Najdłuższy finał męskiego singla w historii Wimbledonu

78
Simona Halep została pierwszą w historii Rumunką, która zwyciężyła w Londynie FOTO: EPA-EFE/LAURENCE GRIFFITHS

Rumunka Simona Halep (7) i Serb Novak Djoković (1) triumfowali w tegorocznym wielkoszlemowym turnieju na trawiastych kortach Wimbledonu. Dla Rumunki to pierwszy tytuł w londyńskiej imprezie, dla Serba – już piąty i drugi z rzędu.

PO RAZ 48. W LICZONEJ OD 1968 ROKU OPEN ERZE W FINALE MĘSKIEGO SINGLA W WIELKIM SZLEMIE, A W WIMBLEDONIE PO RAZ 15., ZMIERZYLI SIĘ DWAJ NAJWYŻEJ ROZSTAWIENI ZAWODNICY. Lider rankingu tenisistów Serb Novak Djoković pokonał rozstawionego z „dwójką” Szwajcara Rogera Federera 7:6 (7-5), 1:6, 7:6 (7-4), 4:6, 13:12 (7-3) i wywalczył 16. tytuł wielkoszlemowy. Najlepszym podsumowaniem trwającego cztery godziny i 55 minut meczu był decydujący set, który trwał około dwóch godzin. To najdłuższy finał męskiego singla w historii Wimbledonu.

Bardzo podobny przebieg miały pierwsza i trzecia odsłona. W obu nie doszło do ani jednego przełamania, a po jednej okazji na nie miał Federer, który jednak żadnej nie wykorzystał. W 10. gemie trzeciej partii była ona również piłką setową. W obu tie-breakach słynącego z małej liczby pomyłek Szwajcara gubiły właśnie niewymuszone błędy, których zanotował w całym meczu 61. Djoković też ich się nie wystrzegał – miał 52. W niedzielę Helwet posłał 25 asów, a jego rywal 10. Obaj zaliczyli też podwójne błędy – odpowiednio: sześć i dziewięć.

W drugiej partii zawodnik z Bazylei szybko uporał się z rywalem – oddał mu zaledwie gema. Wydawało się, że podobnie będzie w czwartej. Gdy popisał się breakiem w piątym gemie, darząca wielką sympatią Federera publiczność poderwała się z miejsc. Podobnie było, gdy objął prowadzenie 5:2. Jego zwolennicy zaniepokoili się, gdy następnie dwa gemy zapisał na swoim koncie Serb, ale ich ulubieniec dokończył dzieła.

W decydującym secie kibice co chwilę oklaskiwali obu tenisistów za popisowe zagrania i waleczność podczas długich wymian. W czwartym gemie gracz z Belgradu miał trzy szanse na przełamanie, ale żadnej z nich nie zamienił na punkt. Obaj zawodnicy szli łeb w łeb – gdy prowadzący 3:2 lider listy ATP wygrał gema serwisowego rywala, ten odpowiedział przełamaniem powrotnym. W jednej z akcji piłka po zagraniu Szwajcara po taśmie wyszła na aut, a chwilę później taki sam pech przytrafił się Djokoviciowi.

Sytuacja z dwoma przełamaniami z rzędu powtórzyła się przy stanie 7:7. W 16. gemie Serb obronił dwa meczbole, przetrwał też kolejny napór przeciwnika przy stanie 11:11. Zgodnie z przepisem obowiązującymi od tego roku w londyńskiej imprezie, m.in. w piątym secie singlowych pojedynków mężczyzn po 24 gemach rozgrywany jest tie-break. Ten fragment gry – podobnie jak w dwóch poprzednich przypadkach – ułożył się po myśli lidera światowej listy, w którego wstąpiły nowe siły. W ostatniej akcji skorzystał z challenge’u, który wykazał, że zagranie Federera było autowe. 32-letni Djoković wygrał tie-breaka 7-3, seta 13:12 i cały mecz, i uczcił sukces na kortach All England Lawn Clubu podobnie jak poprzednie – zjadając nieco znajdującej się na korcie centralnym trawy.

Obaj zmierzyli się ze sobą po raz 48., a Serb wygrał 26 z tych konfrontacji. Po raz czwarty trafili na siebie w Londynie. Siedem lat temu w półfinale lepszy był Federer, ale w finale w 2014 i 2015 roku – Djoković.

Tenisista z Bałkanów w finale turnieju tej rangi zagrał 25. raz, a w Wimbledonie po raz szósty. W Londynie – poza ubiegłym rokiem – świętował sukces także w latach 2011 i 2014-15.

Prawie 38-letni Federer jest najstarszym finalistą tego turnieju od 1974 roku, a w niedzielę miał szansę zostać najstarszym triumfatorem zmagań wielkoszlemowych w Open Erze. Ma na koncie rekordowe wśród mężczyzn osiem zwycięstw w Londynie w singlu (ostatnio wygrał tam w 2017 roku). O jeden triumf wyprzedza go najlepsza pod tym względem wśród kobiet Martina Navratilova. Jest też posiadaczem rekordowych w męskim singlu 20 tytułów wielkoszlemowych w singlu. W finale Wimbledonu wystąpił po raz 12., a w decydującym spotkaniu Wielkiego Szlema – 31.

Novak Djoković (z lewej) i Roger Federer rozegrali najdłuższy finał męskiego singla
w historii Wimbledonu
FOTO: EPA-EFE/NIC BOTHMA

TEGOROCZNA EDYCJA LONDYŃSKICH ZAWODÓW BYŁA 11. IMPREZĄ WIELKOSZLEMOWĄ Z RZĘDU, KTÓRĄ WYGRAŁ JEDEN Z PRZEDSTAWICIELI TZW. WIELKIEJ TRÓJKI, której skład uzupełnia Rafael Nadal. Rozstawionego z trójką Hiszpana zatrzymał w półfinale Federer, zwyciężając 7:6 (3), 1:6, 6:3, 6:4 po trzech godzinach i dwóch minutach pasjonującego pojedynku.

Spotkali się po raz 40. Do tej pory Nadal wygrywał 24 razy, Federer – 15. W turniejach wielkoszlemowych to był ich 14. mecz. Znów lepszy bilans miał Hiszpan – 10-3. Ale zagrali na Wimbledonie, a nie na Roland Garrosie, w Londynie a nie w Paryżu, na trawie nie na mączce. Tak jak Roland Garros jest królestwem Nadala, „ziemią obiecaną” – jak napisała po jego niedawnym 12. zwycięstwie „L’Equipe” – tak Wimbledon to monarchia, w której króluje Federer. Szwajcar wygrał tu już 101 meczów, setny w ćwierćfinale z Japończykiem Keim Nishikorim 4:6, 6:1, 6:4, 6:4. Tylko Djoković znalazł na niego sposób.

Serb w trzeciej rundzie wyeliminował naszego Huberta Hurkacza, oddając mu jednego seta, podobnie było w półfinale, gdy odesłał do domu Roberto Bautistę-Aguta, wygrywając 6:2, 4:6, 6:3, 6:2. Hiszpan doszedł do swojego premierowego wielkoszlemowego półfinału, a w poniedziałkowym notowaniu rankingu ATP awansował na 13. miejsce, najwyższe w karierze.

W KOBIECYM FINALE ZABRAKŁO EMOCJI. ROZSTAWIONA Z NUMEREM SIÓDMYM SIMONA HALEP BARDZO ŁATWO POKONAŁA AMERYKANKĘ SERENĘ WILLIAMS (11) 6:2, 6:2. Potrzebowała na to zaledwie 55 minut. 21 minut więcej zabrało jej wyeliminowanie w półfinale Ukrainki Jeliny Switoliny (8) 6:1, 6:3, która po raz pierwszy w karierze dotarła do półfinału turnieju tej rangi. Równie szybko rozprawiła się ze swoją półfinałową rywalką, 54. w rankingu WTA Czeszką Barborą Strycovą, Williams, wygrywając 6:1, 6:2.

Halep nigdy wcześniej nie dotarła do decydującego meczu zmagań na obiektach All England Clubu. Dotychczas jej najlepszym wynikiem w tej imprezie był półfinał sprzed pięciu lat. Do soboty jej jedynym sukcesem w Wielkim Szlemie był triumf w ubiegłorocznym French Open. Teraz została pierwszą w historii Rumunką, która zwyciężyła w Londynie. W całym turnieju straciła tylko jednego seta.

Oczy większości kibiców były zwrócone przede wszystkim na prawie 38-letnią Williams, najstarszą finalistkę w Wielkim Szlemie w liczonej od 1968 roku Open Erze. Słynna Amerykanka 23. triumf w zawodach tej rangi wywalczyła w 2017 roku, zwyciężając w Australian Open. Dał jej miano liderki w klasyfikacji obejmującej okres Open Ery. Była już wówczas w ciąży, a 1 września urodziła córeczkę Alexis Olympię.

Po powrocie na korty w poprzednim sezonie dwukrotnie była o krok od wyrównania rekordu wszech czasów Australijki Margaret Court – przegrała jednak w finale Wimbledonu i US Open. W sobotę okazało się, że musi co najmniej do września odłożyć marzenia o 24. wielkoszlemowym zwycięstwie.

Na trybunach tego dnia zasiadły m.in. przedstawicielki brytyjskiej rodziny królewskiej – księżne Kate i Meghan. Ta druga przyjaźni się z Williams.

Zawodniczka z USA słabo zaczęła spotkanie. Po jej stronie mnożyły się proste błędy, nie była też w stanie zanotować żadnego uderzenia wygrywającego. To wszystko w połączeniu z własnym spokojem i doświadczeniem pozwoliło szybko młodszej o 10 lat Halep wyjść na prowadzenie 4:0. Dopiero wówczas Amerykanka zaczęła sobie lepiej radzić. Piątego gema wygrała bez straty punktu, w kolejnym miała okazję na przełamanie, ale Rumunka się wybroniła skuteczną grą. W końcówce po stronie bardziej utytułowanej z tenisistek zaczęły się mnożyć błędy – w ostatniej akcji zaliczyła autowy return.

Początek drugiej odsłony dawał nadzieje na to, że pojedynek dwóch byłych liderek światowego rankingu będzie bardziej zacięty i Williams powalczy o doprowadzenie do trzeciego seta. Wyrównana walka trwała jednak tylko do stanu 2:2. Później znów Amerykanka często się myliła, a pewna siebie Halep zapisała na swoim koncie cztery gemy z rzędu i wykorzystała pierwszą piłkę meczową.

Uwagę zwraca duża liczba niewymuszonych błędów Williams – zaliczyła ich 25, przy zaledwie trzech po stronie rywalki.

Finalistki zmierzyły się po raz 11., a dopiero drugi raz wygrała Rumunka. Do ich pierwszego spotkania doszło właśnie w Wimbledonie – osiem lat temu w drugiej rundzie. Wówczas reprezentantka Stanów Zjednoczonych wygrała w trzech setach. Ona wygrała też dwa pozostałe ich pojedynki w Wielkim Szlemie, które poprzedzały sobotnią konfrontację.

Był to piąty występ Halep w finale Wielkiego Szlema. Za triumf otrzymała czek na 2,35 mln funtów i awansowała na czwarte miejsce w rankingu WTA. Williams pokwitowała połowę tej sumy i od poniedziałku jest dziewiątą rakietą świata. Amerykanka po raz 11. wystąpiła w decydującym meczu Wimbledonu. Triumfowała w tym turnieju siedmiokrotnie – ostatnio trzy lata temu.

CZTERY GODZINY I 57 MINUT TRWAŁ FINAŁOWY POJEDYNEK W GRZE PODWÓJNEJ MĘŻCZYZN, w którym Juan Sebastian Cabal i Robert Farah pokonali pogromców rozstawionych w turnieju z numerem pierwszym Łukasza Kubota i Brazylijczyka Marcelo Melo – Francuzów Edouarda Rogera-Vasselina i Nicolasa Mahuta (11) 6:7 (5-7), 7:6 (7-5), 7:6 (8-6), 6:7 (5-7), 6:3. Są pierwszym męskim deblem z Kolumbii, który triumfował w turnieju Wielkiego Szlema. Po ostatniej akcji rozstawieni z „dwójką” zawodnicy z Ameryki Południowej padli na kort i płakali ze szczęścia. 32-letni Farah wywalczył w sobotę pierwszy wielkoszlemowy tytuł w karierze. Starszy o rok Cabal dwa lata temu triumfował w Australian Open w grze mieszanej.

Finałowy mecz był tak długi, że przed rozpoczęciem piątego seta organizatorzy zdecydowali się na przełożenie na niedzielę finału kobiecego debla, który pierwotnie miał się odbyć po zmaganiach w grze podwójnej mężczyzn. Dodatkowy dzień odpoczynku dobrze zrobił Su-Wei Hsieh z Tajwanu i Czeszce Barborze Strycovej, które w decydującym pojedynku pokonały Kanadyjkę Gabrielę Dąbrowską i Chinkę Yi-Fan Xu 6:2, 6:4. Dla Hsieh to trzeci wielkoszlemowy tytuł, dla Strycovej – pierwszy.

Rywalizację mikstów wygrali Chorwat Ivan Dodig i Latisha Chan, zwyciężając w finale Szweda Roberta Lindstedta i Łotyszkę Jelenę Ostapenko 6:2, 6:3. Dla duetu Dodig – Chan to trzeci wielkoszlemowy tytuł – wcześniej dwa razy triumfowali we French Open.