Czekając na następcę Sousy

81
Paulo Sousa nie jest już trenerem reprezentacji Polski, ale z naszą drużyną narodową nie rozstał się bezboleśnie FOTO: EPA/LESZEK SZYMANSKI

Zakończyła się portugalsko-brazylijska telenowela z Paulo Sousą w roli głównej. 51-latek nie jest już trenerem reprezentacji Polski, ale z naszą drużyną narodową nie rozstał się bezboleśnie. Portugalczyk zdecydował się zapłacić wysokie odszkodowanie na rzecz Polskiego Związku Piłki Nożnej. Jego następca ma być znany do 19 stycznia.

“Jako Zarząd PZPN podjęliśmy jednogłośną decyzję o rozwiązaniu kontraktu z Paulo Sousą. W ramach porozumienia były selekcjoner zapłaci PZPN odszkodowanie zgodne z oczekiwaniami federacji – napisał na Twitterze Cezary Kulesza.

Prezes PZPN był kluczową postacią w negocjacjach z Sousą i jego przedstawicielami. Najpierw szef polskiej piłki nie zdecydował się na propozycję Portugalczyka, który 26 grudnia poprosił o rozwiązanie kontraktu za porozumieniem stron. Później Kulesza także nie miał zamiaru odpuszczać Portugalczykowi, który w kuriozalny sposób zakończył pracę z Biało-Czerwonymi.

Portugalskie i brazylijskie media donosiły, że Sousa zdecyduje się zapłacić odszkodowanie w wysokości 300 tys. euro, by kontrakt z Polskim Związkiem Piłki Nożnej przestał już obowiązywać. W wyniku negocjacji ustalono jednak, że Sousa zapłaci polskiej federacji ok. 2 mln zł odszkodowania. Co więcej, Sousa i jego sztab zostali zobowiązani do rezygnacji z wynagrodzenia do końca kontraktu. To o tyle istotne, że asystenci Portugalczyka, których z PZPN-em wiązały przecież osobne kontrakty, mogliby domagać się zadośćuczynienia od piłkarskiej centrali. Do tego jednak nie dojdzie, co oznacza, że PZPN zaoszczędzi kolejne 2 mln zł. Aby to wszystko doprecyzować, zawarto dwie odrębne umowy.

Porozumienie oznacza, że PZPN nie odda już sprawy przeciw Portugalczykowi do FIFA czy Międzynarodowego Trybunału do spraw Sportu (CAS) w Lozannie, nad czym wcześniej się zastanawiano. To koniec tej sprawy.

Sousa był 48. selekcjonerem piłkarskiej reprezentacji Polski, a pierwszym Portugalczykiem, który prowadził kadrę Biało-Czerwonych. Pracował z reprezentacją Polski od końca stycznia 2021 roku, gdy zastąpił Jerzego Brzęczka. Łącznie Sousa prowadził Biało-Czerwonych w 15 spotkaniach. Zanotował sześć zwycięstw, ale wyłącznie z drużynami niżej notowanymi, pięć remisów i cztery porażki. Bilans goli: 37-20. Jego kontrakt miał obowiązywać do marcowych baraży o awans do mistrzostw świata, z opcją przedłużenia w przypadku zakwalifikowania się na mundial.

Po zakończeniu negocjacji z Portugalczykiem w siedzibie federacji przy ul. Bitwy Warszawskiej w Warszawie odetchnięto pełną piersią. Bałagan, który Sousa narobił w okresie świątecznym, udało się sprawnie posprzątać, w związku z czym można było się zająć rozmowami z kandydatami na nowego selekcjonera. Sousa dotąd tylko raz zabrał głos w sprawie swojej nieoczekiwanej rezygnacji z prowadzenia reprezentacji Polski. “Zadecydowała wielkość klubu i być może oczekiwania, żeby odnosić sukcesy i wygrywać z klubem o takich samych ambicjach. Mamy takie same podejście” – mówił 51-letni szkoleniowiec w wideo opublikowanym przez oficjalny profil Flamengo Rio de Janeiro na Twitterze.

Sousa swoje słowa niemal powtórzył w rozmowie z portugalską telewizją RTP. “Podjąłem decyzję o odejściu z reprezentacji Polski, by trenować jeden z najlepszych klubów na świecie” – stwierdził. Dodał jednak coś, co może zszokować polskich kibiców. “Podejmuję różne decyzje, a zawsze pokazywałem, że nie boję się ich podejmować. Polska to projekt, który już się skończył. Jestem bardzo skupiony na Flamengo, na jego wymaganiach, na tym niezwykłym wyzwaniu” – powiedział Sousa. To dość kuriozalna teza, biorąc pod uwagę fakt, że w marcu nasza kadra gra baraże o awans do mistrzostw świata.

PZPN jak dotąd nie wskazał następcy Portugalczyka. Ma to uczynić 19 stycznia. Kulesza rozmawia z kandydatami, z kraju i zagranicy. Nie brakuje chętnych. Z zagranicznych ofert na pierwszy plan wysunęła się kandydatura Fabio Cannavaro, zdobywcy Złotej Piłki i mistrza świata z 2006 roku, który był ostatnio selekcjonerem reprezentacji Chin (2019), ale sprawa jest już nieaktualna. Najnowsze doniesienia mówią o tym, że były trener chińskiego Guangzhou FC czeka na ofertę z Premier League, która jest jego wymarzonym kierunkiem przeprowadzki.

Wśród zainteresowanych pracą z polską reprezentacją wymieniani są m.in. Cesare Prandelli, który prowadził Włochy na trzech dużych turniejach: Euro 2012, Puchar Konfederacji 2013 i mundial w 2014 roku, oraz Slaven Bilić, który sprawdził się w roli selekcjonera reprezentacji Chorwacji. Padły także nazwiska trenerów z krajowego podwórka.

Konkretną ofertę ma dostać maksymalnie dwóch szkoleniowców, choć niewykluczone, że skończy się na jednej propozycji i to już w tym tygodniu. Kulesza ma spotkać się z głównym faworytem do pracy z kadrą – Adamem Nawałką. Selekcjoner reprezentacji w latach 2013-18 wraca do Polski 13 stycznia z wakacji z Malediwów i będzie mógł osobiście spotkać się z prezesem związku.

Nawałkę popierają sami zawodnicy. Z informacji WP SportoweFakty wynika, że większość z nich zdecydowanie opowiada się za jego wyborem. Nie ma chyba w kadrze piłkarza, który miałby złe relacje z byłym selekcjonerem. Nawałka potrafił zadbać nie tylko o szczegóły taktyczne, ale też atmosferę wokół zespołu. I to w szeroko rozumiany sposób. Istotne jest też to, że Nawałka świetnie dogaduje się z Robertem Lewandowskim, a nie ma co ukrywać – ma to duże znaczenie. Zresztą to się tyczy również tego, co najważniejsze, czyli boiska. Bo to właśnie za kadencji Nawałki Lewandowski w kadrze miał najlepszą średnią strzelonych goli.

Nowy trener Biało-Czerwonych stanie przed bardzo niewdzięcznym zadaniem. Wyjazdowy mecz z Rosją wprawdzie odbędzie się 24 marca, do tego terminu nie będzie jednak żadnej okazji, aby spotkać się z kadrowiczami. W styczniu i w lutym nie ma terminów FIFA, więc zagraniczne kluby, w którym występuje większość czołowych polskich piłkarzy, nie puściłaby swoich zawodników na kadrę, nawet jeśli władzom PZPN udałoby się zorganizować mecz towarzyski. Następca Sousy będzie miał zatem tylko kilka treningów przed spotkaniem “o wszystko” z Rosją w Moskwie. Jeśli pokona tę przeszkodę, jego podopieczni zagrają 28 marca ze zwycięzcą pary Szwecja – Czechy. Stawką będzie awans na mundial w Katarze.