Polscy siatkarze na podium Ligi Narodów

63
Polscy siatkarze, dopiero zbierający reprezentacyjne szlify, stanęli na podium Ligi Narodów - FOTO: EPA-EFE/TANNEN MAURY

Siatkarze reprezentacji Rosji wywalczyli złote medale Ligi Narodów. W finale turnieju rozgrywanego w Chicago Rosjanie pokonali gospodarzy imprezy Amerykanów 3:1 (25:23, 20:25, 25:21, 25:20) i obronili tytuł wywalczony przed rokiem. Trzecie miejsce zajęli Polacy, który w meczu o brąz, po koncertowej grze, rozbili Brazylię 3:0 (25:17, 25:23, 25:21).

To był dla Polaków piękny turniej. Vitan Heynen wysłał na Final Six drużynę złożoną przede wszystkim z młodych zawodników, którzy dopiero zbierają reprezentacyjne szlify. Biało-Czerwoni zagrali jednak na nosie ekspertom i najpierw pokonali dwie najlepsze drużyny fazy interkontynentalnej – Brazylię, a potem Iran. Przegrali dopiero w półfinale z Rosjanami. W niedzielę postawili jednak kropkę nad „i” i zrobili coś, o czym kilka dni temu mogli tylko marzyć – stanęli na podium Ligi Narodów.

Po raz ostatni Biało-Czerwoni grali w półfinale imprezy tej rangi cztery lata temu w Rio do Janeiro. Zajęli wówczas czwarte miejsce. W poprzednim sezonie w pierwszej edycji LN zakończyli występ w Final Six w fazie grupowej. Rozgrywki te zastąpiły w kalendarzu FIVB Ligę Światową. W niej Polacy dwa razy stanęli na podium – siedem lat temu zwyciężyli, a rok wcześniej zajęli trzecie miejsce.

W CHICAGO SKAZYWANE NA POŻARCIE POLSKIE REZERWY NA DOBRY POCZĄTEK POKONAŁY W GRUPIE BRAZYLIĘ 3:2 (25:23, 23:25, 25:21, 21:25, 15:9) I ZROBIŁY DUŻY KROK KU CZOŁOWEJ CZWÓRCE. To było starcie gigantów, przecież Brazylijczycy to mistrzowie olimpijscy z Rio de Janeiro, a Polacy dwa razy z rzędu wygrywali mistrzostwo świata, w finałach pokonując właśnie drużynę z Ameryki Południowej.

Obie ekipy inaczej podeszły do turnieju finałowego. „Canarinhos”, którzy przecież w fazie zasadniczej doznali tylko jednej porażki – z Serbią, wystawili najmocniejszy skład. Z kolei Biało-Czerwoni, pamiętający o porażce z Brazylią w Katowicach 1:3, szykują się przede wszystkim na turniej eliminacyjny do igrzysk olimpijskich w Tokio, który na początku sierpnia odbędzie się w Ergo Arenie na granicy Gdańska i Sopotu. Najważniejsi zawodnicy zostali więc w Polsce, a trener Heynen dopiero w środę, cztery godziny przed początkiem spotkania, doleciał do Chicago, gdyż doglądał zgrupowania w Zakopanem.

Początek meczu należał do Polaków. Dobrze w ataku spisywał się Łukasz Kaczmarek, a asem serwisowym popisał się Karol Kłos, pełniący obowiązki kapitana zespołu, i prowadziliśmy 5:1. Później zespołowi mistrzów świata dał się we znaki Yoandy Leal, Kubańczyk, który po okresie karencji w tegorocznej Lidze Narodów zadebiutował w nowych barwach, oraz znakomicie serwujący Ricardo Lucarelli. Na drugą przerwę zespoły schodziły już przy 16:14 dla Brazylii. Za moment było już „minus trzy” z polskiej perspektywy, lecz wprowadzony chwilę wcześniej do gry Maciej Muzaj popisał się dwoma efektownymi blokami i znowu zrobiło się równo. W końcówce Polacy, wspierani głośnym dopingiem rodaków, dwukrotnie czujnie zachowali się na siatce, wygrali najdłuższą wymianę tej części, i zwyciężyli 25:23.

Początek drugiego seta to dominacja rywali. Było 2:6, 10:13, ale grające bez obciążeń zaplecze mistrzów globu nie zwieszało głów, a cieszyło się siatkówką i po serii czterech skutecznych akcji na tablicy wyników pojawiło się 15:14. Dobrze rozgrywał Marcin Komenda, pojedyncze błędy nie deprymowały Kaczmarka czy Bartosza Bednorza, a w odwodzie byli jeszcze skuteczni na środku Kłos i Norbert Huber. W ważnej akcji pomylił się jednak Bednorz i przy 22:24 Brazylijczycy mieli setbola. Co prawda przyjmujący Azimutu Modena w następnym ataku trafił w linię, ale za moment zepsuł zagrywkę i przeciwnicy wygrali partię 25:23.

W pierwszych fragmentach trzeciego seta Polakom w kłopotach „rękę podawał” Leal, który poza początkiem meczu nie miał najlepszego dnia. Zepsuty serwis, atak w aut bądź w blok… Trener Dal Zotto w końcu posadził go na ławce na dłużej i „Canarinhos” błyskawicznie odskoczyli na cztery punkty, a po czerwonej kartce dla nerwowo reagującego na decyzje arbitrów Heynena nawet na pięć (16:11). Taki wstrząs jakby otrzeźwił całą ekipę, bo głównie dzięki nieprzyjemnym zagrywkom Marcina Janusza polscy zawodnicy równie szybko odrobili straty. Było po 17, a po błędzie w ataku Lucarellego 20:19 dla Polski. Dal Zotto znowu sięgnął po Leala, którego pierwsze zbicie po wejściu na boisko zablokował Bartosz Kwolek. Gracz ONICO Warszawa został bohaterem tego seta, bo za moment „wbił gwoździa” z prawego skrzydła, a przy 24:21 serwisowym skrótem kompletnie zaskoczył rywali.

Przemeblowany skład najlepszej drużyny fazy zasadniczej LN udanie zaczął czwartą partię. Brazylijczycy prowadzili 8:3, 11:6. Po polskiej stronie punktował Muzaj, oszukał rywali pod siatką Komenda i dystans stopniał do dwóch punktów (13:15, 14:16). Przy 18:20 kontrującego Hubera zablokował Flavio i choć Biało-Czerwoni dwie kolejne akcje rozstrzygnęli na swoją korzyść, to nie zdołali odwrócić losów seta (21:25).

Pierwszym kluczowym momentem tie-breaka był błąd w ataku Flavio, po którym Polacy wyszli na 4:2, a po chwili Bednorz poprawił na 5:2. Chwilowy przestój kosztował ich utratę prowadzenia (6:6), ale powtórzyła się historia z początku partii. Po błędzie rezerwowego rozgrywającego Fernando zrobiło się 9:7, a prowadzenie podwyższył blokiem Kłos. Bednorz trafił w sam róg boiska i przy 12:8 publiczność żywiołowo skandując „Polska, Polska, Polska” nie miała już wątpliwości, kto wygra. Brazylijczycy kompletnie się pogubili i do końca meczu zdobyli jeszcze tylko jeden punkt.

W SWOIM DRUGIM MECZU POLSCY SIATKARZE WYGRALI W CHICAGO Z IRANEM 3:1 (21:25, 25:18, 25:20, 25:22) I ZAPEWNILI SOBIE AWANS DO PÓŁFINAŁU Z PIERWSZEGO MIEJSCA W GRUPIE B. W fazie zasadniczej Polacy przegrali z Irańczykami na ich terenie (w Urmii) 2:3, ale w czwartek, już w turnieju finałowym udanie się zrewanżowali.

Tym razem rywale okazali się lepsi tylko w pierwszym secie. Ta partia od początku układała się źle dla biało-czerwonych, który przegrali już trzy pierwsze akcje. Wprawdzie zdołali doprowadzić do remisu 7:7, ale Irańczycy zdobyli następnie pięć punktów z rzędu. Najwięcej kłopotów siatkarze Heynena mieli z przejęciem, źle odbierali (albo wcale) serwisy m.in. Milada Ebadipoura i Amira Ghafoura. Przy stanie 10:17 trener Polaków poprosił o czas, zrobił również zmiany. Pomogło, bo Biało-Czerwoni odrobili część strat. Po asie Bednorza (na 14:18) czas wziął czarnogórski trener rywali Igor Kolakovic, w przeszłości prowadzący z sukcesami reprezentację Serbii. Po autowym ataku Ghafoura było już tylko 17:19. W końcówce seta znów jednak zdarzyły się Polakom błędy w przyjęciu i Irańczycy wygrali 25:21.

Drugi set wyglądał już zupełnie inaczej. Dzięki dobrym serwisom Bednorza Polacy prowadzili 6:4, a po skutecznym bloku Kłosa – już 9:5. Biało-Czerwoni poprawili przyjęcie, natomiast Irańczycy zaczęli popełniać błędy serwisowe, nie atakowali również już tak skutecznie. Przy stanie 13:12 sędzia pokazał czerwoną kartkę protestującemu Heynenowi, który długo nie mógł doprosić się o wideoweryfikację po ataku Irańczyków. To oznaczało karny punkt i wynik 13:13. Okazało się jednak, że takie kłopoty znów zmobilizowały Polaków, którzy zdobyli cztery kolejne punkty. Rywale wyglądali wówczas na zagubionych i nie podnieśli się już do końca seta. Świetne serwisy Kwolka sprawiły, że w końcówce tej partii Polacy całkowicie dominowali i wygrali 25:18.

W kolejnej partii Irańczycy prowadzili już 11:8, ale – podobnie jak w poprzednim secie – udane serwisy (Bednorza) oraz skuteczna gra blokiem m.in. Hubera pozwoliły zdobyć seryjnie punkty. Przy stanie 15:12 można było liczyć, że znów Biało-Czerwoni nie pozwolą sobie odebrać prowadzenia. I tak się stało. Napędzany każdą udaną akcją młody zespół Heynena, wsparty doświadczonym Kłosem, rozegrał popisowo końcówkę tego seta. Po kolejnym skutecznym ataku Bednorza, gdy było już 23:18, brawo bił nawet selekcjoner. Ostatecznie skończyło się 25:20.

Czwarta partia była najbardziej wyrównana, ale znów zwycięska dla Polaków, m.in. dzięki popisowej grze w bloku Hubera, mądremu rozgrywaniu Komendy oraz atakom Bednorza, Muzaja i Kwolka. Ten ostatni zakończył skutecznym zbiciem całe spotkanie.

W ostatnich meczach grupowych reprezentacja USA bez problemów pokonała grająca w rezerwowym składzie Rosję 3:0. Ten rezultat sprawił, że to obrońcy tytułu zostali półfinałowymi rywalami Polaków. W grupie B Brazylijczycy, chociaż prowadzili już 2:0, ostatecznie wygrali z Iranem 3:2 i uzupełnili stawkę półfinalistów turnieju. Z walki o medale odpadli Irańczycy i Francuzi, finaliści ubiegłorocznej edycji rozgrywek.

W PÓŁFINALE POLSCY SIATKARZE PRZEGRALI Z UBIEGŁOROCZNYMI TRIUMFATORAMI ROSJANAMI 1:3 (19:25, 26:24, 22:25, 21:25) I NA POCIESZENIE POZOSTAŁA IM GRA O TRZECIE MIEJSCE. W fazie interkontynentalnej 14 czerwca Rosjanie (szkoleniowiec „Sbornej” Tuomas Sammelvuo nie powołał do kadry na LN kilku doświadczonych zawodników, m.in. Aleksandra Butkę, Artema Wołwicza, Dmitrija Muserskiego i Siergieja Grankina) też wygrali z Biało-Czerwonymi 3:1. Ich podstawowa „szóstka” była dokładnie taka sama jak w sobotę.

Wówczas Polacy nie radzili sobie z potężnymi zagrywkami rywali. Tak samo było w pierwszym secie półfinału Final Six. Podopieczni Heynena mieli kłopoty praktycznie w każdym elemencie – szwankował u nich atak, popełniali sporo błędów w polu serwisowym. Nie byli też w stanie wiele zdziałać blokiem. Rosjanie szybko wypracowali kilkupunktową przewagę. Heynen próbował coś zmienić – przy stanie 5:9 w miejsce nie najlepiej spisującego się wówczas Bednorza wprowadził Piotra Łukasika. Ten zdobył w krótkim czasie dwa punkty atakiem, ale ani on, ani żaden z jego kolegów nie był w stanie odrobić strat do rywali. Co prawda Biało-Czerwoni przy stanie 10:17 zdobyli cztery punkty z rzędu, ale końcówka należała do przeciwników.

Druga partia również zaczęła się po myśli „Sbornej”. Sygnał do gonienia rywali (3:6) dali Kłos i Huber. Ku uciesze licznie zgromadzonych na trybunach polskich kibiców na tablicy pojawił się remis 6:6. Radość nie trwała długo – podopieczni Sammelvuo znów odskoczyli. Heynen, chcąc wzmocnić przyjęcie, tym razem za Bednorza wprowadził Jędrzeja Gruszczyńskiego, który nominalnie gra jako libero. Później zdecydował się na podwójną zmianę, w wyniku której do gry posłał m.in. Kaczmarka. Atakujący Zaksy Kędzierzyn-Koźle od razu popisał się skutecznym blokiem, a po chwili Bednorz dołożył asa i Polacy wyszli na prowadzenie 23:22. Pierwszej piłki setowej nie wykorzystali. Przy kolejnej Dmitrij Wołkow wpadł w siatkę.

W dalszej części spotkania najpierw trzypunktową przewagę roztrwonili Rosjanie (10:7), a chwilę później w ich ślady poszli Polacy (16:13). Triumfatorzy LN sprzed roku znów dobrze radzili sobie na zagrywce, a po stronie Biało-Czerwonych nie brakowało pomyłek w tym elemencie. W kluczowym momencie najpierw lepsze, a potem gorsze momenty zaliczył Wiktor Poletajew. Nie zawiódł za to Wołkow, który dzięki sprytowi zapewnił swojej drużynie setbola. Wraz z kolegami wykorzystał ją, blokując Kwolka.

W ostatniej partii stale utrzymywała się kilkupunktowa przewaga „Sbornej” (12:10, 17:13). Jedynym jasnym punktem w polskiej ekipie był wówczas Kłos. Pozostali zawodnicy mieli duże kłopoty ze skutecznością ataku. Udało im się to zmienić dopiero, gdy byli pod ścianą – od stanu 17:24 obronili cztery piłki meczowe. Spotkanie zakończyło zbicie Poletajewa.

W MECZU O BRĄZOWY MEDAL RYWALAMI BIAŁO-CZERWONYCH BYLI BRAZYLIJCZYCY, KTÓRZY PRZEGRALI PIĘCIOSETOWY BÓJ O FINAŁ Z DRUŻYNĄ STANÓW ZJEDNOCZONYCH. Tym razem Polakom nie pomagał Heynen. Belg zdecydował, że wróci do Polski i zajmie się kadrą trenującą w Zakopanem. Pierwotnie miał opuścić USA już po fazie grupowej, ale obiecał zawodnikom, że pozostanie z nimi, dopóki będą wygrywać. W niedzielę zastąpił go Jakub Bednaruk.

Początek spotkania był wyrównany, choć Polacy szybko zatrzymali rywali blokiem i chwilę później zaczęli wypracowywać sobie przewagę. Problemy z zakończeniem ataku miał szczególnie Wallace. Biało-Czerwoni szybko „złapali” też podwójnym blokiem Leala. Przy stanie 11:8 dla Polski trener rywali poprosił o przerwę, by zatrzymać rozpędzonych siatkarzy znad Wisły. Brazylijczycy mieli problem z zagrywką – już przed drugą przerwą techniczną zepsuli aż osiem serwisów. Po niej Brazylijczycy zaczęli mylić się również w innych elementach i Polacy „uciekli” im na pięć punktów. Dobrze w ataku spisywali się Bednorz i Kaczmarek. Podwójny blok tego drugiego i Hubera dał Biało-Czerwonym prowadzenie 22:14. Chwilę później mogli cieszyć się z wygranego seta.

Na drugą partię Brazylijczycy wyszli z dwoma zmianami w podstawowej szóstce – na parkiecie pozostali wprowadzeni pod koniec poprzedniej partii Bruno Rezende i Mauricio. Z nimi drużyna nie przypominała już zagubionych siatkarzy z pierwszych minut meczu i rozpoczęła seta od prowadzenia. Tyle że przy stanie 6:6 w polu zagrywki stanął Bednorz i po jego dwóch asach (po jednym z uderzeń piłka leciała z prędkością 120 km/h) Polacy wyszli na prowadzenie. To był dla drużyny sygnał do ataku. Punkt zagrywką zdobył również Kłos, po chwili znów zadziałał polski blok. Brazylijczycy ani się obejrzeli, a już musieli odrabiać czteropunktową stratę. Po chwili przewaga Polaków wzrosła do sześciu punktów. W końcu skutecznie zaatakował Huber, który jako jedyny w drużynie na początku seta grał nieco poniżej możliwości. Dal Zotto, trener rywali, zmieniał kolejnych zawodników – do kwadratu dla rezerwowych udali się Leal i Wallace. To poprawiło grę Brazylii i zrobiło się tylko 19:17, a za chwilę, po asie Lucasa, 21:21. Po chwili „Canarinhos” wyszli na prowadzenie 23:22, gdy na środku siatki na blok nadział się Kłos. Ale Polacy wyszli z opresji – atak Bednorza, błąd Alana i blok sprawiły, że drugą partię również wygrali.

Trzecia na początku przypominała wymianę ciosów. Efekt? Remis 4:4. Po chwili Brazylijczycy „uciekli” na dwa punkty, ale nie utrzymali przewagi zbyt długo – po chwili to Polacy prowadzili 11:9. Po bloku Hubera i Komendy przewaga wzrosła do trzech oczek, ale Biało-Czerwoni błyskawicznie roztrwonili prowadzenie. Przy stanie 20:20 Bednaruk zmienił atakującego, wprowadzając na parkiet Muzaja. Dwa sprytne serwisy Kwolka i Polacy odskoczyli na dwa punkty. Rywale i ich trener byli bezradni. Mecz skończyły dwa ataki Bednorza i Polacy wygrali 25:21, a cały mecz 3:0. Chwilę później Biało-Czerwoni odebrali brązowe medale. Pięciu z nich – Bednorz, Kłos, Muzaj, Kaczmarek i Kwolek – dołączyło już do kadry w Zakopanem.

BEDNORZ, NAJLEPIEJ PUNKTUJĄCY SIATKARZ TURNIEJU FINAŁOWEGO, ZNALAZŁ SIĘ W DRUŻYNIE MARZEŃ IMPREZY, OGŁOSZONEJ TUŻ PO JEJ ZAKOŃCZENIU PRZEZ ŚWIATOWĄ FEDERACJĘ (FIVB). Najlepszym zawodnikiem (MVP) Final Six został Amerykanin Matthew Anderson.

Atakuje Matthew Anderson (z prawej), najlepszy zawodnik (MVP) Final Six
FOTO: EPA-EFE/ALESSANDRO DI MARCO

Bednorz w czterech występach w Chicago uzyskał 78 punktów, wyprzedzając aż o 21 oczek drugiego w klasyfikacji Andersona. Punktował nie tylko atakiem, ale dołożył też kilka asów i bloków.

Wśród przyjmujących wyróżniono jeszcze dwóch Rosjan ze zwycięskiej ekipy Rosji – Jegora Kliukę i Dmitrija Wołkowa. Najlepszym atakującym uznano Andersona, wśród środkowych bloków najlepsi byli – według światowej federacji – Amerykanin Max Holt i Rosjanin Iwan Jakowlew, Amerykaninowi Micahowi Christensenowi przypadła nagroda dla najlepszego rozgrywającego, a jego rodaka Erika Shojiego wyróżniono spośród wszystkich libero. W ten sposób w Dream Teamie tegorocznej Ligi Narodów znalazło się dość nietypowo ośmiu zawodników.

ZA SUKCES BIAŁO-CZERWONI OTRZYMALI SPORĄ NAGRODĘ FINANSOWĄ. BIORĄC POD UWAGĘ WSZYSTKIE PREMIE, FIVB WYPŁACI POLSCE PRAWIE 2 MILIONY ZŁOTYCH. W przeliczeniu na polską walutę, drużyna za brązowy medal rozgrywek otrzymała do podziału 1,132 mln złotych. Biorąc pod uwagę całą Ligę Narodów 2019, Biało-Czerwoni zarobili jeszcze więcej. Za każdy pojedynczy mecz w fazie interkontynentalnej rozgrywek zwycięska drużyna otrzymywała 9 tys. dolarów, a pokonana 4 tys. W drodze do Final Six, Polacy wygrali 11 spotkań i przegrali 4 pojedynki. Tym samym otrzymali z tytułu premii finansowych 433 tys. zł za fazę interkontynentalną. Dodatkowo FIVB nagrodziła drużyny, które awansowały do Final Six, kwotą 283 tys. zł premii. Łącznie, polski zespół do podziału otrzymał zatem 1,848 mln złotych.

Najwięcej zarobili oczywiście triumfatorzy Ligi Narodów. Tylko za triumf w rozgrywkach reprezentacja Rosji otrzymała do podziału milion dolarów.

LIGA NARODÓW SIATKARZY

Wyniki turnieju finałowego w Chicago:

GRUPA A

Rosja – Francja 3:0 (25:16, 25:23, 25:17)

USA – Francja 3:1 (25:16, 25:22, 23:25, 25:21)

USA – Rosja 3:0 (25:21, 25:17, 25:20)

1. USA 2 2-0 6 6-1

2. Rosja 2 1-1 3 3-3

3. Francja 2 0-2 0 1-6

GRUPA B

Brazylia – Polska 2:3 (23:25, 25:23, 21:25, 25:21, 9:15)

Polska – Iran 3:1 (21:25, 25:18, 25:20, 25:22)

Brazylia – Iran 3:2 (25:20, 25:23, 24:26, 20:25, 15:10)

1. Polska 2 2-0 6:3 5

2. Brazylia 2 1-1 5:5 3

3. Iran 2 0-2 3:6 1

PÓŁFINAŁY

Polska – Rosja 1:3 (19:25, 26:24, 22:25, 21:25)

Polska: Marcin Komenda, Bartosz Kwolek, Norbert Huber, Maciej Muzaj, Bartosz Bednorz, Karol Kłos, Jakub Popiwczak (libero) oraz Piotr Łukasik, Marcin Janusz, Łukasz Kaczmarek, Jędrzej Gruszczyński.

Rosja: Wiktor Poletajew, Jegor Kliuka, Iljas Kurkajew, Iwan Jakowlew, Igor Kobzar, Dmitrij Wołkow, Walentin Gołubow (libero) oraz Dmitrij Kowalew.

USA – Brazylia 3:2 (25:21, 17:25, 21:25, 25:20, 15:9)

O III MIEJSCE

Polska – Brazylia 3:0 (25:17, 25:23, 25:21)

Polska: Marcin Komenda, Bartosz Kwolek, Norbert Huber, Łukasz Kaczmarek, Bartosz Bednorz, Karol Kłos, Jakub Popiwczak (libero) oraz Maciej Muzaj, Jędrzej Gruszczyński.

Brazylia: Yoandy Leal, Lucas Saatkamp, Ricardo Lucarelli, Fernando Kreling, Wallace De Souza, Flavio Gualberto, Thales Hoss (libero) oraz Meique Nascimento (libero), Bruno Rezende, Mauricio Borges Silva, Alan Souza, Douglas Souza, Eder Carbonera.

FINAŁ

Rosja – USA 3:1 (25:23, 20:25, 25:21, 25:20)