Przyspieszony finał w Pucharze Polski

6

W pierwszym meczu półfinałowym piłkarskiego Remes Pucharu Polski Legia Warszawa uległa niespodziewanie na Łazienkowskiej Ruchowi Chorzów 0:1 (0:0).

Foto: PAP

Futbolowa grupa Laokona podczas meczu Legia – Ruch

W pierwszym meczu półfinałowym piłkarskiego Remes Pucharu Polski Legia Warszawa uległa niespodziewanie na Łazienkowskiej Ruchowi Chorzów 0:1 (0:0). W drugim półfinale po przeciętnym spotkaniu Lech Poznań zremisował z Polonią Warszawa 1:1.

Komisja ds. Nagłych Polskiego Związku Piłki Nożnej podjęła decyzję o zmianie terminu meczu finałowego, z 6 czerwca na 19 maja. Spotkanie odbędzie się na Stadionie Śląskim w Chorzowie.
Powodem przyspieszenia terminu jest wyjazd reprezentacji do RPA. 6 czerwca zespół Leo Beenhakkera zagra towarzysko z RPA.

Trener Legii Jan Urban zapowiadał poważne potraktowanie Pucharu Polski jako najkrótszej drogi do rozgrywek europejskich, jednak w podstawowym składzie wystawił aż sześciu piłkarzy, którzy zwykle są rezerwowymi. Oszczędził m.in. pochodzących z Zimbabwe stopera Dicksona Choto i najlepszego snajpera Takesure’a Chinyamę. Z kolei debiutujący w roli szkoleniowca Ruchu Waldemar Fornalik nie mógł skorzystać z Marcina Zająca.
W pierwszej połowie mecz stał na bardzo niskim poziomie, a obie drużyny miały kłopoty ze skonstruowaniem składnych akcji. Niewiele działo się również pod obiema bramkami.
Gospodarze najlepszą okazję do zdobycia gola mieli sześć minut przed przerwą, ale po dośrodkowaniu Macieja Iwańskiego z rzutu wolnego Marcin Komorowski z bliska głową posłał piłkę nad poprzeczką. Natomiast w 45. minucie niezdecydowanie Jana Muchy próbował wykorzystać Łukasz Janoszka, ale piłkę sprzed linii bramkowej wybił Inaki Astiz.
Do drugiej połowy gospodarze przystąpili z większym animuszem i już trzy minuty po wznowieniu gry Piotr Rocki znalazł się w sytuacji sam na sam z Krzysztofem Pilarzem, ale spudłował.
Impetu wystarczyło legionistom ledwie na kilkanaście minut, a później z boiska wiało nudą, jak w pierwszej połowie. Mimo to, po raz drugi z rzędu, na wysokości zadania stanęli kibice, którzy przez 90 minut gorąco dopingowali miejscowych.
W 72. minucie jeden z nielicznych ataków "Niebieskich" przyniósł im gola na wagę zwycięstwa. Wojciech Grzyb odebrał w polu karnym piłkę Marcinowi Komorowskiemu, zagrał wzdłuż bramki, a próbujący odbić ją jedną ręką Jan Mucha skierował do własnej bramki. Rozpaczliwa interwencja Inakiego Astiza nie uratowała gospodarzy. Stracony w kuriozalnych okolicznościach gol stanowił dobre podsumowanie ich postawy w tym spotkaniu. Rewanż 7 maja w Chorzowie.
Po meczu powiedzieli:
Jan Urban (trener Legii): "Z reguły bronię swojej drużyny, ale dziś nie mam argumentów. Przegraliśmy na własne życzenie, a do piłkarzy mam pretensje o nastawienie, z jakim przystąpili do pierwszej połowy. Zmienić oblicze zespołu w czasie gry nie jest łatwo i choć po stracie bramki uparcie dążyliśmy do odrobienia strat, to się nie udało. Grałem 20 lat w piłkę i tylko raz dane było mi wystąpić w finale Pucharu Polski, w dodatku przegrałem. Dlatego tym bardziej nie rozumiem postawy niektórych zawodników. Na razie martwię się najbliższym meczem ligowym z ŁKS Łódź, a później będę się zastanawiał jak odrobić straty w rewanżu, co mimo wszystko jest możliwe".
Waldemar Fornalik (trener Ruchu): "Zgodnie z zapowiedzią taryfy ulgowej z naszej strony nie było, wystawiłem najsilniejszy skład, jaki mogłem. Legia prowadziła grę, bo ma większy potencjał i występowała u siebie, ale cieszę się, że w miarę upływu czasu graliśmy coraz lepiej i jedną z trzech sytuacji podbramkowych udało się wykorzystać. Ten wynik o niczym nie przesądza, ale mam nadzieję, że stanowi jaskółkę lepszych czasów dla Ruchu".

Legia Warszawa    0     (0)
Ruch Chorzów      1     (0)
Bramka: 0:1 Jan Mucha (72-samobójcza). Żółte kartki – Ruch Chorzów: Martin Fabus, Wojciech Grzyb, Gabor Straka. Sędzia: Włodzimierz Bartos (Łódź). Widzów 3000.
Legia Warszawa: Jan Mucha – Inaki Descarga, Inaki Astiz, Pance Kumbev, Marcin Komorowski – Kamil Majkowski (14. Miroslav Radović), Maciej Iwański, Piotr Giza (76. Ariel Borysiuk), Roger Guerreiro, Krzysztof Ostrowski (68. Takesure Chinyama) – Piotr Rocki.
Ruch Chorzów: Krzysztof Pilarz – Krzysztof Nykiel, Rafał Grodzicki, Piotr Kieruzel, Tomasz Brzyski – Wojciech Grzyb, Grzegorz Baran, Michał Pulkowski (76. Gabor Straka), Marcin Nowacki (46. Pavol Balaz) – Łukasz Janoszka (70. Remigiusz Jezierski), Martin Fabus.

Po przeciętnym spotkaniu Lech zremisował z Polonią 1:1. Emocji było niewiele, najbardziej nerwowo na boisko zrobiło się w ostatnich minutach, gdy bramkarz gości Sebastian Przyrowski za niesportowe zachowanie otrzymał czerwoną kartkę. Polonia, grająca w osłabieniu przez siedem minut, skutecznie obroniła niezłą zaliczkę przed rewanżowym pojedynkiem.
 Lech od pierwszych minut zaatakował rywali, a obrońcy Polonii mieli sporo pracy. Już w jednej z pierwszych akcji w doskonałej sytuacji znalazł się Jakub Wilk, lecz jego strzał został zablokowany. W 14. minucie defensorzy gości byli już bezradni. Po akcji Marcina Kikuta, piłkę głową odegrał Robert Lewandowski, a Semir Stilić ze stoickim spokojem pokonał Sebastiana Przyrowskiego. Piłkarze Polonii domagali się odgwizdania pozycji spalonej Bośniaka, ale ich protesty skończyły się tylko upomnieniem żółtą kartką Radka Mynara.
 Wydawało się, że poznaniacy mają mecz pod kontrolą, bowiem podopieczni Jacka Grembockiego nie potrafili w żaden sposób sforsować defensywy Kolejorza. Filip Ivanovski został skutecznie odcięty od podań, a Radosław Majewski łatwo gubił piłkę pod polem karnym gospodarzy.
 Polonistom udało się jednak doprowadzić do wyrównania. W 23. minucie Jarosław Lato egzekwował rzut wolny z ponad 20 metrów. Uderzył obok muru czyli tam, gdzie powinien stać Krzysztof Kotorowski. Bramkarz Lecha najpierw zrobił krok w niewłaściwą stronę i spóźnił się z interwencją.
 Lechici wciąż przeważali, próbowali strzałami z dystansu sprawdzić umiejętności Przyrowskiego, ale z celnością było znacznie gorzej.
 Tuż po przerwie Czarne Koszule mogły objąć prowadzenie. Po dośrodkowaniu Laty Ivanovski głową trafił w poprzeczkę, a piłka spadła tuż przed linią bramkową.
 Potem to już gospodarze mieli inicjatywę, ale niewiele z tego wynikało. Groźnie dwukrotnie strzelał m.in. Stilić, ale nie trafił w światło bramki. W miarę upływu czasu zadowoleni z wyniku piłkarze Polonii bardziej szanowali piłkę i sporadycznie atakowali bramkę Kotorowskiego. Swój wyczyn z pierwszej połowy spróbował skopiować Lato, lecz tym razem z rzutu wolnego posłał piłkę wysoko ponad bramką.
 Trener poznaniaków Franciszek Smuda w końcówce desygnował do gry Harisa Handzicia, ale napastnik bośniackiej młodzieżówki nie miał zbyt wiele okazji na zaprezentowanie swojego talentu.
 Niespodziewane emocje przyniosły ostatnie minuty spotkania. Po jednej z interwencji Przyrowski padł na murawę i przez kilka sekund nie podnosił się. Sędzia Robert Małek zatrzymał grę, a po chwili bramkarz Polonii nagle ozdrowiał i popędził ile sił z pretensjami do arbitra. Ten długo się nie zastanawiał i pokazał Przyrowskiemu czerwony kartonik.
 Trener Jacek Grembocki miał szczęście, że czekał do końca z trzecią ostatnią zmianą. Po zejściu Przyrowskiego, za Majewskiego do gry desygnował Radosława Majdana. Grająca w osłabieniu warszawska drużyna bez większych kłopotów utrzymała cenny dla niej remis.
Powiedzieli po meczu:
Franciszek Smuda (trener Lecha) — „Nie mogę być zadowolony z wyniku, ale to jest puchar i wszystko jest jeszcze otwarte. Myślę, że Polonia bardziej ofensywnie zagra w rewanżu, bo nie wierzę, że na własnym boisku będzie chciała grać na 0:0. A to nam stworzy to szansę gry kontratakiem. Póki nie mamy pełnego składu, nie mogę liczyć na więcej, dlatego jestem zadowolony z tego, co dziś moi piłkarze pokazali”.
Jacek Grembocki (trener Polonii) — „Bardzo cieszę się, że moja Polonia zremisowała w wielkim Poznaniu. Ale to dopiero pierwsza połowa i mamy po 50 procent szans. To był chyba najlepszy mecz w wykonaniu mojego zespołu w tej rundzie, bo przyszło nam grać z bardzo silnym rywalem. Jeśli chodzi o czerwoną kartkę Przyrowskiego to uważam, że sędzia dobrze prowadził ten mecz, więc na razie nie chcę komentować tej sytuacji. Muszę najpierw porozmawiać z moim bramkarzem”.

Lech Poznań             1     (1)
Polonia Warszawa    1     (1)
Bramki: 1:0 Semir Stilić (14), 1:1 Jarosław Lato (23-wolny). Żółte kartki: Lech Poznań: Rafał Murawski, Luis Henriquez; Polonia Warszawa — Radek Mynar, Vlade Lazarevski. Czerwona kartka: Polonia Warszawa — Sebastian Przyrowski (za niesportowe zachowanie) w 87 min. Sędzia: Robert Małek (Zabrze). Widzów: 14 tysięcy.  Rewanżowe spotkanie rozegrane zostanie 6 maja w Warszawie.
Lech Poznań: Krzysztof Kotorowski — Marcin Kikut, Bartosz Bosacki, Manuel Arboleda, Luis Henriquez — Sławomir Peszko (82. Haris Handzić), Dimitrije Injać (46. Tomasz Bandrowski), Rafał Murawski, Semir Stilić, Jakub Wilk (68. Anderson Cueto) — Robert Lewandowski.
Polonia Warszawa: Sebastian Przyrowski — Radek Mynar, Tomasz Jodłowiec, Łukasz Skrzyński, Vlade Lazarevski — Łukasz Piątek (71. Adrian Mierzejewski), Łukasz Trałka, Radosław Majewski (89. Radosław Majdan), Igor Kozioł, Jarosław Lato — Filip Ivanovski (70. Daniel Gołębiewski).

JG, DET (PAP)

Autor: