Dominator Gołowkin

97
Kamil Szeremeta (z lewej) dołączył do grona polskich pięściarzy, którzy bezskutecznie walczyli o pas mistrza świata w boksie zawodowym FOTO: MATCHROOM BOXING

38-letni Giennadij Gołowkin (41-1-1, 37 KO) nie dał szans Kamilowi Szeremecie (21-1, 5 KO) w walce o pasy IBF i IBO kategorii średniej. Główny i zarazem ostatni akt gali Matchroom Boxing w Hollywood na Florydzie został przerwany przez sędziego ringowego po zakończeniu siódmej rundy.

Obaj pięściarze po raz ostatni boksowali w październiku ubiegłego roku podczas gali w Nowym Jorku. Polak zadebiutował wtedy na amerykańskim ringu i pokonał Oscara Cortesa, a Kazach rozprawił się z Siergiejem Derewianczenką.

Walka, za którą obóz polskiego pięściarza miał zarobić kilkaset tysięcy dolarów brutto, z całą pewnością nie była jednak równorzędnym zestawieniem. W piątek 31-letni pretendent do tytułu federacji IBF aż cztery razy znalazł się na deskach po ciosach Gołowkina – w pierwszej, drugiej, czwartej oraz siódmej rundzie. Za każdym razem podnosił się i wracał do ambitnej rywalizacji, ale to było zdecydowanie za mało na pięściarza o takiej klasie jak Kazach. „GGG” przewyższał Polaka we wszystkich elementach bokserskiego rzemiosła. Bił dużo częściej, dużo celniej i o wiele mocniej.

W ciągu siedmiu rund Gołowkin zadał aż 228 celnych uderzeń, popisując się wysoką, 41-procentową skutecznością (wyprowadził 554 ciosy). Szeremeta, były mistrz Europy zawodowców, odpowiedział 59 trafieniami (18 procent, 327 prób). Po 21 zwycięstwach poniósł pierwszą porażkę w zawodowej karierze.

O ich starciu na szczycie kategorii średniej mówiło się od ponad roku, a termin wyznaczano wielokrotnie. Pierwotnie walka miała się odbyć na początku tego roku. Ze względu na kontuzję mistrza termin musiał ulec zmianie. Następnie plany promotora Eddie’ego Hearna storpedowała pandemia koronawirusa. Ostatecznie, po wielu próbach konfrontacja odbyła się podczas gali telewizji DAZN w Hollywood. Stawką były pasy IBF i IBO w kategorii średniej.

Białostoczanin pierwszy raz walczył z rywalem ze światowej czołówki, do tego z jednym z najlepszych pięściarzy świata bez podziału na wagi w całej kończącej się właśnie dekadzie! A w wieku 38 lat Kazach wciąż prezentuje się świetnie i pokazał to w piątkowy wieczór.

Szeremeta rozpoczął walkę odważnie i aktywnie. Był ruchliwy, starał się kłuć rywala lewym prostym. Na początku pierwszej rundy przyjmował ciosy Gołowkina głównie na blok, jednak „GGG” dopiero się rozkręcał. W końcówce pierwszej rundy przycelował mocnym prawym hakiem w tułów Kamila, a następnie położył go na deski lewym sierpowym.

W drugiej rundzie Gołowkin przewrócił Szeremetę prawym sierpowym. Wcześniej coraz skuteczniej rozbijał gardę Polaka lewym prostym. W zwarciach zadawał natomiast krótkie, kąśliwe uderzenia, zaczął popisywać się także podbródkowymi. Po dwóch rundach Szeremeta przegrywał już czterema punktami – 16:20.

W trzecim starciu coraz lepiej widoczna była przewaga szybkości obrońcy pasa IBF, który na tym etapie walki boksował już z dużą swobodą. Trafił Kamila lewym podbródkowym, a w końcówce zadał kilka kolejnych potężnych uderzeń. Pełen wachlarz ciosów zaprezentował też w czwartej rundzie. W połowie tej odsłony krótkim lewym sierpowym sprawił, że Polak znów wylądował na deskach. A w końcówce „GGG” poprawił jeszcze lewym na dół.

Szeremeta się nie poddawał, ale to był koncert Gołowkina. Znany amerykański trener Teddy Atlas skomentował w internecie, że kibice równie dobrze mogliby zapłacić za oglądanie treningu Kazacha na ciężkim worku treningowym… Było jasne, że Polak tej walki już nie wygra, może natomiast zostawić w ringu wiele zdrowia.

Trener Fiodor Łapin nie przerywał walki, ale po zakończeniu siódmej rundy do narożnika pretendenta podszedł sędzia ringowy i oznajmił, że potyczka zostaje zakończona. Niedługo wcześniej Szeremeta czwarty raz padł na deski, tym razem po lewym prostym Gołowkina.

Był to trzeci pojedynek polskich pięściarzy o zawodowe mistrzostwo świata wagi średniej. W 2012 r. w amerykańskiej Veronie broniącemu wówczas pasa federacji WBA Gołowkinowi nie sprostał Grzegorz Proksa (porażka przez TKO w 5. rundzie), zaś w 2019 roku w Providence (również USA) czempionowi WBO Demetriusowi Andrade nie dał rady Maciej Sulęcki, który przegrał na punkty po 12 rundach.

Gołowkin ustanowił w piątek historyczny rekord wagi średniej (72,6 kg) w liczbie udanych obron tytułu mistrza świata. Kazach pierwszy raz zachował wywalczony rok temu pas federacji IBF, lecz w latach 2010-18 skutecznie bronił tytułów (najpierw WBA, potem także IBF i WBC) aż 20 razy. Od piątku rekord udanych obron w tej kategorii wagowej wynosi 21. Do tej pory „GGG” był współrekordzistą wraz z Bernardem Hopkinsem.

Być może w pierwszej połowie 2021 roku Kazach dostanie szansę, aby zrewanżować się Saulowi „Canelo” Alvarezowi (w sobotę w San Antonio walczył z Callumem Smithem o dwa pasy kategorii superśredniej – 76,2 kg) za kontrowersyjną porażkę na punkty poniesioną dwa lata temu. W pierwszej potyczce z Meksykaninem (2017) padł natomiast uważany za jeszcze bardziej krzywdzący Gołowkina remis. „To jest najlepsza walka dla wszystkich. Jestem na nią otwarty” – zadeklarował „GGG” po zejściu z ringu w Hollywood.