Polacy wicemistrzami świata na żużlu

52
Wicemistrzowie świata par na żużlu – od prawej: Patryk Dudek, Bartosz Zmarzlik i Maksym Drabik. Z lewej: trener Marek Cieślak FOTO: JAROSŁAW PABIJAN

Polscy żużlowcy zdobyli srebrny medal mistrzostw świata par, które przez weekend odbywały się w Togliatti. W finałowym biegu przegrali z broniącymi tytułu gospodarzami z Rosji. Brąz wywalczyli Australijczycy.

Biało-Czerwoni w trakcie dwudniowych zawodów wystąpili w składzie: Bartosz Zmarzlik, Patryk Dudek (tylko w niedzielę), Maciej Janowski (tylko w sobotę) oraz jako zawodnik do 21 lat – Maksym Drabik.

PO PIERWSZYM DNIU POLSKA ZAJMOWAŁA TRZECIE MIEJSCE, ZA AUSTRALIĄ I ROSJĄ. Tylko z tą drugą przegraliśmy 2:4. W polskiej ekipie najlepiej spisywał się Zmarzlik, który w sześciu startach zdobył 17 punktów. Drabik w trzech uzyskał cztery, a Janowskiemu, również w trzech biegach, nie udało się zdobyć żadnego. W dodatku w ostatnim wyścigu został przewrócony przez Szweda Filipa Hjelmlanda. Polak o własnych siłach wrócił do parku maszyn, ale w powtórce zastąpił go Drabik.

Równie skuteczny, jak Zmarzlik, był w sobotę tylko reprezentant gospodarzy Emil Sajfutdinow. 16 punktów zdobył Australijczyk Jason Doyle.

Na półmetku zawodów różnice w czołówce były minimalne. Prowadzili Australijczycy – 23 pkt przed Rosjanami – 22, Polakami – 21 i Duńczykami – 19.

W NIEDZIELĘ JANOWSKIEGO, MIMO ŻE NIE ODNIÓSŁ POWAŻNIEJSZYCH OBRAŻEŃ, ZASTĄPIŁ DUDEK. Indywidualny wicemistrz świata z 2017 roku zdobył w pięciu startach 6 punktów, a Drabik – 2 w jednym. Znów klasę pokazał Zmarzlik, który przed rywalizacją finałową wygrał wszystkie swoje biegi (18 pkt). W głównej mierze dzięki niemu Biało-Czerwoni z dorobkiem 47 punktów po dwóch dniach uplasowali się na pierwszym miejscu po fazie zasadniczej, co dało im bezpośredni awans do finału. W drodze do decydującej rozgrywki najpierw zremisowali ze Szwedami 3:3, a potem kolejno pokonali: Rosjan 5:1, Australijczyków 4:2, Duńczyków 5:1, Niemców 4:2 i Anglików 5:1.

Po 5:1 z Duńczykami wróciliśmy na fotel lidera, ale i też stało się jasne, że bez medalu nie zostaniemy (ba, wejdziemy do wielkiego finału bez konieczności jazdy w dodatkowym biegu), bo przed nami były już tylko wyścigi z Niemcami i Brytyjczykami, teoretycznie najsłabszymi drużynami.

Na finiszu zrobiliśmy swoje. Co z tego, że Rosjanie starali się nas postawić pod ścianą, bijąc Niemców, a potem Szwedów. Przed ostatnim biegiem rundy zasadniczej, z uwagi na lepszy bilans bezpośrednich pojedynków z Rosją (2:4, 5:1), wystarczył nam biegowy remis z Chrisem Harrisem. Anglicy nie mieli kontuzjowanego juniora Roberta Lamberta, dlatego jechali osłabieni. Oczywiście nie było żadnego grania na bezpieczną opcję, wygraliśmy podwójnie i czekaliśmy na bieg o złoto, zadając sobie pytanie, czy rywalem będzie Rosja, czy Australia.

Wynik 3:3 oznaczał awans Rosjan, ponieważ mieli więcej punktów po fazie zasadniczej. Kibice w Togliatti dowiedzieli się jednak o tym dopiero w chwilę po zakończonym barażu, bo wcześniej nie mieli o tym bladego pojęcia, a jakiś chuligan rzucił nawet butelką (omal nie oberwał nią Artiom Łaguta), bo myślał, że wygrana Doyle’a eliminuje Rosjan z finału.

W WIELKIM FINALE POLSKĘ REPREZENTOWALI ZMARZLIK I DUDEK, A ROSJĘ – SAJFUTDINOW I ŁAGUTA (wcześniej jako żużlowiec do 21 lat jechał również Gleb Czugunow). Biało-Czerwoni mieli prawo wyboru torów. Zdecydowali się niespodziewanie na drugi i czwarty, co było błędną decyzją. Jak się później okazało, właśnie przez zły wybór pól daliśmy Rosjanom złoto w prezencie.

Pierwsze podejście do najważniejszego wyścigu było dla nas pechowe i mogliśmy się cieszyć, że Łaguta trącił Dudka, bo Zmarzlik wystartował jakimś dziwnym wężykiem i na wejściu w łuk był daleko z tyłu. Dostaliśmy szansę na wybranie lepszego miejsca startowego pod taśmą i doregulowanie motocykli. Niestety, nie wykorzystaliśmy okazji. Zmarzlik z Dudkiem zostali na starcie daleko z tyłu. Na trasie już nic nie mogli zrobić.

Srebro oznacza, że poprawiliśmy się w stosunku do poprzedniego roku, kiedy zdobyliśmy brąz. Z drugiej strony szkoda, że mimo fenomenalnej jazdy Zmarzlika nie zrobiliśmy więcej. A swoją drogą, nie po raz pierwszy w tym sezonie nie wyszedł aktualnemu wicemistrzowi świata decydujący wyścig.

„Srebrny medal jest dla nas dobry. Zrobiliśmy krok naprzód. Zobaczymy, co będzie za rok” – podsumował krótko Dudek.

To druga edycja zawodów po nazwą Monster Energy FIM Speedway of Nations. Przed rokiem we Wrocławiu triumfowali Rosjanie, srebro zdobyli Brytyjczycy, a brąz Polacy.

SPEEDWAY OF NATIONS

KOLEJNOŚĆ PO FAZIE ZASADNICZEJ:

1. Polska 47 pkt (21+26)

(Bartosz Zmarzlik 35, Patryk Dudek 6, Maksym Drabik 6, Maciej Janowski 0)

2. Rosja 45 (22+23)

(Emil Sajfutdinow 31, Artiom Łaguta 12, Gleb Czugunow 2)

3. Australia 41 (23+18)

(Jason Doyle 30, Max Fricke 9, Jaimon Lidsey 2)

4. Dania 37 (19+18)

(Leon Madsen 24, Fredrik Jakobsen 9, Niels Kristian Iversen 4)

5. Szwecja 35 (16+19)

(Fredrik Lindgren 19, Peter Ljung 16, Filip Hjelmland 0)

6. Niemcy 30 (14+16)

(Kai Huckenbeck 20, Erik Riss 10, Lukas Fienhage 0)

7. Wielka Brytania 16 (10+6)

(Craig Cook 10, Chris Harris 4, Robert Lambert 2)

BARAŻ O AWANS DO FINAŁU

Rosja – Australia 3:3

(1. Jason Doyle, 2. Artiom Łaguta, 3. Emil Sajfutdinow, 4. Max Fricke)

FINAŁ

Rosja – Polska 5:1

(1. Emil Sajfutdinow, 2. Artiom Łaguta, 3. Bartosz Zmarzlik, 4. Patryk Dudek)