Samba na polską nutę

40
Arkadiusz Moryto (z prawej) wyrósł na lidera drużyny i jej najskuteczniejszego gracza FOTO: EPA/ KHALED ELFIQI

To był najlepszy występ kadry szczypiornistów od igrzysk w Rio de Janeiro. W ostatnim spotkaniu grupowym I fazy mistrzostw świata piłkarzy ręcznych, odbywających się w Egipcie, Polacy zdeklasowali Brazylijczyków 33:23 i awansowali do drugiej rundy z szansami na ćwierćfinał!

HUŚTAWKA Z TUNEZYJCZYKAMI

Za nim to się stało, na dobry początek polska „siódemka” pokonała Tunezję 30:28 (17:17). Objęła też prowadzenie w grupie B, bo Brazylijczycy niespodziewanie zremisowali z aktualnymi mistrzami Europy – Hiszpanami 29:29.

Biało-Czerwoni zafundowali kibicom huśtawkę nastrojów. Przegrywali w I połowie już 5:9, 9:13, ale jeszcze przed przerwą zdołali wyrównać rachunki. Z kolei od 40 minuty sami zaczęli budować przewagę i po trzech kolejnych trafieniach w 48. wygrywali 26:22. W końcówce nie obyło się jednak bez nerwów. Po fatalnym podaniu wprost w ręce rywali Rafała Przybylskiego, Tunezyjczycy trafili do pustej bramki i było tylko 27:28. Wtedy po raz pierwszy w meczu do siatki trafił Michał Daszek, który chwilę wcześniej zastąpił na prawym skrzydle Arkadiusza Moryto. W odpowiedzi rywale zgubili piłkę, a wynik ustalił Przybylski.

Najważniejsze w spotkaniu z Tunezyjczykami były punkty i te Biało-Czerwoni wyszarpali. Drugim wygranym na pewno był skrzydłowy Łomży Vive Kielce – Moryto, który wyrósł na lidera drużyny. Mimo stosunkowo młodego wieku, 23 lata, jest najbardziej doświadczonym zawodnikiem kadry Patryka Rombla, najbardziej ogranym w Lidze Mistrzów i jej najskuteczniejszym graczem. W starciu z Tunezją nie tylko zachowywał zimną krew i był 100-procentowo skuteczny, ale też brał na siebie ciężar gry, wymuszał w ważnych momentach faule przeciwników, wyrzucał ich na dwie minuty i odważnie wchodził w strefę. 11 bramek na 11 rzutów, wszystkie trzy karne wykorzystane i jeden wypracowany – organizatorzy nie mieli problemów z wybraniem „man of the Match”.

CHWAŁA ZWYCIĘŻONYM

W drugim spotkaniu Polacy do samego końca liczyli się w grze o zwycięstwo z mistrzami Europy – Hiszpanami. Ostatecznie przegrali 26:27, ale zachowali szanse na awans.

W naszej drużynie, w porównaniu z meczem z Tunezją, w wyjściowym składzie pojawili się Adam Morawski w bramce i Michał Daszek na prawym skrzydle. I tym razem postawienie na Morawskiego okazało się strzałem w dziesiątkę! „Loczek” w pierwszej połowie bronił fenomenalnie, zwłaszcza w sytuacjach jeden na jednego. W sumie przez pół godziny odbił aż dziewięć rzutów hiszpańskich gwiazd. Miał 39 procent skuteczności!

I tylko szkoda, że koledzy w polu prawie tego nie wykorzystywali. Tym razem Polacy nie wyprowadzali tak często kontrataków, jak w starciu z Tunezją. Inna sprawa, że Hiszpanie naprawdę szybko wracali do obrony. Słabe pół godziny miał Tomasz Gębala. Rozgrywający Łomży Vive Kielce wrócił do starych nawyków. Zamiast szukać rzutu z 9 metrów, pchał się w defensywę rywala, co gorsza za każdym razem poprzedzając to kozłowaniem piłki. Już lepiej wypadł Szymon Sićko, bo choć nie zawsze był skuteczny, to jednak zdobył trzy bramki. Nasi rozgrywający uparcie pchali się do środka, choć Hiszpanie nie zostawiali naszym obrotowym (zaczął Maciej Gębala, potem zmienił go Dawid Dawydzik) nawet pół metra. Daszek i Przemysław Krajewski byli zupełnie bezrobotni.

Po przerwie Morawski wciąż bronił doskonale, ale nasi środkowi obrońcy trochę przysypiali, pozwalając rywalom bezkarnie zagrywać do kołowego. Hiszpanie powiększyli prowadzenie do czterech goli, ale Polaków to nie załamało. Grali swoje i w 43. min po trafieniu rozkręcającego się Sićki doszli mistrzów Europy (19:19), a po chwili Maciej Majdziński dał naszej drużynie prowadzenie. Cały polski zespół walczył na całego, wciąż mając wsparcie w Morawskim. Duży problem naszym rozgrywającym sprawiała jednak wysunięta obrona Hiszpanów 3-2-1. W 52. min rywale objęli prowadzenie 24:22, trener Rombel poprosił o przerwę i po chwili Polacy wrócili do gry – 25:25 w 57. min. Coraz więcej było fauli i wykluczeń w obu zespołach. Polacy pięknie walczyli, ale Hiszpanie górowali umiejętnościami i cwaniactwem. Półtorej minuty przed końcem wyszli na prowadzenie 27:25 i już go nie stracili. Nasz zespół przegrał, ale zasłużył na duże brawa.

POLSKI KARNAWAŁ

Stawką spotkania z Brazylią nie było pozostanie w głównym turnieju, bo kilkadziesiąt minut wcześniej Hiszpanie pokonali Tunezyjczyków i zapewnili sobie awans do drugiej fazy turnieju z pierwszego miejsca w grupie. Ale Polacy mieli o co grać. Mogli zgarnąć dwa punkty, które choć trochę przybliżały do ćwierćfinału.

Podopieczni Patryka Rombla rozpoczęli z animuszem. Po dziewięciu minutach dali rywalom rzucić zaledwie… jedną bramkę! Znów dobrze w mecz wszedł Adam Morawski, bez zarzutu funkcjonowała również obrona. Z drugiej strony Brazylijczycy często nie trafiali nawet w bramkę.

Podobać się mogła również ofensywa. A zwłaszcza akcje z kołowym Maciejem Gębalą. Zawodnik niemieckiego SC DHfK Leipzig w tej części zdobył cztery gole i wywalczył dwa rzuty karne. Podobnie jak we wcześniejszych starciach tego turnieju znów skutecznością imponował Arkadiusz Moryto. Polak trafił pięć razy w sześciu próbach (trzy razy z kontr i dwa z rzutów karnych). Po jego trafieniu w 17. minucie Polacy prowadzili 8:5.

I wtedy nastąpił kryzysowy moment, bo przez pięć kolejnych minut nie udało się naszej drużynie pokonać brazylijskiego bramkarza. A rywale, po czasie wziętym przez ich trenera, odpowiedzieli czterema trafieniami z rzędu. Wtedy wreszcie obudzili się nasi rozgrywający, którzy do tego momentu nie zdobywali goli. Dwa razy trafił Michał Olejniczak, a raz Rafał Przybylski.

Druga połowa to prawdziwy koncert w wykonaniu Polaków. Najlepiej świadczą o tym liczby. W pierwszych ośmiu akcjach ofensywnych nie pomylili się ani razu! Po kwadransie mieli tylko jeden niecelny rzut na aż trzynaście prób. W dodatku w tym okresie popełnili zaledwie jedną stratę. Bardzo dobrze grali w obronie i w efekcie wygrywali aż 25:16.

Kapitalnie w tej części grał Szymon Sićko. Lewy rozgrywający kadry trafił wszystkie sześć rzutów. Bardzo dobrze prezentował się też inny rozgrywający Maciej Majdziński. Zmieniła się też gra ofensywna Polaków, bo już nie musieli szukać kołowego, ale atomowymi rzutami z drugiej linii zaskakiwali Brazylijczyków. Najlepszym zawodnikiem spotkania wybrano Morawskiego. Obronił on dziesięć rzutów i miał ponad 30 proc. skuteczność.

Po rewelacyjnym występie Polacy weszli do II rundy z dwoma punktami i mogą realnie myśleć o ćwierćfinale. Już 21 stycznia zmierzyli się z najsłabszym w stawce Urugwajem (0 pkt), 23 stycznia podejmą Węgrów (4 pkt), a 25 stycznia zagrają z Niemcami (2 pkt), którzy w ostatnim meczu grupy A niespodziewanie ulegli Madziarom 28:29.

Do ćwierćfinałów awansują dwie najlepsze ekipy z czterech grup drugiej fazy. Mecze 1/4 finału zostaną rozegrane 27 stycznia.

MŚ 2021 W PIŁCE RĘCZNEJ

I FAZA GRUPOWA

GRUPA B

Polska – Tunezja 30:28 (17:17)

Polska: Wyszomirski, Morawski – Olejniczak 1, Krajewski 5, Walczak, Sićko 3, Majdziński, Czuwara, Pilitowski 1, Moryto 11, Daszek 1, M. Gębala 4, Przybylski 3, Dawydzik, T. Gębala 1, Chrapkowski.

Polska – Hiszpania 26:27 (11:14)

Polska: Morawski – Sićko 6, Moryto 5/4, Olejniczak 3, Majdziński 3, M. Gębala 3, T. Gębala 2, Przybylski 2, Czuwara 1, Walczak 1, Krajewski, Chrapkowski, Pilitowski, Daszek, Dawydzik.

Brazylia – Polska 23:33 (11:13)

Polska: Morawski, Wyszomirski – Sićko 6, Majdziński 4, Krajewski 2, Czuwara 1, T. Gębala 2, Chrapkowski, Olejniczak 2, M. Pilitowski, Przybylski 1, Moryto 6/2, Daszek 1, M. Gębala 5, Walczak 2, Dawydzik 1.

Pozostałe mecze:

Hiszpania – Brazylia 29:29

Tunezja – Brazylia 32:32

Hiszpania – Tunezja 36:30

Końcowa tabela

1. Hiszpania    3    5    92:85

2. Polska    3    4    89:78

3. Brazylia       3    2    84:94

4. Tunezja       3    1    90:98