Koszykarze USA bez medalu!

26
Hiszpanie zostali mistrzami świata w koszykówce mężczyzn, wygrywając w turnieju wszystkie mecze - foto: EPA

Hiszpanie zostali mistrzami świata w koszykówce mężczyzn. W finale w Pekinie pokonali zespół Argentyny 95:75 (23:14, 20:17, 23:16, 29:28). Biało-Czerwoni, którzy zagrali w mundialu drugi raz w historii i pierwszy od 52 lat, po porażkach z Czechami i USA sklasyfikowani zostali na ósmym miejscu.

To drugi tytuł Hiszpanii, która triumfowała też w 2006 roku w Japonii. Do historii dyscypliny przeszli trener Sergio Scariolo i Marc Gasol – w tym samym roku zdobyli mistrzostwo NBA z Toronto Raptors (Scariolo jako asystent) i globu.

W półfinale zawodnicy z Płw. Iberyjskiego po dwóch dogrywkach okazali się lepsi od Australii 95:88 (22:21, 10:16, 19:18, 20:16, d. 24:17), a do zwycięstwa poprowadził ich zdobywca 33 punktów Marc Gasol. Argentyńczycy z kolei nie mieli żadnych problemów z pokonaniem Francji 80:66 (21:18, 18:14, 21:16, 20:18). Największy udział miał w tym rozgrywający piąte mistrzostwa globu, 39-letni Luis Scola, który uzyskał double-double – 28 punktów i 13 zbiórek.

Wcześniej obydwie ekipy pokonały też Polskę – zespół z Ameryki Płd. w drugiej fazie rozgrywek grupowych, a Hiszpanie w ćwierćfinale.

W FINALE SPOTKAŁY SIĘ DWIE NIEPOKONANE W TURNIEJU DRUŻYNY, ALE MECZ NIE BYŁ TAK BARDZO WYRÓWNANY, JAK MOŻNA BY SIĘ SPODZIEWAĆ. Hiszpanie dominowali od początku do końca. Zupełnie nie potrafił poradzić sobie z ich defensywą lider Argentyny Luis Scola, który w pierwszej połowie nie zdobył punktu, a pierwsze trafienie zaliczył w 26. minucie, w dodatku z wolnych. W sumie uzyskał ledwie osiem punktów i miał osiem zbiórek.

Gracze trenera Scariolo od początku narzucili rywalom styl i po akcjach Ricky’ego Rubio oraz Pau Ribasa prowadzili 12:2 po trzech minutach, a nawet 14:2 po akcji Gasola. Argentyńczycy zdobyli jednak 10 punktów z rzędu, głównie dzięki kontratakom i było tylko 14:12. Końcówka kwarty należała znowu do Hiszpanów, którzy po 10 minutach prowadzili 23:14.

W kolejnych częściach finału defensywa koszykarzy z Półwyspu Iberyjskiego skutecznie stopowała ofensywne poczynania Argentyńczyków, którzy nie trafiali ani spod kosza, ani z dystansu. W 12. minucie po akcji Rubio, rozgrywającego Phoenix Suns, Hiszpanie prowadzili 31:17. W trzeciej kwarcie ich przewaga – wynikająca m.in. ze skutecznej walki pod tablicami (47-27 w zbiórkach) – rosła systematycznie i w połowie tej części sięgnęła 22 punktów (55:33).

Argentyńczycy walczyli do końca i w ostatniej kwarcie udało im zmniejszyć dwa razy przewagę brązowych medalistów igrzysk z Rio de Janeiro do 12 punktów (56:68, 66:78), ale to było wszystko na co grający bardziej zespołowo rywale pozwolili. 

Hiszpania to brązowy medalista igrzysk w Rio de Janeiro oraz trzykrotny wicemistrz olimpijski (1984, 2008 i 2012) oraz mistrz świata z 2006 roku z Japonii. 

W MECZU O BRĄZOWY MEDAL FRANCUZI POKONALI AUSTRALIJCZYKÓW 67:59 (11:16, 10:14, 21:16, 25:13) I PO RAZ DRUGI W HISTORII MŚ STANĘLI NA NAJNIŻSZYM STOPNIU PODIUM. W 2014 roku, w poprzedniej edycji czempionatu, o brąz wygrali z Litwą 95:93. Z kolei Australijczycy, którzy na igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro ulegli jednym punktem Hiszpanii w meczu o trzecie miejsce, nigdy nie byli na podium MŚ. W niedzielnym spotkaniu w chińskiej stolicy długo prowadzili z „Trójkolorowymi”, ale końcówka należała do rywali.

Bez medalu wrócili z Chin także Amerykanie, zajmując najgorsze miejsce – siódme – w historii. To największa sensacja mistrzostw. Prowadzeni przez słynnego trenera Gregga Popovicha i w składzie złożonym z zawodników NBA, ale bez największych gwiazd tej ligi – mogli być pierwszym w historii zespołem, który trzy razy z rzędu sięgnął po tytuł. Plany pokrzyżowali im Francuzi. Ich ćwierćfinałowa wygrana z Amerykanami 89:79 (18:18, 27:21, 18:27, 26:13) oznaczała także, że Polacy stracili szanse na olimpijską kwalifikację z turnieju w Chinach. Przepustkę do igrzysk w Tokio wywalczyły dwie najlepsze drużyny europejskie, a do półfinału już wcześniej awansowała, po zwycięstwie nad Biało-Czerwonymi, Hiszpania.

W SWOIM PIERWSZYM MECZU O MIEJSCA 5-8 REPREZENTACJA POLSKI ULEGŁA W SZANGHAJU CZECHOM 84:94 (23:23, 12:20, 28:21, 21:30). Kluczem do zwycięstwa drużyny znad Wełtawy, która w mundialu występowała po raz pierwszy od rozpadu Czechosłowacji, była wygrana walka pod tablicami (41:27) oraz skuteczność rzutów za trzy punkty. Polakom nie udało się zatrzymać ich lidera Tomasa Satoranskiego z Chicago Bulls, byłego kolegi Marcina Gortata z Washington Wizards.

Po niespełna pięciu minutach Polska prowadziła 15:6 po rzutach zza linii 6,75 m Adama Waczyńskiego, wejściach pod kosz A.J. Slaughtera i kolejnej punktach z dystansu Aarona Cela. Czas wzięty przez szkoleniowca Czech Ronena Ginzburga natchnął jego podopiecznych do dokładniejszej gry – zdobyli dziesięć punktów z rzędu i w 6. minucie prowadzili 16:15.

Od tego momentu trwała wyrównana walka, a obydwie drużyny grały zrywami. Polacy prowadzili w połowie drugiej kwarty 32:26, ale końcówka tej części należała do rywali. Za trzy punkty trafiali niezmordowany Jaromir Bohacik (5 z 8 rzutów za trzy) oraz Vojtech Hruban i w 18. minucie Czesi prowadzili 43:33.

Po przerwie Polacy rozpoczęli odrabianie strat, także rzutami zza linii 6,75 m, i w 24. minucie po takiej akcji Mateusza Ponitki było tylko 52:51 dla rywali, a po 30 minutach 64:63. 

W ataku A.J. Slaughter rozgrywał jedno z najlepszych spotkań na mistrzostwach – trafiał albo znakomicie podawał do kolegów i to dzięki jego akcjom i rzutom wolnym, Polska uzyskała w 34. minucie prowadzenie 70:69.

Kolejne fragment spotkania to wymiana „ciosów”, punkt za punkt. Po rzucie Cela Polska wygrywała 77:73. Słabsza obrona spowodowała, że rywal odzyskał kontrolę. Hruban trafił za trzy punkty i na 2 minuty 40 sekund przed końcem Czesi prowadzili 84:79. W końcówce Biało-Czerwoni popełnili zbyt wiele błędów, by myśleć o pokonaniu rywali.

Najskuteczniejszym graczem reprezentacji Polski był Waczyński (22 pkt), Slaughter uzyskał double-double – 12 pkt i 10 asyst, ale podwójne zdobycze w statystykach mieli także Czesi – Satoranski zakończył mecz z 22 pkt i 12 asystami, a Hruban – 24 pkt i 12 zbiórek. Czesi górowali też nad Polakami w rzutach za trzy punkty – trafili 13 razy (a Polacy 9), mieli też aż 27 asyst przy 18 takich podaniach Biało-Czerwonych.

W MECZU O 7. MIEJSCE REPREZENTACJA POLSKI PRZEGRAŁA W PEKINIE Z OBROŃCAMI TYTUŁU, AMERYKANAMI 74:87 (14:28, 16:19, 25:16, 19:24). Koszykarze NBA podrażnieni porażkami z Francją w ćwierćfinale i Serbią w spotkaniu o miejsca 5-8, wyszli na parkiet nadzwyczaj zmobilizowani. 

Koszykarze zza oceanu prowadzili 9:4, 11:6 po rzutach m.in. Harrisona Barnesa i Donovana Mitchella za trzy punkty. Po dwóch dobrych akcjach Polaków – Mateusza Ponitki, który trafił sprzed nosa Donovana Mitchella, oraz 18-letniego Aleksandra Balcerowskiego, który od końcowej linii minął dwóch obrońców USA i zakończył manewry imponującym wsadem do kosza, przegrywaliśmy w 6. minucie 14:18. Do końca tej części Biało-Czerwoni nie zdobyli już jednak punktu i po 10 minutach Amerykanie wygrywali 28:14. 

W drugiej kwarcie szkoleniowcy obydwu ekip korzystali ze zmienników, ale nie zmieniło to obrazu gry. Zawodnicy NBA jeszcze powiększyli przewagę (31:14, 41:23). W pierwszej połowie zawodnicy Gregga Popovica, pięciokrotnego mistrza NBA z San Antonio Spurs, trafili 8 z 13 rzutów za trzy punkty, podczas gdy Biało-Czerwoni zaledwie 1 z 15.

Po przerwie Polacy wyszli na parkiet zmobilizowani i gotowi do walki. Znakomicie spisywał się Adam Waczyński, który trafiał z obwodu, ale potrafił też minąć rosłych rywali. Skuteczni byli A.J. Slaughter i Ponitka odważnie wpychający się pod kosz. W obronie „czapy” zawodnikom NBA rozdawał Damian Kulig (w sumie miał trzy bloki, choć w statystykach widnieje tylko jeden).

Polakom, podopiecznym trenera Mike’a Taylora, dwa razy udało się zmniejszyć straty do siedmiu punktów – 47:53 po rzucie Waczyńskiego zza linii 6,75 m w 26. minucie oraz akcji Ponitki, który od nowego sezonu występować będzie w euroligowym Zenicie Sankt Petersburg, w 32. minucie (58:65).

Za każdym razem Amerykanie odpowiadali jednak szybko – trafiali spod kosza lider Indiany Myles Turner, który w jednej z akcji wszedł w bliski „kontakt” z walecznym Adamem Hrycaniukiem, oraz Mitchell. Lider USA, rozgrywający Utah Jazz uzyskał double-double 16 pkt i 10 asyst i nie pomylił się w żadnym z czterech rzutów zza linii 6,75 m.

Biało-Czerwoni kończą udział w MŚ z bilansem 4-4. Po znakomitym początku, gdy wygrali cztery mecze – najpierw trzy w grupie (z Wenezuelą, Chinami i Wybrzeżem Kości Słoniowej), a potem kluczowy z Rosją w drugim etapie (79:74), doznali porażek z wyżej notowanymi rywalami: Argentyną (65:91), Hiszpanią w ćwierćfinale (78:90), Czechami (84:94) i USA.

HISZPAŃSKI ROZGRYWAJĄCY RICKY RUBIO ZOSTAŁ UZNANY NAJLEPSZYM (MVP) KOSZYKARZEM MŚ W CHINACH. Przyznano mu także tytuł najlepszego gracza meczu finałowego. W finale Rubio uzyskał 20 pkt, miał siedem zbiórek i trzy asysty. W całym turnieju jego średnie to 15,9 pkt, 6,4 asyst i 4,3 zbiórek.

28-letni rozgrywający Phoenix Suns został też wybrany do pierwszej piątki 18. MŚ, obok kolegi Marca Gasola, Serba Bogdana Bogdanovicia – najskuteczniejszego zawodnika turnieju (183 pkt, średnio 22,9), Francuza Evana Fourniera i Argentyńczyka Luisa Scoli.

Kapitan reprezentacji Polski Adam Waczyński był w całym turnieju zawodnikiem wykonującym najlepiej rzuty wolne – trafił 28 z 30 takich rzutów (93,3 proc.).

JG, (R)

MŚ W KOSZYKÓWCE MĘŻCZYZN

Ćwierćfinały:

Polska – Hiszpania 78:90 (18:22, 23:24, 17:21, 20:23)

Argentyna – Serbia 97:87 (25:23, 29:26, 14:18, 29:20)

Czechy – Australia 70:82 (17:17, 13:16, 18:30, 22:19)

USA – Francja 79:89 (18:18, 21:27, 27:18, 13:26)

O miejsca 5-8:

Polska – Czechy 84:94 (23:23, 12:20, 28:21, 21:30)

Polska: Adam Waczyński 22, A.J. Slaughter 12, Damian Kulig 12, Mateusz Ponitka 11, Aaron Cel 9, Adam Hrycaniuk 9, Karol Gruszecki 4, Łukasz Koszarek 3, Michał Sokołowski 2.

Czechy: Vojtech Hruban 24, Tomas Satoransky 22, Jaromir Bohacik 21, Ondrej Balvin 9, Martin Peterka 9, Pavel Pumprla 5, Jakub Sirina 3, Patrik Auda 1.

Serbia – USA 94:89 (32:7, 12:33, 27:28, 23:21)

O 7. miejsce:

USA – Polska 87:74 (28:14, 19:16, 16:25, 24:19)

Polska: Mateusz Ponitka 18, Adam Waczyński 17, A.J. Slaughter 15, Damian Kulig 9, Michał Sokołowski 7, Adam Hrycaniuk 4, Aleksander Balcerowski 2, Dominik Olejniczak 2.

USA: Donovan Mitchell 16, Joe Harris 14, Khris Middleton 13, Derrick White 12, Harrison Barnes 10, Jaylen Brown 8, Myles Turner 7, Mason Plumlee 4, Brook Lopez 3. 

O 5. miejsce:

Serbia – Czechy 90:81 (20:20, 21:30, 28:12, 21:19)

Półfinały:

Argentyna – Francja 80:66 (21:18, 18:14, 21:16, 20:18)

Hiszpania – Australia 95:88 (22:21, 10:16, 19:18, 20:16, d. 24:17)

O 3. miejsce:

Francja – Australia 67:59 (11:16, 10:14, 21:16, 25:13)

Finał:

Hiszpania – Argentyna 95:75 (23:14, 20:17, 23:16, 29:28)

Hiszpania: Ricky Rubio 20, Sergio Llull 15, Marc Gasol 14, Rudy Fernandez 11, Willy Hernangomez 11, Juancho Hernangomez 11, Pierre Oriola 6, Pau Ribas 5, Victor Claver 2.

Argentyna: Gabriel Deck 24, Nicolas Laprovittola 17, Facundo Campazzo 11, Luis Scola 8, Nicolas Brussino 8, Lucio Redivo 3, Luca Vildoza 2, Marcos Delia 2.