Australian Open bez Świątek, Barthy i Nadala

1
W niedzielę dobiegła końca wspaniała seria Igi Świątek w wielkoszlemowych turniejach FOTO: EPA/DEAN LEWINS

Wielkoszlemowy tenisowy Australian Open na kortach Melbourne Park wkroczył w decydującą fazę. We wtorek i środę poznaliśmy półfinałowe pary w grach pojedynczych. W singlu kobiet o miejsce w finale zagrają Amerykanka Serena Williams (10) z Japonką Naomi Osaką (3) i Czeszka Karolina Muchova (25) z Amerykanką Jennifer Brady (22), a w singlu mężczyzn Serb Novak Djoković z rosyjskim kwalifikantem Asłanem Karacjewem i Rosjanin Daniił Miedwiediew (4) z Grekiem Stefanosem Tsitsipasem (5). W IV rundzie dobiegła końca wspaniała seria w wielkoszlemowych turniejach Igi Świątek.

Serena Williams w hitowym ćwierćfinale pokonała pogromczynię Igi Świątek – Rumunkę Simonę Halep 6:3, 6:3. Walcząca o 24. tytuł wielkoszlemowy w singlu i wyrównanie rekordu wszech czasów tenisistka po raz 40. dotarła do czołowej „czwórki” w zawodach tej rangi.

„Serena to legenda, jest najlepsza. Z nią zawsze się gra ciężko, ale jestem doświadczona, mierzyłam się z nią wielokrotnie. Spróbuję czerpać radość z gry i pokazać swój najlepszy tenis, bo tylko wtedy można wygrać z Sereną” – podkreśliła przed wtorkowym pojedynkiem będąca wiceliderką rankingu WTA Halep, zwyciężczyni French Open 2018 i Wimbledonu 2019. W Australii trzy lata temu dotarła do finału, a w poprzedniej edycji odpadła rundę wcześniej.

Zarówno ona, jak i rozstawiona w Melbourne z numerem 10. Williams dały tego dnia próbkę swoich dużych możliwości. Była to 12. konfrontacja tych zawodniczek, a po raz 10. górą była 39-letnia Amerykanka. Zrewanżowała się młodszej o 10 lat Rumunce za porażkę w ich poprzednim meczu, którym był finał Wimbledonu z 2019 roku.

Utytułowana tenisistka z USA po raz 77. startuje w imprezie wielkoszlemowej, a po raz 20. w Australian Open. W ćwierćfinale zawodów tej rangi wystąpiła po raz 54. (w IV rundzie wyeliminowała turniejową „siódemkę” – Białorusinkę Arynę Sabalenkę 6:4, 2:6, 6:4), a do kolejnego etapu awansowała po raz 40.

W Melbourne triumfowała siedem razy (2003, 2005, 2007, 2009-10, 2015, 2017). Ósme zwycięstwo oznaczałoby też wyrównanie rekordu wszech czasów w liczbie zdobytych tytułów wielkoszlemowych w singlu, który należy do Australijki Margaret Court.

Jej kolejną rywalką będzie rozstawiona z „trójką” Japonka Naomi Osaka, która w poprzedniej rundzie w Melbourne odwróciła losy trzeciego seta (przegrywała już 2:5) i pokonała Hiszpankę Garbine Muguruzę, finalistkę poprzedniej edycji 4:6, 6:4, 7:5, a w drugim wtorkowym ćwierćfinale wygrała z mającą na koncie trzy tytuły wielkoszlemowe w deblu, 71. na świecie Tajwanką Su-wei Hsieh 6:2, 6:2. Japońska tenisistka, która ma w dorobku trzy tytuły wielkoszlemowe, po raz czwarty w karierze znalazła się w czołowej „czwórce” zmagań tej rangi.

Biorąc pod uwagę mecze, do których przestępowała, to we wtorek odniosła 19. zwycięstwo z rzędu. Za każdym razem, gdy docierała do ćwierćfinału w Wielkim Szlemie, to wygrywała później taki turniej. Tak było w US Open 2018 i 2020 oraz dwa lata temu w Australian Open.

W środę z turniejem pożegnała się rozstawiona z „jedynką” reprezentantka gospodarzy Ashleigh Barty, która niespodziewanie przegrała w ćwierćfinale z Czeszką Karoliną Muchovą (25) 6:1, 3:6, 2:6. W amerykańskim meczu Jennifer Brady (22) pokonała Jessicę Pegulę 4:6, 6:2, 6:1.

Barty była nadzieją Australijczyków na pierwszy od 1978 roku triumf ich reprezentantki w singlowych zmaganiach wielkoszlemowych w Melbourne. Marzenia te trzeba jednak odłożyć co najmniej do kolejnego sezonu.

Liderka światowego rankingu rozpoczęła środowy pojedynek od prowadzenia 5:0 i w tym czasie oddała rywalce zaledwie sześć punktów. Jej przeciwniczka nie czuła się dobrze, często się myliła. Kluczowy dla losów spotkania okazał się początek kolejnej partii. Muchova zgłosiła wówczas zawroty głowy i skorzystała z długiej przerwy medycznej, podczas której mierzono jej puls i temperaturę. Barty w tym czasie próbowała pozostać w ruchu na korcie.

Po wznowieniu rywalizacji Czeszka zaczęła grać znacznie lepiej, była bardziej regularna. Australijka z kolei straciła rytm – w dwóch kolejnych setach zanotowała aż 31 niewymuszonych błędów. Muchova na koniec posłała asa. Po raz drugi w karierze pokonała rywalkę z Top 5 światowego rankingu, a po raz pierwszy liderkę tego zestawienia.

Barty w dorobku ma jeden tytuł wielkoszlemowy – triumfowała we French Open 2019. Była teraz głodna gry, bo miała za sobą prawie roczną przerwę w rywalizacji. W poprzednim sezonie, gdy wznowiono międzynarodowe zmagania po wybuchu pandemii COVID-19, ona zdecydowała się pozostać w ojczyźnie. W poprzedniej edycji rywalizacji w Melbourne odpadła w półfinale.

Niespodzianki nie było w drugim ze środowych pojedynków. Brady, półfinalistka ubiegłorocznego US Open, zakończyła udany występ 61. w rankingu WTA Peguli. Wyżej notowana z Amerykanek po raz drugi w karierze dotarła do półfinału imprezy tej rangi. W Melbourne dotychczas jej najlepszym wynikiem była 1/8 finału.

Pegula, która w poprzedniej rundzie odprawiła rozstawioną z numerem piątym Ukrainkę Jelinę Switolinę, nigdy wcześniej w zmaganiach wielkoszlemowych nie przeszła trzeciej rundy. W Australii zaś wcześniej startowała tylko raz – w poprzednim sezonie przegrała mecz otwarcia.

Muchova i Brady zmierzyły się dotychczas raz. W 1/8 finału turnieju WTA w Pradze w 2019 roku po trzysetowym pojedynku góra była Czeszka.

Nie bez kłopotu awansował do półfinału singla mężczyzn Novak Djoković. Lider światowego rankingu tenisistów Z młodszym o 10 lat Niemcem Alexandrem Zverevem (6) zmierzył się w oficjalnym meczu o stawkę po raz ósmy i po raz szósty wyszedł z takiej konfrontacji zwycięsko, wygrywając 6:7 (6-8), 6:2, 6:4, 7:6 (8-6).

Djoković tylko w pierwszej rundzie odniósł zwycięstwo w trzech setach. W kolejnych zadanie utrudniali mu przeciwnicy oraz jego własne problemy zdrowotne. W trakcie spotkania trzeciego etapu rywalizacji doznał urazu mięśnia brzucha i jego dalszy udział w turnieju stanął pod znakiem zapytania. Wrócił do gry, ale zarówno w 1/8 finału, jak i we wtorek w kolejnej fazie zmagań wygrana nie przyszła mu łatwo. Tego dnia posłał 23 asy, do tego miał 56 niewymuszonych błędów. U jego przeciwnika było ich – odpowiednio – 21 i 38.

W pojedynkach singlowych w tym roku Serb pozostaje jak na razie niepokonany, mając na koncie siedem zwycięstw. We wtorek gracz z Belgradu wygrał 301. mecz w Wielkim Szlemie i wśród singlistów ustępuje pod tym względem jedynie Szwajcarowi Rogerowi Federerowi (362).

Jego kolejnym przeciwnikiem będzie Asłan Karacjew (114. ATP), największa rewelacja bieżącego Australian Open. Rosyjski debiutant to pierwszy w liczonej od 1968 roku tzw. Open Erze singlista, który dotarł w wielkoszlemowym debiucie do półfinału. Jest również najniżej notowanym półfinalistą w Wielkim Szlemie od dwóch dekad.

Zajmujący 114. miejsce w rankingu ATP Karacjew pokonał we wtorek narzekającego na ból pleców, rozstawionego z „18” Bułgara Grigora Dimitrowa 2:6, 6:4, 6:1, 6:2, który w 1/8 finału wyeliminował ubiegłorocznego finalistę – Austriaka Dominica Thiema (ATP 3) 6:4, 6:4, 6:0.

Rosjanin w imponującym stylu przechodził kolejne etapy turnieju w Melbourne. W trzech pierwszych meczach stracił łącznie tylko 20 gemów i nie oddał rywalom ani jednego seta. W drodze po półfinału pokonał trzech rozstawionych graczy, wśród których byli występujący z „ósemką” Argentyńczyk Diego Schwartzman oraz grający z „20” Kanadyjczyk Feliks Auger-Aliassime 3:6, 1:6, 6:3, 6:3, 6:4.

W drugim półfinale zagrają Rosjanin Daniił Miedwiediew (4) z Grekiem Stefanosem Tsitsipasem (5), który wyrzucił z turnieju rozstawionego z dwójką Rafaela Nadala. Hiszpan, który walczył o 21. tytuł wielkoszlemowy i poprawę rekordu wszech czasów w męskim singlu, przegrał z Grekiem 6:3, 6:2, 6:7 (4-7), 4:6, 5:7.

Przed rozpoczęciem turnieju głośno było o kłopotach Nadala z plecami. Z tego powodu zrezygnował na początku lutego z udziału w drużynowym ATP Cup i przystąpił do Australian Open bez rozegrania wcześniej żadnego meczu o stawkę. 34-letni zawodnik wspominał o tym urazie jeszcze na początku wielkoszlemowej imprezy w Melbourne, ale w drodze do czołowej „ósemki” nie stracił ani jednego seta.

Wydawało się, że w środę będzie tak samo, bo pewnie zapisał na swoim koncie dwie pierwsze partie. Wydłużył tym samym do 35 serię wygranych setów w Wielkim Szlemie. Kolejnego jednak już nie dołożył.

W trzeciej odsłonie kluczowy okazał się serwis, którego obaj zawodnicy przez długi czas skutecznie pilnowali. W 12 gemach nie tylko nie było żadnego „break pointa”, ale też w ośmiu z nich podający gracz nie oddał rywalowi żadnego punktu, a w pozostałych tylko jeden. W tie-breaku Tsitsipas zdołał już odskoczyć faworytowi, a o jego zwycięstwie zarówno w czwartym, jak i w piątym secie przesądziło jedno przełamanie. Hiszpan obronił w końcówce dwie piłki meczowe, a potem miał jeszcze szansę na odrobienie „breaka”, ale kolejnego meczbola Grek już wykorzystał.

To był jego drugi pięciosetowy mecz w tym turnieju – pierwszy zaliczył w drugiej rundzie. Miał za to czas, żeby odpocząć przed środową konfrontacją, bo do ćwierćfinału awansował bez gry. Włoch Matteo Berrettini (9) oddał spotkanie walkowerem z powodu urazu mięśnia brzucha.

Tsitsipas został dopiero drugim tenisistą, któremu udało się pokonać w Wielkim Szlemie Nadala po przegraniu dwóch pierwszych partii. Włoch Fabio Fognini dokonał tego podczas US Open 2015.

Stefanos Tsitsipas wyrzucił w środę z turnieju rozstawionego z dwójką Rafaela Nadala
FOTO: EPA/DAVE HUNT

Grek po raz trzeci w karierze awansował do półfinału w Wielkim Szlemie, a jeszcze nigdy nie przeszedł tego etapu. W Australii zatrzymał się na nim już w 2019 roku, po porażce z Nadalem.

Teraz jego kolejnym rywalem będzie rozstawiony z „czwórką” Miedwiediew. 25-letni Rosjanin od końcówki poprzedniego sezonu prezentuje wysoką formę. Zwycięstwo w ćwierćfinale w Melbourne to jego 19. z rzędu wygrany mecz. Statystyka przemawia wyraźnie na korzyść gracza z Moskwy, który wygrał pięć z sześciu ich dotychczasowych pojedynków

W środę Miedwiediew pokonał swojego rodaka Andrieja Rublowa (7) 7:5, 6:3, 6:2. Toczący się w upale i w szybkim tempie pojedynek nie zawiódł oczekiwań kibiców. Dwaj niepokonani w tym sezonie gracze (każdy z nich przed tym spotkaniem miał bilans 8-0) rozpoczęli go pewni siebie. Intensywna walka kosztowała ich sporo sił. Rublow po wygraniu w drugim secie najefektowniejszej wymiany w tym spotkaniu, która składała się z 43 uderzeń, usiadł wyczerpany obok kortu.

Była to czwarta konfrontacja Miedwiediewa z młodszym o rok Rublowem. Zwyciężył we wszystkich, nie tracąc przy tym ani jednego seta. Poprzednio zmierzyli się w ćwierćfinale ubiegłorocznej edycji wielkoszlemowego US Open.

Zawodnik będący czwartą rakietą świata w środę wygrał 19. mecz z rzędu. Pod koniec ubiegłego sezonu triumfował w turnieju ATP w Paryżu oraz kończącej sezon imprezie masters – ATP Finals. Tegoroczne starty zaczął z kolei od czterech wygranych spotkań w ramach ATP Cup.

Rosjanin odniósł też zwycięstwo w 11 ostatnich pojedynkach z rywalami z Top10 listy ATP. W wielkoszlemowym półfinale zameldował się po raz trzeci w karierze. Oba wcześniejsze takie sukcesy odniósł w US Open. Jego najlepszym wynikiem w zmaganiach tej rangi jest finał nowojorskiej imprezy z 2019 roku. W Melbourne dotychczas najdalszej dotarł do 1/8 finału (2019-20). Za sprawą obecnego startu jest już pewne, że w poniedziałek zadebiutuje w czołowej „trójce” światowego rankingu.

W niedzielę dobiegła końca wspaniała seria Igi Świątek w wielkoszlemowych turniejach. Na otwarcie Australian Open 2021 Świątek (15) łatwo poradziła sobie z Arantxę Rus (6:1, 6:3), potem równie łatwo odprawiła Włoszkę Camilę Giorgi (6:2, 6:4), która dwa lata temu nie dała jej żadnych szans na tym samym etapie imprezy w Melbourne, a w trzeciej rundzie pokonała Francuzkę Fionę Ferro 6:4, 6:3 i po raz drugi z rzędu awansowała do 1/8 finału Australian Open.

Tutaj czekała na nią wiceliderka światowego rankingu Simona Halep. Trzeci rok z rzędu trafiły na siebie w 1/8 finału wielkoszlemowej imprezy. Tym razem na Rod Laver Arena wygrała Rumunka 3:6, 6:1, 6:4.

Od początku na korcie trwała wspaniała batalia z efektownymi i urozmaiconymi atakami, heroicznymi obronami, ze zmianami kierunków i rotacji. Na pierwsze break pointy trzeba było czekać do siódmego gema. Aktywna Świątek obroniła dwa (bekhend po linii, smecz). W ósmym gemie Rumunka nie zdobyła nawet punktu. Bardzo dobry return przyniósł Polce przełamanie. Mistrzyni Rolanda Garrosa 2020 była niesłychanie rzetelna i ze stoickim spokojem punktowała naprawdę dobrze grającą Halep. Świątek miała więcej argumentów w grze ofensywnej, świetnie przyspieszała potrafiąc przejąć inicjatywę jednym uderzeniem. Imponujące były jej zagrania po głębokim krosie. Bez problemu zamknęła seta. Wykorzystała już pierwszą piłkę setową wygrywającym serwisem.

Po secie gwiezdnego tenisa maszyna z Raszyna się zacięła. W drugim gemie II partii Świątek odparła dwa break pointy, ale przy trzecim wyrzuciła forhend. W jej grze pojawił się chaos, sporo było ataków z nieprzygotowanych pozycji. Halep zdobywała dużo punktów urozmaiconym, głębokim serwisem. W dalszym ciągu prezentowała równy poziom, z małą liczbą błędów. Skuteczniej przechodziła z obrony do ataku. Polka dokonywała złych wyborów, grała skróty bez przygotowania, których szansa na powodzenie była znikoma. Świątek obroniła pierwszą piłkę setową dobrym atakiem, ale drugą Halep wykorzystała wygrywającym serwisem.

W III partii Świątek wciąż szło jak po grudzie. Zawodziła ją praca nóg i jej uderzenia były bardzo nieczyste. Pierwszego break pointa obroniła asem, ale przy drugim popełniła podwójny błąd. Pojawiła się szansa na odrobienie straty, ale Halep wyśmienicie się obroniła przed dobrym returnem Polki i wyszła na 2:0. Świątek próbowała wrócić na jasną stronę mocy i przełamała Rumunkę popisując się świetnym returnem, pewnym atakiem przy siatce i forhendem. Dzięki temu wyrównała na 2:2.

Jednak Polka miała problem ze skutecznością na dłuższym odcinku czasowym, zarówno w wymianach, jak i przy returnie. Seria błędów kosztowała ją oddanie podania w piątym gemie. Ataki tenisistki z Raszyna były zbyt nieuporządkowane, za mało było ciasnych krosów, którymi imponowała w pierwszymi secie. Halep świetnymi kontrami bezlitośnie karciła ją za niestaranną ofensywę. Rumunka nie oddała przewagi przełamania. Mecz w 10. gemie dobiegł końca, gdy Świątek wyrzuciła return.

W trwającym godzinę i 50 minut meczu Halep zdobyła 33 z 43 punktów przy swoim pierwszym podaniu. Rumunka dwa razy została przełamana, a sama wykorzystała cztery z 10 break pointów. Posłała 19 kończących uderzeń przy 17 niewymuszonych błędach. Świątek zanotowano 33 piłki wygrane bezpośrednio i 42 pomyłki.

Świątek miała w wielkoszlemowych turniejach wspaniałą serię. Wygrała 10 meczów z rzędu bez straty seta. W niedzielę doznała pierwszej porażki w imprezie tej rangi od ubiegłorocznego US Open. Wtedy w III rundzie nie dała rady Wiktorii Azarence.

„Jestem rozczarowana, bo pierwszy set był dla mnie idealny” – podkreśliła polska tenisistka po porażce. „Może nie był tak perfekcyjny jak ostatnio we French Open, ale czułam, że gram dobrze. Potem Simona zmieniła nieco taktykę. W pomeczowym wywiadzie przyznała, że zaczęła wówczas nadawać piłce większą rotację. Przez to trudno mi było kontrolować moje uderzenia. Musiałam pięć razy uderzać w jednej wymianie, by skończyć akcję. W drugiej partii brakowało mi energii, więc próbowałam zachować siły na trzecią. W niej, gdy zostałam przełamana, to już nie potrafiłam odrobić straty. Taki jest tenis” – podsumowała Świątek na konferencji prasowej.

Świątek zaznaczyła, że zazwyczaj po porażce skupia się na własnych pomyłkach. Wie jednak, że starsza o 10 lat Rumunka w drugiej części pojedynku grała popisowo.

„Trudno to dostrzec, będąc na korcie, ale potem próbowałam to trochę analizować, czytałam też nieco komentarzy na Twitterze. Zdałam sobie wówczas sprawę, że ona zaprezentowała swój najwyższy poziom, więc nie powinnam być zbyt zła na siebie” – stwierdziła.

Podopieczna trenera Piotra Sierzputowskiego nie kryła, że wcześniej, podczas turnieju WTA w Melbourne, gorzej sobie radziła z oczekiwaniami i presją.

„Wciąż myślami jestem przy dzisiejszym meczu i trudno mi podsumować teraz ostatnie trzy tygodnie. Ale na pewno ważna jest cierpliwość. Po pierwszym tygodniu w Melbourne byłam zła z powodu mojej gry i jednocześnie przestraszona, że nie będę w stanie grać tak dobrze jak w poprzednim sezonie, a raczej tak dobrze jak w ostatnim French Open. Potem jednak się rozluźniłam i zaczęłam czerpać radość z mojego funkcjonowania poza kortem. Czułam się lepiej i zaczęłam lepiej grać. Może następnym razem nie będę już taka zła, gdy przez pewien czas nie będę w stanie grać swojego najlepszego tenisa”.

Świątek i Łukasz Kubot na 1/8 finału zakończyli udział w rywalizacji mikstów. Polska para w drugiej rundzie przegrała w Melbourne z Amerykanką Hayley Carter i Belgiem Sanderem Gille 4:6, 1:6.

Carter i Gille w obsadzie znaleźli się dzięki przyznanej przez organizatorów tzw. dzikiej karcie. Swoją szansę wykorzystali – na otwarcie wyeliminowali broniących tytułu i najwyżej rozstawionych Czeszkę Barborę Krejcikovą i Chorwata Nikolę Mektica.

Z kolei Świątek i Kubot w pierwszej rundzie pokonali zaś reprezentantów gospodarzy Astrę Sharmę i Johna-Patricka Smitha 5:7, 7:6 (8-6), 10-6, broniąc w drugim secie piłkę meczową.

19-letnia zawodniczka z Raszyna, jak i starszy o 19 lat lubinianin, wystąpili razem w Melbourne także rok temu. Wówczas odpadli w ćwierćfinale, ulegając… Sharmie i Smithowi.

Ich wspólny start to element przygotowań do igrzysk w Tokio, w których też chcą razem zagrać w mikście.

Zarówno Świątek jak i Kubot już wcześniej zakończyli występ w tegorocznej edycji Australian Open w swoich priorytetowych konkurencjach. Ona w niedzielę odpadła w 1/8 finału singla, a on dzień później na tym samym etapie pożegnał się z rywalizacją deblową. Rozstawiony z „czwórką” polsko-holenderski duet Kubot i Wesley Koolhof przegrał z australijskimi rywalami Matthew Ebdenem i Johnem Patrickiem Smithem 6-7 (2-7), 4-6.