że sędziowie muszą punktować 75:74 na korzyść Pascala. I tak też punktowali.