Błachowicz stracił pas

57
Walkę Jana Błachowicza z Gloverem Teixeirą zakończyło tak zwane duszenie zza pleców FOTO: SPORTS.YAHOO.COM

Jan Błachowicz stracił pas mistrza świata wagi półciężkiej organizacji UFC, czyli najbardziej prestiżowej federacji wszechstylowej walki wręcz. Podczas gali UFC 267 w Abu Zabi, 38-letni Polak przegrał przed czasem w drugiej rundzie z cztery lata starszym Brazylijczykiem Gloverem Teixeirą.

Błachowicz (28-9) w Ultimate Fighting Championship występuje od 2014 roku. Reprezentant Polski wygrał dziewięć z dziesięciu poprzednich pojedynków i szybko wdarł się do ścisłej czołówki wagi półciężkiej w UFC. Do historii przeszły jego spektakularne nokauty z walk z Lukiem Rockholdem i Coreyem Andersonem. Przed tamtymi potyczkami nikt nie dawał mu szans na zwycięstwo.

We wrześniu ubiegłego roku “Cieszyński Książę” spełnił swoje marzenie, kiedy podczas gali UFC 253 w Abu Zabi pokonał przez TKO w drugiej rundzie Amerykanina Dominicka Reyesa i został nowym mistrzem kategorii do 93 kg, na stałe zapisując się w historii światowych sportów walki. 6 marca tego roku na gali UFC w Las Vegas obronił pas, wygrywając jednogłośnie na punkty z mistrzem wagi średniej Nigeryjczykiem Israelem Adesanyą.

W sobotę Polak wyszedł do klatki w roli, do której nie jest przyzwyczajony w UFC – jako faworyt. Bukmacherzy stawiali na niego ostatnio w listopadzie 2019 roku. Wtedy Błachowicz pokonał Ronalda “Jacarego” Souzę. O legendarnej polskiej sile przekonać się miał tym razem Teixeira (33-7). Doświadczony i zaprawiony w bojach “Pitbull” już poznał smak walki o pas. W 2014 roku zmierzył się z Jonem Jonesem, z którym przegrał przez decyzję.

Brazylijczyk miał za sobą świetną serię pięciu triumfów z rzędu, z czego czterech osiągniętych przed czasem. Nie przegrał w oktagonie od lipca 2018. Zaskakiwał w dwóch poprzednich starciach, kiedy pokonywał Anthony’ego Smitha i Thiaga Santosa. Przeciwko Błachowiczowi nie miał nic do stracenia.

Były mistrz KSW wyszedł do oktagonu przy tym samym akompaniamencie, co poprzednio. Towarzyszyły mu “Deszcze niespokojne”, które poprowadziły go do największego triumfu w karierze. Przy przedstawianiu zawodników zabrakło niestety “It’s time” i Bruce’a Buffera. Ze względu na chorobę zastąpić go musiał Joe Martinez. W hali nie brakowało polskich fanów, którzy głośno wspierali Błachowicza.

Brazylijczyk, który w czwartek skończył 42 lata, już na początku pojedynku sprowadził młodszego o cztery lata Polaka do parteru. Teixeira kontrolował sytuację w tej pozycji i wygrał pierwszą rundę. W następnej dość długo trwała wymiana ciosów w oktagonie. Polak wyprowadzał ich więcej, ale mocniejszy zadał rywal. W pewnym momencie Teixeira znów obalił Błachowicza, zapiął perfekcyjnie tzw. duszenie zza pleców i wkrótce potem Polak “odklepał”, co oznaczało porażkę

“Wszystko było źle. Zostawiłem formę w pokoju hotelowym. Nie byłem mistrzem, a teraz Glover nim jest. Muszę przeanalizować, co poszło nie tak. To nie byłem ja, ale nie chcę się tłumaczyć, bo Glover mnie pokonał i każdy to widział. (…) W pierwszej rundzie sprowadził mnie do parteru, ale nie czułem się źle w tej pozycji. Potem powiedziałem sobie, że od drugiej zacznę robić swoje, ale on mi na to nie pozwolił. Sprowadził mnie znowu, a potem poddał. Duszenie było zapięte perfekcyjnie  Co mogę powiedzieć? Czuję się jak gó**o i tyle” – przyznał były już czempion po walce.

Błachowicz chce jak najszybciej odzyskać mistrzowski pas. “Chcę wrócić w marcu. Glover jest ode mnie starszy, więc mam czas, aby odzyskać pas, co zamierzam zrobić. Najpierw jednak muszę wrócić i wygrać kilka pojedynków” – zaznaczył.

Była to główna walka wieczoru. Wcześniej w oktagonie zameldowało się dwóch innych reprezentantów Polski – Marcin Tybura (22-7) i Michał Oleksiejczuk (16-4, 1 NC). “Tybur” został wypunktowany przez Aleksandra Wołkowa (34-9), natomiast “Lord” rozprawił się przed czasem z dotychczas niepokonanym Szamilem Gamzatowem (14-1).

Pojedynek dwóch byłych mistrzów organizacji M-1 Global w wadze ciężkiej mógł się podobać, a Polak odważnie w stójce, nie bał się wymieniać ciosów z Rosjaninem, który większość wcześniejszych walk wygrał przez nokaut.

Tybura ruszył mocno w trzeciej rundzie. Po minucie docisnął rywala do siatki, ale ten rozerwał klincz i mocno trafił 35-latka. Polak przyjmował coraz więcej uderzeń, chwiał się na nogach. Nokaut wisiał w powietrzu. Ostatecznie obaj dotrwali do końcowego gongu. Jednogłośną decyzją sędziów (30-27, 30-27, 29-28) zwyciężył “Drago”, przerywając znakomitą serię pięciu wygranych Tybury.

Walczący, podobnie jak Błachowicz, w wadze półciężkiej Oleksiejczuk w UFC występuje od grudnia 2017 i ma za sobą wzloty i upadki. Do oktagonu powrócił w marcu tego roku, pokonując Modestasa Bukauskasa. Przed galą w Etihad Arenie Polak nie był stawiany w roli faworyta. Jego rywal, Gamzatow, nie zaznał wcześniej żadnej porażki w profesjonalnej karierze, ale w UFC stoczył do tej pory tylko jedną, zwycięską walkę. Jego cztery zaplanowane pojedynki (z Devinem Clarkiem, Da Un Jungiem i dwa z Ovince’em St. Preux) były z różnych przyczyn odwoływane.

“Lord” nie bał się rywala. Zadawał uderzenia, które po 3 minutach i 31 sekundach okazały się zabójcze. Polak posłał konkurenta na deski i odniósł niezwykle cenne zwycięstwo.