Czarne chmury nad Beenhakkerem

20

W środę piłkarska reprezentacja Polski zmierzy się w Kielcach z San Marino w meczu eliminacji mistrzostw świata. Będzie to 42. występ drużyny narodowej pod wodzą Leo Beenhakkera. Bilans Holendra jako szkoleniowca "biało-czerwonych" jest korzystny - 20 zwycięstw, 11 remisów i 10 porażek; bramki: 61-41 na korzyść Polski.

 

 Foto: PAP/Andrzej Grygiel

Leo Beenhakker winą za ostatnią porażkę obarczył zawodników

W środę piłkarska reprezentacja Polski zmierzy się w Kielcach z San Marino w meczu eliminacji mistrzostw świata. Będzie to 42. występ drużyny narodowej pod wodzą Leo Beenhakkera

Bilans Holendra jako szkoleniowca “biało-czerwonych” jest korzystny – 20 zwycięstw, 11 remisów i 10 porażek; bramki: 61-41 na korzyść Polski.

66-letni trener pracuje z polskimi piłkarzami od lipca 2006 roku, a drużynę narodową przejął od Pawła Janasa po mundialu w Niemczech.

ODPRAWA BORUCA

W poniedziałkowe przedpołudnie piłkarska reprezentacja Polski trenowała w Tychach. Zgrupowanie opuścił bramkarz Artur Boruc, a lżej ćwiczyli narzekający na zdrowie Jacek Krzynówek i Michał Żewłakow.

Boruc wyjechał z Tychów po rozmowie z trenerem Leo Beenhakkerem. "Powiedziałem Arturowi otwarcie, że w środę nie zagra. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że najlepiej będzie, jeśli wróci do Glasgow" – powiedział selekcjoner.

Boruc popełnił dwa poważne błędy w sobotnim meczu z Irlandią Północną, co przyczyniło się do porażki "biało-czerwonych" 2:3.

"Artur prosił nas przed meczem żebyśmy nie grali piłek w stronę bramki, tylko na boki pola karnego – bronił kolegę Ireneusz Jeleń. – Wiedzieliśmy, że murawa jest w kiepskim stanie i dlatego Artur oraz selekcjoner nas przestrzegali przed takimi zagraniami. Mieliśmy unikać takich błędów, ale ich nie uniknęliśmy. Graliśmy naprawdę fatalnie" – ocenił strzelec pierwszego gola dla Polski.

W zaistniałej sytuacji Holender ma do dyspozycji w bramce Łukasza Załuskę i Łukasza Fabiańskiego. "’Pod parą’ jest jeszcze Sebastian Przyrowski, który w każdej chwili może dołączyć do kadry" " dodał Beenhakker.

Fabiański nie był brany pod uwagę do gry w sobotnim meczu w Belfaście z Irlandią Północną (2:3) z powodu zatrucia. "Półtorej doby nic nie jadł. Teraz jest już wszystko w porządku i będzie gotowy do gry" – powiedział reprezentacyjny lekarz Jacek Jaroszewski.

Piłkarze nie mają ostatnio szczęścia do pogody. Gdy przebywali we Wronkach – padał śnieg, a w Tychach – deszcz. Zajęcia odbyły się na namokniętym boisku obok hotelu Piramida, gdzie mieszkają. Obejrzało je około 50 zmarzniętych i zmokniętych kibiców. Najgorzej po zakończeniu godzinnego treningu wyglądał Fabiański, który podczas jednej z interwencji wylądował w kałuży.

"Lubię rywalizację. Uważam, że obaj z Łukaszem Załuską mamy po 50 procent szans na grę w środę" – stwierdził bramkarz londyńskiego Arsenalu, który ćwiczył z Załuską, a zaczęli od… – co po meczu w Belfaście nie powinno dziwić – dokładnych podań po ziemi.

Mniej "eksploatowani" od kolegów byli Jacek Krzynówek i Michał Żewłakow. Ten pierwszy ma stłuczoną stopę, drugi – naciągnięty mięsień uda. W specjalnym pasie trenował zmagający się z bólem żeber Jakub Błaszczykowski.

Polscy piłkarze zostaną w Tychach do wtorku. Po śniadaniu autokarem pojadą do Kielc. Wieczorem zapoznają się z murawę tamtejszego stadionu, który będzie areną środowego meczu z San Marino.

ROZLICZANIE BEENHAKKERA

Tymczasem po fatalnym meczu z Irlandią media donoszą, że posada Leo Beenhakkera wisi na włosku. W PZPN podobno ma już nawet gotowy scenariusz, jak to zrobić. Jednak oficjalnie Andrzej Strejlau, rzecznik prasowy związku mówi, że to tylko plotki.

"Nie wiem, skąd wzięły się takie doniesienia w prasie. Rozmawiałem z prezesem Grzegorzem Latą i sekretarzem Zdzisławem Kręciną i żaden z nich nie wspomniał nic o dymisji Beenhakkera. Nic mi nie wiadomo, by taki temat w PZPN w ogóle istniał. Całkowitą nieprawdą jest natomiast stawianie Jerzego Engela w szeregu kandydatów do objęcia kadry. Engel nie był i nie jest rozpatrywany jako potencjalny przyszły selekcjoner. Mówię to z pełną odpowiedzialnością" – podkreślił na łamach "Dziennika" Strejlau.

Rzecznik PZPN twierdzi, że nie zna zapisów w kontrakcie Beenhakkera i nie wie, czy jest możliwość przedwczesnego rozwiązania umowy.

"Ja jestem zwolennikiem dotrzymywania kontraktów z obydwu stron. PZPN miał zapewnić bardzo dobre warunki przygotowań reprezentacji i to zostało spełnione. Teraz musimy się jeszcze zastanowić, jak jeszcze można wesprzeć kadrę" – zakończył Strejlau.

W kuluarach kilku działaczy związku było jednak bardziej rozmownych. Dzięki temu "Dziennik" dowiedział się, jak będzie wyglądało rozstanie PZPN z Beenhakkerem. Działacze wykorzystają punkt z kontraktu, mówiący o tym, że Leo nie może wypowiadać się niepochlebnie o swoim pracodawcy, czyli PZPN. "Wystarczy przejrzeć archiwalne numery gazet z wywiadami Beenhakkera. Na dodatek doszła do tego cała ta sprawa z Feyenoordem Rotterdam. Holender nie posłuchał prezesa i podjął tam pracę, mimo że nie powinien tak robić. Teraz będzie mógł sobie pracować w swoim ukochanym klubie, na którym zależy mu bardziej niż na reprezentacji Polski. Wcześniej wszystko uchodziło mu na sucho, bo reprezentacja odnosiła sukcesy. Po tak słabym meczu jak ten wyniki już nie będą go bronić. Wykorzystamy więc odpowiedni punkt w kontrakcie i pożegnamy się z trenerem, który u nas bardzo dobrze zarabia, ale wcale tego nie docenia" – powiedział jeden z działaczy z południa Polski.

We wtorek w Kielcach zbiera się zarząd Polskiego Związku Piłki Nożnej. Mimo roboczego charakteru posiedzenia, należy się spodziewać dyskusji na temat przyszłości Beenhakkera na stanowisku selekcjonera reprezentacji Polski.

Według wiceprezesa Rudolfa Bugdoła przedmiotem wtorkowych obrad zarządu PZPN będą przede wszystkim kwestie finansowe, jednak według członka zarządu PZPN Stefana Antkowiaka, debaty na temat ostatnich wyników reprezentacji i przyszłości selekcjonera pewnie nie sposób uniknąć.

Jak podkreślił, trener otrzymał od związku określony cel i nadchodzi moment rozliczenia. "Beenhakker jest na tyle doświadczonym szkoleniowcem, że sam musi zrobić rachunek sumienia i powinien sobie odpowiedzieć, czy jest w stanie jeszcze coś wykrzesać z tego zespołu, i czy w takiej atmosferze, pod ogromną presją opinii publicznej, jest w stanie dalej pociągnąć ten wózek" – stwierdził Antkowiak.

Sam główny zainteresowany nie zamierza jednak składać dymisji. Winę za ostatnią porażkę zwalił na zawodników. "To był bardzo słaby mecz w naszym wykonaniu. Inaczej sobie to wyobrażałem" – powiedział. "Piłkarze popełnili mnóstwo indywidualnych błędów, które zadecydowały o wyniku. Wciąż jednak pozostajemy w walce o pierwsze miejsce w grupie" – dodał, choć jego optymizmu nie podziela chyba nikt w Polsce.

Autor: JG, (R)