Bezlitosny Andrade i bezradny Sulęcki

106
Statystyki po walce potwierdziły jej jednostronny przebieg. Demetrius Andrade (z lewej) bił więcej ciosów, był skuteczniejszy w ataku i szczelny w defensywie FOTO: RINGPOLSKA.PL

Demetrius Andrade (28-0, 17 KO) w świetnym stylu obronił tytuł mistrza świata WBO w wadze średniej, wygrywając zdecydowanie z Maciejem Sulęckim (28-2, 11 KO) na gali w Providence. Wszyscy trzej sędziowie punktowali 120:107 na korzyść Amerykanina.

Statystyki po walce potwierdziły jej jednostronny przebieg. Andrade bił więcej ciosów, był skuteczniejszy w ataku i szczelny w defensywie. Był dla rywala nieuchwytny, bawiąc się z nim w ringu w ciuciubabkę.

Podopieczny trenera Piotra Wilczewskiego już w pierwszej rundzie wylądował na deskach po lewym sierpowym. Wydawało się, że ten cios ustawił cały pojedynek, choć nie zrobił krzywdy pretendentowi. Sulęcki szybko wstał i wrócił do gry. „To mnie kompletnie rozbiło. A potem brakowało nam pomysłu na walkę. Nie spodziewałem się, że rywal będzie tak szybki. Jednak nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa. Nie poddam się” – powiedział Sulęcki na antenie TVP Sport.

Walczący z pozycji mańkuta Amerykanin od początku sprawiał wrażenie szybszego, realizował swoją taktykę, dominował. Polak miał spore problemy z trafieniem dysponującego dłuższym zasięgiem ramion i bardziej ruchliwego rywala. Sporadycznie wyprowadzał ciosy prawą ręką na korpus, co miało być receptą na defensywę walczącego przed rodzimą publicznością Andrade.

Na półmetku Polak wyraźnie przegrywał na punkty. Żeby myśleć o zwycięstwie, musiał zaryzykować i próbować przejąć inicjatywę i w końcu znokautować posiadacza mistrzowskiego pasa. Jednak niewiele z tego wyszło. Sulęcki nie skracał dystansu i dalej walka toczyła się na warunkach Amerykanina. Polak w ogóle nie zadawał ciosów podbródkowych, kiedy Andrade obniżał pozycję. Ten natomiast emanował pewnością siebie, pozwalał sobie na sztuczki techniczne, efektowne uniki, drobił kroczki i choć w końcówce zwolnił tempo, to pewnie obronił wywalczony w ubiegłym roku tytuł World Boxing Organization. 

Andrade pozostał niepokonany i odniósł 28. zwycięstwo na zawodowym ringu (17 walk rozstrzygnął przed czasem). Dla Sulęckiego była to druga zawodowa porażka i pierwsza próba zdobycia tytułu mistrza świata. 

Na osłodę zainasuje całkiem pokaźną sumkę. Jak informuje Dan Rafael z ESPN, za drugą obronę tytułu „Boo Boo” miał zarobić około 1,5 miliona dolarów. Z kolei konto Polaka ma zasilić 400 tysięcy dolarów. Dla „Striczu” gaża za ostatnią walkę to najlepszy finansowy wynik w karierze. 

Porażka kosztowała jednak Suleckiego spadek aż o trzy miejsca w rankingu wagi średniej portalu BoxRec. Aktualnie „Striczu” plasuje się w nim na 13. miejscu. Z kolei jego rywal, dzięki pewnej wygranej przed własną publicznością, awansował o jedno „oczko” i zajmuje 6. lokatę. Według „BoxRec”, liderem wśród pięściarzy kategorii średniej nadal jest Saul Alvarez, który wyprzeda Giennadija Gołowkina i Daniela Jacobsa. Na porażce Sulęckiego skorzystał jednak inny polski pięściarz. Kamil Szeremeta przesunął się o jedno miejsce i jest 12. 

***

Na tej samej gali były mistrz świata wagi ciężkiej Joseph Parker (26-2, 20 KO) pokonał przez techniczny nokaut w dziesiątej rundzie Alexa Leapaia (32-8-4, 26 KO). Pojedynek został przerwany po serii celnych prawych prostych 27-latka.

Ponadto Khalid Yafai (26-0, 15 KO) wygrał jednogłośnie na punkty z Norbelto Jimenezem (29-9-4, 16 KO) i obronił tytuł mistrza świata WBA wagi super muszej. Po dwunastu rundach sędziowie punktowali 117-109, 118-108 i 119-107 dla Brytyjczyka.