Dyskwalifikacja Djokovicia!

34
Novak Djoković przeprasza sędzię liniową, którą chwilę wcześniej pechowo uderzył piłką w szyję FOTO: EPA/JASON SZENES

Pod znakiem dużych niespodzianek i kontrowersji toczy się tegoroczny wielkoszlemowy US Open na kortach Flushing Meadows (pula nagród 53,4 mln dolarów). W poniedziałek poznaliśmy ćwierćfinałowe komplety w turniejach singlowych, a we wtorek i środę półfinałowe pary. W stawce nie ma już turniejowych "jedynek" – Czeszki Karoliny Pliskovej i Serba Novaka Djokovicia. Po trzeciej rundzie nie ma też Polaków.

Już do ćwierćfinałów US Open 2020 nie awansował żaden tenisista mający na koncie tytuł wielkoszlemowy. To sprawia, że pierwszy raz od US Open 2014 będziemy mieć nowego mistrza turnieju tej rangi. Kto wykorzysta tę ogromną okazję?

Do US Open 2020 przystąpiło trzech tenisistów mających w dorobku wielkoszlemowy tytuł w singlu. Choć za nami dopiero dziesięć dni zawodów, w turnieju nie ma już żadnego z nich. Djoković (17 mistrzostw w Wielkim Szlemie) został zdyskwalifikowany podczas meczu 1/8 finału, Marin Cilić (jeden) odpadł w 1/16 finału, a Andy Murray (trzy) poniósł porażkę w drugim swoim pojedynku.

Ćwierćfinały Wielkiego Szlema bez triumfatorów turniejów tej rangi to w męskim tenisie sytuacja wyjątkowa. W zapoczątkowanej w 1968 roku Erze Otwartej US Open 2020 jest dopiero drugą taką imprezą. Poprzednią był Wimbledon 2003, gdy po tytuł sięgnął Roger Federer.

To oznacza, że po raz pierwszy od US Open 2014 i triumfu Cilicia będziemy mieli nowego mistrza wielkoszlemowego. Na placu boju pozostało już tylko czterech tenisistów – Niemiec Alexander Zverev (5), który jako pierwszy zameldował się w półfinale, pokonując pogromcę w trzeciej rundzie Greka Stefanosa Tsitsipasa (4) 6:7 (2), 6:4, 4:6, 7:5, 7:6 (4) – Chorwata Bornę Coricia (27) 1:6, 7:6 (7-5), 7:6 (7-1), 6:3, jego półfinałowy rywal Hiszpan Pablo Carreno-Busta (20), któremu odprawienie Kanadyjczyka Denisa Shapovalova (12) 3:6, 7:6 (7-5), 7:6 (7-4), 0:6, 6:3 zajęło pod cztery godziny, Rosjanin Daniił Miedwiediew (3), który wyeliminował swojego rodaka Andrieja Rublowa (10) 7:6 (8-6), 6:3, 7:6 (7-5) oraz najwyżej rozstawiony z tego grona Austriak Dominic Thiem (2), który w ostatnim ćwierćfinale wygrał w środę późnym wieczorem z Australijczykiem Alexem de Minaurem (21) 6:1, 6:2, 6:4.

Spośród tego grona dotychczas w turniejach wielkoszlemowych najlepiej radził sobie Thiem – trzykrotny finalista zawodów tej rangi (Roland Garros 2018 i 2019 oraz Australian Open 2020). Jeden finał Wielkiego Szlema zanotował Miedwiediew (US Open 2019). W półfinałach byli także Carreno i Zverev.

Najwięcej emocji i komentarzy wywołała jednak dyskwalifikacja lidera światowego rankingu tenisistów Djokovicia za niezamierzone uderzenie piłką sędzi liniowej w trakcie meczu z Carreno Bustą w 1/8 finału. Spotkanie przerwano przy stanie 6:5 dla Hiszpana.

W 11. gemie Djoković stracił podanie. Schodząc z kortu, by zmienić strony przed dalszą częścią pierwszego seta Serb – pozbywając się piłki – uderzył ją ze stosunkowo dużą siłą tak pechowo, że trafiła w pracującą przy meczu sędzię liniową, która upadła na kolana i złapała się za szyję.

Zawodnik z Belgradu od razu przeprosił ją, a następnie wdał się w kilkuminutową rozmowę z oficjelami. Przekonywał, że nie zamierzał uderzyć kobiety, ale i tak – w oparciu o przepisy obowiązujące w Wielkim Szlemie – zapadła decyzja o wykluczeniu go z rywalizacji. Podszedł więc do zaskoczonego Carreno Busty i ogłoszono koniec pojedynku.

Nastrój Djokovicia już kilka minut wcześniej nie był najlepszy. Prowadząc 5:4, nie wykorzystał trzech okazji na przełamanie, a gdy gema tego wygrał Hiszpan, odbił piłkę od banera reklamowego otaczającego kort. W drugiej akcji kolejnego, jak się okazało, ostatniego w tym spotkaniu, faworyt – próbując sięgnąć piłkę – potknął się i przewrócił, łapiąc się przy tym za lewe ramię. Rywalizacja została wówczas przerwana na kilka minut, gdy fizjoterapeuta sprawdzał rękę lidera listy ATP.

Zgodnie z przepisami dyskwalifikacja oznacza utratę nagrody finansowej i punktów do rankingu wywalczonych w turnieju. Udział w czwartej rundzie oznaczał zarobek co najmniej 250 tys. dolarów. Kolejne 10 tys. Djoković stracił w wyniku kary nałożonej przez organizatorów za niesportowe zachowanie. Z kolei 7,5 tys. USD kosztowała go nieobecność na obowiązkowej pomeczowej konferencji prasowej, choć w tym przypadku karomierz wielkoszlemowy mówi nawet o 20-tysięcznej sankcji. W sumie dyskwalifikacja kosztowała Serba łącznie 267,5 tys. dolarów.

Niepokonany od początku stycznia w oficjalnych pojedynkach (bilans 26-0, a wliczając 2019 rok – 29-0) Djoković, który pod nieobecność Federera i broniącego tytułu Hiszpana Rafaela Nadala był głównym faworytem tegorocznej edycji US Open, po przerwanym spotkaniu szybko się spakował i odjechał z obiektu. Później poinformowano, że udał się na lotnisko i błyskawicznie opuścił Nowy Jork. W mediach społecznościowych Serb przeprosił organizatorów turnieju oraz wszystkich, którzy poczuli się dotknięci jego zachowaniem. „Tak mi przykro…” – napisał. Zwrócił się też bezpośrednio do sędzi: „Przepraszam, że spowodowałem u pani taki stres. To było niezamierzone, niepoprawne”.

W dotychczasowej karierze serbski triumfator 17 turniejów Wielkiego Szlema, w tym trzykrotnie najlepszy w US Open, zarobił w postaci oficjalnych nagród finansowych ponad 140 milionów dolarów.

Boleśniejsza jest utrata punktów (180). W zeszłym roku skreczował w 1/8 finału z powodu kontuzji, teraz mógł w Nowym Jorku poprawić swój dorobek i powiększyć przewagę w rankingu ATP nad drugim Nadalem.

Przypomnijmy, że „Nole” walczy o pobicie rekordu wszech czasów Federera, który był na czele światowej klasyfikacji przez 310 tygodni. W poniedziałek Djoković rozpoczął 285. tydzień na tronie. Kolejne notowanie światowego zestawienia ukaże się dopiero po zakończeniu US Open 2020, a więc w poniedziałek 14 września.

Ciekawe rzeczy dzieją się również w turnieju kobiet, w którym nie ma już dwóch najwyżej rozstawionych tenisistek, a na starcie zabrakło kilka gwiazd, m.in. Australijki Ashleigh Barty, Rumunki Simony Halep, Ukrainki Jeliny Switoliny czy ubiegłorocznej triumfatorki Kanadyjki Bianki Andreescu.

W US Open 2016 Karolina Pliskova (WTA 3) osiągnęła jedyny do tej pory wielkoszlemowy finał. Tym razem w Nowym Jorku, rozstawiona z nr. 1 Czeszka odpadła już w II rundzie po porażce 1:6, 6:7 (2) z Caroline Garcią (WTA 50).

Z turniejem pań w IV rundzie pożegnała się także jej rodaczka Petra Kvitova. Rozstawiona z numerem „6” Czeszka uległa reprezentantce gospodarzy Shelby Rogers (93 WTA) 6:7 (5-7), 6:3, 6:7 (6-8).

Odpadła również turniejowa „dwójka” Amerykanka Sofia Kenin, wyeliminowana w 1/8 finału przez Balgijkę Elise Mertens 6:3, 6:3.

Pierwszą półfinalistką została Amerykanka Jennifer Brady (WTA 41), która po wyeliminowaniu Niemki Angelique Kerber (17) 6:1, 6:4 pokonała Kazaszkę Juliję Putincewa (WTA 35) 6:3, 6:2, mającą za sobą wygraną z Chorwatką Petrą Martić (8) 6:3, 2:6, 6:4. Amerykanka wcześniej w wielkoszlemowych imprezach doszła najdalej do IV rundy, teraz o pierwszy karierze finał US Open zmierzy się z Japonką Naomi Osaką (4), która we wtorek wieczorową porą pokonała jej rodaczkę Rogers 6:3, 6:4, a wcześniej zatrzymała pogromczynię Magdy Linette – Estonkę Anett Kontaveit (14) 6:3, 6:4. Dla Osaki (WTA 9) jest to piąty występ w US Open. W 2018 roku zdobyła tytuł, ale poza tym dochodziła najdalej do IV rundy.

Jennifer Brady jako pierwsza awansowała do półfinału, w którym zmierzy się z Naomi Osaką
  FOTO: EPA/JASON SZENES

W drugim półfinale zagrają Amerykanka Serena Williams (3), po środowej wygranej z Bułgarką Cwetaną Pironkową 4:6, 6:3, 6:2, ndla której był to pierwszy od ponad trzech lat turniejowy występ (poprzednim jej profesjonalnym startem był Wimbledon 2017, potem zmagała się z kłopotami zdrowotnymi oraz urodziła dziecko), oraz Białorusinka Wiktoria Azarenka, która w dwóch krótkich setach 6:1, 6:0 odprawiła Mertens.

B39-letnia Williams po raz 12. w karierze oraz 11. z rzędu awansowała do półfinału US Open i wciąż czeka na upragniony 24. triumf wielkoszlemowy w singlu i wyrównanie rekordu wszech czasów Australijki Margaret Court.

Łatwo nie będzie, bo Azarenka na Flushing Meadows wygrała już 10 meczów z rzędu. Przed US Open na tym samym obiekcie wygrała turniej WTA, przeniesiony z Cincinnati. Był to jej pierwszy singlowy triumf od kwietnia 2016 roku (Miami). W tegorocznej nowojorskiej lewie Wielkiego Szlema wyeliminowała m.in. Arynę Sabalenkę i Igę Świątek.

n

Nie udało się Magdzie Linette (37 WTA) po raz pierwszy w karierze awansować do 4. rundy Wielkiego Szlema. Polska tenisistka pożegnała się z nowojorskim US Open po porażce z Anett Kontaveit 3:6 2:6.

W dwóch wcześniejszych spotkaniach Linette w tegorocznych zmaganiach na Flushing Meadows powtarzał się ten sam schemat. Zarówno w meczu ze 119. w rankingu WTA Australijką Maddison Inglis, jak i z Czarnogórką Danką Kovinic (92) pewnie wygrywała pierwszego seta po 6:1, a potem zaczynały się kłopoty i ostatecznie po trzech setach oraz dawce nerwów jej sympatyków wychodziła z tych sytuacji obronną ręką. Czarnogórkę pokonała ostatecznie 6:1, 6:7 (2-7), 7:6 (7-4) i po raz pierwszy w karierze awansowała do trzeciej rundy US Open.

W piątek po raz pierwszy w tej edycji US Open Polka zmierzyła się z wyżej notowaną rywalką, z 21. na światowej liście Kontaveit. I tym razem – mimo iż Polka zaczęła od przełamania na sucho – tak dobrze nie było. „Przede wszystkim nie serwowałam dziś dobrze, co było widoczne szczególnie na początku. Serwis mnie zawiódł, bo nie było w nim prędkości. Kiedy się gra w ten sposób z tak doświadczoną rywalką, nie można oczekiwać na wiele” – stwierdziła po meczu poznanianka.

Polka walczyła, szczególnie w gemach na 1:3 i 1:4, które przegrała po zaciętych równowagach. „Byłam za wolna, za ciężka. Nie ustawiałam się dobrze do uderzeń. Popełniałam błędy wcześnie, przez co nie stawiałam rywalki pod presją. Myślę, że mimo wszystko dały mi się we znaki trudy poprzednich spotkań. Nie miałam energii, nie zdążyłam się zregenerować. Proszę pamiętać, że nie mam tutaj ze sobą całego teamu i nie jestem w stanie wszystkiego dopilnować. Niestety, na takim poziomie nawet małe rzeczy, jak odnowa biologiczna, treatment po meczu, może sprawić dużą różnicę” – zaznaczyła Linette.

Trzecia runda okazała się również ostatnią dla Igi Świątek. 19-latka odpadła po walce z doświadczoną Wiktorią Azarenką 4:6 2:6, która w 2012 i 2013 roku triumfowała w Australian Open i w tych samych latach grała w finale US Open, a w czwartek odprawiła rozstawioną z „piątką” rodaczkę Arynę Sabalenkę. Mimo porażki Polka była zadowolona z meczu i całego amerykańskiego wojażu. „Zebrałam cenne doświadczenie i odnalazłam siebie na korcie” – powiedziała po turnieju. „Dziś pierwszy raz czułam, że gram swoją grę, więc jestem zadowolona. Trochę brakowało mi cierpliwości i solidności. W niektórych momentach grałam jak nowicjusz. Mówię o pomysłach, które nie były najlepsze: na przykład skróty. Czułam, że Azarenka miała większą kontrolę w decydujących chwilach. Brakowało mi meczów z takimi solidnymi zawodniczkami, gdzie ani na minutę nie można odpuścić koncentracji. Przed pandemią czułam, że dochodzę do takiej dyspozycji, gdzie potrafię utrzymać poziom i koncentrację przez cały mecz – tak było dla przykładu w spotkaniu z Anett Kontaveit w Australian Open. Ale generalnie cieszę się, że z meczu na mecz było tutaj coraz lepiej i dziś wreszcie poczułam piłkę” – podsumowała.

Wcześniej 53. w rankingu WTA Świątek zwyciężyła Sachię Vickery (WTA 160) 6:7 (5), 6:3, 6:4 po dwudniowym boju (na początku drugiej partii mecz został przerwany z powodu deszczu i nadciągającej burzy) i po raz pierwszy awansowała do III rundy w Nowym Jorku. Amerykanka, która w obsadzie tegorocznego US Open znalazła się dzięki otrzymanej od organizatorów tzw. dzikiej karcie, we wcześniejszych 10 wielkoszlemowych startach nigdy nie doszła dalej niż do II rundy.

W trwającym dwie godziny i 28 minut meczu Świątek posłała 51 kończących uderzeń przy 69 niewymuszonych błędach. Vickery miała 19 piłek wygranych bezpośrednio i 33 pomyłki. Polka zdobyła o dwa punkty więcej od Amerykanki (116-114).

Tenisistka z Raszyna dwukrotnie dotarła do 1/8 finału w Wielkim Szlemie. Udało jej się to w ubiegłorocznym French Open i styczniowym Australian Open. W debiucie na kortach Flushing Meadows 12 miesięcy temu odpadła w drugiej rundzie.

Już na II rundzie zakończył występ w wielkoszlemowym US Open 2020 Hubert Hurkacz. W środowym pojedynku lepszy od Polaka w czterech setach okazał młody Hiszpan Alejandro Davidovich Fokina, wygrywając 6:4, 1:6, 6:2, 6:2.

Hurkacz drugi raz w karierze znalazł się w II rundzie US Open. Poprzednio, w sezonie 2018, w tej fazie przegrał z byłym mistrzem nowojorskiego turnieju, Marinem Ciliciem. Teraz zmierzył się z debiutującym na tym etapie zawodów na Flushing Meadows 21-letnim Alejandro Davidovichem, który w 2017 wygrał co prawda juniorski Wimbledon, ale w Wielkim Szlemie nie udało mu się do tej pory jeszcze nigdy sforsować choćby jednej rundy. Polak miał więc w teorii o wiele łatwiejsze zadanie. W praktyce zakończyło się tak samo, jak przed 24 miesiącami.

Legitymujący się 33. miejscem w rankingu ATP tenisista nie powtórzy więc swojego najlepszego osiągnięcia wielkoszlemowego z 2019 z Wimbledonu, kiedy doszedł do trzeciej rundy. Apetyty były w Nowym Jorku spore, ale Hurkacz i tak jest zadowolony z pobytu w USA. „Lubię tu przyjeżdżać i rywalizować. W tym roku nie wyszło, ale będą lata następne. Teraz skupiam się na startach w Austrii i Rzymie, a potem French Open” – podsumował.

W deblu rozstawieni z numerem drugim Łukasz Kubot i Brazylijczyk Marcelo Melo niespodziewanie odpadli w pierwszej rundzie. Na otwarcie przegrali z belgijskimi tenisistami Sanderem Gille i Joranem Vliegenem 2:6, 4:6. I pomyśleć, że polsko-brazylijski duet dwa lata temu na kortach twardych Flushing Meadows dotarł do finału.