Pięć zwycięstw polskich siatkarzy w Pucharze Świata

1
Efektowny atak Bartosza Kurka w meczu z Włochami FOTO: FIVB

Polscy siatkarze mają na koncie pięć zwycięstw i jedną porażkę w rozgrywanym w Japonii Pucharze Świata. W turnieju, w którym rywalizuje 12 reprezentacji, prowadzą niepokonani Brazylijczycy przed Amerykanami i Polakami.

Podopieczni trenera Vitala Heynena, którzy w poprzednią sobotę zdobyli brązowy medal mistrzostw Europy, rozegrali jak na razie w PŚ sześć spotkań. Jedyną porażkę zanotowali w piątkowym pojedynku z Amerykanami, triumfatorami z 2015 roku – 1:3. 

Dotychczas reprezentacja Polski trzykrotnie plasowała się w czołowej trójce PŚ. Drugie miejsce zajęła w 1965 i 2011 roku, a cztery lata temu była trzecia.

W SWOIM DRUGIM SPOTKANIU W FUKUOCE BIAŁO-CZERWONI WYGRALI Z JAPOŃCZYKAMI 3:1 (25:23, 25:17, 19:25, 25:17). Podopieczni Vitala Heynena na otwarcie we wtorek pokonali Tunezyjczyków 3:0. Dzień później Belg znów postawił niemal wyłącznie na zawodników, którzy nie brali udziału w zakończonych w ubiegły weekend mistrzostwach Europy.

W porównaniu z pierwszym meczem w Fukuoce szkoleniowiec mistrzów świata dokonał w wyjściowym składzie dwóch zmian – na ataku pojawił się Bartosz Kurek, a na przyjęciu Piotr Łukasik. Najbardziej wartościowy zawodnik (MVP) MŚ 2018 zaliczył tym samym pierwszy w tym sezonie występ w kadrze. Z udziału we wcześniejszych imprezach wykluczyła go kwietniowa operacja kręgosłupa i późniejsza rehabilitacja. W środę był najlepiej punktującym graczem w polskiej ekipie – jego dorobek to 15 „oczek”.

Dzięki swojemu skocznemu atakującemu Yuji Nishidzie, gospodarze byli w stanie przez dłuższy czas prowadzić dość wyrównaną walkę. Biało-Czerwoni odskoczyli na 19:16, gdy na zagrywkę poszedł Marcin Janusz, a Japończycy po kłopotach z przyjęciem nie byli w stanie skończyć ataku. Azjaci jednak nie rezygnowali i po bloku na Kurku doprowadzili do remisu 21:21. Partię zakończył atakiem ze skrzydła rezerwowy Rafał Szymura.

Pozostał on w składzie gości od początku kolejnej odsłony, która miała jednostronny przebieg. Serwisem gospodarzy nękali przede wszystkim Kurek i Bartosz Kwolek, którzy posłali po dwa asy z rzędu. Gdy przyjmujący ONICO Warszawa opuścił pole zagrywki, jego drużyna prowadziła 12:8. Podopieczni Heynena punkty zdobywali seriami. 

Prowadzenie 2:0 w całym spotkaniu wyraźnie uśpiło czujność Biało-Czerwonych. Nie pomogły ani przerwy na życzenie Belga, ani zmiany. Przewaga skutecznych w obronie Japończyków, w których sztabie asystentem trenera jest słynny Francuz Philippe Blain, początkowo była niewielka, ale w drugiej części tej partii wzrosła do pięciu punktów. Wbrew wcześniejszym planom Heynen w trudnej sytuacji sięgnął po dwóch zawodników z kadry na ME. Artur Szalpuk z Jakubem Kochanowskim, którzy nie grali zbyt wiele w czempionacie Starego Kontynentu, nie byli jednak w stanie odwrócić losów tej odsłony.

Zimny prysznic w postaci straty seta skutecznie podziałał na Biało-Czerwonych. Główną bronią faworytów był blok, a w każdym elemencie punktował Kurek. Przewaga mistrzów świata była wyraźna (15:9, 21:12) i obraz gry nie zmienił się do końca spotkania.

W TRZECIM MECZU POLSCY SIATKARZE ULEGLI TRIUMFATOROM POPRZEDNIEJ EDYCJI, AMERYKANOM 1:3 (19:25, 20:25, 26:24, 25:27). W piątek Vital Heynen postawił od początku na niemal ten sam zestaw, co w najważniejszych spotkaniach wrześniowej imprezy. Zabrakło tylko Michała Kubiaka oraz Piotra Nowakowskiego, który zrezygnował z udziału w PŚ. W ich miejsce w wyjściowej „szóstce” pojawili się Aleksander Śliwka i Karol Kłos. W ekipie Amerykanów nieobecny był kontuzjowany Taylor Sander.

Przez ponad połowę pierwszego seta trwała wyrównana walka. Na najwyżej dwa punkty odskakiwali czasem Polacy, ale rywale za każdym razem niwelowali straty. Od stanu 15:15 uwidoczniła się przewaga drużyny Johna Sperawa, która była skuteczniejsza na zagrywce i w ataku. W obu elementach błyszczał wówczas zwłaszcza Aaron Russell. Po drugiej stronie siatki nie zawodził Wilfredo Leon. W trakcie tej partii Macieja Muzaja w roli atakującego zastąpił Bartosz Kurek.

Tym samym po raz pierwszy w jednym czasie w zespole Heynena na boisku przebywali Kubańczyk z polskim paszportem, który od 24 lipca może grać w biało-czerwonych barwach, oraz najbardziej wartościowy zawodnik (MVP) ubiegłorocznych MŚ. Obecność dwóch graczy światowego formatu nie odmieniła jednak losów tej partii.

Druga początkowo też układała się po myśli Biało-Czerwonych (7:2, 10:6). Ich przewaga to głównie efekt serwisów oraz bloku. Topniała jednak wraz z kolejnymi błędami w ataku oraz dzięki zagrywkom Amerykanów. Kurek znów zastąpił Muzaja, Heynen robił też kolejne zmiany, ale ekipa z USA od stanu 14:14 tylko powiększała przewagę.

Polacy wciąż nie mogli się odnaleźć, mimo że przez większość trzeciego seta, od jego pierwszej akcji, grali Kurek i Leon. Rywalizacja zaczęła być bardziej wyrównana za sprawą zagrywek Bartosza Kwolka. Przyjmujący ONICO Warszawa dobrze radził sobie też później w ataku. Biało-Czerwoni objęli prowadzenie dopiero przy stanie 23:22 po kontrze Leona. Partię zakończył as Mateusza Bieńka.

Polacy byli na fali i czwartą odsłonę zaczęli od prowadzenia 3:0, ale potem przez dłuższy czas trwała walka „punkt za punkt”. Po dwóch udanych akcjach Kłosa (atak i blok) mistrzowie globu prowadzili 16:14, ale na tym skończyła się ich dobra passa – trzy kolejne skończyły się sukcesem skutecznych w obronie rywali. W jednej z ostatnich akcji Amerykanie stracili Thomasa Jaeschke, który przy obronie uderzył mocno ramieniem w słupek. Nie stracili jednak przez to koncentracji, a mecz zakończył niezawodny w końcówce spotkania Matthew Anderson.

W CZWARTYM SPOTKANIU POLSCY SIATKARZE WYGRALI W FUKUOCE Z ARGENTYŃCZYKAMI 3:1 (27:29, 25:17, 25:18, 26:24), którzy zaczęli turniej od efektownego zwycięstwa nad drużyną USA 3:2, a w piątek urwali punkt Włochom. 

Młodzi Argentyńczycy bez kompleksów rozpoczęli mecz, często obijając przy ataku blok rywali. Przez większość pierwszego seta Biało-Czerwoni mieli niewielką przewagę, ale sytuacja zmieniła się w końcówce. Po pierwszym skutecznym bloku w tym meczu mistrzowie globu prowadzili 22:21, a potem jeszcze 23:22. Zepsuta zagrywka i blok na Arturze Szalpuku sprawiły jednak, że w dogodniejszej sytuacji znaleźli się rywale. Polacy bronili się jeszcze jakiś czas, ale po drugiej stronie siatki rozkręcał się na dobre Agustin Loser. Seta zakończył asem Jan Martinez Franchi.

Od początku drugiej odsłony w miejsce Szalpuka pojawił się Wilfredo Leon i wyraźnie poprawił statystyki ekipy Heynena w ataku. Znacznie lepiej zaczął też funkcjonować w niej blok. Nie miała ona też większych problemów z przyjęciem, co pozwoliło Fabianowi Drzyzdze na urozmaiconą grę. Przewaga brązowych medalistów ME szybko rosła (12:7, 21:13) i szybko doprowadzili do remisu w całym spotkaniu. 

Podobnie wyglądała kolejna partia. Tym razem kilka punktów zdobyli bezpośrednio z zagrywki – w tym elemencie błysnęli: Leon, Mateusz Bieniek i Drzyzga. Ten ostatni radził sobie w sobotę wyjątkowo dobrze także w bloku. W połowie seta na boisku pojawił się Kurek i został na nim już do końca spotkania.

W ostatniej odsłonie rywalizacja była bardziej wyrównana. Co prawda Biało-Czerwoni prowadzili 8:5, ale po m.in. dwóch z rzędu blokach na Jakubie Kochanowskim ich przewaga poszła w zapomnienie. Nieco później zatrzymany został także dwa razy Leon, a w ekipie Marcelo Mendeza, który dwa lata temu rywalizował z Heynenem o posadę trenera Biało-Czerwonych, najpierw brylował Loser, a następnie wprowadzony dopiero w tej partii Luciano Palonsky. Po stronie Polaków nie zawodził jedynie Bartosz Kwolek. Po zepsutym serwisie Kurka Argentyńczycy prowadzili 20:18, a po dotknięciu siatki przez Biało-Czerwonych 21:19. Najbardziej wartościowy zawodnik MŚ 2018 zrehabilitował się dobrym atakiem, którym obronił piłkę setową dla rywali. Wówczas intuicją popisał się Heynen – wprowadził Szalpuka, po którego dwóch zagrywkach Leon skończył kontry i zapewnił wygraną swojej drużynie.

W PIĄTYM MECZU POLSCY SIATKARZE NIESPODZIEWANIE ŁATWO POKONALI W FUKUOCE WŁOCHÓW 3:0 (25:18, 25:18, 25:22). Vital Heynen od początku dał szanse kilku zawodnikom, którzy mniej grali w czempionacie Starego Kontynentu. Poza tym po raz pierwszy razem w wyjściowej „szóstce” pojawili się Wilfredo Leon i Bartosz Kurek.

W niedzielę drużyna Italii, bez pochodzącego z Kuby Osmany’ego Juantoreny i Ivana Zaytseva, przez dłuższy czas nie była w stanie zagrozić Polakom i Heynen przed dwa i pół seta nie dokonał żadnej zmiany. W inauguracyjnym jego podopieczni kilkakrotnie zdobywali punkty seriami, po raz pierwszy przy stanie 3:4, gdy zapisali na swoim koncie trzy „oczka” z rzędu. Największą trudność rywalom sprawiała wtedy zagrywka Leona. Co prawda zespół Gianlorenzo Blenginiego podbił więcej piłek w obronie, ale miał kłopoty ze skończeniem kontr. Lepsza postawa w ataku Biało-Czerwonych przesądziła o ich wygranej w tej partii. Marcin Komenda zaś z powodzeniem uruchamiał w tym elemencie zarówno skrzydłowych, jak i środkowych.

Podobny przebieg miała druga partia, choć tym razem większa przewaga mistrzów globu na stałe zaczęła się uwidaczniać dopiero w drugiej części. Najjaśniejszą postacią – obok Kurka i Leona – był Aleksander Śliwka. Przyjmujący Zaksy Kędzierzyn-Koźle, po początkowych kłopotach, wyraźnie się rozkręcił. W końcówce (23:17) popisał się też udanym blokiem, a po chwili w jego ślady poszedł Komenda. 

Trzeci set zaczął się od prowadzenia Włochów 3:1, którzy później wygrywali jeszcze 13:11. Heynen dopiero wtedy zdecydował się na pierwsze zmiany – na boisku pojawili się Fabian Drzyzga i Maciej Muzaj, przy których udziale Biało-Czerwoni odrobili straty. Wkrótce do gry wrócili jednak Komenda i Kurek. Czujność w bloku pomogła Polakom na uzyskanie przewagi 21:19, a a następnie 24:21. Ostatni punkt zdobył atakiem Śliwka, którego dorobek w całym meczu – tak jak i Leona – to 15 „oczek”. 

Niedzielnym zwycięstwem Polacy zrewanżowali się Włochom za bolesną porażkę w poprzedniej edycji PŚ. Cztery lata temu ulegli im 1:3 i był to ich jedyny przegrany mecz w tamtej imprezie. Zawodnicy z Italii po ostatniej kolejce spotkań wyprzedzili ich w tabeli dzięki korzystniejszemu bilansowi setów. Biało-Czerwoni zajęli trzecie miejsce, a awans do turnieju olimpijskiego dawały tylko dwie czołowe lokaty. Teraz, po raz pierwszy od 30 lat, turniej nie daje szansy wywalczenia przepustki na igrzyska, ale zarówno podopieczni Heynana, jak i Blenginiego są już pewni występu w Tokio.

W PIERWSZYM MECZU PO PRZENOSINACH DO HIROSZIMY POLSCY SIATKARZE WYGRALI W ŚRODĘ Z ROSJĄ 3:1 (25:27, 25:21, 25:18, 25:22). To piąte zwycięstwo Biało-Czerwonych w imprezie. W czwartek ich rywalem będzie Egipt.

Początek spotkania to praktycznie walka punkt za punkt, w której w rolach głównych wystąpili Bartosz Kwolek i po stronie rywali Jarosław Podlesnych. Na dwa punkty (15:13) Biało-Czerwoni odskoczyli po asach serwisowych Mateusza Bieńka, który najpierw mocnym uderzeniem, a następnie flotem zaskoczył rywali. Szczególnie „strzały” Bartosza Kurka sprawiały sporo kłopotów rywalom w przyjęciu i później stwarzały Polakom możliwość ustawienia bloku. Po takiej akcji właśnie zrobiło się 20:17 dla Polski, a po chwili 22:18. Wtedy Heynen zdecydował się na podwójną zmianę, która nie przyniosła pożytku, a wręcz wprowadziła nieco chaosu. Po dwóch nieudanych zagraniach Kwolka na tablicy wyników pojawił się remis 22:22. Trener Polaków sięgnął wtedy po Michała Kubiaka, który dołączył do ekipy na drugą część PŚ. Kapitan nie pomógł, bo w ataku pomylił się Kurek i „Sborna” miała kilka piłek setowych. Trzecią wykorzystał środkowy Igor Filipow, który z przechodzącej piłki po złym przyjęciu Biało-Czerwonych rozstrzygnął partię na korzyść występującej w Japonii w mocno eksperymentalnym składzie Rosji, choć długimi fragmentami nic na to nie wskazywało.

Od początku drugiego seta w miejsce Kwolka pojawił się Aleksander Śliwka. Polacy niewielką przewagę (6:4) uzyskali po pojedynczym bloku Drzyzgi. Powiększyli ją po dwóch udanych zagraniach niewykorzystywanego zbyt często w tym spotkaniu Wilfredo Leona, sprytnej „kiwce” Śliwki i asie Bieńka, kiedy zrobiło się 16:10. W tym momencie znowu w grze Polaków nastąpił przestój i po błędach w przyjęciu Leona Rosjanie zbliżyli się na dwa punkty (14:16). Mistrzowie świata dość szybko się jednak otrząsnęli, opanowali sytuację i choć w końcówce znowu ponownie przytrafiła im się chwila dekoncentracji, to tę odsłonę wygrali 25:21. Ostatni punkt zagrywką uzyskał Bieniek.

W trzeciej partii na boisku pojawił się Karol Kłos. Doświadczony środkowy miał duży udział w wypracowaniu bezpiecznej przewagi przez Biało-Czerwonych. Najpierw na pojedynczym bloku „złapał” swojego vis a vis, później pomógł Kurkowi zatrzymać Podlesnycha i było 10:6. Następnie serią skutecznych serwisów popisał się Leon i przy wyniku 19:10 set był praktycznie rozstrzygnięty. Skończyło się 25:18.

Początek czwartej odsłony to także wyraźna przewaga Polaków. Leon, Kłos, Bieniek byli nie do zatrzymania dla Rosjan, później efektownym blokiem oraz atakiem popisał się Śliwka i zrobiło się 11:7. Fiński trener rywali Tuomas Sammelvuo szukał rozmaitych rozwiązań, ale przynosiły one jedynie połowiczne efekty. Po atakach w aut Leona i Muzaja Rosjanie zbliżyli się na punkt, później Biało-Czerwoni odskoczyli na 16:13. Ich gra jednak – jak we wcześniejszych partiach – falowała i po chwili był już remis. W newralgicznym jak się okazało momencie Drzyzga zaserwował asa (w tym elemencie Polacy zdecydowanie górowali nad przeciwnikiem), Muzaj skończył kontrę i uzyskaną w ten sposób przewagę udało się zespołowi Heynena dowieźć do końca. 25:22 i 3:1.

BIAŁO-CZERWONI ODNIEŚLI PIĄTE ZWYCIĘSTWO I Z 15 PUNKTAMI SĄ NA TRZECIM MIEJSCU W TABELI, za Brazylią, która dotychczas straciła tylko dwa sety i ma komplet 18 pkt, i Stanami Zjednoczonymi – 16 pkt. „Sborna” po trzeciej porażce praktycznie straciła szanse walki o miejsce na podium.

W Pucharze Świata w ciągu 15 dni drużyny rozegrają po 11 spotkań systemem „każdy z każdym”. Kolejnymi rywalami Polaków będą: Egipcjanie (10.10), Australijczycy (11.10), Brazylijczycy (13.10), Kanadyjczycy (14.10) i Irańczycy (15.10). 

JG, (R)

PUCHAR ŚWIATA W SIATKÓWCE MĘŻCZYZN

WYNIKI MECZÓW:

Wtorek 01.10:

Australia – Egipt 1:3 (22:25, 25:21, 23:25, 18:25)

USA – Argentyna 2:3 (21:25, 20:25, 25:19, 25:21, 12:15)

Rosja – Iran 3:1 (25:21, 25:18, 24:26, 25:22)

Polska – Tunezja 3:0 (25:16, 25:23, 25:12)

Brazylia – Kanada 3:0 (25:14, 25:22, 25:14)

Japonia – Włochy 3:0 (25:17, 25:19, 25:21)

Środa, 02.10:

Polska – Japonia 3:1 (25:23, 25:17, 19:25, 25:17)

Polska: Grzegorz Łomacz, Bartłomiej Lemański, Bartosz Kurek, Piotr Łukasik, Bartosz Kwolek, Norbert Huber, Jakub Popiwczak (libero) oraz Marcin Janusz, Rafał Szymura, Łukasz Kaczmarek, Artur Szalpuk, Jakub Kochanowski, Tomasz Fornal.

Egipt – Iran 3:1 (22:25, 26:24, 25:18, 26:24)

Tunezja – Argentyna 1:3 (19:25, 18:25, 25:23, 14:25)

Kanada – Rosja 2:3 (25:23, 25:16, 17:25, 23:25, 10:15)

Włochy – USA 1:3 (25:19, 19:25, 14:25, 19:25)

Australia – Brazylia 0:3 (15:25, 20:25, 17:25)

Piątek, 04.10:

USA – Polska 3:1 (25:19, 25:20, 24:26, 27:25)

Polska: Mateusz Bieniek, Fabian Drzyzga, Wilfredo Leon, Aleksander Śliwka, Karol Kłos, Maciej Muzaj, Paweł Zatorski (libero), Damian Wojtaszek (libero) oraz Marcin Komenda, Bartosz Kurek, Bartosz Kwolek, Łukasz Kaczmarek, Artur Szalpuk, Jakub Kochanowski.

Iran – Kanada 3:1 (18:25, 25:23, 27:25, 25:19)

Argentyna – Włochy 2:3 (28:26, 25:17, 12:25, 18:25, 10:15)

Rosja – Australia 2:3 (16:25, 25:22, 28:26, 21:25, 12:15)

Brazylia – Egipt 3:1 (25:19, 21:25, 25:19, 25:22)

Japonia – Tunezja 3:0 (25:23, 25:21, 25:11)

Sobota, 05.10:

Polska – Argentyna 3:1 (27:29, 25:17, 25:18, 26:24)

Polska: Mateusz Bieniek, Fabian Drzyzga, Bartosz Kwolek, Jakub Kochanowski, Artur Szalpuk, Maciej Muzaj, Paweł Zatorski (libero) oraz Wilfredo Leon, Marcin Komenda, Bartosz Kurek, Łukasz Kaczmarek 

Egipt – Kanada 2:3 (25:27, 25:27, 25:16, 25:22, 9:15)

Brazylia – Rosja 3:0 (25:16, 25:22, 25:22)

Tunezja – Włochy 0:3 (19:25, 21:25, 18:25)

Australia – Iran 1:3 (22:25, 25:18, 18:25, 25:27)

Japonia – USA 0:3 (19:25, 19:25, 21:25)

Niedziela, 06.10:

Włochy – Polska 0:3 (18:25, 18:25, 22:25)

Polska: Wilfredo Leon, Marcin Komenda, Bartosz Kurek, Aleksander Śliwka, Karol Kłos, Jakub Kochanowski, Paweł Zatorski (libero) oraz Marcin Komenda, Maciej Muzaj, Artur Szalpuk.

Rosja – Egipt 3:1 (25:19, 21:25, 25:19, 25:21)

Iran – Brazylia 1:3 (27:25, 21:25, 25:27, 22:25)

USA – Tunezja 3:0 (25:10, 25:18, 25:17)

Kanada – Australia 3:1 (18:25, 28:26, 25:20, 25:22)

Argentyna – Japonia 1:3 (19:25, 20:25, 28:26, 22:25)

Środa 09.10:

Polska – Rosja 3:1 (25:27, 25:21, 25:18, 25:22)

Polska: Fabian Drzyzga, Wilfredo Leon, Mateusz Bieniek, Bartosz Kurek, Bartosz Kwolek, Jakub Kochanowski, Paweł Zatorski (libero) oraz Damian Wojtaszek (libero), Maciej Muzaj, Michał Kubiak, Marcin Komenda, Aleksander Śliwka, Karol Kłos.

Tunezja – Kanada 2:3 (20:25, 25:20, 27:29, 25:20, 12:15)

Włochy – Egipt 3:0 (25:19, 25:21, 25:22)

Argentyna – Brazylia 0:3 (19:25, 19:25, 24:26)

USA – Iran 3:1 (25:18, 22:25, 25:18, 25:12)

Japonia – Australia 3:0 (25:17, 25:22, 25:22)

Aktualna tabela:

1. Brazylia 6 6 0 18:2 18

2. USA 6 5 1 17:6 16

3. Polska 6 5 1 16:6 15

4. Japonia 6 4 2 13:7 12

5. Rosja 6 3 3 12:13 9

6. Włochy 6 3 3 10:11 8

7. Kanada 6 3 3 12:14 8

8. Egipt 6 2 4 10:14 7

9. Iran 6 2 4 10:14 6

10. Argentyna 6 2 4 10:15 6

11. Australia 6 1 5 6:17 2

12. Tunezja 6 0 6 3:18 1