Koty za płoty w Australian Open

80
Iga Świątek zaliczyła udany debiut wielkoszlemowy pod okiem trenera Tomasza Wiktorowskiego FOTO: EPA/DEAN LEWINS

Udanie rozpoczęli występy w tegorocznym wielkoszlemowym turnieju Australian Open polscy tenisiści. Z piątki Biało-Czerwonych do drugiej rundy awansowali Iga Świątek, Magda Linette, Hubert Hurkacz i Kamil Majchrzak. Odpadła tylko Magdalena Fręch.

Dobry przykład dał w poniedziałek rozstawiony z numerem 10. Hubert Hurkacz, który na otwarcie wygrał w Melbourne z Białorusinem Jegorem Gierasimowem 6:2, 7:6 (7-3), 6:7 (5-7), 6:3. Hurkacz po raz drugi zmierzył się ze 106. na światowej liście Gierasimowem. Pokonał go również w pierwszej rundzie ubiegłorocznej edycji innej imprezy wielkoszlemowej – US Open. Wówczas wygrał 6:3, 6:4, 6:3.

W poniedziałek pokonanie tego rywala zajęło Polakowi ponad trzy godziny, ale wydłużenie spotkania było głównie efektem jego własnych błędów – tych niewymuszonych popełnił aż 65. Na początku pierwszej odsłony obaj zawodnicy mieli kłopoty z utrzymaniem podania i musieli bronić się przed jego stratą. O ile wrocławianin później poprawił się nieco pod względem serwisu, to Białorusin wciąż miał problemy w tym elemencie. Gierasimow ułatwił tym samym przeciwnikowi zadanie i Polak odskoczył na 5:1. Znacznie niżej notowany gracz nie chciał łatwo spasować i w końcówce obronił pięć piłek setowych, mając w międzyczasie dwa “break pointy”. Hurkacz jednak dopiął swego i wydawało się, że teraz już łatwiej mu będzie budować przewagę w kolejnych partiach.

Było jednak inaczej – półfinalista ubiegłorocznej edycji Wimbledonu co prawda dość dobrze serwował, ale podczas wymian notował wiele pomyłek. W efekcie tego zarówno w drugim, jak i trzecim secie musiał gonić wynik. W odsłonie numer dwa dał się przełamać w trzecim gemie i za odrabianie strat zabrał się w ostatnim momencie, bo dopiero przy stanie 3:5. Tie-break układał się już po jego myśli – odskoczył na 4-0 i kontrolował sytuację. W następnej partii nastąpiła jednak powtórka – tym razem Gierasimow prowadził 3:0 i 4:1. Hurkacz był coraz bardziej sfrustrowany swoimi prostymi błędami. Miał dwie okazje na “breaka” przy remisie 5:5, ale nie skorzystał z żadnej z nich. W jednej z tych sytuacji Białorusin wyratował się, wygrywając wymianę złożoną z 33 uderzeń. Znów doszło do tie-breaka, który tym razem był znacznie bardziej wyrównany, a ostatnie dwa punkty zdobył tenisista z Mińska.

W trzecim gemie czwartego seta Polak był w opałach, ale wybronił się przed stratą podania, a prowadząc 4:3 sam zanotował jedynego w tej odsłonie “breaka”. Przypieczętował go bardzo efektownym wolejem, do którego rzucił się szczupakiem. Nie miał potem problemu z zakończeniem pojedynku w kolejnym gemie. Łącznie posłał 16 asów, przy zaledwie pięciu po stronie rywala. Zanotował jednak o 11 więcej niewymuszonych błędów. 24-letni wrocławianin po raz drugi w karierze awansował do drugiej rundy Australian Open – poprzednio dwa lata temu. O pierwszy w karierze występ w trzecie fazie zmagań w tym turnieju zagra z 69. w rankingu ATP Francuzem Adrianem Mannarino. Zmierzył się z nim dotychczas raz – w poprzednim sezonie pokonał go w pierwszej rundzie imprezy ATP w Rotterdamie.

We wtorek jako pierwsza w ślady starszego kolegi poszła rozstawiona z numerem siódmym Iga Świątek, pokonując brytyjską kwalifikantkę Harriet Dart 6:3, 6:0. Był to debiut wielkoszlemowy triumfatorki French Open 2020 pod okiem trenera Tomasza Wiktorowskiego. W dwóch poprzednich edycjach Australian Open dotarła do 1/8 finału.

Świątek nowy sezon zainaugurowała udziałem w turnieju WTA w Adelajdzie, w którym dotarła do półfinału. Potem pierwotnie miała wystąpić jeszcze w Sydney, ale wycofała się jako powód podając zmęczenie i lekki uraz żeber. We wtorek potwierdziła, że jest gotowa do rywalizacji. Choć początek spotkania był w jej wykonaniu nerwowy, to potem zapisała na swoim koncie 11 gemów z rzędu. Dziewiąta na światowej liście raszynianka była zdecydowanie faworytką pierwszego w karierze pojedynku ze 123. w tym zestawieniu Dart. Odbył się on na Rod Laver Arena, czyli korcie centralnym kompleksu Melbourne Park. 20-letnia Polka pod koniec września była czwartą rakietą globu, a starsza o pięć lat przeciwniczka nigdy nie plasowała się wyżej niż na 120. pozycji. Pierwsza jest triumfatorką wielkoszlemowego French Open 2020 i jeszcze sześć razy była co najmniej w czołowej “16” zmagań tej rangi, a druga tylko raz dotarła w nich do trzeciej rundy (Wimbledon 2019).

Nie po raz pierwszy jednak Świątek nie wyszedł początek spotkania. W secie otwarcia zarówno ona, jak i Brytyjka notowały sporo błędów. Po dwóch dobrych zagraniach rywalki i własnej pomyłce Polka przy swoim podaniu w trzecim gemie przegrywała 0:40. Obroniła trzy “break pointy”, ale kolejnego – po skutecznym bekhendzie Dart–- już nie. Po chwili miała dwie okazje na przełamanie powrotne, ale obie zaprzepaściła i przegrywała 1:3. Na odrobienie strat jej kibice musieli czekać do szóstego gema, gdy rywalka pomogła dwoma podwójnymi błędami z rzędu. Potem faworytka poszła za ciosem.

Druga partia miała zupełnie inny obraz niż pierwsze fragmenty meczu za sprawą podniesienia poziomu gry Świątek. Nie przegrała ona ani jednego gema, a w czterech pierwszych oddała rywalce łącznie tylko pięć punktów. Końcówka spotkania była bardziej zacięta, ale Polka wyszła z opresji przy dwóch szansach na przełamanie Brytyjki, która występy w turniejach WTA i Wielkim Szlemie łączy ze startami w imprezach niższej rangi.

O awans do trzeciej rundy w czwartek zagra z 82. na światowej liście Rebeccą Peterson. Starszą o sześć lat tenisistkę pokonała w ich jedynym dotychczas pojedynku, którym była druga runda ubiegłorocznej edycji wielkoszlemowej imprezy w Paryżu. Szwedka tylko raz przeszła drugą rundę w zawodach tej rangi i miało to miejsce cztery lata temu podczas US Open.

Wracająca po rocznej przerwie do obsady Australian Open Magda Linette pokonała na otwarcie turnieju w Melbourne Łotyszkę Anastasiję Sevastovą 6:4, 7:5. Przy okazji zrewanżowała się jej za porażkę w kwalifikacjach do imprezy WTA w New Haven sprzed sześciu lat. Wówczas przegrała w trzech setach.

Zajmującej 53. miejsce w rankingu WTA Linette zabrakło na antypodach w poprzednim sezonie ze względu na kontuzję kolana, w związku z którą przeszła wówczas operację. Tegoroczne starty zainaugurowała w minionym tygodniu zawodami WTA w Adelajdzie, ale odpadła już w pierwszej rundzie. Znacznie lepiej powiodło się jej we wtorek w Melbourne. Plasująca się obecnie na 71. pozycji światowej listy Sevastova jeszcze nieco ponad trzy lata temu była 11. rakietą globu. Niewiele brakowało, by do tego w ogóle nie doszło, bo pierwotnie w 2013 roku zakończyła karierę, ale wznowiła ją dwa lata później.

Prawie 30-letnia Polka zaczęła wtorkowy mecz ze starszą o dwa lata Łotyszką od prowadzenia 2:0 i 4:2. W tym czasie zaliczyła dwa przełamania, a sama raz straciła podanie. Przy stanie 5:2 pozwoliła rywalce zredukować straty do jednego gema, ale na koniec popisała się kolejnym “breakiem” na wagę zwycięstwa w inauguracyjnej partii. W kolejnej dla odmiany to ona przez większość czasu musiała gonić wynik. W gemie otwarcia dwukrotnie była o punkt od straty podania, ale wyszła z opresji, a zaraz potem sama nie wykorzystała takiej szansy. Następnie doszło do trzech kolejnych przełamań, z których dwa padły łupem Sevastovej. Linette do remisu doprowadziła przy wyniku 4:4 i znów przegrała własnego gema serwisowego i po chwili musiała bronić trzech setboli. Po tym jak wykorzystała drugiego “break pointa” i wyrównała stan rywalizacji w tej partii sytuacja zaczęła się układać po jej myśli. Skorzystała z trzeciej piłki meczowej.

Poznanianka tylko raz – w 2018 roku – dotarła w Melbourne do trzeciej rundy. O powtórzenie tego rezultatu powalczy teraz z rozstawioną z numerem 25. Rosjanką Darią Kasatkiną. Na tym samym etapie zmierzyły się w Australian Open właśnie cztery lata temu. W poprzednim sezonie rywalizowały zaś dwukrotnie – Rosjanka wygrała ćwierćfinał zawodów WTA w San Jose, a Polka walkę o “czwórkę” w Cleveland.

Na pierwszej rundzie zakończyła udział w Australian Open Magdalena Fręch, przegrywając z utytułowaną Simoną Halep 4:6, 3:6. Rumunka przed rokiem w 4. rundzie wyeliminowała Świątek, a startuje w tym turnieju po raz 12. 24-letnia łodzianka do głównej drabinki w Melbourne wróciła po czterech latach. W 2019 i 2020 roku odpadła w kwalifikacjach, a przed rokiem ze startu w nich wykluczył ją pozytywny wynik testu na COVID-19.

W debiucie w 2018 roku, po przejściu eliminacji, odpadła w 1. rundzie, podobnie jak we wtorek, ale teraz pozostawiła po sobie dobre wrażenie i wysoko zawiesiła poprzeczkę znacznie bardziej doświadczonej oraz wyżej notowanej rywalce. Gdy spotkały się po raz pierwszy, w sierpniu 2020 roku w Pradze, była liderka światowego rankingu straciła tylko dwa gemy, a w Australii musiała się sporo namęczyć, by awansować do kolejnej rundy.

Zajmująca 102. na światowej liście miejsce Fręch rozpoczęła bez respektu dla plasującej się 87 pozycji wyżej zawodniczki z Konstancy. Prowadziła 2:1, ale później mająca w dorobku dwa tytuły wielkoszlemowe Rumunka opanowała sytuację i odskoczyła na 5:2. Polka nie rezygnowała, zmniejszyła straty, ale pierwszą partię przegrała 4:6 po 49 minutach gry. W drugiej partii bazująca głównie na błędach nieco podenerwowanej Halep Polka objęła prowadzenie 3:1. W tym momencie jednak sześć lat starsza przeciwniczka wyraźnie się skoncentrowała, zaczęła regularnie trafiać, w tym kilka razy w linię. Skończyło się 6:3 dla Rumunki, która po półtorej godziny rywalizacji wykorzystała drugą piłkę meczową. W całym meczu Halep zaliczyła 25 wygrywających uderzeń wobec 27 niewymuszonych błędów, a liczby Fręch w tych elementach to, odpowiednio, 12 i 22.

W sumie udany dla Polaków dzień na kortach Melbourne Park zakończył Kamil Majchrzak, który na otwarcie wygrał z Włochem Andreasem Seppim 6:1, 6:1, 7:5. Zagrali ze sobą po raz trzeci, a 12 lat młodszy Polak odniósł drugie zwycięstwo.

Choć w pierwszych dniach 2022 roku Majchrzak prezentował się dobrze, to jego obecna forma była małą niewiadomą. Sezon zaczął bowiem od trzech zwycięstw w ATP Cup, ale z występu w meczu półfinałowym przeciw Hiszpanom wykluczył go koronawirus. Piotrkowianin szybko jednak pokazał, że jego dyspozycja nie ucierpiała. Mecz zaczął od przełamania 101. w rankingu ATP rywala, a kilka minut później prowadził już 4:0. Ostatecznie wygrał trzy gemy przy podaniu rywala i zwyciężył 6:1.

Podobny przebieg miał drugi set, również wygrany 6:1. Dopiero w trzeciej partii 38-letni Seppi poprawił serwis i nawiązał walkę. Ta trwała do stanu 5:5. Chwilę później Majchrzak wreszcie przełamał Włocha, następnie przy swoim podaniu wykorzystał pierwszą piłkę meczową. Spotkanie trwało nieco ponad półtorej godziny. Majchrzak posłał dziewięć asów serwisowych, wobec czterech Seppiego. Obaj zanotowali po cztery podwójne błędy. Natomiast niewymuszonych błędów Polak popełnił 29, a rywal aż 38. Majchrzak w zasadniczej części Australian Open rywalizuje po raz trzeci. Nigdy wcześniej nie przebrnął pierwszej rundy. Jego kolejnym rywalem będzie rozstawiony z numerem 32 Australijczyk Alex De Minaur.

Hubertowi Hurkaczowi pokonanie pierwszego rywala zajęło ponad trzy godziny
FOTO: EPA/JASON O’BRIEN

Do kolejnej rundy singla awansowała zdecydowana większość faworytek i faworytów, wśród których zabrakło broniącego tytułu Serba Novaka Djokovicia. Jako pierwsi dokonali tego Rafael Nadal i Alexander Zverev.

Rozstawiony z “szóstką” Hiszpan – triumfator AO z 2009 roku – wyeliminował Amerykanina Marcosa Girona 6:1, 6:4, 6:2, a trzeci w światowym rankingu ATP Niemiec zwyciężył swojego rodaka Daniela Altmaiera 7:6 (7-3), 6:1, 7:6 (7-1). Dalej grają też wicelider światowego rankingu – Rosjanin Daniił Miedwiediew, który wygrał ze Szwajcarem Henrim Laaksonenem 6:1, 6:4, 7:6, oraz Grek Stefanos Tsitsipas, który w trzech setach (6:2, 6:4, 6:3) wyeliminował Szweda Mikaela Imera. Swe spotkania wygrali też między innymi: Kanadyjczyk Denis Shapovalov, Włoch Matteo Berrettini, Francuz Gael Monfils, Hiszpan Pablo Carreno Busta, Rosjanin Andriej Rublow, Argentyńczyk Diego Schwartzman czy Kanadyjczyk Felix Auger-Aliassime i Brytyjczyk Andy Murray. Dwaj ostatni rozegrali jednak długie, pięciosetowe boje. Auger-Aliassime pokonał Fina Emila Ruusuvoriego 6:4, 0:6, 3:6, 6:3, 6:4, zaś Murray – pięciokrotny finalista Australian Open, który występuje tu z “dziką kartą” – rozstawionego z numerem “21” Gruzina Nikoloza Basilaszwilego 6:1, 3:6, 6:4, 6:7 (5-7), 6:4.

Z turniejem pożegnał się Cameron Norrie. Rozstawiony z numerem “12” Brytyjczyk przegrał z Amerykaninem Sebastianem Kordą 3:6, 0:6, 4:6.

Ten sam los spotkał w turnieju kobiet triumfatorkę Australian Open z 2020 roku – Sofia Kenin. Występująca w Melbourne z numerem “11” reprezentantka Stanów Zjednoczonych uległa swojej rodaczce Madison Keys 6:7 (2-7), 5:7. Rywalizację w singlu zakończyła także Cori Gauff. Rozstawiona z “osiemnastką” Amerykanka przegrała z Chinką Qiang Wang 4:6, 2:6. Z turniejem pożegnały się ponadto: Czeszka Petra Kvitova (po porażce z Rumunką Soraną Cirstea 2:6, 2:6) czy Niemka Angelique Kerber, która uległa Estonce Kai Kanepi 4:6, 3:6. Jednym z najciekawszych wydarzeń wtorku był mecz dwóch mistrzyń US Open: aktualnej – Brytyjki Emmy Raducanu i sprzed pięciu lat – Amerykanki Sloane Stephens. Lepsza była Raducanu, triumfując 6:0, 2:6, 6:1.

Do drugiej rundy awansowały również główne faworytki. Liderka światowego rankingu Australijka Ashleigh Barty pokonała w poniedziałek Ukrainkę Łesię Curenko 6:0, 6:1, a broniąca tytułu Japonka Naomi Osaka (13) – Kolumbijkę Camilę Osorio 6:3, 6:3.

Pierwsze przeszkody pokonały także Czeszka Barbora Krejcikova (4), Greczynka Maria Sakkari (5), Hiszpanka Paula Badosa (8), Ukrainka Jelina Switolina (15), Szwajcarka Belinda Bencic (22) i Białorusinka Wiktoria Azarenka (24). We wtorek dołączyły do nich Hiszpanka Garbine Muguruza, Estonka Anett Kontaveit, czy Rosjanka Anastazja Pawliuczenkowa. Trudny, ale zwycięski mecz za Aryną Sabalenką – Białorusinka wygrała z Australijką Storm Sanders 5:7, 6:3, 6:2.