Brąz na pocieszenie

26
Polscy siatkarze nie kryli, że celowali w złoty medal, ale brązowy też sprawił im sporo radości FOTO: EPA/YOAN VALAT

Serbscy siatkarze pokonali w Paryżu Słoweńców 3:1 (19:25, 25:16, 25:18, 25:19) w finale mistrzostw Europy i po raz drugi w historii wywalczyli tytuł, poprzednio osiem lat temu. Polacy zdobyli brązowy medal, wygrywając z Francuzami 3:0 (26:24, 25:22, 25:21).

Finał miał szczególne znaczenie dla trenera zwycięzców Slobodana Kovaca, który w latach 2017-18 prowadził Słoweńców. Ci powtórzyli swój najlepszy wynik w ME. Poprzednio srebro wywalczyli cztery lata temu. Oba zespoły w półfinale pokonały faworytów. Słoweńcy w czwartek w Lublanie wygrali z Biało-Czerwonymi 3:1 (25:23, 24:26, 25:22, 25:23), a Serbowie dzień później w Paryżu po emocjonującym i długim pojedynku okazali się lepsi od gospodarzy 3:2 (23:25, 25:23, 25:21, 17:25, 15:7). Najbardziej wartościowym zawodnikiem (MVP) imprezy został Serb Uros Kovacević.

BIAŁO-CZERWONI W DRODZE DO PÓŁFINAŁU STRACILI ZALEDWIE SETA, A PIĘĆ OSTATNICH MECZÓW WYGRALI 3:0. Mieli jednak świadomość, że teraz czeka ich bardzo trudne zadanie. Na korzyść Słoweńców, którzy w ćwierćfinale wyeliminowali broniących tytułu Rosjan, przemawiał fakt, że od początku turnieju grali w Lublanie. W przypadku podopiecznych Vitala Heynena było to zaś czwarte miasto i drugi kraj, w którym występowali podczas tego turnieju.

Zaczęło się obiecująco. Po dwóch blokach na Tine Urnaucie Polacy prowadzili 7:3, a zaraz potem Wilfredo Leon powiększył przewagę asem. Jednak przy serwisie byłego przyjmującego Zaksy Kędzierzyn-Koźle, Słoweńcy dwukrotnie odrobili kilkupunktowe straty. Przy prowadzeniu Biało-Czerwonych 20:17, po stronie gospodarzy doszło do czterech odbić, ale sędzia to im przyznał punkt. Protestowali przeciwko temu gwałtowanie zarówno Heynen, jak i wielu polskich zawodników, ale arbiter zdania nie zmienił. Polacy wygrywali 22:20, ale po ich błędach i za sprawą zagrywki Klemena Cebulja rywale odskoczyli na 24:22. Przy pierwszej piłce setowej Leon skończył atak, ale po chwili został zablokowany i hala wypełniona w przygniatającej większości ok. 11 tysiącami żywiołowych słoweńskich kibiców wpadła w euforię. Polacy oddali rywalom za sprawą własnych błędów aż 12 punktów.

Podopieczni Heynena w drugiej odsłonie przez dłuższy czas nie mogli znaleźć sposobu na Cebulja i Toncka Sterna oraz dobrze serwującego Jana Kozamernika, ale byli w stanie utrzymać kontakt z rywalami. Bo błędzie w obronie przegrywali 21:23 i wyglądali już na nieco zrezygnowanych. As Michała Kubiaka dał im remis, ale po chwili pomylił się on w polu zagrywki, co oznaczało piłkę setową dla Słoweńców. Drugie życie wstąpiło w Biało-Czerwonych, gdy zablokowali Cebulja (24:24). Mateusz Bieniek w pierwszej odsłonie zepsuł aż trzy zagrywki, a w drugiej jeszcze jedną. Wszystkie winy odkupił jednak w końcówce drugiej partii, gdy zapunktował bezpośrednio w tym elemencie. Bohaterem ostatniej akcji został Dawid Konarski, który popisał się pojedynczym blokiem i tym sposobem doprowadził do remisu w całym meczu.

Krótko trwała dobra passa mistrzów świata w kolejnej odsłonie. Po raz ostatni prowadzili w niej 6:5. Po drugiej stronie siatki znów szaleli Urnaut, Stern i Cebulj, dobrze funkcjonował serwis i blok gospodarzy (8:11, 12:16). Heynen sięgnął po rezerwowych – Aleksander Śliwka popisał się w krótkim czasie trzema udanymi atakami, a strata Polaków się zmniejszyła. Słoweńcy wrócili jednak do dobrej gry. Tym razem na niewiele zdały się dwie udany zagrywki Bieńka w końcówce – seta zakończył kontrą Urnaut.

Szkoleniowiec Biało-Czerwonych wrócił do podstawowego składu od początku następnej odsłony, która zaczęła się od prowadzenia gospodarzy 2:0, ale i ci zaczęli się mylić. Co jakiś czas Polacy odskakiwali na dwa „oczka”, a po chwili rywale doprowadzali do remisu. Mistrzowie świata wciąż mieli problem z odbiorem zagrywki gospodarzy i często ratowali się rozpaczliwie przy przebijaniu piłki. Mimo to akcje te przynosiły im punkty. Dobrze z roli odpowiedzialnego za wynik wywiązywał się Kubiak. To jednak po bloku na nim rywale objęli po raz pierwszy od długiego czasu prowadzenie 22:21, a gdy serwisem ustrzelił go bohater spotkania Urnaut, Słoweńcy mieli pierwszą piłkę meczową. Wykorzystali drugą za sprawą zepsutej zagrywki kapitana Polaków.

Biało-Czerwoni nie mogą przełamać klątwy Słoweńców w ME. Cztery lata temu przegrali z nimi w ćwierćfinale 2:3 (rywale wywalczyli wówczas srebrny medal), a w 2017 roku w barażu o „ósemkę”. Ta druga porażka była tym boleśniejsza, że impreza odbywała się w kraju. Polacy nie powtórzą więc sukcesu sprzed 10 lat, gdy zostali mistrzami Europy. W dorobku mają też pięć srebrnych medali (1975, 1977, 1979, 1981 i 1983) i dwa brązowe (1967, 2011).

PIERWSZY OD OŚMIU LAT KRĄŻEK, TAKŻE BRĄZOWY, W CZEMPIONACIE STAREGO KONTYNENTU DAŁO BIAŁO-CZERWONYM ZWYCIĘSTWO NAD FRANCUZAMI 3:0. Takim samym wynikiem zakończyło się poprzednie spotkanie tych ekip, które miało miejsce w sierpniu w Gdańsku w interkontynentalnym turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk.

Zarówno Biało-Czerwoni, jak i Trójkolorowi wskazywani byli jako główni kandydaci do występu w decydującym meczu i oba zespoły były mocno rozczarowane porażkami w półfinale. Francuzi mieli niespełna 19 godzin, by wyczyścić głowy i zregenerować się na pojedynek o brąz. Podopieczni Vitala Heynena swoje spotkanie rozegrali w czwartek, ale musieli się potem przenieść z Lublany do Paryża. Stolica Francji była piątym miastem, a Francja trzecim krajem odwiedzanym przez nich podczas tego turnieju. Zawodnicy Laurenta Tilliego z kolei przez całą imprezę występowali w swojej ojczyźnie.

Polacy po raz trzeci zmierzyli się z współgospodarzem tej edycji ME. W fazie grupowej pokonali Holendrów 3:0, a w półfinale przegrali ze Słoweńcami 1:3. W Rotterdamie kibice mistrzów świata niemal samodzielnie zapełnili trybuny, w Lublanie przygniatającą przewagę mieli fani miejscowej ekipy. W słynnej hali Bercy z kolei siły były bardziej zrównoważone.

Francuzi zaczęli od prowadzenia 3:0, a serię tę rozpoczął asem Earvin N’Gapeth. Z kolei trzy pierwsze punkty po stronie Biało-Czerwonych były efektem zepsutych zagrywek rywali. Remis pojawił się przy stanie 19:19, gdy ze skrzydła skończył akcję Wilfredo Leon, a po chwili goście objęli prowadzenie po bloku Piotra Nowakowskiego. Ważne punkty w tej partii mistrzowie świata zdobyli blokiem. Pierwszą piłkę setową dała im zaś zepsuta zagrywka rywali. Wówczas gospodarze jeszcze się wybronili, ale przy drugiej okazji już nie. N’Gapeth dwukrotnie nie skończył ataku, a w kontrze zaplusował Leon.

Druga partia także zaczęła się korzystnie dla Francuzów, którzy po zatrzymaniu Kubańczyka z polskim paszportem prowadzili 2:0. Nieco później Biało-Czerwoni zagapili się w obronie i było już 5:2 dla ekipy Tilliego. Tym razem Polacy szybciej doprowadzili do wyrównania (10:10), a było to głównie zasługą bloku i skuteczności w ofensywie Leona. W drugiej części tej odsłony kluczową postacią był Michał Kubiak. Po asie kapitana zespołu polscy siatkarze objęli prowadzenie 15:14, a w końcówce jego dwa punkty z rzędu atakiem zapewniły dwupunktową przewagę (23:21). Gospodarzom nie pomógł ani charakterystyczny atak N’Gapetha tyłem, ani wejście na boisko Kevina Tilliego, ani też odśpiewanie przez kibiców „Marsylianki”. Po drodze jeszcze Heynen zarobił żółtą kartkę za dyskusję, ale partia zakończyła się sukcesem jego drużyny, gdy ze środka zaatakował Mateusz Bieniek.

W trzecim secie przez cały czas utrzymywała się kilkupunktowa przewaga mistrzów świata. Przy stanie 15:13 ucierpiał Kubiak, ale po udzieleniu pomocy przez sztab medyczny wrócił od razu do gry. Po punktowym bloku Leona Polacy prowadzili 17:14. Pochodzący z Kuby gracz był także nadal silnym punktem zespołu w ataku (zarówno on, jak i N’Gapeth, zdobyli w sumie po 18 punktów). W końcówce Trójkolorowi wydawali się już zrezygnowani – na koniec nie przyjęli zagrywki Macieja Muzaja.

Po zakończeniu meczu zaczęto przygotowywać od razu scenerię do dekoracji. Polacy nie czekali na zakończenie niedzielnego finału – zmienili plany i dzień wcześniej udali się do Japonii na rozpoczynający się we wtorek Puchar Świata (z udziału w imprezie zrezygnowali jedynie Piotr Nowakowski i Dawid Konarski). Pamiątkowy puchar wręczył Polakom złoty medalista mistrzostw świata i igrzysk olimpijskich Tomasz Wójtowicz.

TRENER VITAL HEYNEN PROWADZI POLSKĄ REPREZENTACJĘ OD UBIEGŁEGO ROKU I MA SIĘ CZYM POCHWALIĆ. W pierwszym sezonie wywalczył z nią mistrzostwo świata. W tym jego podopieczni zajęli trzecie miejsce w Lidze Narodów, zapewnili sobie awans na igrzyska, a teraz dołożyli do tego brąz ME. 

„Na pewno nie powiem, że ten brąz smakuje jak złoto. Absolutnie tak nie jest. Liczyłem, że zespół zareaguje po porażce w półfinale. Walczyliśmy, to było dobre. Jestem zadowolony z tego jak graliśmy. Gdybyśmy grali, tak jak dziś, dwa dni temu, to myślę, że bylibyśmy w finale” – przyznał nieco smutny Heynen.

„Plan jest taki, by znaleźć się jeszcze na podium w Pucharze Świata. Nie wiem, czy chłopaki będą w stanie, bo to będzie bardzo trudny turniej. Ale to może być najbardziej imponujące lato w historii. Trzy razy w czołowej trójce dużych imprez i dobrze wykonana robota w kontekście igrzysk w Tokio. To coś znaczy” – podkreślił.

JG, (R)

MŚ W SIATKÓWCE MĘŻCZYZN

PÓŁFINAŁY

Polska – Słowenia 1:3 (23:25, 26:24, 22:25, 23:25)

Polska: Michał Kubiak, Mateusz Bieniek, Fabian Drzyzga, Wilfredo Leon, Piotr Nowakowski, Maciej Muzaj, Paweł Zatorski (libero) oraz Damian Wojtaszek (libero), Dawid Konarski, Marcin Komenda, Artur Szalpuk, Karol Kłos, Aleksander Śliwka.

Słowenia: Alen Pajenk, Klemen Cebulj, Jan Kozamernik, Mitja Gasparini, Tine Urnaut, Dejan Vincic, Jani Kovacic (libero) oraz Toncek Stern, Saso Stalekar 

Serbia – Francja 3:2 (23:25, 25:23, 25:21, 17:25, 15:7) 

O III MIEJSCE

Polska – Francja 3:0 (26:24, 25:22, 25:21)

Francja: Benjamin Toniutti, Earvin N’Gapeth, Kevin Le Roux, Stephen Boyer, Trevor Clevenot, Nicolas Le Goff, Jenia Grebennikov (libero) oraz Antoine Brizard, Jean Patry, Kevin Tillie, Thibault Rossard, Barthelemy Chinenyeze

Polska: Michał Kubiak, Mateusz Bieniek, Fabian Drzyzga, Wilfredo Leon, Piotr Nowakowski, Maciej Muzaj, Paweł Zatorski (libero) oraz Damian Wojtaszek (libero), Dawid Konarski, Marcin Komenda

FINAŁ

Serbia – Słowenia 3:1 (19:25, 25:16, 25:18, 25:19)

Serbia: Namanja Petrić, Srecko Lisinac, Uros Kovacević, Nikola Jovović, Aleksandar Atanasijević, Marko Podrascanin, Nikola Peković (libero) oraz Neven Majstrović (libero), Marko Ivović, Petar Krsmanović.