MŚ już bez polskich szczypiornistów

1
Bramkarz Adam Morawski był najmocniejszym ogniwem polskiej "siódemki" na MŚ w Egipcie FOTO: EPA/ANNE-CHRISTINE POUJOULAT

Polscy piłkarze ręczni byli o krok od miejsca najpierw w czołowej ósemce, a następnie – dziesiątce rozgrywanych w Egipcie mistrzostw świata, ale po remisie w ostatnim meczu fazy zasadniczej z Niemcami zajęli czwarte miejsce w grupie 1. i musieli zadowolić się 13. lokatą. Choć i tak najlepszą od wielu lat. O miejsce w niedzielnym finale zagrają Francja ze Szwecją i Dania z Hiszpanią.

Dla Polaków to i tak najlepszy wynik od igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro, które jeszcze poprzednia generacja piłkarzy ręcznych zakończyła na czwartym miejscu. W MŚ 2017 Biało-Czerwoni odpadli w I rundzie i kontynuowali grę jedynie w pucharze pocieszenia, tzw. Pucharze Prezydenta, w którym okazali się najlepsi i zajęli 17. pozycję.

ME 2018 i MŚ 2019 odbyły się bez udziału Polaków. W trakcie ME 2020 reprezentacja Patryka Rombla, w podobnym składzie, zajęła 21. miejsce. Progres jest zatem wyraźny, a dla kadry imprezą docelową są MŚ 2023, które odbędą się w Polsce i Szwecji.

Biało-Czerwoni wyprzedzili m.in. wicemistrzów Europy Chorwatów, rozgromionych w ostatnim meczu przez Duńczyków 38:26, Islandczyków, Białorusinów i Rosjan.

POLACY ROZPOCZĘLI RYWALIZACJĘ W GRUPIE I DRUGIEJ RUNDY OD MECZU Z OUTSIDEREM TURNIEJU – URUGWAJEM. Spotkanie okazało się „spacerkiem”. Nasi szczypiorniści gładko wygrali 30:16.

Urugwajczycy w Egipcie rozegrali wcześniej dwa spotkania – oba wysoko przegrane – 14:43 z Niemcami i 18:44 z Węgrami. Awansowali, bo zapisano im wygraną walkowerem z Republiką Zielonego Przylądka, która wycofała się z mistrzostw zdziesiątkowana przez koronawirusa.

Był to najsłabszy mecz Polaków na tych mistrzostwach. Trener dał odpocząć trzem kluczowym zawodnikom (Przemysław Krajewski, Maciej Gębala, Piotr Wyszomirski), ale to nie usprawiedliwia bardzo marnej postawy.

Biało-Czerwoni rozpoczęli od niewykorzystanego karnego przez Michała Daszka i straty bramki. Potem bezbłędnym egzekutorem rzutów z 7 metrów był Arkadiusz Moryto. To m.in. dzięki jego dwóm trafieniom (w sumie zdobył 8 bramek) Polacy prowadzili 4:1 i wydawało się, że dalsze gole będą tylko kwestią czasu. Wtedy jednak stała się rzecz zupełnie niespodziewana, po serii niewytłumaczalnych błędów Urugwajczykom udało się zdobyć trzy gole z rzędu i wyrównać w 11. minucie (4:4).

Polski zespół dopiero od 13. minuty zaczął stopniowo budować przewagę. Spora w tym zasługa… bramkarza Adama Morawskiego, który w 21. min, przy stanie 9:5, popisał się obroną rzutu karnego i dobitki.

Kolejne załamanie gry Biało-Czerwonych nastąpiło w końcówce pierwszej połowy. Na trzy minuty przed jej zakończeniem dwaj z nich odsiadywali dwuminutowe kary, a „Urusi”, głównie dzięki Maximo Estebanowi Cancio (w całym meczu strzelił 6 bramek), zmniejszyli straty do trzech trafień (9:12).

Pierwsze minuty po przerwie nadal nie napawały optymizmem i dopiero od stanu 16:13 gra Polaków zaczęła się zazębiać. Przewaga rosła z minuty na minuty i na koniec wyniosła 14 bramek – 30:16.

W pozostałych czwartkowych meczach grupy I Węgry wygrały z Brazylią 29:23 (16:11), a Niemcy przegrały z Hiszpanią 28:32 (13:16).

DWA DNI PÓŹNIEJ POLSKA PRZEGRAŁA Z WĘGRAMI 26:30 (10:16) I STRACIŁA SZANSE NA AWANS DO ĆWIERĆFINAŁU. Oprócz Madziarów grę w ósemce turnieju zapewnili sobie Hiszpanie.

Zbyt duża liczba niewymuszonych błędów, zwłaszcza w pierwszej połowie, i wyjątkowa niemoc strzelecka w drugim kwadransie gry, zadecydowały o porażce Biało-Czerwonych.

Polacy mieli pecha już na początku. Gdy prowadzili 1:0 pierwszego karnego w tym turnieju nie wykorzystał Arkadiusz Moryto – w 17 poprzednich próbach zawsze był górą. Chwilę potem zamiast 2:0 było 1:3.

W 9. minucie po rzucie Przemysława Krajewskiego na tablicy wyników po raz ostatni widniał remis 5:5. Na nic zdały się udane interwencje Adama Morawskiego, skoro jego koledzy w ataku nagminnie gubili piłkę, robili błędy kroków, rzucali lub podawali niecelnie. Węgrzy zazwyczaj bezlitośnie to wykorzystywali. Decydujący dla końcowego rezultatu okazał się okres między 17. a 27. minutą, kiedy Polacy byli bardzo nieskuteczni i ze stanu 7:9 zrobiło się 8:15. W ekipie rywali znakomicie grą kierował Mate Lekai, a szczególnie imponująca była jego współpraca z obrotowymi.

Jeszcze przed przerwą trener Rombel wycofywał bramkarza i jego zespół grał w ataku siedmiu na sześciu zawodników. Ten manewr częściej zaczął stosować po zmianie stron. To przyniosło tylko częściowo zamierzony efekt – co prawda Polacy jakby łatwiej zaczęli zdobywać bramki, ale w odpowiedzi Węgrzy nadal punktowali.

Skuteczność Biało-Czerwonych w ataku także po przerwie pozostawiała wiele do życzenia, a to, że przewaga rywala nie rosła, zawdzięczają w dużej mierze udanym interwencjom ich kolejnego bramkarza Mateusza Korneckiego. Jego koledzy wyrabiali sobie znakomite pozycje strzeleckie, ale zawodzili przy rzutach, które były niecelne, bądź obijały golkipera rywali.

Przewaga Węgrów chwilami dochodziła do ośmiu trafień i dopiero w końcówce Polakom udało się odrobić część strat.

W pozostałych sobotnich spotkaniach grupy I mistrzowie Europy Hiszpanie wygrali z Urugwajem 38:23 (24:12), a Niemcy pokonały Brazylię 31:24 (16:12).

W OSTATNIM MECZU MISTRZOSTW POLSKA ZREMISOWAŁA Z NIEMCAMI 23:23 I NIE POPRAWIŁA CZWARTEJ LOKATY W GRUPOWEJ TABELI. Grając w osłabieniu Biało-Czerwoni mieli piłkę na wygranie, ale Andreas Wolff efektownie wybronił rzut Patryka Walczaka.

Polacy przystąpili do spotkania osłabieni brakiem Michała Olejniczaka. 20-letni podstawowy środkowy rozgrywający doznał kontuzji stawu skokowego na początku spotkania z Węgrami. Mecz z trybun obejrzeli także Piotr Wyszomirski oraz Mateusz Piechowski. Ten ostatni to jedyny zawodnik z polskiej mundialowej dwudziestki, który nie wystąpił w żadnym spotkaniu.

Z kolei selekcjoner Niemców doskonale wiedział, że nasi zawodnicy będą czuć duży respekt przed Andreasem Wolffem i przywrócił 30-latka do składu, choć golkiper Łomży Vive Kielce grał dotychczas słabo. Kiedy jednak na początku obronił rzut karny i dobitkę Arkadiusza Moryty, wydawało się, że może zaczarować niemiecką bramkę. Na szczęście tak się nie stało, świetnie grał za to Adam Morawski. Po pierwszej połowie bramkarz Orlenu Wisły Płock miał 48 procent skuteczności, prawie dwa razy więcej niż wielki Wolff.

W grze Polaków najważniejsze było to, że popełniali bardzo mało błędów w ataku, dzięki czemu przeciwnicy przez pół godziny wyprowadzili tylko dwie kontry. Maciej Pilitowski może nie atakował mocno strefy, ale dobrze prowadził grę. Z drugiej strony widać było gołym okiem, że Niemcy nie mają w drugiej linii takiego magika jak wcześniej Węgrzy w osobie Mate Lekaia.

Na drugą połowę trener Rombel zmienił skrzydłowych, wpuszczając Jana Czuwarę i Michała Daszka. Ale Polacy kapitalnie zaczęli drugą część gry przede wszystkim w obronie. Niemcy dopiero w 36. min zdobyli pierwszą bramkę po przerwie. Wrócił na boisko Tomasz Gębala i choć nadal nie szukał rzutu, to znakomicie podawał i grał w obronie. Jego zagrań do Daszka na skrzydło nie powstydziłby się dobrej klasy środkowy.

W 38. min Polska prowadziła 17:13, ale dwie minuty później było już 17:15, bo Niemcy wykorzystali grę w przewadze. Co gorsza jednak, kontuzji doznał wprowadzony przed chwilą za Rafała Przybylskiego Maciej Majdziński.

Polacy się tym nie załamali, za chwilę wyszli na prowadzenie 19:15, a na dodatek rywale przez prawie dwie minuty grali w podwójnym osłabieniu. To był jednak zły fragment Polaków, którzy zaczęli popełniać coraz więcej błędów. Niemcy wychodzili w obronie do Szymona Sićki i okazało się, że blokując tego 24-latka i pilnując obrotowego o przynajmniej 80 procent ograniczyli ofensywne możliwości naszego zespołu.

Dziesięć minut przed końcem było już tylko 19:18. Morawski nie spisywał się już tak dobrze jak w pierwszej połowie, a Niemcy złapali wiatr w żagle. Co gorsza, teraz Polacy musieli grać w piątkę, a Niemcy potrafili to wykorzystać. Przybylskiemu przydałaby się zmiana, ale nie było na kogo.

A jednak to właśnie „Jarzyn” przełamał długą strzelecką niemoc zespołu, wyprowadzając Polskę na prowadzenie 20:19. Pięć minut przed końcem było po 21. Polacy od bardzo dawna już nie rozegrali porządnej akcji w ataku, jeśli były rzuty, to z nieprzygotowanych pozycji.

Brakowało pół minuty, było 23:23, Niemcy mieli piłkę, ale ją stracili. Walczak w ostatniej sekundzie był sam na sam z Wolffem, ale trafił w bramkarza… Remis zepchnął Biało-Czerwonych na 13. miejsce w MŚ 2021.

We wcześniejszym poniedziałkowych meczach Brazylia wygrała z Urugwajem 37:17 (18:7), a Hiszpania pokonała Węgry 36:28 (21:14), zapewniając sobie pierwsze miejsce w grupie 1.

W ŚRODĘ BRONIĄCA TYTUŁU DANIA ORAZ SZWECJA, HISZPANIA I FRANCJA AWANSOWAŁY DO PÓŁFINAŁU. Dania pokonała w Kairze gospodarza turnieju – Egipt 39:38 po karnych (16:13, 28:28, 34:34, 35:35 – 4-3). Sześciokrotni złoci medaliści mundialu Francuzi dopiero po dogrywce wygrali z Węgrami 35:32 (12:14, 30:30). Natomiast pewne zwycięstwa odnieśli Szwedzi nad Katarczykami 35:23 (14:10) oraz mistrzowie Europy Hiszpanie nad wicemistrzami świata i brązowymi medalistami ME 2020 Norwegami 31:26 (21:15).

W piątek o miejsce w finale zagrają Hiszpania z Danią i Francja ze Szwecją.

MŚ W PIŁCE RĘCZNEJ MĘŻCZYZN

FAZA ZASADNICZA

Grupa I

Urugwaj – Polska 16:30 (9:14)

Polska: Mateusz Kornecki, Adam Morawski – Michał Olejniczak 1, Patryk Walczak 3, Szymon Sićko 5, Maciej Majdziński 1, Arkadiusz Ossowski, Kacper Adamski 3, Jan Czuwara 4, Maciej Pilitowski 1, Arkadiusz Moryto 8, Michał Daszek 2, Rafał Przybylski, Dawid Dawydzik 1, Tomasz Gębala 1, Piotr Chrapkowski.

Polska – Węgry 26:30 (10:16)

Polska: Morawski, Kornecki – Olejniczak 4, Przemysław Krajewski 4, Walczak 1, Sićko 5, Majdziński, Czuwara, Pilitowski 1, Moryto 3, Daszek, Maciej Gębala 3, Przybylski 1, Dawydzik, T. Gębala 4, Chrapkowski.

Polska – Niemcy 23:23 (12:11)

Polska: Kornecki, Morawski – Krajewski 5, Walczak 1, Sićko 4, Majdziński, Czuwara, Pilitowski 2, Moryto 3, Daszek 3, M. Gębala 3, Przybylski 1, Dawydzik, T. Gębala 1, Chrapkowski.

1. Hiszpania    5    9    162:134

2. Węgry   5    8    160:131

3. Niemcy 5    5    153:122

4. Polska    5    5    138:119

5. Brazylia       5    3    136:139

6. Urugwaj      5    0    88:192

Grupa II

1. Dania     5    10 169:116

2. Katar     5    6    132:135

3. Argentyna   5    6    120:121

4. Chorwacja 5    5    128:132

5. Japonia 5    3    138:147

6. Bahrajn 5    0    107:143

Grupa III

1. Francja 5    10 142:123

2. Norwegia    5    8    155:137

3. Portugalia    5    6    135:132

4. Szwajcaria        5    4    125:131

5. Islandia 5    2    139:132

6. Algieria 5    0    116:157

Grupa IV

1. Szwecja      5    8    144:117

2. Egipt      5    7    149:117

3. Słowenia     5    6    138:130

4. Repr. Rosyjskiej FPR    5    5    138:139

5. Białoruś       5    4    139:148

6. Macedonia 5    0    106:163

ĆWIERĆFINAŁY

Dania – Egipt 39:38 po karnych (16:13, 28:28, 34:34, 35:35 – 4-3)

Szwecja – Katar 35:23 (14:10)

Hiszpania – Norwegia 31:26 (21:15)

Francja – Węgry 35:32 po dogrywce (12:14, 30:30)

PARY PÓŁFINAŁOWE

Hiszpania – Dania

Francja – Szwecja