Venus w cieniu 15-latki

135
Cori Gauff jest najmłodszą w historii ery open zawodniczką, która zagrała w Wimbledonie FOTO: EPA

Niespodziankami sypnęło w I rundzie wielkoszlemowego turnieju na trawiastych kortach Wimbledonu. Z londyńską imprezą po pierwszych spotkaniach niespodziewanie pożegnały się Japonka Naomi Osaka (2), Białorusinka Aryna Sabalenka (10), Amerykanka Venus Williams i Rosjanka Maria Szarapowa, a wśród mężczyzn – Austriak Dominic Thiem (5), Niemiec Alexander Zverev (6) i Grek Stefanos Tsitsipas (7). Z czwórki reprezentantów Polski ostała się dwójka – Magda Linette i Hubert Hurkacz.

MOCNE WEJŚCIE HURKACZA

Z trójki Polaków, która zaprezentowała się pierwszego dnia, tylko Hubertowi Hurkaczowi udało się awansować do drugiej rundy gry pojedynczej po wygranej z Serbem Dusanem Lajoviciem 6:3, 4:6, 6:4, 6:4. 

22-latek fantastycznie rozpoczął poniedziałkowe spotkanie, wygrywając do zera pierwszy gem, a w następnym przełamując rywala do 30. Chwilę później, Serb bardzo mocno postawił się 22-latkowi, ale ostatecznie Hurkacz utrzymał serwis i wyszedł na prowadzenie 3:0. Od tego momentu, obaj zawodnicy pewnie wygrywali swoje podania aż do stanu 5:3.

Wówczas, nasz tenisista serwujący na seta musiał jednak bronić break pointa. Na szczęście, „Hubi” świetnym wolejem zdołał doprowadzić do równowagi, a krótko po tym, przy drugim setbolu mógł cieszyć się z zamknięcia seta i objęcia prowadzenia w meczu 1:0.

W drugiej partii Hurkacz przy niemal każdym serwisie rywala miał szansę na przełamanie. Łącznie, Polak zmarnował aż pięć break pointów, nie pozwalając Lajoviciowi na uzyskanie choćby jednego. Przy stanie 4:5 i swoim serwisie, rozegrał jednak koszmarny gem, doprowadzając do remisu 1:1.

Początek trzeciego seta to kopia niemal całości poprzedniego – świetnie serwujący Hurkacz i mający problemy rywal. Niestety, nasz tenisista znów nie był w stanie wykorzystać szans i po sześciu gemach na tablicy wyników widniał rezultat 3:3. W kolejnej partii, „Hubi” w końcu jednak odebrał serwis oponentowi i wyszedł na prowadzenie, którego nie oddał do końca seta.

W drugim gemie czwartego seta wrocławianin musiał bronić aż sześć break pointów. Ostatecznie, Polak zdołał tego dokonać, a przy stanie 3:3 sam miał szansę na przełamanie, której jednak nie wykorzystał. Sztuka ta powiodła mu się przy wyniku 4:4, kiedy to w drugiej próbie odebrał serwis Lajoviciowi. To był decydujący moment spotkania, bowiem w następnym gemie Hurkacz nie pozwolił już swojemu rywalowi na zdobycie choćby jednego punktu, zamykając seta rezultatem 6:4 i mecz wygraną 3:1. 

Hubertowi Hurkaczowi udało się awansować już do trzeciej rundy
FOTO: EPA

Jego kolejnym rywalem był w środę Argentyńczyk Leonardo Mayer, który w I rundzie wygrał z Łotyszem Ernestsem Gulbisem 6:1, 7:6 (14-12), 6:2. Hurkacz w światowym rankingu jest 48., Mayer – 59. 22-letni Polak i tym razem sobie poradził, zwyciężając 6:7 (4-7), 6:1, 7:6 (9-7), 6:3.

Teraz przed nim jednak arcytrudne zadanie, bo na drodze stanie  lider światowego rankingu tenisistów, Serb Novak Djoković.

VERDASCO ZBYT SILNY

Kamil Majchrzak nie sprawił sensacji, przegrywając z hiszpańskim rutyniarzem, Fernando Verdasco 4:6, 4:6, 4:6. 23-latek jako jedyny z Polaków przeszedł eliminacje (w ostatniej rundzie pokonał Francuza Enzo Couacauda 6:2, 6:4, 6:0) i mógł zadebiutować w najstarszym i najbardziej prestiżowym turnieju tenisowym na świecie.

Majchrzak, choć pewnie wygrał gem otwarcia, przy następnej partii serwisowej stracił swoje podanie. Krótko po tym, Hiszpan po raz kolejny przełamał naszego reprezentanta i wyszedł na prowadzenie 4:1. Co prawda, chwilę później, Majchrzak był w stanie odebrać serwis rywalowi, ale koniec końców to nie wystarczyło, aby odwrócić losy seta, który zakończył się triumfem 35-latka 6:4.

W drugiej odsłonie spotkania piotrkowianin również mógł szybko zostać przełamany, ale w trzecim gemie, mimo rezultatu 0:40 zdołał się wybronić. Niestety, przy kolejnym serwisie Polaka, półfinalista AO sprzed dziesięciu lat był już bardziej skuteczny. Jak się okazało, break ten zadecydował o losach seta, który także został zamknięty po rozegraniu dziesięciu gemów.

Od początku trzeciej partii obaj tenisiści dobrze serwowali i żaden z nich nie miał okazji na przełamanie. To zmieniło się w siódmym gemie, kiedy to przy trzeciej próbie Verdasco zdołał odebrać podanie Majchrzakowi i wyszedł na prowadzenie 4:3. Kilka minut później Hiszpan zakończył natomiast cały pojedynek po raz trzeci z rzędu triumfując 6:4.

FESTIWAL BŁĘDÓW ŚWIĄTEK

Krótko, bo zaledwie jeden mecz trwał występ Igi Świątek w jej debiucie w seniorskiej rywalizacji w Wimbledonie. 18-letnia zawodniczka, która dostała teraz od organizatorów tzw. dziką kartę do głównej drabinki, a rok temu triumfowała w rywalizacji juniorskiej, przegrała ze Szwajcarką Viktoriją Golubic 2:6, 6:7 (3-7). O porażce Polki zadecydowała przede wszystkim olbrzymia liczba niewymuszonych błędów.

Zajmująca 64. miejsce w rankingu WTA warszawianka trafiła w pierwszej rundzie na 81. Golubic i wydawało się, że los jej w miarę sprzyjał. Starsza o dziewięć lat Szwajcarka nie ma bowiem na koncie zbyt wielu sukcesów. Na 12 wcześniejszych występów w zasadniczej części turniejów wielkoszlemowych tylko dwukrotnie była w stanie przejść do drugiej rundy. Polka z kolei w ostatnim French Open dotarła do 1/8 finału. 

Świątek nieraz już na początku spotkań we znaki dawały się nerwy i podobnie było tym razem. Dysponuje większą siłą uderzenia niż Helwetka, ale często posyłała piłkę na aut lub w siatkę, robiąc w ten sposób prezenty rywalce. W pierwszej partii zanotowała 22 niewymuszone błędy, w drugiej dołożyła 28.

Pierwszy przebłysk pojawił się, gdy przegrywała w secie otwarcia 0:4. Wygrała własnego gema serwisowego, a chwilę później zaliczyła przełamanie. Potem jednak znów wróciła do błędów, w efekcie czego sama straciła podanie i przegrała pierwszą partię.

W drugiej Golubic odskoczyła przy stanie 2:2, wygrywając dwa kolejne gemy. Gdy Szwajcarka prowadziła 5:3, znajdująca się pod ścianą Polka zaczęła lepiej grać. Dobrze funkcjonował u niej wówczas serwis – w 11. gemie nie straciła nawet punktu. W kolejnym zaś udowodniła, że łatwo nie rezygnuje z walki – obroniła pięć piłek meczowych. Jednocześnie jednak sama wykorzystała dopiero trzeciego break pointa, robiąc błędy przy wcześniejszych. Po chwili sama straciła podanie, ale zaraz odrobiła stratę, dobrze returnując. Tie-break przebiegał już pod dyktando Golubic. Dwa ostatnie punkty Świątek oddała jej, posyłają piłkę poza pole gry.

Dla Świątek był to trzeci wielkoszlemowy występ i po raz pierwszy odpadła w I rundzie. W tym roku w Australian Open wygrała jedno spotkanie w głównej drabince (wcześniej przeszła kwalifikacje), a w Rolandzie Garrosie trzy. 

LINETTE PRZEŁAMAŁA PECHA

Nie zmarnowała natomiast szansy Magda Linette, pokonując we wtorek rosyjską kwalifikantkę Annę Kalinską 6:0, 7:6 (11-9). Kolejną rywalką polskiej tenisistki będzie w czwartek Amerykanka Amanda Anisimova (WTA 26). We wtorek półfinalistka tegorocznego Rolanda Garrosa oddała sześć gemów Soranie Cirstei.

Zajmująca 75. miejsce w rankingu WTA poznanianka w przeszłości nieraz miała pecha w losowaniu turniejów wielkoszlemowych i na otwarcie lub w drugiej rundzie trafiała na zawodniczki ze ścisłej czołówki. Tym razem jej się poszczęściło – Rosjanka jest 144. rakietą świata i do głównej drabinki dostała się z kwalifikacji. Co prawda wygrała jedną imprezę WTA, a raz była w finale, ale… w deblu. 

W pierwszej partii nie była w stanie zagrozić Polce ani przez chwilę. Łącznie w tej odsłonie, która trwała 20 minut, zdobyła 12 punktów.

Druga była trzykrotnie dłuższa. Polka w drugim gemie prowadziła 40:15, ale zmarnowała dwie okazje na przełamanie. Kalinska zaczęła sobie lepiej radzić – najpierw z głębi kortu, potem coraz częściej zaczęła przechodzić do ofensywy. Z kolei Linette miała trudności z utrzymaniem swojego podania. W efekcie to Rosjanka zanotowała breaka przy stanie 1:1, a potem prowadziła 4:2.

Wyżej notowana Polka odrobiła stratę, choć nie przyszło jej to łatwo. W 10. gemie miała dwie piłki meczowe, ale przy pierwszej posłała piłkę na aut, a przy drugiej rywalka popisała się asem. Kalinska doprowadziła do tie-breaka, który zaczął się od prowadzenia Polki 2-0, ale potem trwała walka „punkt za punkt”. Linette obroniła dwa setbole, a między jednym a drugim sama była o punkt od wygrania spotkania. Przy czwartej piłce meczowej w tym pojedynku, a drugiej w tie-breaku, miała pecha – piłka po jej zagraniu zatrzymała się na siatce i wróciła na jej stronę kortu. W kolejnej jednak los jej to oddał – w takich samych okolicznościach tym razem piłka przeszła na stronę przeciwniczki. Chwilę później Rosjanka zepsuła zagranie i w ten sposób oddała ostatni punkt w spotkaniu Polce. Była to pierwsza konfrontacja tych zawodniczek.

27-letnia Linette dotychczas nie miała dobrych wspomnień związanych z Wimbledonem. W latach 2012-14 nie potrafiła się przebić przez eliminacje, a od 2015 roku stale zatrzymywała się na pierwszej rundzie w głównej drabince. Do wtorku była to jedyna impreza wielkoszlemowa, w której nigdy nie dotarła do drugiej fazy rywalizacji. Jej najlepszym wynikiem jest trzeci etap French Open 2017 i Australian Open 2018.

PATENT NA OSAKĘ

W turnieju kobiet największą niespodzianką było odpadnięcie rozstawionej z numerem drugim Naomi Osaki, która w poniedziałek uległa Julii Putincewej z Kazachstanu 6:7 (4-7), 2:6. Zajmująca 39. miejsce w rankingu WTA Putincewa ma patent na Osakę. To było ich trzecie spotkanie i trzecie zwycięstwo tenisistki z Kazachstanu, która w drugiej rundzie zmierzy się z pogromczynią Świątek – Golubic.

Niespełna 22-letnia Japonka zadziwiła tenisowy świat, gdy we wrześniu ubiegłego roku wygrała US Open i zdobyła pierwszy wielkoszlemowy tytuł w karierze. To, że jej sukces w Nowym Jorku nie był dziełem przypadku potwierdziła w styczniu, gdy triumfowała w Australian Open. Dzięki temu zwycięstwu została pierwszą rakietą świata.

Od czasu triumfu w Melbourne jednak nie jest w stanie wygrać żadnego turnieju. Jej najlepszy wynik w tym okresie to kwietniowy półfinał w Stuttgarcie. Z wielkoszlemowego French Open odpadła w trzeciej rundzie.

Z londyńską imprezą po pierwszych spotkaniach niespodziewanie pożegnały się też dwie inne zawodniczki. Rozstawiona z „dziesiątką” Białorusinka Aryna Sabalenka uległa Słowaczce Magdalenie Rybarikovej 2:6, 4:6. Z kolei finalistka niedawnego French Open, turniejowa „szesnastka” Czeszka Marketa Vondrousova przegrała z Amerykanką Madison Brengle 4:6, 4:6. Porażki poniosły też Francuzka Caroline Garcia (23.) i Rosjanka Daria Kasatkina (29.).

Sensacyjne zwycięstwo odniosła 15-letnia Amerykanka Cori Gauff, która pokonała starszą o 24 lata rodaczkę, pięciokrotną mistrzynię Wimbledonu Venus Williams 6:4, 6:4. Gauff jest najmłodszą w historii ery open zawodniczką, która zagrała w Wimbledonie.

Do drugiej rundy awansowały również: Czeszka Karolina Pliskova (3.), Rumunka Simona Halep (7.), Ukrainka Elina Switolina (8.), Łotyszka Anastasija Sevastova (12.), Dunka Karolina Woźniacka (14.), Amerykanki – Madison Keys (17.) i Sofia Kenin (27.).

Dalej grają też liderka światowego rankingu – Australijka Ashleigh Barty (1.) oraz ubiegłoroczna triumfatorka – Niemka Angelique Kerber (5.). Barty wygrała we wtorek z Chinką Saisai Zheng 6:4, 6:2, a Kerber zwyciężyła swoją rodaczkę Tatjanę Marię 6:4, 6:3.

W innych ciekawych, wtorkowych spotkaniach Amerykanka Sloane Stephens (9.) pokonała Szwajcarkę Timeę Bacsinszky 6:2, 6:4; Holenderka Kiki Bertens (4.) wygrała z Mandy Minellą z Luksemburga 6:3, 6:2; Serena Williams (11.) z USA zwyciężyła Włoszkę Giulię Gatto-Monticone 6:2, 7:5; Czeszka Petra Kvitova (3.) pokonała Tunezyjkę Ons Jabeur 6:4, 6:2, a Rosjanka Maria Szarapowa poddała z powodu kontuzji mecz z Francuzką Pauline Parmentier przy stanie 6:4, 6:7 (4-7), 0:5.

MĘSKIE NIESPODZIANKI

W turnieju mężczyzn niespodziewanie z rywalizacji odpadli w poniedziałek Alexander Zverev i Stefanos Tsitsipas. Zverev – rozstawiony w Londynie z „szóstką” – przegrał z kwalifikantem, Czechem Jirim Veselym 6:4, 3:6, 2:6, 5:7. Tsitsipas, czyli turniejowa „siódemka”, uległ zawodnikowi z końca pierwszej setki, Włochowi Thomasowi Fabbiano 4:6, 6:3, 4:6, 7:6 (10-8), 3:6. We wtorek do wielkich przegranych dołączył Dominic Thiem, ulegając Amerykaninowi Samowi Querreyowi 7:6 (7-4), 6:7, (1-7), 3:6, 0:6.

Bez większych problemów do drugiej rundy awansował lider światowego rankingu Serb Novak Djoković (1.), który pokonał Niemca Philippa Kohlschreibera 6:3, 7:5, 6:3. Pierwsze przeszkody pokonali także: Kevin Anderson z RPA (4.) oraz Rosjanie – Karen Chaczanow (10.) i Danił Miedwiediew (11.).

We wtorek grono zwycięzców powiększył Szwajcar Roger Federer (2.), który pokonał Lloyda Harrisa z RPA 3:6, 6:1, 6:2, 6:2. Dalej gra też Rafael Nadal (3.). Hiszpan zwyciężył Japończyka Yuichiego Sugitę 6:3, 6:1, 6:3. W innych najciekawszych, wtorkowych spotkaniach Kei Nishikori (8.) z Japonii wygrał z Brazylijczykiem Thiago Monteiro 6:4, 7:6 (7-3), 6:4; a John Isner (9.) z USA pokonał Norwega Caspra Ruuda 6:3, 6:4, 7:6 (11-9).

38 MLN FUNTÓW DO PODZIAŁU

W puli nagród tegorocznego Wimbledonu jest 38 milionów funtów. Triumfatorzy rywalizacji w grze pojedynczej zarobią po 2,35 mln.

Suma przeznaczona na premie dla uczestników w porównaniu z ubiegłoroczną edycją wzrosła o 4 mln.

Na tę kwotę składają się nagrody dla zawodników rywalizujących w singlu, deblu, mikście i kwalifikacjach oraz dzienne diety przewidziane dla tenisistów.

Nagrody finansowe dla uczestników Wimbledonu 2019 (kwoty w funtach):

gra pojedyncza: 1. runda – 45 tys., 2. runda – 72 tys., 3. runda – 111 tys., 4. runda – 176 tys., ćwierćfinał – 294 tys., półfinał – 588 tys., 2. miejsce – 1,175 mln, zwycięstwo – 2,35 mln; 

debel: 1. runda – 12 tys., 2. runda – 19 tys., 1/8 finału – 32 tys., ćwierćfinał – 67 tys., półfinał – 135 tys., 2. miejsce – 270 tys., zwycięstwo – 540 tys.