Rosjanie u bram USA

7

Rosja ma wysłać bombowce dalekiego zasięgu w pobliże granic Stanów Zjednoczonych. Minister obrony tego kraju Siergiej Szojgu poinformował, że będą one patrolować przestrzeń powietrzną nad Morzem Arktycznym, zachodnim Atlantykiem, wschodnim Pacyfikiem, Karaibami i Zatoką Meksykańską. Moskwa nie robiła tego nawet w czasach zimnej wojny.

Według Szojgu, jest to rosyjska odpowiedź na oburzenie społeczności międzynarodowej konfliktem na Ukrainie. W środę NATO oskarżyło Moskwę o wysyłanie kolejnych kolumn wojskowych do Donbasu, czemu ta stanowczo zaprzeczyła. „W obecnej sytuacji musimy utrzymać obecność wojskową na zachodnim Atlantyku i wschodnim Pacyfiku, jak również na Karaibach i w Zatoce Meksykańskiej” – powiedział szef resortu obrony. Bombowce strategiczne mają też regularnie patrolować przestrzeń powietrzną wzdłuż rosyjskich granic w Arktyce, co wpisuje się we wdrażaną przez Moskwę politykę militaryzacji tego regionu.

Podczas zimnej wojny sowieckie bombowce przeznaczone do uderzeń jądrowych regularnie patrolowały zarówno wody Atlantyku, jak i Oceanu Spokojnego. Jednak nawet wtedy ich misje nie obejmowały Zatoki Meksykańskiej – przypomniał wysoki rangą przedstawiciel Pentagonu. Po rozpadzie ZSRR z braku funduszy loty te zawieszono. Stałe dyżury lotnictwa strategicznego wznowił dopiero Władimir Putin w 2007 roku.

Amerykańskie media komentują, że to kolejna z wielu prowokacji Moskwy w ciągu ostatnich miesięcy. We wrześniu lotnictwo USA przechwyciło sześć rosyjskich samolotów w przestrzeni powietrznej nad Alaską. W mijającym roku Pentagon już odnotował także pojedyncze loty, gdy rosyjskie eskadry były przechwytywane w pobliży Alaski czy Kalifornii. Amerykańscy wojskowi podkreślali wtedy, że tak groźnych incydentów nie widzieli od czasów zimnej wojny ze ZSRR.

Od początku konfliktu na Ukrainie kraje NATO i nie tylko, bo również Finlandia, Szwecja, a nawet Japonia, odnotowują wzmożoną i agresywną aktywność rosyjskich sił powietrznych u swoich granic. Moskwa regularnie wysyła samoloty bojowe głównie nad Morze Bałtyckie, Czarne i Północne, a sporadycznie również nad Atlantyk i Pacyfik. Media przypominają, że prowokacyjne misje rosyjskiego lotnictwa nierzadko kończą się naruszeniem przestrzeni innych państw albo ich stref identyfikacji, wywołując alarmowe starty myśliwców. Ale nie jest to tylko prężenie militarnych muskułów, bo loty te mają swój cel – wywołując reakcję zachodnich sił powietrznych, pozwalają Kremlowi na dokładne rozpoznanie natowskiego systemu obrony. Patrole te stanowią zagrożenie dla cywilnego ruchu lotniczego, bo Rosjanie ani nie przekazują planów lotu, ani nie nawiązują kontaktu radiowego z cywilną kontrolą. W ostatnich dniach ujawniono, że na początku marca szwedzki samolot pasażerski cudem uniknął zderzenia z rosyjskim samolotem rozpoznawczym nad Bałtykiem.

Według raportu Wspólnoty Liderów Europejskich, w minionych ośmiu miesiącach doszło do 40 niebezpiecznych incydentów pomiędzy Rosją a NATO. Zdaniem autorów dokumentu, trzy z nich mogły spowodować ofiary śmiertelne, a nawet doprowadzić do wybuchu wojny.

Cytowany przez AP Ian Kearns, analityk z brytyjskiego think thanku European Leadership Network, podkreśla, że choć nowe patrole „niekoniecznie są zagrożeniem”, to im częściej dochodzi do konfrontacji sił NATO i Rosji, „tym więcej jest szans na to, że stanie się coś złego, nawet jeżeli nie będzie takich intencji”.

Wcześniej w tym roku Szojgu zapowiedział również rozszerzenie aktywności marynarki wojennej na światowych akwenach. W tym celu Moskwa rozmawia z krajami takimi jak Nikaragua, Wenezuela, Kuba, Wietnam, Singapur, Algieria czy Cypr, by umożliwić swoim okrętom korzystanie z ich portów. Podobne negocjacje toczą się w sprawie baz lotniczych.
We wtorek australijskie władze poinformowały, że obserwują aktywność rosyjskiej floty na wodach w pobliżu swojego terytorium. Zespół uzbrojonych rosyjskich okrętów – krążownik, niszczyciel, holownik i tankowiec – płynie po otwartym morzu w kierunku północnej Australii.Tamtejsze media określiły rejs mianem „wyzywającego pokazu siły” przed zaplanowanym na weekend szczytem G20 w Brisbane.

Australia monitoruje ruchy Rosjan od tygodnia, od czasu wykrycia statków na północ od Papui-Nowej Gwinei. Po wpłynięciu okrętów na wody między Nową Gwineą a Wyspami Salomona Australijczycy wysłali samolot rozpoznawczy P-3 Orion. Cytowany przez rosyjskie media rzecznik Floty Oceanu Spokojnego, Roman Martow, powiedział, że celem jest ”zapewnienie obecności marynarki” w regionie.

Tymczasem ukraińskie władze od kilku tygodni informują o zwiększaniu obecności rosyjskich sił na wschodzie kraju. Premier Arsenij Jaceniuk zwrócił się do Zachodu o reakcję na działania Kremla przeciwko integralności terytorialnej Ukrainy. Oficjalny przedstawiciel rosyjskiego MSZ powiedział, że podstawą do uregulowania konfliktu na Ukrainie pozostają ustalenia z Mińska. Aleksander Łukaszewicz zaznaczył, że wznowienie działań bojowych w Donbasie byłoby katastrofą. Zapewnił jednocześnie, że rosyjskich wojskowych „nie ma i nie było na południowym wschodzie Ukrainy”. Jego zdaniem, podobne oskarżenia wysuwane pod adresem Rosji przez Zachód mogą być ze strony wojskowych z tych państw próbą usprawiedliwienia swoich działań.

Autor: DET, (R), (IAR)