Artysta nokautu

1
Tuż przed gongiem, kończącym siódmą rundę, Deontay Wilder (z lewej) w końcu trafił na punkt. "King Kong" padł oszołomiony na matę ringu i nie zdążył się podnieść przed wyliczeniem do dziesięciu FOTO: EPA/FRANCK BACHINI

Amerykanin Deontay Wilder (42-0-1, 41 KO) po raz dziesiąty obronił tytuł mistrza świata wagi ciężkiej federacji WBC! Przy okazji udowodnił, że jest największym artystą nokautu naszych czasów, odprawiając w siódmej rundzie bardzo dobrze dysponowanego Luisa Ortiza (31-2, 26 KO) w walce wieczoru gali w Las Vegas.

Obaj podeszli do siebie z wielkim szacunkiem, ale pod koniec pierwszej rundy pretendent zaskoczył mistrza szybkim lewym sierpowym. W drugiej odsłonie Kubańczyk nie potrafił sięgnąć głowy rywala, dlatego kilka razy uderzył na korpus. A champion pasywnie czekał, polując na swoją okazję. Trzecia runda to dalsze szachy, w których trochę więcej atutów miał aktywniejszy „King Kong”. W czwartej Ortiz zagonił na moment „Bronze Bombera” do lin i tam uderzył kilka razy, jednak mistrz nie tylko nic sobie z tego nie robił, ale wręcz zachęcał challengera do dalszych ataków. Piąte starcie to dwa krótkie zrywy Wildera. Jego mocne bomby pruły jednak powietrze, natomiast „King Kong” konsekwentnie szukał ciosów na korpus. Na półmetku trudno było się doszukać rundy dla mistrza, choć Ortiz też specjalnie nie imponował.
Rundę siódmą zdominował Ortiz. Ale przez dwie minuty i pięćdziesiąt sekund. Tuż przed gongiem Wilder w końcu odpalił prawy krzyżowy, trafił na punkt. „King Kong” padł oszołomiony na matę ringu i nie zdążył się podnieść przed wyliczeniem do dziesięciu.
„Bronze Bomber” znów okazał się lepszy od Ortiza, ale do momentu nokautu Kubańczyk prowadził na kartach wszystkich sędziów (59:55, 59:55, 58:56). Eric Cheek przyznał Amerykaninowi pierwszą i szóstą rundę, a Dave Moretti i Steve Weisfeld tylko szóstą. Siódmą też wygrywał Ortiz. Walka z Wilderem to jednak spacer po linie. Obrońca tytułu w samej końcówce pokazał wielką klasę, trafił mocnym prawym i zakończył pojedynek, przekreślając wszystkie rachuby pretendenta.
„Potrzebuję idealnych dwóch sekund, aby odnieść zwycięstwo. W końcu doczekałem się właściwego momentu i wyprowadziłem uderzenie” – stwierdził po walce Wilder, podkreślając z właściwą sobie „skromnością”, że ma „wysoki iloraz inteligencji”. Przeciwnik tłumaczył: „Próbowałem wstać… Myślę, że liczenie trwało trochę szybciej niż sądziłem”.
Dla Wildera była to druga tegoroczna wygrana. W kolejnym występie Amerykanin ma przystąpić do rewanżu z Tysonem Furym. Pojedynek ma odbyć się 22 lutego w Las Vegas.

Dla Ortiza była to druga porażka na zawodowych ringach. Pierwszą także poniósł z Wilderem. W marcu ubiegłego roku roku Kubańczyk został znokautowany przez Amerykanina w dziesiątej rundzie.
Na tej samej gali Meksykanin Leo Santa Cruz (37-1-1, 19 KO) wywalczył wakujący tytuł WBA wagi super piórkowej, pokonując na punkty 115:112, 117:110, 117:110 urodzonego w Meksyku reprezentanta Stanów Zjednoczonych Miguela Floresa (24-3, 12 KO).
Natomiast w walce o trofeum WBA w super koguciej pięściarz z USA Brandon Figueroa (20-0-1, 15 KO) zremisował z meksykańskim rywalem Julio Ceją (32-4-1, 28 KO). Pas pozostał przy Figueroi.