Usyk nowym królem wagi ciężkiej

11
Ołeksandr Usyk (z lewej) w ciągu 12 rund zadał 529 ciosów, z których 148 doszło celu FOTO: EPA/NEIL HALL

Broniący pasów mistrza świata WBO, IBF, WBA wagi ciężkiej Brytyjczyk Anthony Joshua (24-2, 22 KO) przegrał na punkty z Ukraińcem Ołeksandrem Usykiem (19-0, 13 KO). Walka, oglądana na londyńskim stadionie Tottenhamu Hotspur przez blisko 70 tys. widzów, zakończyła się jednogłośną decyzją sędziów po 12 rundach.

Sporo dyskutowało się przed walką o widocznej gołym okiem, choć niebędącej w świecie boksu żadną sensacją różnicy warunków fizycznych pomiędzy Joshuą a Usykiem, który trzy lata temu bronił jeszcze czterech mistrzowskich pasów w niższej kategorii cruiser (90,7 kg). Dla większości faworytem był lepiej zbudowany „AJ”, inni stawiali na sprytnego Ukraińca.

Już samo wyjście na ring było prawdziwym show. Ukrainiec rozpoczął swój długi marsz wokół stadionu do ringu w masce przypominającej kosmitów z filmów science fiction. Joshua z kolei potrzebował aż dwóch utworów muzycznych, aby w końcu wejść między liny. Jednak 70 tysięcy fanów, którym udało się kupić bilety, dokładnie na to czekało. No i na legendarny już głos Michaela Buffera. Kiedy padło słynne „Let’s get ready to rumble!”, stadion Spurs niemal eksplodował!

Pierwsze rundy toczyły się pod dyktando Usyka, który wyraźnie szybszy od rywala szukał okazji do wyprowadzania ciosów. Joshua zachowywał się niczym myśliwy, polujący na zwierzynę i szukał mocnego ciosu. Brytyjczyk jednak nie potrafił nadążyć za ukraińskim pięściarzem, a w trzeciej rundzie, wyraźnie zdenerwowany takim obrotem spraw, pozwolił się dość mocno trafić.

Mogła imponować cierpliwość Usyka, który zdawał sobie sprawę, że pójście na wojnę z Brytyjczykiem mogłoby skończyć się dla niego fatalnie. Zamiast tego postawił na ruchliwość i szybkość, znając swoje główne atuty. Fani „szermierki na pięści” liczyli zapewne na zapowiadane przez Buffera grzmoty, ale na Ukrainie z pewnością byli zadowoleni, że ich ulubieniec był niczym Magnus Carlsen, pewnie realizując na szachownicy swój plan.

Obrońca pasów poważnie zagroził przeciwnikowi dopiero w szóstej rundzie. Joshua wyprowadził dwa potężne ciosy i naruszył Usyka. Pod koniec trafił jeszcze prawym sierpowym. Pierwszy raz podczas tej walki Brytyjczyk tak wyraźnie zarysował swoją przewagę. Gdy wydawało się, że przewaga mistrza robi się coraz większa, Usyk wyprowadził w siódmym starciu potężny lewy prosty, po którym „AJ” się zachwiał.

Ósma runda była raczej najsłabszą ze wszystkich. Niewiele się w niej działo. Podobnie było w kolejnej. Brakowało konkretów z jednej, jak i drugiej strony. Dopiero pod koniec Brytyjczyk wyprowadził kilka celnych ciosów, ale to Ukrainiec zakończył dziewiątą rundę mocnym uderzeniem. Kolejne ciosy wyprowadzane przez ukraińskiego boksera sprawiły, że w 10. rundzie pod okiem Joshuy zaczęła się pojawiać opuchlizna. Kolejny mocny lewy w 11. rundzie tylko przybliżył Usyka do wygranej, choć Joshua, który czuł, że na punkty może przegrać tę walkę, wyraźnie zaczął polować na nokautujący cios. Nie udało mu się jednak go znaleźć, co więcej to Usyk w końcówce był aktywniejszy.

Po dwunastu rundach sędziowie nie mieli wątpliwości. Wszyscy trzej punktowali walkę na korzyść Usyka (117-112, 116-112, 115-113). 34-latek był nieuchwytny dla „AJ’a” i w pełni zasłużenie zwyciężył jednogłośną decyzją sędziów.

Jak wyliczył CompuBox, Usyk na dystansie dwunastu rund zadał 529 ciosów, z których 148 doszło celu. To dało mu skuteczność na poziomie 28 procent. Z kolei Joshua wyprowadził 641 uderzeń, ale tylko 123 skutecznych, co przełożyło się na 19 procent efektywności.

Ukraina ma kolejnego mistrza świata w wadze ciężkiej. Usyk nawiązał do braci Kliczko, którzy rozdawali karty w tej kategorii jeszcze kilkanaście lat temu. 34-latek pomścił też młodszego z nich – Władimira. W kwietniu 2017 roku Joshua znokautował go po ringowej wojnie i zakończył jego wielką karierę.

Usyk na stałe zapisał się w historii światowego boksu. Po zdominowaniu kategorii cruiser, w latach 2016-2018, teraz króluje także wśród królewskiej kategorii wagowej. Pogromca Krzysztofa Głowackiego w Londynie wygrał po raz 19. w zawodowej karierze. Kolejny przystanek? Pojedynek unifikacyjny ze zwycięzcą trylogii Wilder – Fury bądź rewanż z Joshuą. Oba scenariusze brzmią świetnie.

„Walka potoczyła się dokładnie w taki sposób, jaki sobie wyobrażałem. Właśnie taki scenariusz nakreślaliśmy – powiedział nowy mistrz federacji IBF, WBA i WBO. – To zwycięstwo znaczy dla mnie naprawdę dużo, tym bardziej że dziś przypada dwunasta rocznica mojego ślubu. Były chwile, gdy Anthony mocniej na mnie nacierał, ale nie było to nic bardzo groźnego. Narożnik powtarzał mi, żeby nie iść po nokaut, tylko robić konsekwentnie swoje, dlatego też nie szukałem nokautu. W jednej z pierwszych rund mocno go trafiłem, ale w narożniku usłyszałem: ‚Przestań, rób, co miałeś robić’. Teraz w ogóle nie myślę o rewanżu. Chcę po prostu wrócić do domu, bo bardzo tęsknię za moimi dziećmi. Od stycznia trenowałem naprawdę ostro, poświęciłem się tylko temu przez ostatnie pół roku. Zapewniam was jednak, że cały czas nie widzieliście jeszcze mojej najlepszej wersji, mogę być dużo lepszy niż dzisiaj” – zakończył.

„Tak naprawdę od 9. rundy nic nie widziałem, ponieważ moje oko było mocno opuchnięte. To pierwszy raz, kiedy zdarzyło mi się to w walce. To było dobre doświadczenie, bo w przeciwnościach losu musisz po prostu nauczyć się kontrolować siebie – tłumaczył po walce były mistrz, przekonując, że nie załamuje się porażką. – Nie zamierzam wracać do domu i płakać z tego powodu, ponieważ to jest wojna. To długi proces. To nie jest tylko jedna walka. Wracam, aby spojrzeć na to, jak mogę się poprawić. Od razu analizowałem walkę i zastanawiałem się, co mogłem zrobić to lepiej” – stwierdził brytyjski bokser.

Kontrakt zawarty przez obie strony gwarantował Joshui rewanż na wypadek jego porażki. Pewne jest więc, że „AJ” skorzysta z tej klauzuli i spróbuje odzyskać utracone pasy federacji IBF, WBA i WBO. W tej chwili trudno jest jednak określić, kiedy miałoby dojść do ich ponownego pojedynku, choć promotor Brytyjczyka Eddie Hearn wspomniał w jednym z wywiadów o marcu przyszłego roku.