Świątek, Linette i Hurkacz grają dalej

53
Magda Linette sprawiła ogromną niespodziankę, eliminując szóstą w rankingu WTA Tunezyjkę Ons Jabeur FOTO: EPA/MARTIN DIVISEK

Z piątki polskich tenisistów, którzy wystartowali w turniejach singlowych wielkoszlemowego French Open na kortach Rolanda Garrosa w Paryżu, do drugiej rundy awansowała trójka – Iga Świątek, Magda Linette i Hubert Hurkacz. Odpadli Magdalena Fręch i Kamil Majchrzak, a ich los podzieliły aż cztery zawodniczki z pierwszej dziesiątki światowego rankingu.

LINETTE WYRZUCIŁA JABEUR

Paryski turniej rozpoczął się znakomicie dla Biało-Czerwonych. Już w niedzielę, 52. w rankingu WTA Magda Linette sprawiła ogromną niespodziankę, odprawiając na dzień dobry rozstawioną z numerem szóstym Tunezyjkę Ons Jabeur 3:6, 7:6 (7-4), 7:5

27-letnia Tunezyjka wykorzystała absencję Świątek w Madrycie i dwa tygodnie temu wygrała turniej w stolicy Hiszpanii. Została wówczas pierwszą tenisistką z Afryki, którą triumfowała w imprezie rangi 1000. Następnie świetnie radziła sobie w Rzymie, gdzie dopiero w finale musiała uznać wyższość Świątek. W Paryżu wymieniano ją w gronie faworytek.

Początek spotkania nie zwiastował sensacji. Jabeur dość szybko przejęła inicjatywę i pierwszego seta wygrała w 30 minut.

Przed drugą partią Linette poprosiła o przerwę medyczną z powodu problemów z udem. Po powrocie na kort Polka poprawiła serwis, choć w poważnych tarapatach była w ósmym gemie. Przy własnym podaniu przegrywała już 0:40, ale obroniła trzy break pointy. Sfrustrowana zmarnowaną szansą Jabeur z całej siły efektownie… kopnęła nadlatującą piłkę. Ostatecznie o losach drugiej partii zadecydował tie-break. Lepiej zaczęła go Jabeur, która prowadziła 3-1. Linette zdobyła jednak cztery punkty z rzędu, a chwilę później wykorzystała pierwszą piłkę setową.

W trzecim secie to Polka szybciej przejęła inicjatywę. Jabeur grała coraz bardziej nerwowo i niedokładnie. Popełniła w nim aż 23 niewymuszone błędy, czyli niemal tyle, co łącznie w dwóch wcześniejszych (24). Linette przełamała rywalkę na 4:2 i w kolejnym gemie miała dwie okazje, aby powiększyć prowadzenie. Tunezyjkę jednak wybroniła się, a następnie odrobiła stratę podania. Wydawało się, że mecz zmierza w kierunku tie-breaka, ale nagle gra Jabeur kompletnie się posypała. Przy stanie 5:6 Tunezyjka serwowała i prowadziła już 40-0. Pięć kolejnych punktów zdobyła jednak Linette i pierwsza sensacja w obecnej edycji French Open stała się faktem.

O sukcesie Linette zadecydowała m.in. mniejsza liczba niewymuszonych błędów (35 wobec 47 Jabeur), a także bardzo dobra gra przy siatce. Aż 22 z 28 takich zagrań było w wykonaniu Polki udanych.

To była ich piąta konfrontacja. Polka wygrała po raz drugi – poprzednio w 2013 roku. W ubiegłym roku Jabeur wyeliminowała Linette w trzeciej rundzie paryskiego turnieju.

Kolejną rywalką Polki będzie Włoszka Martina Trevisan, która wygrała w pierwszej rundzie z Brytyjką Harriet Dart 6:0, 6:2. 28-letnia Włoszka w ostatnią sobotę odniosła największy sukces w karierze – wygrała turniej WTA w Rabacie. W efekcie przesunęła się na najwyższą w historii 59. pozycję w rankingu.

“SPACEREK” ŚWIĄTEK

Dzień później do starszej koleżanki dołączyła rozstawiona z nr. 1 Iga Świątek, pokonując Ukrainkę Łesią Curenko 6:2, 6:0.

Zgodnie z oczekiwaniami i bez większych problemów – tak najkrócej można opisać poniedziałkową wygraną Świątek. Polka w ostatnich miesiącach kompletnie zdominowała rywalizację w cyklu WTA i trudno było oczekiwać, że 119. w światowym rankingu Curenko zagrozi jego liderce. Spotkanie trwało zaledwie 54 minuty, a Świątek dominowała od samego początku. W trzech pierwszych gemach rywalka zdobyła tylko dwa punkty.

Ukrainka starała się grać uważnie, popełniła mniej niewymuszonych błędów niż Świątek (11 wobec 13), ale na większość zagrań Polki po prostu nie była w stanie odpowiedzieć. Im dłużej trwała wymiana, tym większa była szansa, że zakończy się punktem 20-letniej tenisistki z Raszyna.

Gładka wygrana Świątek w pierwszej rundzie French Open spowodowała, że konferencję prasową polskiej tenisistki zdominowały pytania o brak punktów rankingowych w nadchodzącym Wimbledonie.

Organizatorzy Wimbledonu – All England Lawn Tennis Club – pod koniec kwietnia zapowiedzieli, że z powodu rosyjskiej inwazji na Ukrainę, wspieranej z terytorium Białorusi, zawodnicy z krajów-agresorów nie będą mogli wystąpić w Londynie. Zarządzająca męskimi rozgrywkami organizacja ATP i kobiecymi WTA od razu skrytykowały tę decyzję, uznając nadanie statusu “neutralnych sportowców” za wystarczający. W piątek oficjalnie poinformowały, że uczestnicy Wimbledonu nie otrzymają punktów do światowego rankingu z powodu dyskryminacji Rosjan i Białorusinów.

“To jest bardzo trudna sytuacja i każda decyzja będzie dla kogoś szkodliwa. Od kilku tygodni byliśmy częścią tej dyskusji. Problemem jest to, że organizatorzy turnieju i władze WTA, ATP i ITF mają różne opinie. Sport zawsze wykorzystywany był w polityce, a z drugiej strony chcesz, aby zawody były równe dla wszystkich. To oczywiście jest trudne. Osoby decyzyjne powinny wypracować wspólne stanowisko, aby nasz sport był zjednoczony. Teraz nie mam takiego poczucia” – powiedziała.

Padło również pytanie wprost – czy wolałaby, aby tegoroczny Wimbledon był taki sam, jak zwykle. “Staram się unikać powiedzenia wprost tego, co myślę. Każde rozwiązanie komuś zaszkodzi. Rosyjscy zawodnicy nie są odpowiedzialni za decyzje władz ich kraju, ale jak już mówiłam – sport zawsze był wykorzystywany w polityce” – odparła Świątek. – Z jednej strony jako numer jeden rankingu czuję, że coś powinnam zrobić, ale z drugiej mam tylko 20 lat i brakuje mi odpowiedniego doświadczenia życiowego. Kiedy będę gotowa powiedzieć więcej, to powiem” – dodała.

Poza kwestią czysto polityczną, pozostaje sprawa motywacji w turnieju, za który nie będzie punktów oraz wpływ decyzji WTA i ATP na sytuację w rankingu. Niektórzy zawodnicy muszą się bowiem liczyć ze spadkiem w zestawieniu. W tej sprawie Polka wypowiedziała się zdecydowanie.

“W tym roku zdobyłam już tyle punktów, że mi to nie zaszkodzi. Bardziej na mnie wpływa polityczny aspekt tej decyzji. Polska wspiera Ukrainę, wojna toczy się tuż za granicą mojego kraju. Moje punkty rankingowe nie mają w takiej sytuacji znaczenia. Martwi mnie wojna, a nie punkty – podkreśliła. – Na pewno będę zmotywowana, bo jestem osobą, która po prostu lubi rywalizację. Jak wychodzę na kort, to po to, aby wygrać. Poza tym tytuł na zawsze zostanie przy nazwisku, a także przyda mi się doświadczenie gry na trawie” – wyjaśniła.

Świątek jest triumfatorką French Open z 2020 roku. W obecnym sezonie wygrała już pięć turniejów – w Dausze, Indian Wells, Miami, Stuttgarcie oraz Rzymie.

Iga Świątek wygrała 29. mecz z rzędu FOTO: EPA/YOAN VALAT

To był jej 29. wygrany mecz z rzędu. Seria ta jest czwartą najdłuższą w kobiecym tenisie od 2000 roku. Dłużej bez porażki pozostawały tylko: Amerykanka Venus Williams – 35, jej siostra Serena – 34 oraz Belgijka Justine Henin – 32.

Kolejną rywalką Polki będzie Amerykanka Alison Riske, która w poniedziałek wygrała z Ukrainką Dajaną Jastremską 6:3, 6:3. Świątek z Riske grała wcześniej dwa razy i w obu spotkaniach była górą. W ubiegłym roku w pierwszej rundzie w Madrycie zwyciężyła 6:1, 6:1, a tydzień później w meczu otwarcia w Rzymie Amerykanka skreczowała.

FRĘCH POSTRASZYŁA KERBER

O mały włos, a mielibyśmy w drugiej rundzie trzy Polki. Magdalena Fręch nie wykorzystała jednak dwóch meczboli i przegrała z rozstawioną z numerem 21. Niemką polskiego pochodzenia Angelique Kerber 6:2, 3:6, 5:7. To było pierwsze spotkanie tych tenisistek.

24-letnia łodzianka była niezwykle blisko sprawienia kolejnej niespodzianki w stolicy Francji. Z imprezą pożegnały się już bowiem m.in. cztery zawodniczki z Top 10. Los wspomnianej wyżej Jabeur podzieliły broniąca tytułu i rozstawiona z “dwójką” Czeszka Barbora Krejcikova, która przegrała z Francuzką Diane Parry 6:1, 2:6, 3:6, Estonka Anett Kontaveit (5), ulegając Australijce Ajli Tomljanovic 6:7 (5-7), 5:7 oraz Hiszpanka Garbine Muguruza (10), pokonana przez inną Estonkę Kaię Kanepi 2:6, 6:3, 6:4.

Zajmująca 89. miejsce w światowym rankingu Fręch od początku grała bardzo agresywnie, a Kerber miała problem z serwisem. Niemka przy własnym podaniu nie wygrała żadnego gema z pierwszym secie. Z kolei w drugiej partii to Fręch zawodził serwis. Czterokrotnie została przełamana i Kerber wyrównała stan meczu.

Decydujący set był prawdziwą batalią. Kibice oglądali długie wymiany, które często padały łupem Polki. Prowadziła już 5:3, a przy stanie 5:4 serwowała na zwycięstwo. W 10. gemie była liderka światowego rankingu wybroniła jednak dwie piłki meczowe, co wyraźnie ją uskrzydliło. Wygrała także dwa kolejne gemy i po dwóch godzinach oraz 28 minutach cieszyła się z awansu do drugiej rundy.

Fręch nie udało się powtórzyć osiągnięcia z 2018 roku, kiedy jedyny raz awansowała do drugiej rundy wielkoszlemowego turnieju.

Mieszkająca na stałe w Puszczykowie pod Poznaniem 34-letnia Kerber natomiast uniknęła kolejnej wpadki w Paryżu, gdyż na kortach im. Rolanda Garrosa aż ośmiokrotnie odpadała w pierwszej rundzie, w tym w trzech poprzednich edycjach.

MARATON MAJCHRZAKA

Nie przebrnął pierwszej rundy również Kamil Majchrzak, przegrywając z Amerykaninem Brandonem Nakashimą 4:6, 6:2, 6:4, 6:7 (3-7), 2:6, W światowym rankingu Polak jest 79., a Amerykanin 75. To była ich druga konfrontacja. Na początku maja Majchrzak nie sprostał mu w ostatniej rundzie kwalifikacji turnieju w Rzymie.

Zawodnicy na kort wyszli tuż przed godz. 13, ale już podczas drugiego gema z powodu deszczu mecz został przerwany na dwie godziny. Początkowo obaj mieli problemy z serwisem. Pierwszy ten element poprawił Nakashima i wygrał otwierającego seta. Dwie kolejne partie padły jednak łupem Majchrzaka. Polak grał uważnie i wydawało się, że przejął kontrolę nad meczem.

Amerykanin zdołał się pozbierać. Czwartą partię zaczął od prowadzenia 3:0 i choć Majchrzak doprowadził do tie-breaka, to 20-latek z San Diego ostatecznie wyrównał stan meczu.

Decydująca odsłona okazała się jednostronnym widowiskiem. Podbudowany wygraniem tie-breaka Nakashima zaczął od przełamania. W piątym gemie udało mu się to ponownie i szansa Polaka na odwrócenie losów meczu mocno spadła. Kilka minut później, mimo ambitnej obrony 26-letniego piotrkowianina, Amerykanin zakończył pojedynek wykorzystując trzecią piłkę meczową. Spotkanie trwało aż trzy godziny i 35 minut. Nakashima w głównej drabince French Open znalazł się po raz pierwszy.

Polskiemu tenisiście w Paryżu pozostała jeszcze gra w deblu, w którym jego partnerem będzie Amerykanin Nathaniel Lammons.

PRZEŁAMANIE HURKACZA

Nie zawiódł rozstawiony z numerem 12 Hubert Hurkacz, który we wtorek wygrał z włoskim kwalifikantem Giulio Zeppierim 7:5, 6:2, 7:5

20-letni Zeppieri w światowym rankingu zajmuje dopiero 216. miejsce. Mecz z Hurkaczem był jego wielkoszlemowym debiutem. Spotkanie trwało dwie godziny i trzy minuty, a Polak nie dał rywalowi nawet jednej okazji na przełamanie. “Przyjemnie się gra, jak przeciwnik nie ma break pointów” – przyznał Hurkacz.

Hubert Hurkacz nie dał rywalowi nawet jednej okazji na przełamanie
FOTO: EPA/MARTIN DIVISEK

Serwis zwykle jest jego groźną bronią i we wtorek go nie zawiódł. Rywal miał spory problem z odbiorem; Polak zanotował dziesięć asów. Hurkacz nie tylko solidnie serwował, ale również grał uważnie. Popełnił 16 niewymuszonych błędów, wobec 37 rywala. Im dłużej trwały wymiany, tym bardziej rosła szansa na punkt dla Polaka. Z tych trwających co najmniej pięć uderzeń Hurkacz wygrał 36, a Zeppieri 18.

Każdy z setów miał zbliżony przebieg. Hurkacz pewnie wygrywał gemy serwisowe, a Włoch wcześniej lub później mylił się przy swoim podaniu. W pierwszej i trzeciej partii przełamywany był w 11. gemie, a w drugiej dwukrotnie – w pierwszym i piątym.

“Cieszę się bardzo z tego zwycięstwa, dawno tutaj nie wygrałem” – powiedział Hurkacz, który w trzech poprzednich edycjach French Open odpadał w pierwszej rundzie. Kolejnym rywalem polskiego tenisisty będzie inny Włoch Marco Cecchinato (ATP 132), który pokonał Hiszpana Pablo Andujara (ATP 98) 4:6, 4:6, 6:0, 7:5, 6:0.