Wybrane artykuły Nowego Dziennika
Lekcja polskiego w Hunter College
Na zajecia przychodza glownie Amerykanie polskiego pochodzenia. Albo ci, ktorzy maja do Polski sympatie. Ale jest tez Amerykanin, ktory kocha muzyke Pendereckiego i filmy Kolskiego, jest Afroamerykanka zainteresowana roznymi grupami jezykow czy Grek, ktory na polska poezje natknal sie w "New Yorkerze". Zajecia jezyka polskiego i literatury, o dziwo, ciesza sie na Hunter College ogromnym zainteresowaniem.
"Szczeszcz, jak sije masz?", "Jak sije szczujesz?" - starannie sylabizuje grupa z rozpoznawalnym amerykanskim akcentem. Klasa jest pelna. W malych lawkach siedzi jakies 30 osob. Ani jednego wolnego miejsca. Wszyscy przyszli tu po to, zeby z roznych, mniej lub bardziej zrozumialych, powodow uczyc sie szeleszczacego i zupelnie obco brzmiacego jezyka polskiego. Dlaczego dwa razy w tygodniu wytrwale przychodza na zajecia lamania jezyka? Motywacji, jak sie okazuje, tyle, ilu uczniow.
Moja zona jest Polka...
"Moja zona jest Polka. Agnieszki brat mieszka w Warszawa i dlatego ja chcem mowic po polski" - starannie dobiera slowa George O'Connor, ktory kilka lat temu poslubil Polke i co jakis czas jezdzi z nia do Polski, by odwiedzic jej rodzine. Jeden z niewielu odwaznych, ktorzy staraja sie ze mna rozmawiac po polsku. Podobne powody ma Joe Michalik - urodzony w Ameryce, ale pochodzenia polskiego. "Moja matka mowi po polsku i moja dziewczyna jest Polka. Gdybysmy mieli dzieci, to chcialbym rozumiec jezyk, ktorym prawdopodobnie beda mowic. Poza tym matka Ewy mieszka w Polsce, wiec kiedy tam jezdzimy, chcialbym miec z jej rodzina wiekszy kontakt" - opowiada Joe.
Wielu studentow to Amerykanie polskiego pochodzenia. Drugie, a nawet trzecie pokolenie. Dla niektorych bylo wrecz zaskoczeniem, ze maja polskie korzenie. Nagle okazalo sie, ze maja nowa tozsamosc, ktora warto poznac, od jezyka poczynajac.
"Ucze sie polskiego, bo moja babcia mowila tylko po polsku. Zyla w Ameryce przez 50 lat, ale nigdy nie nauczyla sie ani slowa po angielsku. Z drugiej strony nie pozwalala mi mowic po polsku, bo wciaz podkreslala, ze jestem Amerykaninem. Nigdy zatem nie moglem porozmawiac ze swoja babcia" - mowi z nostalgia w glosie Daniel, ktory majac lat niemal 30, chce odnalezc cos, co zaginelo w dziecinstwie.
Bernadette O1Kieef i Loraine Ruchala, obie kolo piecdziesiatki, calkiem niedawno dowiedzialy sie, ze maja krewnych w Polsce. "Dla mnie nauka polskiego to poszukiwanie korzeni, bo jakis czas temu okazalo sie, ze ze strony mojej matki mam w Polsce bardzo duza rodzine. Odwiedzilam ich pare lat temu. W przyszlym roku wybieram sie znowu i do tego czasu bardzo juz bym chciala mowic po polsku. Od mojej ostatniej wizyty przybylo w rodzinie troje nowych dzieci, ktorych jeszcze nie widzialam. Chcialabym z nimi rozmawiac w ich jezyku" - wyznaje Bernadette. Podobnie Loraine, ktora niedawno po raz pierwszy w zyciu odwiedzila swoich dalekich krewnych w Polsce. "Oni mowia po angielsku, wiec nie bylo problemow z komunikacja, ale kiedy pojade nastepnym razem, chce sie jakos odwdzieczyc i byc w stanie z nimi prowadzic chociaz prosta rozmowe po polsku" - smieje sie.
Wsrod uczniow znalazlam takze Thaddeusa Kuczinskiego, bohatera jednego z artykulow w "Nowym Dzienniku", ktory chce cwiczyc swoj polski. "Wyroslem w polskiej wspolnocie, bo moi rodzice byli Polakami, i wszystko dookola bylo polskie - jedzenie, sklepy, kosciol. Chce podtrzymywac moja polskosc, rozmawiac i czytac po polsku. Dlatego tu jestem".
Prowadzaca zajecia profesor Krystyna Olszer uwaza, ze kluczem do sukcesu w nauce jezyka polskiego jest wlasnie motywacja. "Wiekszosc studentow to Amerykanie polskiego pochodzenia, przewaznie w drugim albo trzecim pokoleniu. W pewnym momencie swojego zycia oni sobie uswiadamiaja, ze warto by sie bylo nauczyc polskiego. I oczywiscie mysla, ze to bedzie bardzo latwe" - mowi profesor Olszer, ktora na Hunter College przyszla z Uniwersytetu Lodzkiego. Pracuje tu juz rowno 20 lat, widziala juz zatem wszelkie mozliwe przypadki. "Druga grupa studentow, ktorzy sa zazwyczaj dobrze umotywowani, to wspolmalzonkowie Polakow albo zakochani w polskiej dziewczynie czy chlopaku. Ta druga strona im pomaga, wiec nauka dobrze im idzie. Jednak czasami tacy studenci nagle znikaja. To zwykle oznacza, ze para sie rozpadla" - smieje sie profesor. "No i sa jeszcze tacy studenci, ktorzy poluja na latwe kredyty - znaja jezyk polski i chodza, zeby miec zaliczone w latwy sposob zajecia. Tych nie mozna nauczyc absolutnie niczego, bo oni sa przekonani, ze jezyk polski znaja swietnie. W rzeczywistosci pisza nieortograficznie, mowia niegramatycznie i w ogole maja wiele brakow".
Zapal do nauki polskiego dosc czesto ustepuje jednak miejsca zniecheceniu, polski bowiem przy blizszym zetknieciu zaczyna budzic przerazenie. "Zwlaszcza wymowa. Dopiero po dwoch, trzech miesiacach studenci zaczynaja odwazniej produkowac polskie dzwieki" - mowi profesor Olszer, ktora szczegolny nacisk podczas 2-letniego kursu (podstawowy i dla zaawansowanych lacznie) kladzie na slownictwo i komunikacje, a potem na gramatyke. "Uczymy sie przede wszystkim potocznych zwrotow, porozumiewania w podstawowych zyciowych sytuacjach, a potem opracowujemy gramatyczne podstawy jezyka".
W Polsce mozna sie zakochac!
Jak sie okazuje, poszukiwanie korzeni i proba nawiazania porozumienia w innym jezyku z rodzina mieszkajaca w Polsce to nie jedyne powody, dla ktorych studenci Hunter College wybieraja polski lektorat. Kate na przyklad pisze prace magisterska z ekonomii na temat rozwoju gospodarczego Polski. "To bardzo ciekawy kraj. Wiele sie tam teraz zmienia i mozna uchwycic caly proces transformacji gospodarczej" - mowi.
Inna studentka, ktora nie ma zadnych polskich korzeni, jest zatrudniona w biurze, w ktorym pracuje wielu Polakow. "Mam wielu polskich kolegow i kolezanek. Oni zawsze rozmawiaja miedzy soba po polsku i ja powoli zaczynam troche rozumiec z tego, co oni mowia. Ale chcialabym tez cos powiedziec, porozmawiac z nimi i cwiczyc swoj polski. No i akurat okazalo sie, ze jest taki lektorat na Hunter".
Jeszcze bardziej zadziwia obecnosc na zajeciach Afroamerykanki, Loretty Williams, ktora najpierw pilnie wczytuje sie w czytanke o Agnieszce Nowak i jej francuskim koledze Michelu Duchamps, a potem zglebia tajemnice polskiej gramatyki, na tej lekcji akurat biernika. "Fascynuja mnie rozne jezyki - lingwistyka to moja pasja, zwlaszcza porownawcza" - mowi Loretta, ktora - jak sie okazalo - uczeszcza na rozne lektoraty dostepne na Hunter College. Polski to dla niej przyklad jezyka slowianskiego. Z ta rodzina jezykow ma do czynienia po raz pierwszy.
W najwiekszy zachwyt wprawia mnie jednak nie majacy zadnych polskich korzeni Rupe Shade. "Dlaczego tu jestem? Bo kocham muzyke Krzysztofa Pendereckiego i filmy Jana Jakuba Kolskiego" - odpowiada z entuzjazmem Rupe, ktory zakochal sie w Polsce. W ubieglym roku pojechal tam na dwa i pol tygodnia. Byl w Warszawie, Krakowie, Lublinie, Zamosciu, a nawet w Malkini. "Uwielbiam takie male miasteczka. Ale najlepiej wspominam podroze pociagami. Mialy niepowtarzalny klimat - wspomina Rupe, ktorego do Polski zapedzila ciekawosc, w jakim to kraju wychowali sie Polanski, Wajda, Has i Kantor. - Tylu jest wielkich polskich tworcow, to niesamowity pod wzgledem kulturalnym narod. Ja kocham zwlaszcza polskich rezyserow. No i Pendereckiego. Wszystko zaczelo sie, kiedy mialem 10 lat - wspomina Rupe. - Kupilem wtedy plyte ze sciezka dzwiekowa do filmu 'Lsnienie', w ktorym wykorzystano miedzy innymi muzyke Pendereckiego. Od tamtej pory zaczalem kupowac jego plyty". Niedawno wyszlo DVD z filmem w rezyserii Wojciecha Hasa "Rekopis znaleziony w Saragossie" na podstawie Jana Potockiego. Takze do tego filmu muzyke skomponowal Penderecki, a Rupe napisal biografie kompozytora, ktora ukazala sie na okladce tegoz DVD.
Kochanowski uniwersalny
Zupelnie inna i zdecydowanie mniej liczna grupa studentow (okolo 10 osob) przychodzi na lekcje literatury polskiej, takze prowadzone przez profesor Krystyne Olszer. Glowny powod? Literatura polska jest przeciez znana na calym swiecie dzieki czterem noblistom literackim, ale i dzieki temu, ze jej przeklady pojawiaja sie w amerykanskiej prasie kulturalnej. Chris Petropoulos, Amerykanin greckiego pochodzenia, student literatury i dziennikarstwa, natknal sie na nie w "New Yorkerze". "Zaczelo sie od tego, ze widzialem w tym periodyku wiersze, ktorych autorow nie znalem, ale zauwazylem, ze pod spodem byl napis: przetlumaczone z polskiego przez..., wiec utkwilo mi w pamieci, ze jest jakas poezja, ktora powstaje w jezyku polskim, ktos ja tlumaczy i jest ona opublikowana w 'New Yorkerze'. Poezja polska jest absolutnie wspaniala. Doceniam wielkosc Milosza, choc oprocz tego, ze kiedys jadlem bigos, nie mam zadnych innych namacalnych kontaktow z polska kultura" - smieje sie Chris.
O ile fascynacja Miloszem wydaje mi sie zrozumiala, o tyle zakladam, ze Kochanowskiego, ktorego "Treny" akurat grupa przerabia, trudniej bedzie pokochac. Okazuje sie jednak, ze jest zupelnie inaczej. Linda Sada, pol Irlandka, pol Wloszka, ktora zapisala sie na kurs, bo - jak twierdzi - chciala poznac cos zupelnie nowego, bardzo polubila tego poete polskiego renesansu. "Na poczatku balam sie, ze nie zrozumiem problemow tej literatury, ale okazuje sie, ze jest to poezja uniwersalna. Na przyklad obrazowanie, ktorym posluguje sie Kochanowski w 'Trenach', sposob, w jaki opisuje swoj bol po stracie corki, moglyby byc zastosowane we wspolczesnej poezji, chocby w odniesieniu do wydarzen 11 wrzesnia".
W grupie znajduja sie tez dwie studentki seniorki (Hunter umozliwia uczeszczanie na zajecia tzw. senior students), Rita Herny i Janet Kozera, ktorych zainteresowane polska literatura wynika z ich polskich korzeni. "Zawsze irytowalo mnie, ze nikt nie zauwaza polskiej poezji, tak jakby przestrzen pomiedzy Rosja a Niemcami byla zupelnie pusta" - mowi Janet, ktora czyta sporo polskiej poezji, a szczegolnie upodobala sobie Herberta, ktory w jej przekonaniu powinien dostac literacka Nagrode Nobla, oraz Rozewicza. "Poezja polska jest dla mnie szczegolna takze przez to, ze czytajac ja, slysze glos mojej matki, ktora mowila po polsku" - twierdzi Janet, ktora zwykle zawsze probuje czytac najpierw po polsku, a potem siega po angielski przeklad, jesli taki istnieje. "Tylko dla porownania" - puszcza do mnie oko.
Polski Hunter
Powstanie calego programu nauki jezyka i literatury polskiej bylo mozliwe dzieki temu, ze w Hunter College istnieje prezna, prowadzona przez profesora Alexa Alexandra, katedra jezykow slowianskich - Russian & Slavic Studies. W ramach oferowanych zajec studenci moga uczyc sie jezyka rosyjskiego, polskiego i ukrainskiego. "Polski rozwija sie bardzo dobrze dzieki pomocy Fundacji Kosciuszkowskiej, ktora sponsoruje ten program" - mowi profesor Alexander, absolwent Columbia University, specjalista w dziedzinie folkloru i epiki ludowej. Program powstal w 1957 roku, wtedy jednak zawieral tylko rosyjski. W latach 70. katedre objal profesor Alexander i dzieki jego staraniom od 1975 roku do programu wprowadzono takze polski.
Oprocz zajec i kursow znakiem polskosci w Hunter College jest tez obchodzacy w tym roku 60. rocznice swego istnienia Klub Polski. Obecnie klub pod przewodnictwem Iwony Zajac skupia jakies 30-50 osob, ktore spotykaja sie zwykle raz w tygodniu. Celem klubu jest promocja kultury polskiej na terenie college1u i jej glebsze poznanie. Jak twierdzi bowiem skarbniczka klubu Malgosia Parosa, "wielu Polakow nie zna dobrze kultury polskiej. Ja na przyklad wyjechalam z Polski, jak mialam 13 lat. Klub stwarza mi okazje do nauczenia sie czegos, co bede mogla przekazac innym osobom, ktore moze nawet nie sa Polakami. Ale ja bede znala wartosc moich korzeni i bede mogla sie tym podzielic z innymi".
Wydaje sie zatem, ze zainteresowanie polskoscia, w tym takze lekcjami jezyka i literatury, jest w Hunter College mocno obecna od co najmniej 60 lat tradycja.
Ostatnia modyfikacja: Mon Oct 16 22:06:32 2003
