Zwycięski debiut Świątek w Wielkim Szlemie

0
5

177. W RANKINGU WTA ŚWIĄTEK, PODOBNIE JAK W TRZECH WYGRANYCH SPOTKANIACH KWALIFIKACYJNYCH, MECZ ZACZĘŁA BARDZO DOBRZE. Już w pierwszym gemie wygrała cztery piłki z rzędu i w imponującym stylu objęła prowadzenie. Później gra była bardzo wyrównana, ale ostatecznie Polka wygrała pierwszego seta, głównie dzięki świetnym gemom serwisowym, w których zaliczyła cztery asy.

Po udanym początku, później było jednak nieco gorzej. Świątek zaczęła popełniać błędy i podejmować niepotrzebne ryzyko. W szóstym gemie drugiego seta doszło do pierwszego przełamania na niekorzyść Polki. 81. w rankingu WTA Bogdan rzuciła wszystkie siły na własne podanie, co przyniosło efekt w postaci wygranej partii.

W trzecim secie długo wydawało się, że Świątek kontroli nad przebiegiem gry już nie odzyska. Już w pierwszym gemie prowadziła 30:0, a potem, niestety, zaczęły się problemy. I z pierwszym serwisem, i z niewymuszonymi błędami. Przy stanie 2:2 Rumunka przełamała rywalkę, a za chwilę odskoczyła na 4:2. Na szczęście w kluczowym momencie wróciło dobre podanie i pojawiła się agresywna obrona. Polka wygrała cztery kolejne gemy i cały mecz, zapewniając sobie awans do 2. rundy Australian Open, w której zmierzy się z Włoszką Camilą Giorgi.

Im dłużej trwał trzeci set, tym bardziej nerwowo robiło się na korcie. Świątek najpierw potrzebowała pomocy medycznej, a później była coraz bardziej zła, nie tylko na swoje, często niewymuszone błędy, ale także na… kibiców, których sama kilkakrotnie upominała. Polscy fani na trybunach zachowywali się bowiem bardzo głośno, nawet podczas akcji, co jest złamaniem zasad panujących na korcie.

NA PIERWSZEJ RUNDZIE ZAKOŃCZYŁA WYSTĘP W SINGLOWYCH ZMAGANIACH ZAJMUJĄCA 80. MIEJSCE W RANKINGU WTA MAGDA LINETTE. 26-letnia poznanianka po raz drugi z rzędu nie miała szczęścia w losowaniu drabinki w Wielkim Szlemie. Tym razem trafiła na rozstawioną z nr. 4 triumfatorkę ubiegłorocznego US Open Japonkę Naomi Osakę i przegrała 4:6, 2:6. Pojedynek kończył wtorkowe zmagania na Rod Laver Arena, czyli korcie centralnym kompleksu, na którym toczy się rywalizacja w Australian Open.

Mimo że Linette wygrała swoją jedyną do wtorku konfrontację z Osaką, nie ulegało wątpliwości, że to mająca także amerykańskie obywatelstwo rywalka jest zdecydowaną faworytką. Japonka na początku poprzedniego sezonu plasowała się w okolicach 70. miejsca w rankingu, ale kolejne dobre starty pozwoliły jej systematycznie piąć się w górę. Poznanianka pokonała ją w trzech setach w 1/8 finału w Waszyngtonie w ubiegłym roku, ale kilka tygodniu później to Azjatka była na ustach całego tenisowego świata, gdy sięgnęła po wielkoszlemowy tytuł w Nowym Jorku. Sukces wyraźnie dodał jej pewności siebie i zapewnił szybki awans do ścisłej czołówki.

Polka miała we wtorek bardzo duże kłopoty z podaniem przeciwniczki. Sama zaś szybko zaczęła notować podwójne błędy. Łącznie w całym meczu popełniła pięć. Reprezentantka Kraju Kwitnącej Wiśni nie miała na swoim koncie ani jednego, a za to posłała sześć asów. Osaka pierwszego „breaka” zaliczyła w trzecim gemie. Linette co prawda odpowiedziała przełamaniem powrotnym, ale przy stanie 2:2 oddała swojego gema serwisowego do 0. W dalszej części pierwszej partii poznanianka skutecznie broniła się przed stratą podania, ale nie miała szans, by zagrozić faworytce.

Drugą odsłonę czwarta rakieta świata wygrała jeszcze pewniej, tracąc tylko dwa gemy. Polka próbowała się bronić, ale na niewiele się to zdało. Spotkanie zakończyło się po 58 minutach.

21-letnią Azjatkę, która w ubiegłym roku dotarła w Melbourne do 1/8 finału, czeka w drugiej rundzie pojedynek ze Słowenką Tamarą Zidansek.

Poznanianka musi się liczyć ze sporym spadkiem w rankingu WTA, bowiem nie obroniła punktów zdobytych 12 miesięcy temu za dotarcie do trzeciej rundy. Linette nie opuszcza jeszcze Australii – zgłosiła się bowiem także do debla.

KILKA GODZIN WCZEŚNIEJ MECZE OTWARCIA PRZEGRALI DEBIUTUJĄCY W GŁÓWNEJ DRABINCE WIELKOSZLEMOWEJ IMPREZY W MELBOURNE KAMIL MAJCHRZAK I HUBERT HURKACZ, ale napsuli sporo krwi faworyzowanym rywalom. Pierwszy skreczował w meczu z Keiem Nishikorim (8) przy stanie 3:6, 6:7 (6-8), 6:0, 6:2, 3:0 dla Japończyka; drugi przegrał z Chorwatem Ivo Karloviciem 7:6 (7-5), 6:7 (5-7), 6:7 (3-7), 6:7 (5-7).

Hurkacz zajmuje 76. miejsce w rankingu ATP, a Karlovic jest sklasyfikowany o trzy pozycje niżej. Polak urodził się w 1997, a Chorwat… w 1979 roku. Pierwszy ma nadzieję, że jest u progu kariery, drugi jest raczej u jej schyłku. Obu wyróżniają warunki fizyczne. Polak mierzy 196 cm wzrostu, a rywal z Chorwacji jest wyższy o 15 cm. Bazują w dużym stopniu na potężnym serwisie, choć w większym stopniu jest to domena Karlovica, który nieraz notował rekordy dotyczące liczby asów czy prędkości podania. Słynie też z tego, że większość jego meczów składa się z setów zakończonych tie-breakami. Tak też było we wtorek.

W pierwszej odsłonie żaden z tenisistów nie miał nawet „break pointa”. Tie-break od początku ułożył się po myśli wrocławianina, który prowadził 4-1. Przeciwnik co prawda doprowadził do remisu 5-5, ale ostatnie słowo należało do młodszego z zawodników.

Podobnie jak w pierwszej partii, tak i w kolejnej Polak notował mniej asów, ale też zaliczał mniej niewymuszonych błędów. Miał jedną szansę na przełamanie w 11. gemie, ale Karlovic wyszedł z opresji. Tym razem to Chorwat wygrywał w tie-breaku 4-1. Hurkacz zmniejszył stratę, ale całkiem odrobić jej nie był w stanie.

Trzeci set początkowo toczył się ustalonym rytmem, ale w ósmym gemie wrocławianin zaliczył „breaka”. Rywal jednak od razu odpowiedział przełamaniem powrotnym. Kibice obejrzeli więc kolejnego tie-breaka, w którym dość szybko zwycięstwo zapewnił sobie zawodnik z Bałkanów.

Polak nie spuszczał głowy i walczył w kolejnej odsłonie. Przy stanie 5:5 Karlovic dwukrotnie był o punkt od straty podania, ale wybronił się. Gdy w tradycyjnym już tie-breaku Hurkacz prowadził 3-0, wydawało się, że można spodziewać się piątej partii. Wówczas dało jednak o sobie znać doświadczenie Chorwata, który odwrócił losy tej części meczu i zakończył go w czterech setach. Spotkanie, w którym Karlovic posłał 39 asów, a Hurkacz – 14, trwało trzy godziny i 12 minut.

Zawodnik z Bałkanów, którego najlepszym wynikiem w imprezach tej rangi jest ćwierćfinał Wimbledonu z 2009 roku, zrewanżował się wrocławianinowi za porażkę w ich jedynym do wtorku pojedynku. W kwalifikacjach ubiegłorocznej edycji turnieju ATP w Cincinnati Polak wygrał 7:6 (7-3), 7:6 (7-4).

Weteran z Chorwacji zmierzy się teraz z rozstawionym z „ósemką” Keim Nishikorim, który szczęśliwie wyeliminował polskiego kwalifikanta – Majchrzaka. Polak niespodziewanie wygrał dwa pierwsze sety, ale potem zmagał się ze skurczami i ostatecznie poddał się przy stanie 0:3 w piątym secie.

Majchrzak mógł sprawić wielką sensację na Australian Open. To jego debiut w turnieju wielkoszlemowym i od razu trafił na bardzo trudnego rywala. Przy stanie 2:2 Nishikori miał dwie piłki na przełamanie, ale Polak zdołał się wybronić, po czym sam przełamał rywala na 4:2 i wygrał pierwszą partię, tracąc tylko trzy gemy.

Rywalizacja w drugiej partii była dużo bardziej wyrównana. Przy stanie 3:3 Majchrzak przełamał rywala, ale prowadząc 5:4 przegrał gema gładko, do zera. O wszystkim decydował niesamowity tie-break. Polak prowadził już 4:1, by przegrać cztery kolejne piłki. Przy stanie 5:5 popełnił podwójny błąd serwisowy, ale opanował nerwy i wygrał 8:6!

Majchrzakowi brakowało już tylko jednego seta do wielkiego zwycięstwa. Jednak w trzecim secie złapały go skurcze, a taka dolegliwość nie pozwala na wzięcie przerwy medycznej – lekarz może pomóc jedynie w trakcie przerw między gemami. Polak miał łzy w oczach i miał trudności z trzymaniem rakiety. Po asie serwisowym publiczność zgotowała mu owację, ale Polak nie miał żadnych szans na dobry wynik. Przebieg trzeciego seta był oczywisty – Nishikori wygrał 6:0, a od drugiego gema przegrał zaledwie trzy piłki.

Po przerwie przed czwartym setem Majchrzak wyglądał nieco lepiej, ale nie na tyle, by móc podjąć rywalizację z Nishikorim. Na jego twarzy było widać ból, zwłaszcza gdy serwował, miał problemy z poruszaniem się. Postanowił jednak grać jak najdłużej i nie poddawać się. Wygrał nawet dwa gemy (oba przy własnych serwisach). W piątym secie nie miał jednak już sił, nie mógł zginać palca, i skreczował po przegranych trzech pierwszych gemach.

PIERWSZE DWA DNI NA KORTACH MELBOURNE PARK NIE PRZYNIOSŁY WIĘKSZYCH NIESPODZIANEK. W poniedziałek Amerykanka Danielle Rose Collins odprawiła turniejową „czternastkę” Niemkę Julię Goerges 2:6, 7:6 (7-5), 6:4, a grająca z numerem „22” Łotyszka Jelena Ostapenko przegrała z Greczynką Marią Sakkari 1:6, 6:3, 2:6. Bez większych problemów swoje spotkania wygrały czołowe zawodniczki świata. Reprezentantka Niemiec Angelique Kerber (2) pokonała Słowenkę Polonę Hercog 6:2, 6:2, Dunka Karolina Woźniacka (3) – Belgijkę Alison van Uytvanck 6:3, 6:4, Amerykanka Sloane Stephens (5) – swoją rodaczkę Taylor Townsend 6:4, 6:2, Czeszka Petra Kvitova (8) –Słowaczkę Magdalenę Rybarikovą 6:3, 6:2, a Holenderka Kiki Bertens (9) – Amerykankę Alison Riske 6:3, 6:3.

Po raz pierwszy decydujący set rozstrzygnięto w innej niż dotychczas formule. Od tego roku w Australian Open przy stanie 6:6 w gemach rozgrywany jest super tie-break do 10 wygranych punktów. W pierwszym takim spotkaniu Brytyjka Katie Boutler pokonała Rosjankę Jekaterinę Makarową 6:0, 4:6 i 7:6, w tie-breaku wygrywając 10-6.

We wtorek pierwsze przeszkody pokonały liderka światowego rankingu Rumunka Simona Halep (1), pokonując Estonkę Kaię Kanepi 6:7 (2), 6:4, 6:2, oraz Amerykanka Serena Williams (16), która zwyciężyła Niemkę Tatjanę Marię 6:0, 6:2. Do II rundy awansowała także jej starsza siostra Venus, ale rozstawiona z nr. 25 Rumunka Mihaela Buzarnescu mocno uprzykrzyła jej życie. Ostatecznie Amerykanka wygrała 6:7 (3-7), 7:6 (7-3), 6:2. Dużo łatwiejszą przeprawę miały Ukrainka Jelina Switolina (6) – 6:1, 6:2 ze Szwajcarką Viktoriją Golubic, Czeszka Karolina Pliskova (7) – 6:3, 6:2 ze swoją rodaczką Karoliną Muchovą 6:3, 6:2 oraz Rosjanka Daria Kasatkina (10) – 6:3, 6:0 z inną zawodniczką ze Szwajcarii – Timeą Bacsinszky.

W turnieju mężczyzn nie ma już Andy Murraya, który nie był w stanie pokonać Roberto Bautisty-Aguta, ale zrobił wszystko, by na Antypodach zapamiętano go na długo. W swoim ostatnim meczu w karierze podczas tego wielkoszlemowego turnieju Brytyjczyk, od kilkunastu miesięcy zmagający się z kontuzją biodra, przegrał z rozstawionym z 22. numerem Hiszpanem 4:6, 4:6, 7:6 (5), 7:6 (4), 2:6. Były lider światowego rankingu, trzykrotny triumfator imprez wielkoszlemowych i dwukrotny mistrz olimpijski z Londynu planuje zakończyć karierę po lipcowym Wimbledonie.

Mecz z Bautistą-Agutem miał być krótki i długo zapowiadało się, że dokładnie tak się stanie. Hiszpan wygrał dwa pierwsze sety (oba po 6:4) i trudno było wierzyć, że zwycięzcę wyłoni aż pięć partii. A jednak – Murray po dwóch tie-breakach wygrał kolejne sety i niektórzy uwierzyli, że dojdzie do prawdziwej sensacji.

Piąty set dał jednak wyraźną odpowiedź, kto ma przewagę kondycyjną. Bautista-Agut właściwie od początku narzucił swoje warunki, dwukrotnie przełamał Murraya i mimo iż ten heroicznie walczył, wielokrotnie mając grymas bólu na twarzy, ostatecznie wygrał 6:2.

„Chciałem podziękować mojemu zespołowi, mojej rodzinie, wszystkim, którzy mi kibicowali. Nie wiem, co mam więcej powiedzieć. Może zobaczymy się jeszcze w przyszłości w jakichś innych okolicznościach? Nie wiem, czy można było zrobić więcej, by wrócić” –  mówił aktualnie notowany w trzeciej setce rankingu ATP Murray po trwającym ponad cztery godziny spotkaniu.

Największą niespodzianką pierwszego dnia imprezy było zwycięstwo Amerykanina Reilly'ego Opelki nad swoim rodakiem, rozstawionym z „dziewiątką” Johnem Isnerem 7:6 (7-4), 7:6 (8-6), 6:7 (4-7), 7:6 (7-5). Z turnieju odpadł też grający z „trzynastką” Brytyjczyk Kyle Edmund, który uległ wracającemu po kontuzji Tomasowi Berdychowi 3:6, 0:6, 5:7. Rozstawiony z numerem „31” Amerykanin Steve Johnson przegrał z Włochem Andreasem Seppim 4:6, 6:4, 6:4, 6:3.

W innych interesujących spotkaniach pierwszej rundy, Hiszpan Rafael Nadal (2) pokonał Australijczyka Jamesa Duckwortha 6:4, 6:3, 7:5, Szwajcar Roger Federer (3) –Uzbeka Denisa Istomina 6:3, 6:4, 6:4, Kevin Anderson z RPA (5) – Francuza Adriana Mannarino 6:3, 5:7, 6:2, 6:1, a Chorwat Marin Cilić (6) – Australijczyka Bernarda Tomicia 6:2, 6:4, 7:6 (7-3).

We wtorek lider światowego rankingu, Serb Novak Djoković (1) pokonał Amerykanina Mitchella Kruegera 6:3, 6:2, 6:2, Niemiec Alexander Zverev (4) wygrał ze Słoweńcem Aljazem Bedene 6:4, 6:1, 6:4, a Austriak Dominic Thiem zwyciężył Francuza Benoita Paire'a 6:4, 6:3, 5:7, 1:6, 6:3.

Autor: JG, (R)