ZAKSA znów jest wielka

54
27 skutecznych ataków Kamila Semeniuka (w środku), MVP finału, pozwoliło ZAKSIE powtórzyć sukces z ubiegłego roku FOTO: CEV.EU

Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle wygrała siatkarską Ligę Mistrzów! Mistrzowie Polski pokonali w Lublanie w finale rozgrywek włoski Itas Trentino 3:0 (25:22, 25:20, 32:30) i obronili tytuł sprzed roku. Tym samym zapisali się w historii siatkówki i polskiego sportu.

Przed rokiem kędzierzynianie w finale również spotkali się z tym włoskim zespołem, trzykrotnym zwycięzcą rozgrywek (2009, 2010, 2011), i wygrali 3:1, po raz pierwszy w historii triumfując w Lidze Mistrzów (jako pierwszy polski zespół). W 1978 r. zawodnicy Płomienia Milowice zwyciężyli w funkcjonującym wcześniej Pucharze Europy Mistrzów Krajowych.

Mistrzowie Polski i zdobywcy Pucharu Polski w Słowenii nie zagrali w optymalnym zestawianiu. Ze względu na kontuzję zabrakło podstawowego środkowego Norberta Hubera. Zastąpił go Krzysztof Rejno. I właśnie dobre przyjęcie i skuteczne ataki ze środka jego i Davida Smitha spowodowały, że kędzierzynianie bardzo dobrze rozpoczęli spotkanie. Prowadzili 4:1, 7:4. Jednak słabiej spisywali się na zagrywce i gracze z Trydentu zdołał doprowadzić do remisu, 8:8. Szybko jednak poprawiła wspomniany element gry drużyna z woj. opolskiego. Nie pozwoliła, aby Itas wyszedł na prowadzenie, zaś po asie serwisowym Łukasza Kaczmarka prowadziła 11:8, a po chwili 14:9. Włosi zdołali odrobić straty, kilka razy ponownie doprowadzili do remisu, m.in. za sprawą  Mateja Kazijskiego (16:16), ale ani razu nie wyszli na prowadzenie. Arcyważny okazał się atak Kaczmarka, a nieporozumienie w drużynie z Półwyspu Apenińskiego sprawiło, że Polacy mieli zaliczkę w kluczowym momencie (23:20). Dzieła dopełnił, przy stanie 24:22, kapitan drużyny Aleksander Śliwka z przechodzącej piłki.

Początek drugiej odsłony należał do Itasu. Do gry włączył się niemrawy z początku Alessandro Michieletto. Włoski zespół prowadził 7:5, 9:7, jednak drużyna z Kędzierzyna-Koźla stosunkowo szybko doprowadziła do remisu (12:12), a dzięki dobrej zagrywce i błędom w ofensywie rywali wyszła na prowadzenie (15:13). Końcówka seta była popisem gry w jej wykonaniu. Szczególnie efektownie wyglądały tzw. wybloki kędzierzynian. Włosi nie mieli żadnych sportowych argumentów, by zagrozić rywalom. Niezawodni byli Śliwka, Semeniuk, a także Kaczmarek (25:20), i polski klub był już o krok od spełnienia marzeń.

Bardzo zacięty był ostatni set. Trento nie zamierzało tanio sprzedawać skóry, świetnie pracowało blokiem. “Czapa” Daniele Lavii dała im dwupunktowe prowadzenie (6:4). Nie cieszyli się jednak z niego długo, bowiem jak cyborg grał Semeniuk, który kończył wszystko, co dostawał. Na chwilę wszyscy zamarli, gdy po jednej z akcji padł na boisko Erik Shoji, ale libero ZAKSY wstał i wrócił do gry.

Znowu gracze Trentino byli w stanie odskoczyć dzięki blokowi (15:13). Co z tego, skoro często wyrzucali ataki w aut, co stanowiło wodę na młyn dla ZAKSY. Dwoma punktowymi blokami na prawym skrzydle popisał się Kaczmarek (19:17). Jednakże asa w najważniejszym momencie dołożył Riccardo Sbertoli i zrobił się remis. Również Marcin Janusz, podobnie jak Shoji, padł na boisko, ale on także wstał i walczył dalej.

O wszystkim zadecydowała gra na przewagi. Arcydługa, bowiem skończyła się po trzydziestym punkcie. W końcu się udało. ZAKSA wykorzystała siódmą piłkę meczową, a końcowe zwycięstwo zapewnił 27. skuteczny atak Semeniuka (32:30), wybranego MVP spotkania.

“To był dzień, w którym wszystko mi wychodziło – powiedział najlepszy siatkarz Grupy Azoty Kędzierzyn-Koźle w wywiadzie dla Polsat Sport. – Jednak nie tylko ja byłem na boisku. Cała drużyna rozegrała świetne spotkanie. Nie było ono łatwe. Jednak oczekiwaliśmy, że będziemy musieli tutaj się ‘napocić’. Atmosfera w hali była taka, że gdyby mecz potrwał trochę dłużej, to chyba byśmy prosili o drugi zestaw koszulek. Tak naprawdę były już całe mokre”.

Przyznał, że on i koledzy z drużyny byli bardzo dobrze przygotowani taktycznie do pojedynku. „Rywal gra trochę nietypową siatkówkę, bez nominalnego atakującego. Trzeba było więc być przygotowanym na każdy wariant ataku w jego wykonaniu. Po prostu dziś dobrze zagraliśmy a teraz świętujmy” – ocenił.

Nie chciał jeszcze przyznać oficjalnie, że był to jego ostatni mecz z zespole z Kędzierzyna-Koźla. Jednak stojący obok kolega z drużyny Kaczmarek dodał: „Będzie nam go brakować”.

Podopieczni Gheorghe Cretu zapisali się w wąskim, bo liczącym dotychczas zaledwie trzy zespoły panteonie drużyn, które były w stanie wygrać Champions League minimum dwa razy z rzędu. Wcześniej, w 2003 roku jeszcze jako Mostostal-Azoty, klub zajął trzecie miejsce. Wówczas rywalizacja w strefie medalowej miała jeszcze formułę turnieju Final Four. Zrezygnowano z niej od sezonu 2018/19.

LIGA MISTRZÓW SIATKARZY

FINAŁ

ZAKSA Kędzierzyn-Koźle – Itas Trentino 3:0, (25:22, 25:20, 32:30)

Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle: David Smith, Łukasz Kaczmarek, Kamil Semeniuk, Krzysztof Rejno, Marcin Janusz, Aleksander Śliwka – Erik Shoji (libero) – Bartłomiej Kluth.

Itas Trentino: Riccardo Sbertoli, Matej Kazijski, Srecko Lisinac, Daniele Lavia, Alessandro Michieletto, Marko Podrascanin – Julian Zenger (libero) – Wont D’Heer, Giulio Pinali.