Haaland bohaterem Dortmundu

57
Wtorkowe trafienia na Signal Iduna Park w Dortmundzie były dla Erlinga Haalanda (z prawej) bramkami numer 9 i 10 w jego przygodzie z Ligą Mistrzów FOTO: EPA/FRIEDEMANN VOGEL

Erling Haaland we wtorkowy wieczór strzelił dwa gole i poprowadził Borussię Dortmund do triumfu 2:1 z Paris Saint Germain w 1/8 finału Ligi Mistrzów. W Madrycie obrońca trofeum Liverpool przegrał z Atletico 0:1 i może mieć spore problemy z awansem, podobnie jak finalista poprzedniej edycji – Tottenham, który w środę uległ w Londynie RB Lipsk 0:1. Najbliżej ćwierćfinału jest Atalanta Bergamo, która w drugim środowym meczu pokonała w Mediolanie Valencię 4:1.

WTORKOWE TRAFIENIA NA SIGNAL IDUNA PARK W DORTMUNDZIE BYŁY DLA HAALANDA BRAMKAMI NUMER 9 I 10 W JEGO PRZYGODZIE Z LIGĄ MISTRZÓW, dzięki czemu zrównał się w klasyfikacji najlepszych strzelców z Robertem Lewandowskim. Na strzelenie tylu goli Norweg potrzebował zaledwie siedmiu meczów w tych rozgrywkach! Żaden piłkarz wcześniej nie miał aż tak imponującego wejścia do Champions League.

Żaden zawodnik nie zaczął również tak dobrze przygody z Borussią Dortmund jak Haaland. W pierwszym meczu dla BVB w Bundeslidze, Pucharze Niemiec i Lidze Mistrzów Norweg strzelił dla swojego nowego zespołu przynajmniej jednego gola!

O historycznych osiągnięciach 19-letniego napastnika, którym w zimowym oknie transferowym trafił z Red Bull Salzburg do BVB (za 45 milionów euro) poinformowali statystycy OptaFranz i OptaJoe.

W sezonie 2019/2020 Haaland strzelił już 37 goli w 28 spotkaniach. W samej Lidze Mistrzów, w fazie grupowej, trafił do siatki rywali ośmiokrotnie jeszcze w barwach Red Bull Salzburg. Dwie kolejne bramki dołożył już w 1/8 finału przeciwko PSG, grając w koszulce Borussii.

W pierwszej połowie wtorkowego spotkania lepsze wrażenie sprawiali gospodarze. Przede wszystkim byli groźniejsi pod bramką rywala. W 22. minucie Łukasz Piszczek podał prostopadle do Achrafa Hakimiego, ten dośrodkował w pole karne, gdzie w ostatniej chwili wracający Marco Verratti wybił piłkę sprzed Emre Cana. Bliski otwarcia wyniku był Jadon Sancho, jednak jego próbę z 28. minuty świetnie obronił Keylor Navas (to był jedyny celny strzał w pierwszej połowie). Dobijał jeszcze Hakimi, ale został zablokowany przez Layvina Kurzawę. W 36. minucie Idrissa Gueye stracił piłkę na środku boiska, przejął ją Can, podprowadził, podał do Sancha, który dośrodkował w pole karne, gdzie niezbyt precyzyjnie głową przymierzył Haaland. A za plecami Norwega już wbiegał niepilnowany Thorgan Hazard.

W 65. minucie paryżanie, prowadzeni przez byłego szkoleniowca BVB Thomasa Tuchela, oddali pierwszy celny strzał, Kylian Mbappe z ostrego kąta wprost w Romana Buerkiego. Dwie minuty później rozegranie piłki przez PSG, w jego końcówce Neymar wymienił piłkę z Mbappe, ten drugi oddał strzał odbity przez Buerkiego, a dobitka Brazylijczyka, po rykoszecie, wyszła na rzut rożny.

To jednak Borussia objęła prowadzenie w 69. minucie. Sancho podał na skrzydło do Hakimiego, który dośrodkował w pole karne, gdzie z pierwszej piłki uderzył Raphael Guerreiro. Portugalczyk trafił w Haalanda, piłka odbiła się jeszcze od Marquinhosa, Norweg ją przejął i z bliska wpakował do siatki.

W 75. minucie był już remis. Indywidualny popis Mbappe, który uciekł Giovanniemu Reynie, nie dał rady go zatrzymać interweniujący wślizgiem Dan-Axel Zagadou, a Francuz wbiegł w pole karne i podał do Neymara, który trafił do siatki. Za Brazylijczykiem nie zdążył Piszczek.

Dwie minuty później gospodarze znowu prowadzili. Reyna podał do Haalanda, który przymierzył lewą nogą tuż sprzed pola karnego, a piłka wylądowała pod poprzeczką. PSG miało szansę na wyrównanie w 82. minucie, kiedy Neymar trafił w zewnętrzną część spojenia.

W końcówce żółte kartki zobaczyli Thomas Meunier i Verratti. Obu nie zobaczymy w rewanżu na Parc des Princes, 11 marca.

Piszczek. który wyprowadził zespół jako kapitan, we wtorek obchodził podwójny jubileusz. To był bowiem jego 350. mecz w barwach Borussii we wszystkich rozgrywkach, a równocześnie został pierwszym piłkarzem BVB, który po raz 50. wystąpił w Lidze Mistrzów.

W PREMIER LEAGUE LIVERPOOLU NIE POKONAŁ NIKT, A W FAZIE GRUPOWEJ CHAMPIONS LEAGUE UDAŁO SIĘ TO TYLKO SSC NAPOLI (2:0). Diego Simeone jednak z umiejętności bronienia uczynił niegdyś sztukę i jeśli ktoś miał liderowi angielskiej ekstraklasy maksymalnie uprzykrzyć życie, to właśnie podopieczni argentyńskiego szkoleniowca.

Gospodarze zaczęli świetnie i już w 4. minucie wykorzystali zamieszanie po rzucie rożnym. Piłka pechowo odbiła się od Fabinho, trafiła do Saula Nigueza, a ten bez trudu pokonał Alissona.

Jeszcze w pierwszej części doskonałą szansę na wyrównanie miał Mohamed Salah. Egipcjanin dopadł do piłki po fatalnym wybiciu Jana Oblaka, lecz przyjął ją koszmarnie. Sytuację musiał ratować będący na ewidentnym spalonym Roberto Firmino i choć chwilę później Salah trafił do siatki, gol nie mógł zostać uznany.

Po przerwie „The Reds” robili co mogli, by w końcu złamać defensywę gospodarzy, ale rozgrywali jedno ze słabszych spotkań w obecnym sezonie. Idealną okazję zmarnował niecelną główką Salah, nieznacznie pomylił się też Jordan Henderson, i Oblak wciąż zachowywał czyste konto. Juergen Klopp był coraz bardziej poirytowany i w końcówce „zarobił” żółtą kartkę, którą dobrze prowadzący zawody Szymon Marciniak wlepił mu za komentowanie orzeczeń sędziów.

Lider Premier League nic już nie wskórał i Atletico dowiozło wynik 1:0 do końca. To pozornie skromna zaliczka, lecz jeśli na Anfield podopieczni Simeone znów będą potrafili tak umiejętnie wybijać Liverpool z uderzenia, mogą sprawić, że obrońca trofeum odpadnie z Ligi Mistrzów już na etapie 1/8 finału. Rewanż w środę, 11 marca.

BLISKI ODPADNIĘCIA JUŻ NA ETAPIE 1/8 FINAŁU JEST RÓWNIEŻ FINALISTA POPRZEDNIEJ EDYCJI LIGI MISTRZÓW – TOTTENHAM, KTÓRY. W PIERWSZYM MECZU PRZEGRAŁ U SIEBIE Z RB LIPSK 0:1. Niemcy narzucili od pierwszych minut tak wysokie tempo, że gospodarze mieli momentami problemy z opuszczeniem własnej połowy.

Hugo Lloris już w 2. minucie z trudem obronił mocny strzał Angelino i sparował piłkę na słupek, a takich szans RB Lipsk miało więcej. W przerwie podopieczni Juliana Nagelsmanna mogli czuć ogromny niedosyt, bo mimo dobrej i przede wszystkim ładnej dla oka gry, nie zdobyli ani jednego gola.

Po zmianie stron wicemistrzowie Niemiec nadal wyraźnie przeważali, a Tottenham, bez kontuzjowanych Harry’ego Kane’a i Heung-Min Sona, nie miał żadnego sposobu, by z tą dominacją sobie poradzić. Przy takim obrazie gry trudno też było „Kogutom” liczyć, że dowiozą czyste konto w tyłach do ostatniego gwizdka. „Pękli” w 58. minucie i ta sytuacja doskonale zobrazowała ich bezradność.

Ben Davies nie tyle sfaulował, co wręcz „wyciął” w polu karnym Konrada Laimera i sędzia Cuneyt Cakir bez wahania wskazał na „wapno”. Do piłki podszedł Timo Werner i mocnym płaskim strzałem bliżej prawego narożnika pokonał Llorisa.

Dopiero strata gola trochę obudziła drużynę Jose Mourinho, która zaczęła sobie zdawać sprawę, że w wyjazdowym rewanżu może być jej jeszcze trudniej. Miejscowi nadal jednak nie imponowali w rozegraniu, a najlepsze szanse stworzyli po stałych fragmentach. Świetnie z rzutu wolnego strzelił Giovani Lo Celso i Peter Gulacsi końcami palców odbił piłkę na słupek. Niedługo później mieliśmy kolejne uderzenie ze stojącej piłki i bramkarz gości znów pokazał klasę, zatrzymując próbę Erika Lameli.

W końcówce Niemcy nie byli już zainteresowani atakowaniem, jednak bronili się na tyle skutecznie, że ekipa z Londynu nie zdołała zrobić im krzywdy. Drugie starcie obu zespołów odbędzie się we wtorek, 10 marca.

JUŻ PO PIERWSZYM MECZU MOŻE BYĆ NIEMAL PEWNA AWANSU DO KOLEJNEJ RUNDY ATALANTA BERGAMO, KTÓRA W ŚRODĘ NA WŁASNYM STADIONIE ROZBIŁA VALENCIĘ 4:1. Już w 5. minucie Atalanta mogła prowadzić. Z rzutu wolnego tuż ponad bramką uderzył Alejandro Gomez. Trzy minuty później w sytuacji sam na sam z bramkarzem znalazł się Mario Pasalić. Obronną ręką z opresji wyszedł Jaume Domenech. Golkiper Valencii nie miał nic do powiedzenia w 16. minucie. Dogrywał Gomez, a wbiegający Hans Hateboer z trzech metrów wpakował piłkę do siatki.

Pierwszą okazję Hiszpanie wykreowali sobie dopiero w 30. minucie. W zamieszaniu w słupek uderzył Ferran Torres. W odpowiedzi siedem minut później tuż ponad bramką strzelił Marten de Roon. Więcej precyzji zachował trzy minuty przed przerwą Josip Ilicić, który mając obok siebie kilku rywali zdołał uderzyć  ok. 15 metrów pod poprzeczkę.

Po zmianie stron wciąż więcej do powiedzenia miał włoski zespół. W 50. minucie po zagraniu Gomeza piłki we własnej bramce omal nie umieścił obrońca Valencii. Siedem minut później padł trzeci gol. Na uderzenie z dystansu zdecydował się Remo Freuler, Domenech wzrokiem odprowadził piłkę, która znalazła się w bramce.

Po kolejnych pięciu minutach Atalanta zdobyła kolejną bramkę. Hateboer biegł z piłką kilkanaście metrów i  precyzyjnym strzałem z pola karnego podwyższył prowadzenie gospodarzy na 4:0. Valencia niewielką nadzieję na odrobienie strat w rewanżu dała sobie w 66. minucie. Z ok. 17 metrów płasko uderzył Denis Czeryszew. Pierluigi Collini nie był w stanie sięgnąć piłki. Chwilę później rezerwowy mógł zdobyć drugą bramkę, ale górą był bramkarz. W 71. minucie z ostrego kąta przymierzył Maximiliano Gomez, futbolówka zatrzymała się na słupku.

W końcówce goście starali się poprawić swoją sytuację przed rewanżem 10 marca, ale sztuka im się nie udała.

Pozostałe pierwsze mecze 1/8 finału w najbliższy wtorek i środę –  25 lutego: Chelsea FC – Bayern Monachium, SSC Napoli – FC Barcelona; 26 lutego: Real Madryt – Manchester City, Olympique Lyon – Juventus Turyn.

LIGA MISTRZÓW

Wyniki wtorkowych i środowych meczów:

Atletico Madryt – Liverpool FC 1:0 (1:0)

Bramka: Saul Niguez (4).

Żółte kartki: Angel Correa – Sadio Mane, Joe Gomez. Sędzia: Szymon Marciniak (Polska).

Atletico Madryt: Jan Oblak – Sime Vrsaljko, Felipe, Stefan Savić, Renan Lodi, Saul Niguez, Koke, Thomas Partey, Thomas Lemar (46. Marcos Llorente), Alvaro Morata (70. Vitolo), Angel Correa (77. Diego Costa).

Liverpool FC: Alisson – Trent Alexander-Arnold, Joe Gomez, Virgil van Dijk, Andrew Robertson, Jordan Henderson (80. James Milner), Fabinho, Georginio Wijnaldum, Mohamed Salah (72. Alex Oxlade-Chamberlain), Roberto Firmino, Sadio Mane (46. Divock Origi).

Borussia Dortmund – Paris Saint-Germain 2:1 (0:0)

Bramki: Erling Haaland (69, 77) – Neymar (76).

Żółte kartki: Axel Witsel – Idrissa Gueye, Neymar, Thomas Meunier, Marco Verratti. Sędzia: Antonio Mateu Lahoz.

Borussia Dortmund: Roman Burki – Łukasz Piszczek, Mats Hummels, Dan-Axel Zagadou – Achraf Hakimi, Emre Can, Axel Witsel, Raphael Guerreiro – Thorgan Hazard (68. Giovanni Reyna), Jadon Sancho – Erling Haaland.

Paris Saint-Germain: Keylor Navas – Thomas Meunier, Thiago Silva, Presnel Kimpembe, Layvin Kurzawa – Marquinhos, Marco Verratti, Idrissa Gueye – Angel Di Maria (77. Pablo Sarabia), Kylian Mbappe, Neymar.

Tottenham Hotspur – RB Lipsk 0:1 (0:0)

Bramka: Timo Werner (58-karny).

Żółte kartki: Giovani Lo Celso, Ben Davies, Erik Lamela – Marcel Sabitzer, Timo Werner, Christopher Nkunku (RB Lipsk). Sędzia: Cuneyt Cakir (Turcja).

Tottenham Hotspur: Hugo Lloris – Serge Aurier, Toby Alderweireld, Davinson Sanchez, Ben Davies, Giovani Lo Celso, Harry Winks, Gedson Fernandes (64. Tanguy Ndombele), Steven Bergwijn, Lucas Moura, Dele Alli (64. Erik Lamela).

RB Lipsk: Peter Gulacsi – Lukas Klostermann, Ethan Ampadu, Marcel Halstenberg, Nordi Mukiele, Konrad Laimer (83. Emil Forsberg), Marcel Sabitzer, Angelino, Christopher Nkunku (74. Amadou Haidara), Patrik Schick (77. Yussuf Poulsen), Timo Werner.

Atalanta Bergamo – Valencia CF 4:1 (2:0)

Bramki: Hans Hateboer (16, 62), Josip Ilicić (42), Remo Freuler (57) – Denis Czeryszew (66).

Żółta kartka: Hateboer (Atalanta). Sędzia: Albert Celades.

Atalanta Bergamo: Pierluigi Gollini – Rafael Toloi, Jose Luis Palomino, Mattia Caldara (75. Duvan Zapata) – Hans Hateboer, Marten De Roon, Remo Freuler, Robin Gosens – Mario Pasalić (90+1. Adrien Tameze) – Josip Ilicić, Alejandro Gomez (81. Rusłan Malinowskyj).

Valencia CF: Jaume Domenech – Daniel Wass, Eliaquim Mangala, Mouctar Diakhaby, Jose Gaya – Ferran Torres, Daniel Parejo, Geoffrey Kondogbia, Carlos Soler – Goncalo Guedes (65. Denis Czeryszew), Maxi Gomez (73. Kevin Gameiro).