Olimpiada bez polskich siatkarek

1
Klaudia Alagierska i Joanna Wołosz próbują zatrzymać atakującą Turczynkę FOTO: CEV.EU

Polskie siatkarki zmarnowały pięć piłek meczowych i po dramatycznej walce przegrały 2:3 (25:19, 18:25, 25:23, 31:33, 11:15) z reprezentacją Turcji w półfinale turnieju kwalifikacyjnego do igrzysk olimpijskich, rozgrywanego w holenderskim Apledoorn. Do Tokio polecą ich pogromczynie, które w decydującym meczu pokonały Niemki 3:0 (25:17, 25:19, 25:22).

Turczynki ponownie wyrzuciły Biało-Czerwone z międzynarodowego turnieju w 1/2 finału. Podobna sytuacja miała miejsce podczas zeszłorocznych mistrzostw Europy, z których sobotnie rywalki Polek wróciły ze srebrnymi medalami.
Polki w fazie grupowej nie przegrały żadnego spotkania, tracąc jedynie dwa sety w trzech meczach. Najpierw poradziły sobie z Bułgarkami 3:1 (23:25, 25:20, 25:19, 25:22), potem z Holenderkami 3:1 (25:20, 25:23, 23:25, 25:23), zapewniając sobie awans do półfinału. Na zakończenie pokonały Azerbejdżan 3:0 (25:19, 25:19, 25:23).

Rywalizację w grupie B wygrały Niemki (9 pkt) przed Turczynkami (6 pkt), które w decydującym o awansie meczu pokonały Belgijki 3:2 (25:20, 25:15, 20:25, 22:25, 15:10). Chorwatki zajęły ostatnie, 4. miejsce z zerowym dorobkiem punktowym.
W potyczce o finał przeciwko Turczynkom Polki nie były faworytkami. Podobnie jak drugie w naszej grupie Holenderki z niepokonanymi dotąd Niemkami. Gospodynie przegrały gładko 0:3, Biało-Czerwone były bliskie szczęścia, ale nie wykorzystały pięciu piłek meczowych.
Na rozegraniu Joanna Wołosz, na ataku Malwina Smarzek-Godek, na przyjęciu Magdalena Stysiak i Natalia Mędrzyk, na środku Agnieszka Kąkolewska i Klaudia Alagierska oraz na libero Maria Stenzel. Skład Polek na półfinał turnieju w Apeldoorn był z góry jasny dla każdego, kto choć trochę zna naszą drużynę i trenera Jacka Nawrockiego.
Polki od stanu 11:11 konsekwentnie budowały przewagę i wygrały pierwszego seta łatwo, do 19. Brylowała Stysiak, która skończyła sześć z ośmiu ataków, dorzuciła punkt blokiem, a i w przyjęciu, które jest jej słabszą stroną, była bezbłędna (odebrała pięć zagrywek). U Turczynek punktowała wtedy tylko największa gwiazda, Eda Erdem Durdan. Niestety, w drugiej partii dołączyły do niej koleżanki i powstała ściana, od której nasza drużyna zaczęła się odbijać. Stysiak przestała być skuteczna, a od stanu 12:12 zrobiło się 12:18 i było po secie.
W trzecim secie po dobrych serwisach Alagierskiej było 12:8 dla nas. Gdy z 16:10 zrobiło się 16:13, a po przerwie na żądanie polskiego trenera, Smarzek-Godek zepsuła dwa ataki z rzędu, nasza przewaga stopniała do jednego punktu (16:15). Turczynki zaczęły szaleć w obronie, ich blok był wszędzie. Mieć wynik 16:10, a wkrótce prosić o czas, przegrywając 19:20 – to musi być frustrujące. Nawrocki próbował wygrać spokojem, próbował cierpliwie tłumaczyć swojej drużynie, jak może zatrzymać rozpędzający się turecki żywioł. I to przyniosło efekt! W końcówce zimne głowy miały Polki. Wygrały seta do 23 po tym jak świetnie wcześniej serwująca Zehra Gunes wyrzuciła piłkę w aut.
Była wojna, bo Polki były na nią gotowe. Przegrywając 1:2 w czwartym secie Turczynki próbowały mocno przycisnąć i uciec. Wyszły na 6:3, a wtedy wyrównaliśmy głównie dzięki dwóm asom Stysiak. Turczynki ryzykowały, atakowały z pełną siłą, ale dla Polek nie było piłek nie do obrony. Nawet przy stanie 12:17 nie odpuściły, doszły na 19:19 (!), następnie z 21:23 wyszły na 24:23 i miały piłkę meczową, a później jeszcze cztery (przy prowadzeniach 25:24, 26:25, 28:27 i 30:29), ale żadnej nie potrafiły skończyć. Wielka szkoda, bo zrobiły wszystko, by rozgrywanie tie-breaka nie było konieczne. Ale było.
W sierpniu 2019 roku Polki miały pierwszą szansę na wywalczenie awansu na igrzyska. We Wrocławiu przegrały 1:3 z Serbkami. Żal był duży, bo z mistrzyniami świata szło nam nieźle i gdyby nie bardzo proste błędy, o wszystkim decydowałby tie-break. W Apeldoorn tie-break decydował o tym, czy pozostaniemy w igrzyskach śmierci, jak internauci gorzko, ale celnie nazywają olimpijskie eliminacje dla drużyn z Europy.
W tym tie-breaku nerwy były już bardzo duże po obu stronach siatki. Z pierwszych pięciu punktów (3:2 dla Polski) aż cztery drużyny oddawały sobie nawzajem, psując zagrywki. Nerwy kibiców był tym większe, że nikt nie odpuścił, że najwyższe prowadzenie jednej czy drugiej drużyny było jednopunktowe. Tak tie-break toczył się do kontry Meryem Boz na 11:9. W kolejnej akcji Gunes zaserwowała asa i mając prowadzenie 12:9 Turczynki już nie dały sobie zrobić krzywdy, wygrywając do 11.

Polskie siatkarki nie zagrają w Tokio. Można żałować, że niską skuteczność miała Smarzek-Godek (17/61, 28 proc.), można wskazywać dużo niedokładnych wystaw Wołosz i wiele jej złych pomysłów na rozegranie poszczególnych akcji w końcówce czwartego seta, gdy upierała się grać meczbole do Smarzek-Godek i nie zdecydowała się ani razu na rozegranie podwójnej krótkiej. Ale przede wszystkim trzeba podkreślić, że wszystkie Polki znakomicie walczyły. One zagrały w Apeldoorn dobry turniej. I bardzo przykre jest to, że nie dostaną nagrody.
W Tokio zagrają ich sobotnie rywalki, które w niedzielnym finale pokonały Niemki 3:0, rewanżując się rywalkom za grupową porażkę 1:3.
Oprócz Japonek i Turczynek, w Tokio wystąpią Amerykanki, Brazylijki, Chinki, Włoszki, Rosjanki, Serbki, Kenijki, reprezentantki Korei Południowej, Argentynki i Dominikanki.