Show Lewandowskiego

1
Wydarzeniem spotkania było pożegnanie Łukasza Piszczka (w środku), dla którego był to 66. mecz w reprezentacji Polski. I zarazem ostatni FOTO: EPA/LESZEK SZYMAŃSKI

Łukasz Piszczek został pożegnany jak piłkarski król na PGE Narodowym. Rozegrał całą połowę, a jego koledzy nie zawiedli i ukoronowali udane eliminacje ME zasłużonym zwycięstwem nad Słowenią 3:2 (1:1). Dryblingami i strzałami czarował Robert Lewandowski, zwycięskiego gola zdobył Jacek Góralski, a na brawa zasłużyła cała ekipa, z selekcjonerem Jerzym Brzęczkiem na czele!

Biało-Czerwoni koniecznie chcieli się zrewanżować za jedyną porażkę, jakiej doznali w tych eliminacjach, w Lublanie 0:2. Od początku z animuszem ruszyli na bramkę Jana Oblaka, który ich dodatkowo zdenerwował pomeczową wypowiedzią: „Czasem po rozgrzewce jestem bardziej spocony niż po meczu z Polską”.
Podopieczni Brzęczka robili wszystko, aby tym razem gwiazdor Atletico rzeczywiście miał co robić. Najpierw uratowało go tylko to, że Piotr Zieliński, po rajdzie Kamila Grosickiego, chybił z metra.
Za moment Zieliński dośrodkował z rzutu rożnego w gąszcz głów, Oblak zdołał tylko wypiąstkować przed siebie, z czego skorzystał Sebastian Szymański, pakując piłkę do siatki. Prowadziliśmy 1:0, ale straciliśmy Kamila Glika, który ucierpiał w starciu z Oblakiem. Kamila zastąpił Artur Jędrzejczyk.
Animuszu Orłom starczyło na niedługo, a po stracie bramki stracili też przewagę w środku pola. Josip Iliczić ograł na środku Jacka Góralskiego, rozegrał pomysłowy atak z wykorzystaniem lewego skrzydła, później zwiódł naszego obrońcę, by wyłożyć piłkę Timowi Matavżowi, a ten nie dał szans Wojciechowi Szczęsnemu strzałem z siedmiu metrów.
Gdy Szymański z „Grosikiem” zwodzili Słoweńców raz po raz, ich trener Matjaż Kek poderwał się z ławki i ofuknął swych piłkarzy. Ci wyszli wyżej do pressingu, przez co Polakom szło jak po grudzie rozgrywanie piłki. Inna rzecz, że za często stosowali długie podania, a rzadko wychodziły im takie jak to Jędrzejczyka do Grosickiego, po którym nasz zawodnik miał piłkę przy nodze i tylko jednego przeciwnika do minięcia.
Dlatego w sukurs miały nam przyjść stałe fragmenty gry, a dokładniej rzuty rożne dobrze wykonywane przez Zielińskiego, po których dobre okazje mieli: Lewandowski i Piszczek.
W 54. minucie Słoweńcom odłączył gniazdko z prądu Lewandowski. Był jak człowiek-cień, gdy przemykał między Rene Krhinem, Jurem Balkovcem i innymi defensorami, przepuszczając im piłkę między nogami, bądź pod nogą. Na koniec tego popisu kapitan Orłów kopnął z chirurgiczną precyzją w kierunku dalszego rogu. Oblak robił co mógł, ale nie dał rady.
Dlaczego w kolejnych siedmiu minutach nie strzeliliśmy trzeciej, a może nawet czwartej bramki? Przez nieskuteczność. Najlepszą okazję, niczym rzut karny, miał Zieliński, jednak uderzył za lekko i za bardzo w środek, by zaskoczyć bramkarza Słoweńców.
Ekipie Keka wystarczyła jedna kontra, by wyrównać. Benjamin Verbić szarpnął lewą stroną, obrońca Balkovec podążył, ale Verbić nie skorzystał z tego, tylko – przy biernej postawie naszych defensorów w polu karnym – wyłożył piłkę Ilicziciowi, który z najbliższej odległości skierował piłkę do bramki.

Ten gol Orłom podciął skrzydła, ale tylko na moment. Szybko przeszli do ataków, tym razem cierpliwych, przemyślanych, a nie z pomocą „lagi” do przodu.
Po przechwycie piłki Zieliński uruchomił „Lewego”, jednak podaniem nieco wyrzucającym i wydawało się, że niewiele uda się wskórać. Ale dla Lewandowskiego tej jesieni nie ma rzeczy niemożliwych. Znowu minął trójkę rywali i przerzucił ciężar akcji na drugą stronę, na głowę „Grosika”, który znakomicie obsłużył Góralskiego. „Góral” w pełnym biegu kopnął piłkę z kozłem w tę stronę, z której biegł Oblak i PGE Narodowy znowu oszalał z radości.
Pięć minut później z boiska wyrzucony został Kurtić za atak na Góralskiego i Słoweńcy kończyli mecz w „10”.
Brzęczek dał kadrze kolejny zastrzyk świeżej krwi, wpuszczając debiutanta Kamila Jóźwiaka. Nie tak dawno swój pierwszy mecz w reprezentacji rozgrywał Szymański, bez którego dziś już trudno wyobrazić sobie skład.
Drużyna pokazała charakter i ambicję: mając zapewniony awans na ME z pierwszego miejsca, walczyła do końca o zwycięstwo. Na tak grających Biało-Czerwonych chce się przychodzić, takich chce się oglądać i oklaskiwać. Już 30 listopada poznamy rywali w Euro 2020.
Wydarzeniem spotkania było pożegnanie Piszczka, dla którego był to 66. mecz w reprezentacji Polski. I jak zapowiedział – ostatni. Miał grać 30 minut, ale musiał wytrwać 45, z powodu kontuzji Glika. Niejedna łza się zakręciła w oku fanom Orłów, gdy „Piszczu” schodził z boiska po raz ostatni w barwach narodowych.

ELIMINACJE ME
GRUPA G
Polska – Słowenia 3:2 (1:1)
Bramki: Sebastian Szymański (3), Robert Lewandowski (54), Jacek Góralski (81) – Tim Matavz (14), Josip Ilicic (61).
Żółte kartki: Jasmin Kurtić – Arkadiusz Reca. Czerwona kartka: Kurtić (86). Sędzia: Daniel Siebert (Niemcy). Widzów: 53 946.
Polska: Wojciech Szczęsny – Łukasz Piszczek (46. Tomasz Kędziora), Kamil Glik (7. Artur Jędrzejczyk), Jan Bednarek, Arkadiusz Reca – Sebastian Szymański (86. Kamil Jóźwiak), Jacek Góralski, Grzegorz Krychowiak, Piotr Zieliński, Kamil Grosicki – Robert Lewandowski.
Słowenia: Oblak – Stojanović, Blażić, Mevlja, Balkovec – Ilczić, Krhin, Kurtić, Bijol (72. Zajc), Verbić (85. Rep) – Matavż (89. Vuczkić).