Olimpijska szansa Dagmary Woźniak

5

Urodzona we Wrocławiu 22-letnia Dagmara Woźniak z Avenel w New Jersey reprezentować będzie Stany Zjednoczone na szermierczych planszach podczas igrzysk olimpijskich w Londynie.


System olimpijskich kwalifikacji w szermierce jest skomplikowany; został skonstruowany w taki sposób, by w igrzyskach mogli startować przedstawiciele wszystkich kontynentów. Do tego inaczej wygląda walka o olimpijskie paszporty w konkurencjach, w których rozgrywane będą zawody indywidualne i drużynowe, a inaczej w tych, w których rywalizacji zespołowej nie ma akurat w programie (w Londynie to szabla kobiet i szpada mężczyzn).

Wychowanka Janusza Młynka z Polsko-Amerykańskiej Szkoły Szermierczej w Linden, a dziś zawodniczka Manhattan Fencing Center i studentka St. John’s University, zajmuje 13. miejsce w światowym rankingu szablistek i jest już pewna swego. Zresztą czternasta na tej liście Polka Aleksandra Socha, trenująca w Portland pod okiem coacha kadry amerykańskich szablistek Edwarda Korfantego, też już sobie zapewniła wyjazd na olimpiadę jako jedna z dwóch przedstawicielek Europy spoza najlepszej „12”.
Tylko dwanaście najlepszych automatycznie zakwalifikuje się do igrzysk, ale przed Amerykanką polskiego pochodzenia są trzy Rosjanki, z których – zgodnie z wyznaczonym narodowym limitem – w Londynie mogą wystartować tylko dwie. Punkty w zawodach Pucharu Świata będzie można jeszcze zdobywać do 22 kwietnia, ale po pucharowych zawodach w Moskwie wszystko jest już jasne.

Woźniak wygrała także wewnętrzną rywalizację o miejsce w reprezentacji USA z dwiema innymi koleżankami. Jest druga w amerykańskim rankingu (pierwsze jest zarezerwowane dla mistrzyni olimpijskiej i świata, podopiecznej trenera Korfantego Mauriel Zagunis).

TAK TO SIĘ ZACZĘŁO
Urodziła się 1 lipca 1988 we Wrocławiu. W 1990 roku przyjechała z rodziną do USA. „Mój dziadek urodził się w Stanach Zjednoczonych i dlatego marzeniem mojego taty było spróbować szczęścia za oceanem. Teraz oboje z mamą pracują w Costco. Pracuje także, dla firmy L'Oreal, moja starsza siostra Zuzanna, która skończyła studia biznesowe w Pace University w Nowym Jorku. Tylko ja jeszcze się uczę, w dodatku z przerwami, na St. John’s University”.

Mieszkają wszyscy razem w Avenel, w tym samym domu od prawie 20 lat. Stąd miała blisko do szkoły podstawowej, middle school i Colonia High School w Woodbridge Township. Teraz studiuje biologię na St. John’s University w Nowym Jorku, gdzie otrzymała pełne stypendium sportowe. Czeka ją długa edukacja, bo zamierza kształcić się dalej w kierunku fizykoterapii.

Nie zapomniała nigdy o korzeniach, pięknie mówi po polsku. „Moi rodzice od samego początku pobytu w Stanach zwracali szczególną wagę na naukę języka polskiego i mocny związek ze środowiskiem polskim. Razem z siostrą uczęszczałyśmy przez 8 lat do polskiej szkoły, a moja mama przez wiele lat uczyła w niej języka polskiego. Cieszę się, że rodzice zadbali o to, żebym pamiętała, skąd pochodzę. Teraz, kiedy wyjeżdżam na zawody, też do Polski, cieszę się, że mogę bez problemu porozumiewać się i przyjaźnić z koleżankami i kolegami z drużyny polskiej”.

Jak trafiła do szermierki? „Moi rodzice zawsze uważali, że należy dzieciom umożliwić rozwijanie talentów. A ja byłam uzdolniona ruchowo. Pierwsze moje doświadczenia sportowe były związane z karate, po troszę, żeby mnie zdyscyplinować, ponieważ rozsadzała mnie energia i nie zawsze właściwie ją pożytkowałam. To jednak nie było to, co mnie fascynowało. W tym czasie tata odkrył klub szermierczy, prowadzony przez polskiego trenera pana Janusza Młynka w Clark w New Jersey, obecnie szkoła ma siedzibę w Linden. Nie bardzo wiedziałam, co to za sport, ale zgodziłam się spróbować. Miałam wtedy 9 lat i nie myślałam, że zwiążę się z szermierką na tak długie lata”.

ZAWSZE CHCIAŁA WYGRYWAĆ
Już podczas pierwszego występu w Pucharze Ameryki wywalczyła srebrny medal do lat 10, a kilka miesięcy później złoty na mistrzostwach Ameryki. Od początku utrzymuje się w amerykańskiej czołówce. Reprezentowała USA na mistrzostwach świata kadetów, juniorów a teraz od kilku lat seniorów.

Z wcześniejszych sukcesów najbardziej cieszy ją złoty medal wywalczony z koleżankami z drużyny i 7. miejsce indywidualnie na mistrzostwach świata juniorów w Korei Płd. w 2006 roku, srebrny w drużynie na MŚJ w 2008 r. i brązowy na MŚJ w Antalyi w 2007 r. oraz dwa zwycięstwa w zawodach Pucharu Świata juniorów we Włoszech i Niemczech. Przez pewien czas była nawet numerem 1 na liście światowej w tej kategorii wiekowej.

Także w dorosłym życiu zdążyła już udowodnić swoją klasę, kwalifikując się wielokrotnie do finałowych ósemek w zawodach Pucharu Świata. Była m.in. druga w Gent w 2011 r. i trzecia w Hawanie w 2010 r. Na mistrzostwa świata w Catanii w 2011 roku zdobyła z koleżankami brązowy medal w drużynie. Jest indywidualną wicemistrzynią USA.

„Dla mnie najważniejsze jest to, że rozwijam się i utrzymuję się na poziomie najlepszych w USA i na świecie – podkreśla. – To, że jestem przez cały czas w czołówce Ameryki i w pierwszej 16 na świecie, świadczy, że na pewno mam talent. Ale to mój pierwszy trener Janusz Młynek zaszczepił we mnie pasję do szermierki, chęć rozwijania się i dążenia do osiągania jak największych sukcesów. Pamiętam, że zawsze chciałam wygrywać, ale wiedziałam, że jak się nie uda, to nie będę narażona na zły humor mojego trenera. Pan Młynek zawsze potrafił pocieszyć i zmotywować do jeszcze większej pracy, żeby następny start był lepszy. Od kilku lat trenuję w Nowym Jorku w Manhattan Fencing Center z Yurym Gelmanem, ale zawsze chętnie wracam do mojego pierwszego trenera. Bardzo sobie cenię jego rady i wiarę, że mogę osiągnąć zamierzony cel. Często zaglądam na jego zajęcia w Linden, czasami pomagam, demonstruję coś moim następcom”.

W cały proces jej przygotowań włączonych jest zresztą więcej ludzi. „Jestem wdzięczna wszystkim trenerom, którzy pracują i pracowali na mój sukces. Nawet trener Ed Korfanty, który mieszka po drugiej stronie USA, ma w tym swój udział. Z nim pracuję na obozach, no i oczywiście opiekuje się mną na zawodach zagranicznych”.

OLIMPIJSKA GORYCZ
Była bardzo szczęśliwa i dumna, że reprezentuje USA na olimpiadzie w Pekinie w 2008 roku. „Gdyby ktoś mi o tym powiedział kilka miesięcy wcześniej, nigdy bym nie uwierzyła, chociaż marzyłam o tym i ciężko pracowałam – wspomina. – Jechałam do Pekinu jako rezerwowa w drużynie, pełna nadziei, że potrafię stanąć na wysokości zadania i nie zawieść oczekiwań. Niestety, nie miałam szansy, żeby tego dowieść. Nie zostałam wstawiona do drużyny przez trenera. Nie mogłam się tam z tym pogodzić. Wydawało mi się, że skoro tak ciężko pracowałam, to powinno to być docenione i nagrodzone. Zastanawiałam się, czy warto poświęcać się, żeby później przeżywać tak straszne rozczarowania. Myślę, że przeszłam długą drogę od tamtego czasu i dzisiaj widzę to inaczej. Rozumiem, że trener miał powody, dla których tak postąpił. Dzisiaj stoję przed nową szansą i zrobię wszystko, żeby jej nie zmarnować”.

PRZERWA NA IGRZYSKA
Jest na czwartym roku studiów, ale musiała przerwać naukę. To zresztą jej druga przerwa w studiach, znów przed olimpiadą.
„Przez cały czas godziłam naukę z licznymi wyjazdami na zawody Pucharu Świata i treningami w klubie, a także z treningami i zawodami na uczelni. Było bardzo ciężko, ale dawałam radę – tłumaczy. – Nigdy nie chciałam zaniedbywać mojej edukacji, ponieważ po zakończeniu kariery jest dalsze życie, do którego muszę być przygotowana. Ale nie dało się pogodzić nauki z przygotowaniami do olimpiady. Mój dzień od wielu tygodni zapełniony jest praktycznie od rana do wieczora. Trenuję codziennie z moim trenerem w klubie na Manhattanie, trzy razy w tygodniu mam zajęcia z osobistym trenerem, który dba o moją kondycję ogólną. Regularnie poddaję się zabiegom w gabinecie fizykoterapii i stosuję specjalną dietę zalecaną przez Amerykański Komitet Olimpijski. Do tego dochodzą zgrupowania i zawody PŚ w różnych częściach świata”.

Dagmara od 25 stycznia przebywała na obozie przygotowawczym kadry w Portland. Potem startowała w zawodach Pucharu Świata. W Orleanie była dwudziesta, w Londynie – ósma, w Antalyi i Moskwie – dwunasta. Olimpijski finał byłby spełnieniem marzeń. Trzymamy kciuki!

Autor: Jerzy Gieruszczak