Brąz na pocieszenie

36
Trzecia drużyna Europy AD 2021 FOTO: EPA/ANDRZEJ GRYGIEL

Polscy siatkarze nie stanęli w tym roku na podium IO, nie zostali mistrzami Europy, ale długi i trudny sezon kończą z medalem. Drużyna Vitala Heynena dźwignęła się mentalnie po półfinałowej porażce ze Słowenią i w dobrym stylu pokonała w meczu o 3. miejsce ME 2021 Serbię 3:0. To dziesiąty krążek ME w historii Biało-Czerwonych.

Mistrzostwo Europy po 16 latach przerwy zdobyli Włosi, którzy w finale pokonali w katowickim Spodku Słowenię 3:2, a w całym turnieju nie przegrali meczu. Liderem i kapitanem włoskiej kadry był Simone Giannelli, który został wybrany najlepszym graczem imprezy (była to jedyna indywidualna nagroda). Mierzący 199 cm rozgrywający na co dzień występuje w Sir Safety Conad Perugia.

Słoweńska klątwa w mistrzostwach Europy trwa. W półfinale turnieju po niesamowicie nerwowym meczu polscy siatkarze ulegli w katowickim Spodku reprezentacji Słowenii 1:3 (25:17, 30:32, 16:25, 35:37). Zespół z Bałkanów stał się swego rodzaju ich „katem” – wyrzucał reprezentację Polski z trzech ostatnich turniejów tej rangi, w półfinale w 2019 roku, 1/8 finału w 2017 i 1/4 finału w 2015 roku. I teraz po raz czwarty.

Od samego początku pierwszego seta było widać, że Heynen w nieprawdopodobny sposób nakręcił zespół do walki o finał. Znakomicie na zagrywce spisywał się Jakub Kochanowski, Polacy dorzucali świetną grę blokiem i zbudowali bezpieczną przewagę (12:7). Gdy Słoweńcy się nieco zbliżyli (14:11), do gry wszedł Wilfredo Leon. Najpierw pokazał się w ataku, później zaczął koncert na zagrywce. Jego bomby sprawiły, że Słoweńcy nie mieli czego szukać w tym secie, wygranym przez Polaków ostatecznie do 17.

W drugiej partii Polacy mieli nieco większe problemy. Po serii nieudanych przyjęć Leona, Słoweńcy zbudowali bezpieczną przewagę (3:6). Zespół Vitala Heynena powoli wracał do gry, głównie blokiem i zagrywką Kochanowskiego, i po chwili znów był remis (10:10). Obydwa zespoły grały „punkt za punkt” aż do stanu 15:17, gdy Słoweńcy ustrzelili Leona zagrywką. Po chwili było już 16:19 po błędzie Kubiaka na przyjęciu i wydawało się, że sytuacja Polaków jest bardzo trudna. Ale najpierw Bieniek, a po chwili Kurek sprawili swoją zagrywką, że zespół Heynena znów prowadził (21:20). Polacy po kolejnej serii zagrywek Kochanowskiego mieli dwie piłki setowe (24:22), które Słoweńcy obronili. W grze na przewagi Polacy mieli kolejne okazje, ale przy stanie 30:30 na zagrywce pojawił się Klemen Cebulj. Choć sędziowie początkowo oznajmili, że trafił w aut, challenge pokazał, że trafił w linię końcową. Słoweńcy mieli swoją trzecią piłkę setową w drugim secie. Polacy przyjęli piłkę, ale atak Kurka został podbity przez rywali. Na kontrze Toncek Stern po raz kolejny potwierdził, że jest niemal bezbłędny i Słoweńcy doprowadzili do remisu 1:1 w setach.

W trzecim secie Słoweńcy szybko uciekli na 2:5. Zatorski przyjął zagrywką na drugą stronę, Kubiak nieskutecznie przepchnął piłkę po bloku i było już 3:8. Kolejne akcje przebiegały w podobny sposób. Heynen nie reagował, a wynik uciekał. Dopiero przy stanie 5:13 ściągnął z parkietu Kubiaka, wprowadzając na niego Semeniuka. To tylko nieco odmieniło obraz gry. Polacy dalej mieli problemy z przyjęciem. Podwójna zmiana także nie przyniosła żadnego efektu, bo Kaczmarek nie kończył kolejnych ataków, przez co Słoweńcy zbudowali dziesięć punktów przewagi (12:22) i ostatecznie wygrali seta do 16.

Czwarta partia zaczęła się jak dwie poprzednie. Alen Pajenk zaserwował asa serwisowego, Kurek został zablokowany i Słoweńcy odskoczyli na trzy punkty (3:6). Biało-Czerwoni jednak szybko odpowiedzieli. Nowakowski zablokował rywala na środku, Kubiak po jednym ze skończonych ataków doprowadził do awantury pod siatką, po czym zaczął grać jak na kapitana przystało. I Polacy błyskawicznie wyszli na prowadzenie (8:6). Po ataku w siatkę Tine Urnauta było już nawet 10:7. Kolejne świetne zagrywki Kochanowskiego i skuteczna gra Kubiaka na siatce sprawiły, że ta przewaga znów rosła, do czterech punktów (15:11, 17:13). Ale radość nie trwała długo – proste błędy sprawiły, że Słoweńcy zbliżyli się na jeden punkt (18:17), a po asie serwisowymAlena Sketa był remis – 19:19. Potem Polacy mieli piłkę setową, ale Kubiak został zablokowany w bardzo trudnej sytuacji.

I znów decydować musiała gra na przewagi! Było 25:25, gdy Leon kiwnął tuż za blok i został podbity. Słoweniec huknął daleko w aut, a sędzia sam z siebie poprosił o challenge, by sprawdzić, czy piłka dotknęła bloku. I niestety, dotknęła palców Bieńka. Słoweńcy mieli piłkę meczową na wagę awansu do finału. Ale Leon się przełamał w ataku i znów był remis! Po świetnej zagrywce Bieńka Polacy mieli kolejną piłkę setową, ale Słoweńcy znów się obronili, a po błędzie Kubiaka w przyjęciu znów mieli piłkę meczową. Tę Polacy obronili, ale przy kolejnej nie dali już rady – Leon huknął prosto w blok. Wydawało się, że jest po meczu, ale… Słoweńcy wpadli w siatkę przy bloku! Cebulj skończył kolejny atak, ale potem zaserwował w siatkę. Stern odpowiedział skutecznym atakiem. Polacy źle przyjęli, Kubiak nie skończył ataku i Urnaut miał piłkę meczową w górze. Huknął w aut, sędzia znów zażądał challenge’u, który znów decydował o losach meczu. I znów był po stronie Polaków, choć zabrakło milimetrów, by piłka dotknęła bloku! I mogli mieć piłkę setową, ale Kurek w znakomitej sytuacji huknął w aut.

Trwała zaciekła walka punkt za punkt, obydwa zespoły przepychały się w ataku, ale to Słoweńcy mieli kolejne piłki meczowe. Było już 35:35, gdy Leon zaserwował w aut. Słoweńcy mieli piłkę meczową, Kubiak nie skończył ataku. Stern na kontrze się nie pomylił, Heynen znów zażądał challenge’u, ale błędu nie było. 35:37 w czwartym secie, 1:3 w całym meczu. Słowenia awansowała do finału mistrzostw Europy, po raz czwarty z rzędu wyrzucając z turnieju reprezentację Polski.

W rozgrywanym w Katowicach drugim półfinale Serbia przegrała z Włochami 1:3 (27:29, 22:25, 25:23, 18:25) i straciła szanse na obronę tytułu.

Polska – Słowenia 1:3 (25:17, 30:32, 16:25, 35:37)

Polska: Fabian Drzyzga, Bartosz Kurek, Michał Kubiak, Wilfredo Leon, Jakub Kochanowski, Mateusz Bieniek, Paweł Zatorski (libero) oraz Damian Wojtaszek (libero), Piotr Nowakowski, Łukasz Kaczmarek, Grzegorz Łomacz, Kamil Semeniuk.

W niedzielę drużyna Vitala Heynena dźwignęła się mentalnie po porażce ze Słowenią i w meczu o trzecie miejsce w dobrym stylu pokonała, po raz drugi w tych mistrzostwach, Serbię 3:0 (25:22, 25:16, 25:22). Podobnie jak dwa lata temu w Paryżu, tak teraz w Katowicach polscy siatkarze po półfinałowej porażce potrafili się zmobilizować i rozbić rywali w meczu o trzecie miejsce. W spotkaniu, które może być pożegnaniem Heynena z polską kadrą, jego wypróbowani żołnierze znów wywalczyli miejsce na podium.

Zaczęło się od kilku błędów i niemrawych ataków rywali, którzy wyglądali na bardziej zmęczonych, i prowadzenia Polaków 6:3. Potem do stanu 17:17 żadna z drużyn nie była w stanie oderwać się od przeciwnika, w końcu udało się to Biało-Czerwonym dzięki blokowi Jakuba Kochanowskiego i Wilfredo Leona na Aleksandarze Atanasijeviciu (19:17). Do trzypunktowej przewagi udało się wrócić po akcji, w której dwa razy wystawiał Leon, a po drugiej z tych wystaw Łukasz Kaczmarek obił serbski blok (22:19). W kolejnej akcji Kochanowski zaserwował pierwszego w meczu asa i przy wyniku 23:19 nasz zespół mógł już czuć się bezpiecznie. Ostatnie punkty nie miały historii, po zepsutej zagrywce Srećko Lisinaca Polacy wygrali 25:22.

Wygrane przez nasz zespół pierwsze partie to w tych mistrzostwach reguła, ale już w kolejnych odsłonach często pojawiały się problemy. Jednak nie tym razem. Od stanu 7:5 przy zagrywce dobrze dysponowanego Kochanowskiego mistrzowie świata zdobyli cztery kolejne punkty (11:5), potem asa dołożył Fabian Drzyzga i przy wyniku 13:6 można już było obstawiać, że Polacy drugiego seta wygrają. W tej części meczu wyraźnie było widać, że Serbom brakuje takiej mobilizacji, jaką na Polakach wymuszali ich fani. Na dobre zagrania Biało-Czerwonych ustępujący mistrzowie Europy sporadycznie odpowiadali tym samym. Efekt był taki, że ich strata rosła. Na koniec seta, którego zamknął atak Kaczmarka, wyniosła dziewięć punktów (25:16).

Trzecia odsłona początkowo wyglądała podobnie do drugiej. Nadal to polski zespół dyktował warunki gry i od początku utrzymywał trzy, czteropunktowy dystans (4:1, 12:8). W połowie seta Serbowie zaczęli jednak odrabiać straty. Gdy Marko Ivović zagrał asa serwisowego, było już tylko 14:13, a po dwóch kolejnych kiwkach Urosa Kovacevicia na które nabrali się nasi siatkarze, goście doprowadzili do remisu 16:16. Potem Polacy odzyskali inicjatywę. Leon potężnym blokiem zatrzymał Kovacevicia (18:16), Mateusz Bieniek zaserwował dwa kolejne asy (21:17) i wydawało się, że Biało-Czerwoni mecz zamkną bez przygód. Tyle że inne plany miał Drażen Luburić – dzięki jego trudnym zagrywkom serbski zespół doprowadził do remisu 22:22. Na szczęście wtedy Leon pokazał, że to on jest specjalistą od zagrywania asów, Kubiak przy piłce setowej wybił piłkę od bloku rywali i set zakończył się wygraną polskich siatkarzy 25:22, a cały mecz wynikiem 3:0.

Dla drużyny, która narodziła się w czasie mistrzostw świata 2018, pewien etap się skończył. Wiele wskazuje, że w najbliższej przyszłości rozpocznie się nowy i nastąpi nowe rozdanie. I choć w ostatnich czterech latach obok pięknych sukcesów były też bolesne porażki, trzeba mieć nadzieję, że kolejne lata będą dla polskiej siatkówki równie dobre, jak te pod wodzą Heynena.

Polska – Serbia 3:0 (25:22, 25:16, 25:22)

Polska: Fabian Drzyzga, Bartosz Kurek, Michał Kubiak, Wilfredo Leon, Mateusz Bieniek, Piotr Nowakowski, Paweł Zatorski (libero) oraz Damian Wojtaszek (libero), Jakub Kochanowski, Grzegorz Łomacz, Łukasz Kaczmarek, Tomasz Fornal.

ME 2021 SIATKARZY

ĆWIERĆFINAŁY

Serbia – Holandia 3:0 (25:23, 25:20, 27:25)

Polska – Rosja 3:0 (25:14, 26:24, 25:19)

Włochy – Niemcy 3:0 (25:13, 25:18, 25:19)

Słowenia – Czechy 3:0 (25:21, 25:19, 27:25)

PÓŁFINAŁY

Polska – Słowenia 1:3 (25:17, 30:32, 16:25, 35:37)

Serbia – Włochy 1:3 (27:29, 22:25, 25:23, 18:25)

MECZ O 3. MIEJSCE

Polska – Serbia 3:0 (25:22, 25:16, 25:22)

FINAŁ

Włochy – Słowenia 3:2 (22:25, 25:20, 20:25, 25:20, 15:11)