Świątek bez straty seta w Adelajdzie

1
Iga Świątek jest trzecią Polką, która wygrała turniej WTA w singlu FOTO: EPA/JAMES ELSBY

W swoim trzecim starcie w sezonie 19-letnia Iga Świątek (5) cieszyła się z pierwszego tytułu w 2021 roku. W sobotnim finale Polka nie dała żadnych szans Belindzie Bencić (2) i pokonała Szwajcarkę 6:2, 6:2, zostając tym samym nową mistrzynią Adelaide International (z pulą nagród 535,5 tys. dol.).

Została trzecią Polką, która wygrała turniej WTA w singlu. Agnieszka Radwańska triumfowała w takich turniejach 20 razy, a Magda Linette dwukrotnie.

Świątek w efektownym stylu przeszła drogę po zwycięstwo w Adelajdzie – nie straciła przy tym ani jednego seta, pokonując m.in. pogromczynię liderki światowego rankingu Ashleigh Barty (1) – Amerykankę Danielle Collins 6:2, 3:0 (krecz). Jej spotkanie półfinałowe z inną Helwetką, Jill Teichmann trwało godzinę i 20 minut, czyli dwa razy krócej niż to z udziałem Bencic. Dodatkowo Szwajcarka rozgrywała swój piątkowy pojedynek kilka godzin później i kolejnego dnia wyraźnie widać było różnicę w dyspozycji jej i Polki.

Podopieczna trenera Piotra Sierzputowskiego od początku grała bardzo pewnie. Bardzo szybko, ale i precyzyjnie. W swoich gemach serwisowych miała ponad 90-procentową skuteczność pierwszego podania i tylko raz przez cały mecz straciła więcej niż jeden punkt. Starsza o cztery lata Bencic tylko na początku była w stanie prowadzić w miarę wyrównaną walkę. W pierwszej partii starała się ryzykować przy własnym podaniu, miała cztery asy, ale też aż sześć podwójnych błędów (w całym meczu osiem). Od stanu 2:2 kolejne gemy zapisywała na swoim koncie już tylko Polka. W końcówce Helwetka długo się broniła przed kolejnym „breakiem”, ale bezskutecznie.

Druga odsłona wyglądała podobnie, choć tym razem Świątek odskoczyła jeszcze szybciej, bo od wyniku 1:1 przeszła do 4:1. W pełni kontrolowała przebieg rywalizacji, ku uciesze dość licznie zgromadzonej na trybunach Polonii. W tym secie nastolatka również zanotowała dwa przełamania i wykorzystała drugą piłkę meczową. W ostatniej akcji pomyłkę zaliczyła Bencic, był to jej 16. niewymuszony błąd w tym pojedynku. Świątek miała ich o 10 mniej, a do tego dodała 22 uderzenia wygrywające. Jej rywalka, której trenerem jest ojciec Ivan, w trwającym 66 minut pojedynku zanotowała dziewięć winnerów.

Sklasyfikowana na 18. pozycji w światowym rankingu tenisistka z Raszyna i 12. w tym zestawieniu Szwajcarka (rok temu była czwarta) po raz pierwszy zmierzyły się w oficjalnym pojedynku.

Polka w finale zmagań WTA wystąpiła po raz drugi – w 2019 roku w Lugano musiała uznać wyższość Słowenki Polony Hercog. Bencic pod tym względem jest bardziej doświadczona i utytułowana. W decydującym spotkaniu turnieju tej rangi zagrała po raz 11., a na koncie ma cztery sukcesy. Mająca słowackie korzenie zawodniczka, która w przeszłości zmagała się z przewlekłymi kłopotami zdrowotnymi, jednak wciąż czeka na pierwsze wielkoszlemowe zwycięstwo. Polka odniosła je w październiku ubiegłego roku na kortach ziemnych im. Rolanda Garrosa w Paryżu.

„Uwielbiam grać w Australii. Kocham to miejsce. Dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do tego, że mogłyśmy tutaj rywalizować” – powiedziała podczas tradycyjnej ceremonii zakończenia turnieju nastolatka z Raszyna.

Podziękowała rywalce i zgromadzonym na trybunach kibicom, wśród których była spora grupa jej rodaków. Zwróciła się do nich w języku polskim. „Nie spodziewałam się, że będzie was tylu. Gram na drugim końcu świata, a czuję się jak u siebie” – stwierdziła.

Podziękowała również swojej rodzinie oraz sztabowi szkoleniowemu. Współpracownikom poświęciła także zamieszczony nieco później na Twitterze wpis. Pod zdjęciem, na którym psycholożka Daria Abramowicz, trener Sierzputowski oraz odpowiadający na przygotowanie fizyczne Maciej Ryszczuk trzymają ją na rękach po sobotnim finale, napisała: „Czwórka szczęśliwych dzieciaków. Dziękuję, że jesteście ze mną. Bez Was byłoby mi zdecydowanie mniej zabawnie”.

Na pomeczowej konferencji prasowej Świątek przyznała, że dobrze się czuła w tym tygodniu. „Z pewnością coś ‚kliknęło’. Nie tylko w mojej głowie, ale także pod względem tenisowym. Czuję się dobrze na korcie. Czasem są takie tygodnie, kiedy właśnie wszystko wychodzi. To efekt pracy, jaką wykonuję z moim sztabem” – oceniła.

Stwierdziła, że sukces w odniesiony w Adelajdzie utwierdził ją w przekonaniu, że stać ją na kolejne triumfy. „Widzę, że mogę grać dobrze przez cały turniej. To nie tak, że zdarzyło mi się to tylko raz podczas French Open. Daje mi to więcej pewności, że rozwijam się jako zawodniczka i mogę częściej grać dobrze. To daje mi motywację. Celem jest teraz, by powtarzać to częściej, bo wiem już, że mogę grać świetnie. To wszystko jest kwestią planowania, celowania w konkretne turnieje, by podczas nich być w możliwie najlepszej formie” – dodała Świątek.

Impreza w Adelajdzie (pula nagród 535,5 tys. dol.) toczyła się na twardej nawierzchni. Za triumf Świątek otrzymała czek na 68 570 dolarów. W poniedziałek zaś awansowała na 15., najwyższe miejsce w karierze w światowym rankingu. Gdyby nie jego zamrożenie (zawodniczki nie tracą ubiegłorocznych punktów) z powodu pandemii COVID-19, byłaby już w… „piątce”.

Pierwotnie po starcie w Adelajdzie miała wystąpić w zawodach WTA 500 w Dosze. „W piątek zdecydowaliśmy, że wycofam się z nich z powodu intensywnych tygodni spędzonych tutaj. Nie chcę ryzykować kontuzji. Chcę, aby moje ciało wypoczęło” – stwierdziła 19-latka. Do rywalizacji wrócić ma rozpoczynającymi się 8 marca zawodami w Dubaju.