Kolekcjonerka tytułów

50
Anita Włodarczyk po raz trzeci z rzędu została mistrzynią olimpijską FOTO: EPA/CHRISTIAN BRUNA

Anita Włodarczyk rzuciła młotem 78,48 m i została po raz trzeci w historii mistrzynią olimpijską. W Tokio brązowy medal wywalczyła Malwina Kopron – 75,49 m, a siódme miejsce zajęła Joanna Fiodorow – 73,83 m. Srebro zdobyła Chinka Zheng Wang – 77,03 m.

Konkurs ułożył się po myśli Włodarczyk. Wprawdzie w pierwszej kolejce trafiła młotem w siatkę i spaliła, ale po drugiej objęła prowadzenie i nie oddała go już do końca. Na jej twarzy od początku malował się spokój. Nawet po nieudanych próbach widać było, że wie czego chce i jest na to przygotowana. Prawdziwa walka toczyła się za jej plecami, bo jak Włodarczyk sama powiedziała: „Wiedziałam, że nikt nie będzie w stanie rzucić więcej niż 76 metrów”. To się wprawdzie nie sprawdziło, bo Chinka uzyskała 77,03 m, ale dopiero w ostatniej kolejce.

Największy sukces w karierze odniosła brązowa medalistka mistrzostw świata z Londynu (2017) Kopron, która – nie bez nerwów – znów wywalczyła brąz, choć przed ostatnią kolejką była druga. Na półmetku rywalizacji brązowa medalistka mistrzostw świata 2017 zajmowała siódmą pozycję. Wyraźnie widać było, że to nie jest wszystko na co ją stać. Ona sama też się denerwowała, krzyczała na siebie, podchodziła do trenera-dziadka Witolda.

To wszystko podziałało. W końcu w piątej kolejce uzyskała 75,49 m i wyszła na drugie miejsce. Qang w ostatnim podejściu na to jednak nie pozwoliła, a Polka nie umiała już odpowiedzieć. Po swojej ostatniej próbie popłakała się, a po konkursie ze łzami w oczach pobiegła na trybuny, gdzie czekała duża grupa polskiej reprezentacji.

Także Włodarczyk nie umiała ukryć wzruszenia. Przed wejściem po raz ostatni do koła zasłoniła twarz dłońmi. Wtedy już wiedziała, że po raz trzeci jest złota. Tylko chodziarz Robert Korzeniowski zdobywał tytuły mistrza olimpijskiego w trzech kolejnych igrzyskach. Taka sztuka nie udała się wcześniej nawet nieżyjącej już Irenie Szewińskiej, która jednak mogła pochwalić się siedmioma krążkami tej imprezy.

Z trybun Włodarczyk porwała okulary z kółkami olimpijskimi i wielki transparent z napisem: „Daj spokój”. W ten sposób nawiązała do śmiesznej sytuacji ze zgrupowania przygotowawczego z Takasaki, kiedy japoński kibic przekazał Polce kartkę z tym napisem, ale miał on znaczyć: „Do boju”. Translator źle to jednak przetłumaczył.

„To było moje marzenie, żeby po raz trzeci z rzędu zostać niepokonaną. Uwielbiam cyferki i dziś tak sobie po cichu mówiłam, że jest trzeci sierpnia i trzeci złoty medal olimpijski będzie należał do mnie – podkreśliła w rozmowie z dziennikarzami. – Po pierwszym rzucie wiedziałam, że popełniłam błędy techniczne. Trener od razu mi powiedział, co skorygować i od drugiego rzutu już wiedziałam, że muszę iść na całość. Próba na ponad 77 m była technicznie bardzo zła, ale wtedy pomyślałam sobie, że już na pewno będę miała medal i przypomniałam sobie, że na tych dużych imprezach z rzutu na rzut zawsze się poprawiałam. Życzyłam sobie wówczas, żeby tak było i teraz. Następnie było 78,48 m, potem już emocje opadły. Byłam zmęczona. Wiedziałam, że mnie nikt nie przerzuci. Wynik nie jest ważny, a ważny jest trzeci złoty medal olimpijski” – podsumowała.

Niespełna 36-letnia Włodarczyk (urodziny ma za kilka dni) wcześniej była najlepsza w Londynie w 2012 roku i w Rio de Janeiro w 2016. Praktycznie na dekadę zdominowała tę konkurencję. Do dwóch tytułów mistrzyni olimpijskiej (w Londynie przegrała z Tatianą Łysenko, ale Rosjanka została zdyskwalifikowana za doping) dołożyła po cztery złote medale mistrzostw świata i Europy. Od 28 sierpnia 2016 do niej należy też rekord globu – 82,98.

Dwa ostatnie sezony miała jednak stracone z powodu kłopotów zdrowotnych, a poza tym zmieniła trenera – teraz ćwiczy pod okiem Chorwata Ivicy Jakelica i bardzo sobie chwali. Pierwsze tegoroczne starty miała słabe, ale cały czas zapewniała, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Już przed wylotem do Tokio dała sygnał, że jest coraz lepiej, kiedy rzuciła 77,92 m. Także w eliminacjach, które wygrała, pokazała rywalkom, że jest w wysokiej formie.

Multimedalistka igrzysk, mistrzostw świata i Europy zapewniła, że jeszcze nie myśli o sportowej emeryturze. „Na pewno nie skończę kariery. Mam 36 lat, ale tu wiek nie gra roli. Jestem zregenerowana. Paryż jest blisko. Może wam to się wydać śmieszne, ale jeszcze nie byłam w tym mieście. Mam nadzieję, że jeszcze tam się zobaczymy” – powiedziała na do widzenia.

Medal olimpijski w Tokio miał być dla polskiego tyczkarza Piotra Liska spełnieniem marzeń. Pięć lat temu w Rio de Janeiro był czwarty. Wynik 5,80 m we wtorkowym finale wystarczył jednak tylko do szóstej pozycji. „Nie każdy może wystartować w finale igrzysk. Mnie się udało. Walczyłem do końca” – powiedział. Wygrał fenomenalny Szwed Armand Duplantis 6,02 m, przed Amerykaninem Chrisem Nilsenem 5,97, oraz Brazylijczykiem Thiago Brazem 5,87 m.

Medal Włodarczyk jest 70. złotem w historii startów polskich sportowców w letnich igrzyskach. Łącznie Biało-Czerwoni mają w dorobku 289 medali.

We wtorek z Polaków na podium stanęli także kajakarki Karolina Naja i Anna Puławska w K2 na 500 m oraz zapaśnik Tadeusz Michalik, który wywalczył brąz w kat. 97 kg w stylu klasycznym. Łącznie w Tokio do tej pory Biało-Czerwoni zdobyli sześć medali.