Żelazny strach

11

Na ekrany amerykańskich kin wszedł pełnometrażowy dokumentalny film o Mike'u Tysonie.
Reżyser "Tysona" James Toback postanowił zaryzykować i zostawić komentarz do tego, co widzimy na ekranie samemu "Żelaznemu"...

 

Na ekrany amerykańskich kin wszedł pełnometrażowy dokumentalny film o Mike’u Tysonie.

Reżyser "Tysona" James Toback postanowił zaryzykować i zostawić komentarz do tego, co widzimy na ekranie samemu "Żelaznemu", pokazując człowieka, który nie ma jednej czy dwóch twarzy, tylko kilkanaście – brutala, który może ci złamać szczękę bez najmniejszej prowokacji, przestraszonego dziecka, półbandyty, wrażliwego człowieka i wreszcie championa, będącego być może ostatnim prawdziwym postrachem ringu. Kończąc oglądanie filmu, miałem wrażenie, że żadna z nich nie jest prawdziwa.

KURDUPEL Z BROWNSVILLE

Tyson przez całą swoją karierę był człowiekiem, który wpadał ze skrajności w skrajność, a stado psychologów i psychiatrów miałoby problem, by postawić mu prawidłową diagnozę. Z wyjątkiem jednej – że całe jego życie było motywowane strachem.
Tyson pewnie zostanie zapamiętany przez historię jako bokserski mięśniak, który wygrał wiele walk zanim jeszcze zabrzmiał pierwszy gong – głównie dzięki zwykłemu zastraszaniu rywala tak siłą fizyczną, jak intelektem ulicznego kryminalisty, który zawsze wiedział, co najlepiej wykorzystać – i powiedzieć – by rywal bał się go już od pierwszych sekund na ringu.
Problem w tym – i to wyraźnie widać w filmie Tobacka, który stał się przyjacielem "Żelaznego" już w 1985 roku, zanim ten został mistrzem świata, pokonując Trevora Berbicka – że sam Tyson widział siebie nie jako championa, ale grubawego kurdupla z Brownsville, brutalnej części nowojorskiego Brooklynu, z którego wszyscy śmiali się i który przez całe swoje życie i karierę bał się tylko jednego – ośmieszenia. "Byłem zaszokowany faktem, jak ogromną rolę w jego życiu odgrywał zwykły strach – mówi Toback. – Nawet w momentach największego triumfu strach był z nim. Tyson wiedział, że to dla niego największa i chyba jedyna motywacja".
Toback zdecydował się, by narratorem filmu był sam bokser, wychodząc ze słusznego chyba założenia, że o Tysonie wszyscy już wszystko napisali i powiedzieli. Nie ma w filmie wywiadów z dziennikarzami, zajmującymi się pięściarstwem, nie ma wywiadów z jego rodziną, przyjaciółmi, wrogami czy ringowymi rywalami. Reżyser zrobił tylko jeden wyjątek, włączając do filmu krótkie, archiwalne urywki wywiadów mentora i zastępującego mu ojca trenera Cusa D’Amato. Przeciwnicy filmu powiedzą, że to czyni go niepełnym, że bandzior pozostanie zawsze bandziorem bez względu na to, jak interesującym. W "Tysonie" nic nie jest jednak pominięte, także bardzo ciemna i szeroka część jego życia. Oglądamy i słuchamy Tysona opowiadającego o gwałcie, o sprzeczkach z Donem Kingiem o pieniądze, niezliczonych imprezach i seksualnych podbojach, szokujących konferencjach prasowych czy dziesiątkach problemów z prawem. Tyson, ten, który jest narratorem, niczego nie ukrywa, niczego nie próbuje wybielić.

PRZESZŁOŚĆ TO HISTORIA, PRZYSZŁOŚĆ TO NIEWIADOMA

Czy Tyson był wielkim bokserem? Opinie będą różne, ale patrząc na jego niezwykłe sukcesy – najmłodszy mistrz świata wagi ciężkiej w historii (20 lat), pierwszy bokser z trzema tytułami (WBC, WBA, IBF) – aż trudno uwierzyć, że Mike nie wykorzystał pełni swojego potencjału. Nie można, oceniając jego karierę, zapomnieć, że Tyson na rok przed pierwszym mistrzowskim tytułem stracił jedynego człowieka, któremu ufał. Po śmierci D’Amato 19-letni Mike stał się oczywiście sławny, zarobił setki milionów dolarów, ale ludzie znający się na boksie do dziś zastanawiają się, kim byłby "Żelazny", gdyby jego potwornie silny cios oraz determinację połączyć z pięściarską i życiową dyscypliną, wyrobioną techniką. Pewnie byłby mniej interesujący dla tabloidów, ale na pewno byłby znacznie lepszym bokserem.
Mike nie jest już mistrzem, zawiesił rękawice na kołku przegrywając w 2005 roku z co najwyżej przeciętnym Kevinem McBride’em. Kasyna Atlantic City i Las Vegas już nigdy nie były takie same, a kibicom pozostały tylko wspomnienia dreszczy, kiedy wyczytywano jego nazwisko, a ubrany w czarną pelerynę, takie same spodenki i buty Tyson wchodził na ring. "Moim zdaniem ostatnie zdanie wypowiedziane przez Tysona w filmie jest najlepszym podsumowaniem jego życia: "Przeszłość to historia, przyszłość to niewiadoma". Jego nic nie zdziwi. I nic nie zdziwi ludzi, którzy go znają" – kończy Toback.
Film, który każdy powinien zobaczyć – i to nie tylko ci, dla których Mike był pięściarskim bogiem.

Autor: PRZEMEK GARCZARCZYK