US Open już bez gospodarzy

77
Belinda Bencic (z lewej) zakończyła tegoroczną nowojorską przygodę Igi Świątek FOTO: EPA/JUSTIN LANE

Serb Novak Djoković jako ostatni awansował do półfinałów gry pojedynczej mężczyzn wielkoszlemowego, tenisowego US Open na kortach Flushing Meadows w Nowym Jorku. W imprezie nie ma już reprezentantów ani reprezentantek gospodarzy. Nie ma też Polaków, ani największych faworytek – Australijki Ashleigh Barty i Japonki Naomi Osaki. W półfinale są za to dwie nastolatki.

O SZEŚĆ SETÓW OD 21. TRIUMFU

Lider światowego rankingu w czwartej rundzie pokonał amerykańską rewelację Jensona Brooksby’ego 1:6, 6:3, 6:2, 6:2, a w ćwierćfinale Włocha Mateo Berrettiniego (ATP 8) 5:7, 6:2, 6:2, 6:3.

Jeszcze nigdy w ok. 140-letniej historii US Open nie zdarzyło się, aby żaden Amerykanin ani Amerykanka nie dotarli do ćwierćfinałów singla. Wcześniej w poniedziałek odpadli także Reilly Opelka oraz Shelby Rogers. Djoković miał duże problemy w pierwszym secie meczu z 20-letnim Brooksbym, który z dobrej strony pokazywał się także w drugiej partii, ale później przejął kontrolę nad rywalizacją z ambitnym, lecz mniej doświadczonym Amerykaninem.

Serb wcześniej w tym roku wygrał Australian Open, French Open i Wimbledon. Teraz jest o sześć setów od triumfu w finale w Nowym Jorku. Jeśli to mu się powiedzie, zostanie pierwszym zdobywcą Wielkiego Szlema od 1969 roku, kiedy dokonał tego Australijczyk Rod Laver. Triumf w US Open byłby zarazem jego 21. wielkoszlemowym zwycięstwem. Wówczas zostałby samodzielnym rekordzistą pod tym względem. Obecnie po 20 wygranych imprez tej najwyższej rangi mają również Hiszpan Rafael Nadal oraz Szwajcar Roger Federer.

Półfinałowym rywalem Djokovicia będzie reprezentant Niemiec, Alexander Zverev (ATP 4), który po wyeliminowaniu w czwartej rundzie Włocha Jannika Sinnera (ATP 16) 6:4, 6:4, 7:6 (9-7) pokonał Lloyda Harrisa (ATP 46) z RPA 7:6 (6.), 6:3, 6:4.

Pierwszy w wielkiej czwórce zameldował się we wtorkowe popołudnie wicelider światowego rankingu Daniił Miedwiediew, który pokonał holenderskiego kwalifikanta Botica van de Zandschulpa (ATP 115) 6:3, 6:0, 4:6, 7:5. Rosyjski tenisista po raz trzeci z rzędu awansował do „czwórki” w nowojorskim turnieju, a w drodze do półfinału łącznie spędził na korcie niespełna 10 godzin.

Miał ułatwione zadanie, bo Van de Zandschulpowi, który dodatkowo rozegrał trzy spotkania w eliminacjach, samo pokonanie rozstawionego z „11” Argentyńczyka Diego Schwartzmana w pięciosetowym pojedynku w poprzedniej rundzie zajęło cztery godziny i 20 minut. Został trzecim w historii kwalifikantem, który dotarł do ćwierćfinału zmagań na kortach Flushing Meadows.

Kolejnym rywalem Miedwiediewa będzie rozstawiony z „12” Kanadyjczyk Felix Auger-Aliassime, który w ćwierćfinale wygrał po kreczu przy stanie 6:3, 3:1 w drugim secie z 18-letnim Hiszpanem Carlosem Alcarazem (55. ATP), sensacyjnego pogromcą w trzeciej rundzie Greka Stefanosa Tsitsipasa (3) 6:3, 4:6, 7:6 (7-2), 0:6, 7:6 (7-5). 18-latek z Hiszpanii został przy okazji najmłodszym ćwierćfinalistą turnieju w Nowym Jorku w erze zawodowego tenisa.

POGROM FAWORYTEK

W turnieju kobiet wydarzyła się rzecz niepojęta! Liderka rankingu Ashleigh Barty roztrwoniła gigantyczne prowadzenie w trzecim secie i pożegnała się z wielkoszlemowym US Open 2021. W poprzednich rundach US Open Barty grała nierówno, ale nie oddała seta Rosjance Wierze Zwonariowej i Dunce Clarze Tauson. W III rundzie niespodziewanie przegrała 2:6, 6:1, 6:7 (5) z Shelby Rogers (WTA 43).

W pierwszym secie Barty grała bardzo źle. Popełniła w nim 17 niewymuszonych błędów przy siedmiu kończących uderzeniach. W drugim i trzecim secie liderka rankingu zdobyła 11 z 14 gemów i wszystko wskazywało, że panuje na korcie. Uzyskała dwa przełamania, prowadziła 5:2 i oddała inicjatywę rywalce. Kluczowe było to, co wydarzyło się w dziewiątym gemie trzeciej partii. Przy własnym serwisie Barty miała 5:3 i 15-0, ale popełniła cztery błędy z rzędu (podwójny, dwa forhendowe i bekhendowy). Ostatecznie Australijka przegrała cały mecz w tie breaku.

Mimo rozczarowania Barty, triumfatorka Rolanda Garrosa 2019 i Wimbledonu 2021, zachowa pozycję liderki rankingu. US Open pozostanie jedynym wielkoszlemowym turniejem, w którym Australijka nie osiągnęła ćwierćfinału w singlu (IV runda w 2018 i 2019).

W trzeciej rundzie odpadła także broniąca tytułu Naomi Osaka (WTA 3), ulegając 18-letniej Kanadyjce Leyli Annie Fernandez (WTA 73) 7:5, 6:7 (2), 4:6. Japońska tenisistka zapowiedziała przerwę w karierze. „Szczerze, nie wiem, kiedy zagram następny mecz tenisowy. Myślę, że zrobię sobie chwilową przerwę” – przyznała na konferencji prasowej.

A nastolatka z Kanady na tym nie poprzestała. Najpierw pokonała zwyciężczynię tego turnieju z 2016 roku, Niemkę Angelikę Kerber (WTA 17) 4:6, 7:6 (7-5), 6:2, a w rywalizacji o półfinał odprawiła 6:3, 3:6, 7:6 (5) rozstawioną z „piątką” Ukrainkę Jelinę Switoliną, która wcześniej wyeliminowała Rumunkę Simonę Halep (6:3, 6:3). We wtorek wieczorem poznała półfinałową rywalkę, którą została rozstawiona z „dwójką” Aryna Sabalenka. Białorusinka pokonała 6:1, 6:4 Czeszkę Barborę Krejcikovą (8), która rundę wcześniej wyeliminowała Hiszpankę Garbinie Muguruzę 6:3, 7:6.

18-letnia Leyla Annie Fernandez została pierwszą półfinalistką tegorocznego US Open
FOTO: EPA/JUSTIN LANE

Trwa także sen 18-letniej Emmy Raducanu, która w 1/8 finału pokonała pogromczynię Barty – Rogers 6:2, 6:1 w 1/8 finału. Zajmująca 150. miejsce w rankingu WTA brytyjska tenisistka jest trzecią w historii zawodniczką zaczynającą od kwalifikacji, która dotarła do „ósemki” w nowojorskim turnieju wielkoszlemowym i pierwszą, która awansowała do czołowej czwórki.

Urodzona w Kanadzie Brytyjka (jej matka jest Chinką, a ojciec Rumunem) nie dała w środę szans Belindzie Bencic (6:3, 6:4), choć Szwajcarka spisywała się w ostatnich miesiącach znakomicie. Podczas igrzysk w Tokio sięgnęła po złoto w singlu i srebro w deblu, a później w prestiżowym turnieju WTA 1000 w Cincinnati dotarła do ćwierćfinału. W drodze do 1/4 finału zmagań na obiektach kompleksu Flushing Meadows nie straciła seta.

Tymczasem Raducanu jeszcze w maju zdawała maturę z matematyki i ekonomii, nie miała wówczas w dorobku żadnego spotkania w zawodach WTA. W imprezach niższej rangi zarobiła do tego czasu zaledwie 29 tysięcy funtów. Rywalką utalentowanej nastolatki w półfinale US Open będzie Greczynka Maria Sakkari (17), która pokonała finalistkę US Open 2016 i tegorocznego Wimbledonu – Czeszkę Karolinę Pliskovą (4) 6:4, 6:4 – i awansowała do drugiego wielkoszlemowego półfinału, po Rolandzie Garrosie 2021.

THRILLER Z MISTRZYNIĄ OLIMPIJSKĄ

Iga Świątek (7) zakończyła swój występ w US Open w czwartej rundzie i z rekordem życiowym. Dwa lata temu dotarła w Nowym Jorku do drugiej rundy, w poprzednim do trzeciej, teraz do czwartej. Przegrała z Belindą Bencic 6:7 (12), 3:6, a pierwszy set był jednym z najbardziej zaciętych w całym turnieju.

Tym, co wydarzyło się w pierwszym secie meczu Świątek z Bencic, można byłoby obdzielić kilka spotkań na tym poziomie. Set, który trwał aż 86 minut, stał na kosmicznym poziomie, a obie zawodniczki pokazały mnóstwo wspaniałych zagrań, doprowadzając chyba do najbardziej emocjonującej partii w tegorocznym US Open.

Set zaczął się źle dla Świątek, która już w pierwszym gemie została przełamana. Polka miała problemy z przeciwstawieniem się mocnym i precyzyjnym uderzeniom Bencic oraz z własnym serwisem. Kiedy pierwsze podanie Świątek funkcjonowało na zadowalającym poziomie, Polka spokojnie radziła sobie z rywalką. Kiedy jednak dochodziło do drugiego serwisu, nasza zawodniczka często nadziewała się na kończące returny ze strony przeciwniczki. O tym jak duże problemy z własnym serwisem miała Świątek, świadczy liczba okazji do przełamania, jakie w pierwszym secie miała Bencic. W piątym gemie Szwajcarka zmarnowała trzy takie szanse, a w siódmym jeszcze jedną. Niewykorzystane okazje zemściły się na Bencic w 10. gemie, kiedy Świątek rozkręciła się, zaczęła grać na wspaniałym poziomie i przełamała rywalkę. W 12. gemie Polka miała nawet piłkę setową, jednak wtedy do formy serwisowej wróciła Bencic, która doprowadziła do tie-breaka.

Ten może przejść do historii kobiecego tenisa. Po dobrym początku z obu stron, od stanu 2:2 Świątek wygrała trzy piłki z rzędu. Sytuacja naszej zawodniczki była doskonała, bo miała przed sobą dwa swoje serwisy. Oba jednak przegrała i zamiast mieć szansę na wygranie seta, dała przedsmak tego, co wydarzyło się przy kolejnych piłkach. Pierwszą szansę na seta przy własnym podaniu miała Świątek, jednak przegrała dwa punkty, oddając szansę rywalce. Taka sytuacja powtórzyła się jeszcze dwukrotnie. Ostatecznie w tie-breaku Polka zmarnowała trzy piłki setowe, a Bencic o jedną więcej. Niestety, za piątym razem Szwajcarce udało się skończyć partię, którą wygrała 7:6, pokonując Polkę w tie-breaku 14-12.

Drugi set nie stał już na tak wysokim poziomie. Zawodniczki, które w pierwszej partii prześcigały się w efektownych zagraniach, tym razem popełniały bardzo dużo niewymuszonych błędów, mając problemy z utrzymaniem własnego serwisu.

Jako pierwsza w takie tarapaty wpadła Bencic, która już w trzecim gemie musiała się bronić przed przełamaniem. O ile ta sztuka Szwajcarce się udała, o tyle w kolejnym gemie nie powtórzyła tego Świątek. Czwarty gem zaczął się dla Polki od wyniku 0:40 i chociaż udało jej się obronić dwa punkty, to przy trzecim, tak samo jak przy kolejnym podaniu Bencic, była już bezradna i po 26 minutach seta przegrywała 1:4. Ten moment okazał się kluczowy dla całego spotkania. Chociaż Świątek wygrała szóstego gema, a kolejnego zaczęła od wygrania dwóch piłek przy serwisie Bencic, to nie udało jej się odrobić strat. Ostatecznie Polka przegrała drugiego seta 3:6 i odpadła z US Open w 4. rundzie.

„Miałam swoją szansę, ale rywalka w kluczowych momentach grała bardzo dobrze. Nie trafiłam woleja przy jednym z setboli, jednak jeśli w całym trwającym ponad godzinę secie przy siatce jest się tylko raz, to nie jestem zaskoczona, gdy popełnia się błąd. Belinda zmuszała mnie do tego, abym grała nieco bezpieczniej. W ważnych momentach nie mogłam uderzać z całej siły. Ale wiedziałam też, że muszę ją odpychać od linii. Starałam się agresję i bezpieczeństwo jakoś mniej więcej wyważyć. To było trudne zadanie” – podsumowała Świątek.

Abstrahując od wyniku poniedziałkowego pojedynku Polka i tak dokonała czegoś wyjątkowego. Jako jedyna tenisistka dotarła w tym roku do przynajmniej czwartej rundy każdego turnieju Wielkiego Szlema. „To, że w każdym z tych turniejów dochodziłam do drugiego tygodnia świadczy o stabilizacji mojej formy. Oczywiście cieszy mnie to, ale tak na 70 proc. Stuprocentowe zadowolenie przyjdzie kiedy osiągnę taką formę jak Ash Barty lub kiedy każdego roku będę sięgać po pięć tytułów. Szczerze to nie ucieszyła mnie nawet czwarta runda French Open” – przyznała.

KŁOPOTY Z EMOCJAMI

Świątek udział w nowojorskiej imprezie rozpoczęła od zwycięstwa nad kwalifikantką Jamie Loeb 6:3, 6:4. O ile w pojedynku ze 194. w światowym rankingu Amerykanką miała tylko trochę problemów, to w czwartkowym pojedynku z 74. w tym zestawieniu Fioną Ferro w pewnym momencie kibice ósmej rakiety świata mogli być poważnie zaniepokojeni. Ostatecznie tenisistka z Raszyna pokonała Francuzkę 3:6, 7:6 (7-3), 6:0.

Pierwszą odsłonę mistrzyni ubiegłorocznej edycji French Open zaczęła nerwowo i w wyniku błędów pozwoliła rywalce odskoczyć na 2:0. Co prawda po chwili doprowadziła do remisu, ale kłopoty się jeszcze wcale nie skończyły. Podopieczną trenera Piotra Sierzputkowskiego pogrążyły kosztowne pomyłki w końcówce. W siódmym gemie zmarnowała szansę na „break pointa”, a w kolejnym sama dała się przełamać, notując na jego koniec podwójny błąd. Potem nie zdobyła już w tej partii ani jednego punktu. W tej odsłonie nie miała pomocy ze strony własnego serwisu – po drugim podaniu wygrała zaledwie 29 procent akcji.

Złą passę faworytka kontynuowała na początku drugiego seta, który też zaczęła od stanu 0:2. Widać było wówczas, że walczy nie tylko z przeciwniczką, ale też własnymi emocjami. Udało jej się jednak wyjść z kryzysu – objęła prowadzenie, zapisując na swoim koncie cztery gemy z rzędu. Francuzka nie rezygnowała i doprowadziła do remisu, ale już wówczas kontrolę powoli zaczęła przejmować Świątek. W 12. gemie co prawda nie wykorzystała dwóch piłek setowych, ale w tie-breaku odskoczyła przy wyniku 2-2 na trzy punkty, co dało jej trochę spokoju.

W decydującej partii Polka zaprezentowała już wysoką formę. Wygrała 100 procent akcji po pierwszym podaniu, a przede wszystkim znacząco ograniczyła liczbę błędów. Wobec takiej poprawy Ferro nie miała wiele do powiedzenia i nie zdołała zapisać na swoim koncie żadnego gema.

Zawodniczki te zmierzyły się po raz drugi w karierze. W trzeciej rundzie wielkoszlemowego Australian Open w lutym Polka wygrała w dwóch partiach.

W sobotę, po ponad dwugodzinnym meczu Świątek awansowała do IV rundy, wygrywając z Estonką Anett Kontaveit (28) 6:3, 4:6, 6:3, która w czwartek odprawiła dobrze spisującą się ostatnio Szwajcarkę Jil Teichmann 6:4, 6:1. Zawodniczka z Tallina również jednak ma się czym pochwalić – w poprzednim tygodniu triumfowała w imprezie WTA w Cleveland.

Do sobotniego meczu Świątek grała z Estonką trzy razy. Dwa mecze, właśnie na kortach twardych, wygrała bardziej doświadczona rywalka – w 2019 roku w Cincinnati 6:4, 7:6 i rok później w Australian Open 6:7, 7:5, 7:5. Polka wzięła rewanż dopiero podczas tegorocznego Rolanda Garrosa i wygrała 7:6, 6:0.

Początek meczu był bardzo wyrównany. Już drugi gem trwał dziesięć minut i było w nim siedem równowag. Trzy pierwsze gemy trwały aż dwadzieścia minut. Przy stanie 1:1 Polka dobrymi serwisami obroniła dwa break-pointy, a po chwili sama odebrała podanie rywalce. Kontaveit błyskawicznie jednak doprowadziła do remisu 3:3. Od tego momentu zdecydowanie lepsza już była Świątek. Polka grała cierpliwie, mądrze atakowała, świetnie się broniła i umiejętnie też czekała na błędy Estonki. A tych w tym secie popełniła Kontaveit dwanaście. Polka zrobiła ich dziewięć, ale też miała więcej kończących uderzeń (12-9).

Od początku drugiej partii Kontaveit grała bardzo agresywnie, ryzykownie. Często atakowała drugi serwis Polki. Opłaciło się jej, bo błyskawicznie prowadziła 3:0. Polka przetrwała jednak jej nawałnicę i potrafiła wrócić do gry. Doprowadziła do remisu 4:4. Mało tego, w kolejnym gemie miała piłkę na przełamanie rywalki. Nie wykorzystała jej jednak, a po chwili po raz trzeci w tym secie straciła swój serwis. Świątek cały czas miała problem z pierwszym podaniem. Po dwóch partiach jej skuteczność była bardzo słaba (49 proc. a rywalka 65 proc.).

Kluczowy dla losów meczu był już trzeci gem decydującego seta. Przy stanie 1:1, Estonka serwowała i prowadziła 40:0. Przegrała jednak aż pięć wymian z rzędu. Po chwili Polka mogła dobić rywalkę, bo przy prowadzeniu 3:1 miała dwie szanse na kolejne przełamanie. Kontaveit w trudnych momentach cały czas jednak ryzykowała i potrafiła się obronić. Przy stanie 5:3 Polka nie wykorzystała aż czterech piłek meczowych. Przy piątej Estonka wyrzuciła przy siatce forhend.

Dla Świątek zwycięstwo oznaczało najlepszy wynik w karierze w turnieju US Open. Dwa lata temu odpadła w II, a rok temu w III rundzie. Co ciekawe, aby pokonać Kontaveit nie potrzebowała dobrze funkcjonującego serwisu, bo statystycznie psuła więcej niż co drugie pierwsze podanie. Dobrze jednak returnowała i popełniła mniej niewymuszonych błędów. Na konferencji po meczu jeden z dziennikarzy zauważył, że w trzecim secie Polka jakby „rozwiązywała problemy”, na co Iga odpowiedziała twierdząco. „Zawsze staram się rozwiązywać problemy, szczególnie w trzysetówkach – powiedziała ze śmiechem. – Prawda jest taka, że w takich meczach ciężko jest utrzymać jasny umysł. Dla przykładu na początku drugiego seta uciekła mi koncentracja. Ale ona też grała bardzo dobrze. Na szczęście na trzeci set wyszłam z wyczyszczoną głową i innym nastawieniem. Byłam też dziś bardziej stabilna emocjonalnie niż w poprzednich meczach” – dodała.

SZYBKIE POŻEGNANIE HURKACZA

Znacznie szybciej, bo już w drugiej rundzie, z turniejem singla pożegnał się rozstawiony w imprezie z numerem dziesięć Hubert Hurkacz, przegrywając po dwóch godzinach i 50 minutach z Włochem Andreasem Seppim (ATP 77) 6:2, 4:6, 4:6, 6:7. W czwartym secie Polak miał kilka piłek setowych, ale nie wykorzystał żadnej, co chwilę później okrutnie się zemściło.

Włoski tenisista, który w I rundzie zaliczył zwycięski maraton z Węgrem Martonem Fucsovicsem (2:6, 7:5, 6:4, 2:6, 7:6), w ostatnich turniejach w USA nie radził sobie najlepiej, odpadając już w pierwszych rundach w Waszyngtonie, Cincinnati i Winston-Salem. Dla polskiego tenisisty pojedynek z Seppim był pierwszym w karierze.

Na początku meczu nie oglądaliśmy przełamań, choć bliski tego był Hurkacz w drugim gemie. Prowadził już 40:0, ale wtedy pięć punktów z rzędu zdobył Seppi. W kolejnej partii to Hurkacz musiał bronić się przed przełamaniem, ale uratował go rewelacyjny serwis. Polak po pierwszych pięciu gemach miał siedem asów. Wtedy udało mu się przełamać Włocha i wyjść na prowadzenie 4:2. Seppi nie wygrał już żadnego gema, został przełamany po raz drugi i Hurkacz wygrał pierwszą partię 6:2.

Początek drugiego seta ułożył się lepiej dla Włocha. Lepiej serwował, szybko przełamał Polaka, a potem konsekwentnie grał swoje. Sprzyjało mu też szczęście. Dwa razy zdobył punkt z pomocą taśmy. Wygrał seta 6:4. Trzeci akt także zaczął się źle dla Polaka, bo szybko został przełamany i przegrywał 0:2. Hurkacz odrobił tę stratę w połowie seta i było 3:3, ale bardzo krótko cieszył się remisem. Seppi wziął się w garść i wygrał tę partię 6:4.

Wydawało się, że w czwartym secie też będzie trudno zagrozić Seppiemu. Włoch znowu wyszedł na prowadzenie 2:0, ponownie przełamując Hurkacza już w pierwszym gemie. Polak walczył jednak dalej i wygrał trzy gemy z rzędu. Hurkacz w końcu zaczął grać pewniej, bombardował serwisem, ale Seppi nie odpuszczał i nie pozostawał dłużny. Cały ten tenisowy thriller miał godne zakończenie. Przy wyniku 6:5 Hubert Hurkacz prowadził 40:0 i miał trzy piłki setowe. Żadnej nie wykorzystał – kolejne pięć punktów zdobył Seppi i doszło do tie-breaka. W nim obaj znowu szli łeb w łeb, a Hurkacz znowu miał piłkę setową przy stanie 6:5. Włoch wybronił się jednak, a potem pomogły mu niebiosa. W następnej akcji piłka po raz trzeci zatańczyła na taśmie i spadła na stronę Polaka tak, że ten nie zdążył zareagować. Kolejną akcję również wygrał Włoch i tym samym wyrzucił Hurkacza z US Open.

Polak nie pograł długo także w deblu. Razem z Szymonem Walkówem awansowali do drugiej rundy, pokonując mistrzów nowojorskiej imprezy sprzed dwóch lat, rozstawionych z numerem 5. Kolumbijczyków Juana-Sebastiana Cabala i Roberta Faraha 6:3, 6:7 (2-7), 6:3, ale w kolejnym meczu przegrali z reprezentantami Australii Matthew Ebdenem i Maxem Purcellem 4:6, 6:7 (4).

W drugiej rundzie debla odpadły też Magda Linette i Amerykanka Bernarda Bera, które najpierw niespodziewanie pokonały rozstawione z „dwójką” Czeszki – Barborę Krejcikovą i Katerinę Siniakovą 6:3 i 6:4, a następnie przegrały z Rumunkami – Monicą Niculescu (216 WTA) i Eleną-Gabrielą Ruse (108 WTA) 3:6, 5:7.

Na drugiej rundzie zakończyła deblowe zmagania także Alicja Rosolska. Polka i Japonka Eri Hozumi przegrały z rozstawionymi z „trójką” Japonkami Shuko Aoyamą i Eną Shibaharą 6:7 (5-7), 2:6.

Jeszcze szybciej z turniejem pożegnał się Łukasz Kubot. Rozstawieni z „dziewiątką” Polak i Brazylijczyk Marcelo Melo przegrali z występującymi z „dziką kartą” Amerykanami – Evanem Kingiem i Hunterem Reesem 6:7 (2-7), 4:6.