Zmarzlik stracił fotel lidera

50
Mimo że walka pomiędzy Bartoszem Zmarzlikiem (z lewej) i Artiomem Łagutą toczy się o ogromną stawkę, obaj pozostają w bardzo dobrych relacjach FOTO: REMONEWS.COM

Artiom Łaguta wygrał drugi turniej Grand Prix z rzędu, tym razem w duńskim Vojens i objął prowadzenie w klasyfikacji generalnej indywidualnych mistrzostw świata na żużlu!

Rosjanin wyprzedził broniącego tytuł Bartosza Zmarzlika i ma nad nim punkt przewagi. Polak w Vojens, tak jak i poprzednio w Togliatti, ukończył finał na drugim miejscu, tuż za Łagutą. Na trzecie miejsce wskoczył Emil Sajfutdinow, który ponownie zameldował się w finale. Rosjanin wyprzedził Fredrika Lindgrena.

Jest w Vojens coś takiego szczególnego, że mimo iż to obiekt odbiegający od obecnych europejskich standardów, bo przecież większość „trybun” to po prostu wał ziemny, na którym zasiano trawę, to i tak turnieje Grand Prix na tym stadionie ogląda się z sentymentem. Może właśnie chodzi o tego ducha przeszłości, bo w powietrzu czuć atmosferę rywalizacji asów poprzedniego pokolenia z Hansem Nielsenem czy Tomaszem Gollobem na czele.

Duńczycy najwyraźniej stęsknili się za żużlem na najwyższym poziomie, bo szczelnie wypełnili kameralny obiekt i nie przeszkadzało im to, że w tym sezonie żaden ich rodak nie liczy się w walce o medale. Przez pandemię koronawirusa cykl Grand Prix do Danii aż do soboty nie zawitał od września 2019 roku. Kibice tłumnie stawili się, by na żywo być świadkami walki dwóch gigantów tego sezonu rywalizujących o mistrzostwo świata.

Obaj wielcy faworyci zaczęli turniej od zwycięstw, obaj ruszali do swoich pierwszych biegów z czwartego pola i wygrali w przekonujący sposób. Zmarzlik pozbawił złudzeń Roberta Lamberta już na pierwszym łuku, a Łaguta kontrolował sytuację uciekając przed bardzo szybkim Sajfutdinowem. Od samego początku mogliśmy więc być pewni, że czeka nas kolejny odcinek z serii potyczek tej dwójki i że to ponownie w tym sezonie wokół nich będą się kręcić całe zawody.

Do ich pierwszego bezpośredniego starcia tego dnia doszło w 8. biegu turnieju, ale walki łokieć w łokieć się nie doczekaliśmy. Triumfował Łaguta z gigantyczną przewagą. Zmarzlikowi trzeba oddać to, że miał utrudnione zadanie, bo ruszał z najgorszego, trzeciego pola, a na dodatek w walkę pomiędzy tę dwójkę wmieszał się Max Fricke, który przez cały wyścig stopował Polaka. Australijczyk skapitulował dopiero na wyjściu z ostatniego wirażu. Na tym etapie turnieju chyba nikt nie miał jednak wątpliwości, że Łaguta ze Zmarzlikiem jeszcze się spotkają.

Przy okazji, gdy faworyci nie zawodzą, zawsze szuka się tych, którzy mogą im pokrzyżować szyki. Ku uciesze miejscowej publiczności na takie postacie wyrastali Mikkel Michelsen, który dostał tego dnia szansę dzięki jednorazowej „dzikiej karcie”, czy wspomniany Sajfutdinow. Po kapitalnym początku z tonu spuścił Leon Madsen, który dopiero w ostatnim swoim starcie wyszarpał miejsce w półfinale. Niestety, z problemami w turniej wszedł Maciej Janowski, który po dwóch biegach miał tylko punkt.

Polak miał prawo być jednak zaskoczony, gdyż gdy wyjeżdżał na tor w czwartym wyścigu zawodów, nawierzchnia toru była sucha jak wiór. Kilka minut później, po kosmetyce owalu, tor był już mokry i lepki, bo w przerwie został niemiłosiernie mocno zroszony. Efektu w postaci poprawy widowiska zdecydowanie się jednak nie doczekaliśmy.

Można było mieć jeszcze nadzieję, że wraz z kolejnymi biegami nawierzchnia się odsypie i umożliwi akcje na dystansie, ale sytuacja nie ulegała zmianie. Kluczowy był start i rozegranie pierwszego łuku, tudzież zachowanie podczas całego pierwszego okrążenia. Jasne stało się, że w półfinałach i finale karty będą rozdawać pola startowe. Przekonał się o tym nawet Łaguta, który przez pierwsze trzy serie był poza zasięgiem rywali. Wystarczyło, by trafił na pole C, by stracić pierwsze punkty.

Na szczęście Zmarzlik wygrał zasadniczą część turnieju, a to dawało mu ogromny komfort, bo jako pierwszy wybierał pole startowe w półfinale. Na dodatek Polak przed decydującymi biegami wyglądał lepiej niż jego główny rywal. Po trzech startach, w których Łaguta zostawiał przeciwników daleko za swoimi plecami, później okazało się, że Rosjanin jednak jest do ugryzienia. Polak potwierdził, że znów, tak jak w Malilli, odnalazł odpowiednie ustawienia sprzętu na kluczowe wyścigi. Awans do finału rozstrzygnął w iście mistrzowskim stylu, od startu nie zostawiając żadnych złudzeń pozostałej trójce (Sajfutdinow, Lambert, Madsen), i wyrósł na faworyta decydującego wyścigu. W drugim półfinale zwyciężył Łaguta, wyprzedzając Taia Woffindena, Lindgrena i Michelsena

Polak jako pierwszy wybrał pole startowe i wydawało się, że potwierdzi swą dominację. Tymczasem Łaguta przypomniał sobie, jak znakomicie wystartować z drugiego pola. Założył Zmarzlika i pomknął po zwycięstwo, a Polak musiał skupić się na walce z Sajfutdinowem o drugą lokatę. Woffinden nie liczył się w stawce. Sobotnia wygrana sprawiła, że Rosjanin odrobił minimalną stratę. Przed dwoma ostatnimi turniejami w Toruniu to on, o jedno „oczko”, jest przed Polakiem.

Niestety, kolejny słabszy występ zanotował Janowski, który zdobył tylko 4 punkty do klasyfikacji generalnej i spadł z piątego miejsca na szóste. Trzeci z Biało-Czerwonych, Krzysztof Kasprzak w Vojens zdobył tylko punkt i zajmuje ostatnie miejsce wśród wszystkich stałych uczestników cyklu.

Mimo że walka pomiędzy Polakiem a Rosjaninem toczy się o ogromną stawkę, obaj pozostają w bardzo dobrych relacjach. Przed kamerami żartowali i śmiali się w najlepsze. „Po prostu, ja robię swoje, a on swoje. Tyle” – powiedział Łaguta. „Fajne ze strony Artioma jest to, że nie widać, by się specjalnie na kogoś ‚napalał’, tylko każdy z nas robi to, co najlepiej potrafi” – wtórował mu Zmarzlik.

Przed nami wielki finał cyklu Grand Prix – dwa turnieje na toruńskiej Motoarenie, które zadecydują jak będzie wyglądało podium mistrzostw i kto zapewni sobie przepustkę do przyszłorocznego cyklu. GP Polski w Toruniu odbędzie się 1 i 2 października (piątek, sobota).

Przypomnijmy, że w tym roku w cyklu Grand Prix utrzyma się sześciu najlepszych zawodników klasyfikacji generalnej. Pewny udziału w GP 2022 jest już Mikkel Michelsen (jako mistrz Europy) a także trzej najlepsi zawodnicy Grand Prix Challenge – Paweł Przedpełski, Max Fricke i Patryk Dudek.

IMŚ 2021 NA ŻUŻLU

WYNIKI GP DANII W VOJENS:

1. Artiom Łaguta (Rosja) – 18 (3,3,3,2,1,3,3) – 20 pkt GP

2. Bartosz Zmarzlik (Polska) – 18 (3,2,2,3,3,3,2) – 18

3. Emil Sajfutdinow (Rosja) – 14 (2,1,3,2,3,2,1) – 16

4. Tai Woffinden (Wielka Brytania) – 12 (2,1,2,3,2,2,0) – 14

5. Robert Lambert (Wielka Brytania) – 11 (2,2,3,1,2,1) – 12

6. Fredrik Lindgren (Szwecja) – 9 (1,2,1,1,3,1) – 11

7. Leon Madsen (Dania) – 8 (3,3,0,1,1,0) – 10

8. Mikkel Michelsen (Dania) – 11 (3,3,0,2,3,w) – 9

9. Martin Vaculik (Słowacja) – 7 (0,3,2,d,2) – 8

10. Max Fricke (Australia) – 7 (1,1,2,3,0) – 7

11. Jason Doyle (Australia) – 6 (2,2,w,2,0) – 6

12. Matej Zagar (Słowenia) – 5 (1,0,3,0,1) – 5

13. Maciej Janowski (Polska) – 5 (1,0,1,3,0) – 4

14. Anders Thomsen (Dania) – 5 (0,1,1,1,2) – 3

15. Oliver Berntzon (Szwecja) – 1 (0,0,1,0,0) – 2

16. Krzysztof Kasprzak (Polska) – 1 (0,0,d,0,1) – 1

KLASYFIKACJA GENERALNA

(po dziewięciu rundach):

1. Artiom Łaguta (Rosja) 158 pkt

2. Bartosz Zmarzlik (Polska) 157

3. Emil Sajfutdinow (Rosja)   121

4. Fredrik Lindgren (Szwecja)     119

5. Tai Woffinden (Wielka Brytania)   96

6. Maciej Janowski (Polska)   95

7. Leon Madsen (Dania)   82

8. Max Fricke (Australia) 77

9. Jason Doyle (Australia)       74

10. Anders Thomsen (Dania) 63

11. Robert Lambert (Wielka Brytania)    60

12. Martin Vaculik (Słowacja)     53

13. Dominik Kubera (Polska) 44

14. Matej Zagar (Słowenia)   41

15. Oliver Berntzon (Szwecja)     20

16. Krzysztof Kasprzak (Polska) 19