Kolekcja Lewandowskiego

91
Robert Lewandowski (w środku) z czwartym Pucharem Niemiec FOTO: EPA/ALEXANDER HASSENSTEIN

Robert Lewandowski zdobył dwie bramki dla Bayernu Monachium, który po raz 20. w historii wywalczył Puchar Niemiec, pokonując w finale w Berlinie Bayer Leverkusen 4:2, i z sześcioma golami został najlepszym strzelcem tych rozgrywek.

Lewandowski został królem strzelców Pucharu Niemiec po raz piąty i tym samym pobił rekord tych rozgrywek. Jako pierwszy w historii wygrał strzelecką klasyfikację tych rozgrywek trzy razy z rzędu, nie mówiąc o tym, że jest pierwszym w historii, który skończył sezon w podwójnej koronie – króla strzelców Bundesligi i Pucharu Niemiec.

To kolejne pucharowe rekordy w kolekcji Lewandowskiego. Już rok temu Polak został bowiem najskuteczniejszym piłkarzem w historii finałów DFB Pokal (ma w swoim dorobku cztery trofea). W decydujących meczach strzelił już łącznie 8 goli, choć wystąpił tylko w sześciu takich spotkaniach.

To już 15. korona króla strzelców w karierze Lewandowskiego. Poza Pucharem Niemiec (5) był też najskuteczniejszym graczem Bundesligi (5), el. Euro 2016, el. MŚ 2018 i trzech najwyższych lig w Polsce: Ekstraklasy oraz I i II ligi.

Bawarczycy prezentują w tym roku świetną formę. Niedawno wywalczyli po raz 30. mistrzostwo  Niemiec, teraz zdobyli po raz 20. krajowy puchar, a Lewandowski czwarty raz w karierze cieszy się z dubletu. Na niemieckim podwórku jest królem. W Europie wygląda to zgoła inaczej. Jeśli polski napastnik chce myśleć o zdobyciu Złotej Piłki, musi wygrać Ligę Mistrzów.

Po „Lewym” zupełnie nie widać upływającego czasu. W każdym kolejnym sezonie bije kolejne rekordy. Tak było też tym razem. Pierwszy raz w karierze przekroczył barierę 50 goli strzelonych w klubie (51). Na ten dorobek składają się 34 trafienia w Bundeslidze, sześć w Pucharze Niemiec i 11 w Lidze Mistrzów, a trzeba pamiętać, że te ostatnie rozgrywki jeszcze się nie skończyły.

„Lewy” ma więc szansę na poprawienie swojego dorobku. Został królem strzelców Bundesligi i Pucharu Niemiec. Teraz chciałby wywalczyć ten tytuł także na międzynarodowej arenie. Bayern raczej awansuje do ćwierćfinału, bo w pierwszym meczu 1/8 finału, Bayern pokonał Chelsea 3:0. Rewanż wydaje się więc formalnością.

Problem w tym, że drugi mecz odbędzie się dopiero za miesiąc, a rozgrywki w Niemczech już się zakończyły. W ćwierćfinale Ligi Mistrzów czekają już Atalanta Bergamo, Atletico Madryt, RB Lipsk i Paris Saint-Germain. O awans, oprócz Bayernu i Chelsea, powalczą jeszcze Napoli i Barcelona, Real Madryt i Manchester City oraz Olympique Lyon i Juventus. Te mecze odbędą się 7 i 8 sierpnia.

Następnie osiem najlepszych drużyn spotka się w Lizbonie. W dniach 12-15 sierpnia rozegrane zostaną ćwierćfinały. 18 i 19 sierpnia odbędą się mecze półfinałowe. Co ważne, nie będzie rewanżów. Finał zaplanowany jest na 23 sierpnia.

Lewandowskiego czekają więc jeszcze co najmniej dwa mecze. Rewanż z Chelsea i mecz w ćwierćfinale Champions League. W najlepszym razie polski napastnik rozegra jeszcze cztery mecze. Ma szansę więc jeszcze poprawić swój dorobek i zostać królem strzelców tegorocznej edycji Ligi Mistrzów. Jeśli dodatkowo wygra te rozgrywki, to Złotą Piłkę będzie miał praktycznie w kieszeni.

Jego sytuację może skomplikować tylko potknięcie drużyny przed finałem Ligi Mistrzów i ewentualna porażka w klasyfikacji Złotego Buta. Tam goni Lewandowskiego Ciro Immobile. Żeby wyprzedzić Polaka, napastnik Lazio Rzym musi strzelić jeszcze sześć bramek. Nie jest to niemożliwe, bo we Włoszech, do rozegrania zostało jeszcze osiem kolejek.

Nawet jeśli Włoch wyprzedzi Lewandowskiego, przejdzie to bez echa, jeśli Polak zdobędzie kolejne gole i wprowadzi Bayern do finału Ligi Mistrzów. Kolejnych rywali pozna już niedługo, bo losowanie par ćwierćfinałowych Ligi Mistrzów odbędzie się 10 lipca w szwajcarskim Nyonie.