Bank rozbity młotem

101
Wojciech Nowicki (z prawej) miał w olimpijskim konkursie niesamowitą serię, Paweł Fajdek pokonał „demony“ FOTO: EPA/DIEGO AZUBEL

Wojciech Nowicki rzucił młotem 82,52 m i zdobył złoty medal igrzysk olimpijskich w Tokio. Brąz wywalczył Paweł Fajdek, który uzyskał 81,53. Biało-Czerwoni w Japonii zdobyli cztery medale w tej konkurencji – w tym oba złote.

POLSKA SPECJALNOŚĆ

32-letni Nowicki (Podlasie Białystok) swój najlepszy rezultat w konkursie finałowym uzyskał w trzeciej kolejce. W finale miał jednak niesamowitą serię. W pięciu próbach przekroczył granicę 80 metrów. 82,52 m, które zapewniło złoto olimpijskie, to jego rekord życiowy. Przed finałem wielokrotnie powtarzał, że najważniejsze jest dla niego, aby dwaj Polacy wrócili z medalami z Tokio w rzucie młotem. Tak też się stało.

Jego rówieśnik Fajdek (AZS AWF Katowice) posłał młot najdalej w piątej próbie. 81,53 m w przedostatniej kolejce pozwoliło mu na wywalczenie brązowego medalu. Męczący się w eliminacjach Polak pokazał, że jest w stanie pokonać „olimpijskie demony” i stanąć na podium najważniejszej sportowej imprezy na świecie.

„Najbardziej się cieszę ze zrobienia ‚życiówki’ na docelowej imprezie. A medal jest „na dokładkę”. Czego chcieć więcej” – mówił po finale w wywiadzie dla TVP Nowicki, który mimo największego sukcesu w karierze zachował niezwykłą skromność. Podopieczny Malwiny Wojtulewicz-Sobierajskiej chwalił koło przygotowane przez organizatorów, pogodę i całą otoczkę finału. „Mam nadzieję, że to nie jest ostatni taki konkurs w moim wykonaniu” – dodał.

Fajdek przyznał, że czuje po zdobyciu medalu „ogromną ulgę”. Nie krył jednak pewnego rodzaju rozczarowania, bo przyznał, że jest przygotowany na 84 metry. „W pierwszych czterech rzutach za bardzo chciałem i kosztowało mnie to wiele energii. W tych okolicznościach cieszę się z brązowego medalu. Media nie będą miały o czym gadać. Żadne klątwy, żadne pierdoły. Chciałem złoty, ale Wojtek zrobił to idealnie i wstyd byłoby mu to zabierać. Dwa razy pojadę jeszcze na pewno na igrzyska, a jak będę nienormalny, to trzy” – powiedział brązowy medalista. Dziękował Szymonowi Ziółkowskiemu, który rok temu został jego szkoleniowcem i doprowadził go na wymarzone, olimpijskie podium.

Drugie miejsce zajął – dość niespodziewanie – Norweg Eivind Henriksen – 81,58 m. Eksperci wymieniali go przed finałem wśród faworytów, ale na pewno nie pewniaków do podium.

Nowicki pięć lat temu w Brazylii zdobył brązowy medal igrzysk olimpijskich. Trzykrotnie stanął też na najniższym stopniu podium mistrzostw świata, a w 2018 roku został mistrzem Europy.

Fajdek to czterokrotny mistrz świata. Dotychczas na igrzyskach olimpijskich nie odniósł żadnych sukcesów. Zarówno w Londynie w 2012 roku, jak i w 2016 roku w Rio de Janeiro nie przebrnął eliminacji.

We wtorek Anita Włodarczyk po raz trzeci została mistrzynią olimpijską w tej konkurencji, a brązowy medal wywalczyła Malwina Kopron. Joanna Fiodorow była siódma. Polacy w tej konkurencji wywalczyli więc w Tokio cztery medale – w tym oba złote. W 2000 na igrzyskach w Sydney Polacy także sięgnęli po dublet, bo złoto wywalczyli Kamila Skolimowska i Ziółkowski.

„Jak widać, Polacy mają do tego dryg. Mamy wielu mistrzów w tej konkurencji. Anita teraz wywalczyła trzecie złoto olimpijskie – przecież to jest kosmos. Mamy na to jakiś patent” – podsumował Nowicki. Swój złoty krążek z Tokio zadedykował wspomnianej Skolimowskiej, która zmarła w 2009 roku.