[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (11 lutego 2000 r.)


PIOTR KARDELA

Przyczynek do historii powstania SPK
w Stanach Zjednoczonych

"W wyniku niefortunnego zakończenia ostatniej wojny światowej i niemożliwości powrotu do Polski, przybyliśmy do wolnej ziemi Washingtona utartym szlakiem Kościuszki i Pułaskiego w nadziei kontynuowania walki o Wolną Polskę i jej praw do godnego stanowiska w rodzinie wolnych narodów. Przybywszy tutaj zorganizowaliśmy się i wyciągnęliśmy żołnierską dłoń do Was żołnierze, weterani pierwszej wojny światowej. Łączy nas bowiem nie prywata, lecz żołnierska krew przelana na wszystkich polach bitew w pierwszej i drugiej wojnie światowej oraz ideały, o które walczyliśmy. Szukaliśmy oparcia i zjednoczenia się w Wami jako żołnierzami i naszymi braćmi, którzy poświęcili wszystko dla jednej wielkiej rzeczy, której na imię Polska".

Tymi oto słowy 11 sierpnia 1949 roku członkowie Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej w Ameryce, byli żołnierze drugiej wojny światowej, na stałe przybyli w USA, zaczęli swój List Otwarty do Zarządu Głównego SWAP - byłych żołnierzy pierwszej wojny. Ten słuszny w treści i gładki w słowie wstęp, był jednak początkiem niezbyt przyjemnego rozwinięcia, w którym należałoby upatrywać powody przyszłych tarć, aż do rozejścia się organizacyjnego byłych polskich żołnierzy pierwszej i drugiej wojny światowej. Ale po kolei...

Przybywający do USA po 1945 roku zdemobilizowani żołnierze PSZ trochę zwlekali z inicjatywą powołania własnej organizacji kombatanckiej. Szybko bowiem zorientowali się, iż na tutejszym terenie istnieje prężnie działające Stowarzyszenie Weteranów Armii Polskiej w Ameryce. SWAP założyli w 1921 roku byli ochotnicy Armii Błękitnej gen. Józefa Hallera podczas swego I Zjazdu w Cleveland. Nie licząc członkiń Pomocniczego Korpusu Kobiet, liczba członków stowarzyszenia z początkiem drugiej wojny światowej sięgała prawie 4,5 tysiąca. Formalnie była to organizacja apartyjna, choć w jej szeregach najwięcej zrozumienia miała ideologia obozu narodowego. SWAP miało znaczącą pozycję w strukturach Kongresu Polonii Amerykańskiej. Na zjeździe założycielskim KPA obecnych było około 70 przedstawicieli władz i placówek stowarzyszenia. Organizacja uchodziła za majętną, a to z uwagi na posiadanie kilkunastu Domów Weterana, wczasowych polanek, licznych klubów i barów oraz kilku schronisk dla inwalidów i osób starszych.

Jedną z pierwszych w USA polskich organizacji kombatanckich dla byłych żołnierzy drugiej wojny założył gen. Stanisław Kwaśniewski. Powstała ona w 1947 r. w Nowym Jorku i przyjęła nazwę: Placówka Żołnierzy Polskich Drugiej Wojny Światowej (Ż.P.II). Nowa organizacja dość szybko nawiązała kontakty z władzami SWAP-u, którego Komendantem Głównym był wówczas Jan Dec. Najważniejszym przedmiotem rozmów przedstawicieli obu struktur rychło okazała się sprawa - wydawało się - nieuchronnego i trwałego zjednoczenia wysiłków organizacyjnych, nie tylko na rzecz swoich członków, ale i dalszej walki o Polskę niepodległą. W konsekwencji tychże rozmów, 22 października 1948 r. Placówka gen. Kwaśniewskiego wstąpiła do SWAP-u, przyjmując nazwę Placówki Nr 201. Generał uprzednio otrzymał od ZG SWAP obietnicę, że - jak sam napisał - "na najbliższym Walnym Zjeździe Delegatów SWAP będzie mógł być wniesiony wniosek o takie uzupełnienie konstytucji SWAP, że postanowienia poddające nowych członków 5-letniej próbie nie będą odnosić się do żołnierzy polskich drugiej wojny światowej, organizujących się w oddzielnych placówkach".

ZG SWAP zgodził się również na utworzenie - jeszcze przed Walnym Zjazdem - specjalnego Okręgu Nr XIII z placówek Ż.P.II na całe Stany Zjednoczone, a to ze względu na konieczność rozwinięcia w nich "specjalnego programu ideowego dla Polski, czego SWAP jako organizacja amerykańska, w tym samym stopniu czynić nie mogła", a także dla samopomocy i ewentualnego powiązania tych placówek ze światowym SPK, czego - jak się zgadzano - SWAP, jako całość, też by nie uczyniło. Treść tych obietnic potwierdził też później biorący udział w rozmowach rotmistrz Stanisław Dworecki - żołnierz drugiej wojny, późniejszy adiutant Placówki 201.

Wspomniana zasada pięciu lat związana była z ograniczeniem dotyczącym wstępujących do SWAP-u członków w ich ubieganiu się o zasiadanie we władzach naczelnych SWAP-u. Zapisana w konstytucji stowarzyszenia, dla byłych żołnierzy drugiej wojny wydawała się nieporozumieniem, czy wręcz niczym nie uzasadnioną dyskryminacją. Nic też dziwnego, że dane obietnice cieszyły nowych członków organizacji weterańskiej, bo szły w kierunku likwidacji tego przepisu. Niestety, niebawem okazało się, że kwestia wypełnienia tych obietnic stała się, dla ścisłego kierownictwa SWAP-u, wielce problematyczna, budząca wiele zastrzeżeń.

Władze SWAP-u zaczęły żywić obawy przed zagarnięciem przez nowych członków, czyli w zdecydowanej większości byłych żołnierzy PSZ, kierownictwa w stowarzyszeniu, a co za tym idzie - jego pokaźnego majątku. Warto tu dopowiedzieć, że nad osiedleniem się w Stanach Zjednoczonych kilkunastu tysięcy Polaków, którzy jeszcze przebywali w zachodniej Europie, od dłuższego już czasu pracowało szeregach istniejących w USA instytucji, w tym głównie w Polskim Komitecie Imigracyjnym z ks. płk Burantem na czele, Kongresie Polonii Amerykańskiej, w National Catholic Welfare Conference.

Gen. Kwaśniewski napisał: "Rozumiałem stanowisko stowarzyszenia i jego obawy, że jego władze i majątek zostaną przedwcześnie opanowane przez napływających masowo nowych członków i poszukiwałem w mym sumieniu jakiegoś przyzwoitego wyjścia z tej trudności - na wypadek trudnego do pokonania oporu". Znalazł takie rozwiązanie właśnie w specjalnym Okręgu Nr XIII Ż.P.II, który by eliminował całkowicie jakieś "pchanie się" nowych do władz okręgowych i do majątku placówek starszych albo do Zarządu Głównego. Z taką też propozycją planował wystąpić na najbliższym, tj. X Walnym Zjeździe Delegatów SWAP w Detroit zaplanowanym na 28-30 maja 1949 roku.

Gen. Kwaśniewski nie miał jednak możliwości wypowiedzenia się na zjeździe w zasadniczej dla żołnierzy drugiej wojny kwestii. Nie zyskał posłuchu w Komisji Poprawek Konstytucji, w której pracach miał chęć uczestniczyć, a która poszła na plenum zupełnie go nie wysłuchawszy. W komisji koordynacyjnej zaś delikatnie wytłumaczono mu, że ta została powołana jedynie dla uregulowania kwestii współpracy SWAP-u z SPK i on jako członek organizacji weterańskiej w ogóle nie powinien stawiać wniosków niezgodnych z obowiązującą go teraz konstytucją. Pomimo obietnicy nie udzielono mu również głosu na plenum zjazdu, kiedy chciał przemawiać po przybyłym z Londynu prezesie światowego SPK, kpt. Bolesławie Łaszewskim. "A przemówienia - jak sam napisał - takich mówców, jak były Komendant Główny, Kolega Kajko i Kolega Stypuła, zniechęciły mnie całkowicie do dalszej współpracy ze Stowarzyszeniem".

Owi starzy działacze mieli twierdzić, że 5-letnie ograniczenia w pełnym członkostwie są sprawiedliwe, bo miały stosować się zarówno do żołnierzy drugiej, jak i pierwszej wojny. Według Kwaśniewskiego jednak ograniczały one przede wszystkim byłych żołnierzy PSZ, gdyż - jak twierdził - "rzeczą wręcz nieprawdopodobną jest, aby Stowarzyszenie miało przyjmować - naraz teraz - tych 'starych' weteranów, którzy przez lat trzydzieści sztandary Stowarzyszenia omijali, albo spod nich występowali".

Już po zakończeniu zjazdu, w specjalnym piśmie do ZG SWAP Kwaśniewski napisał: "Demokracja, o której tak samo namiętnie, jak inni, mówił specjalnie zaproszony do przemówienia Kongresman Lesiński, że wpierw trzeba jej nauczyć tych 'nowych', wyglądałaby - za trzy lata - tak, że gdyby całe 18 tysięcy żołnierzy polskich z Wielkiej Brytanii, pomimo takiego upośledzenia, do SWAP-u przystąpiło, ta olbrzymia większość byłaby na następnym Walnym Zjeździe Delegatów reprezentowana przez najwyżej kilkunastu delegatów 'nowych' placówek, podczas gdy 'starzy' przysłaliby na ten Zjazd 250 delegatów, a może i więcej... Z taką demokracją - kończył - ja nie chcę mieć nic do czynienia!"

Jeszcze wiele do zarzucenia dawnym działaczom SWAP-u miał gen. Kwaśniewski. Ostatecznie nie widząc możliwości zdrowego ułożenia sobie z nimi współpracy, 17 czerwca 1949 r. wystąpił z organizacji, pozostawiając nowojorską placówkę w rękach swego zastępcy, gen. Wincentego Kowalskiego.

W X Zjeździe uczestniczył przybyły z Londynu prezes światowego SPK kpt. Łaszewski. Jako gość honorowy przemawiał do delegatów, chcąc głównie ich przekonać do konieczności ułożenia poprawnych stosunków z młodszymi kolegami. "Popierałem wszystkie jego wnioski - napisał później Kwaśniewski - jak długo były zgodne z moimi, względem Placówki Nr 201 punktem widzenia na sprawę połączenia w jednym Stowarzyszeniu żołnierzy polskich obu wojen". Wobec nieprzejednanego stanowiska sali, Łaszewski poszedł na poważny kompromis. Przedstawił swoje propozycje współpracy SPK ze SWAP-em, które wykluczały jednak załatwienie najbardziej kontrowersyjnego problemu pięciolatki. Całej sprawy na zjeździe nie załatwiono. Potrzeba było jeszcze kilku konferencji Łaszewskiego z Decem, by osiągnąć jakieś porozumienie.

Całą rzecz sfinalizowano 25 czerwca 1949 roku w siedzibie ZG SWAP przy Irving Place podczas pierwszego, tzw. instalacyjnego, posiedzenia nowego, wybranego w Detroit Zarządu Głównego SWAP. Komendant Dec rozpoczął dyskusję od przypomnienia, że kwestia ta w Detroit przybrała - jak zapisano w protokole z posiedzenia - "obrót niesmaczny z powodu złego zrozumienia całej sprawy i kilku wybryków tak ze strony przedstawicieli SPK, jak i naszych kolegów". Uzgodnioną uprzednio treść umowy odczytał adiutant generalny SWAP-u Leopold Krzyżak. Jej treść jeszcze raz analizowano starannie. W końcu z małymi tylko poprawkami zarząd SWAP-u przyjął te zasady. W dyskusji uczestniczyli wszyscy członkowie zarządu i zaproszony z tej okazji prezes Łaszewski. Jak zapisano w protokole, przy omawianiu tej kwestii "nie obeszło się też bez ostrzejszych słów - jednak w końcu przyszło do kompletnego zrozumienia i spraw została załatwiona ku ogólnemu zadowoleniu".

Po podpisaniu umowy przez ZG SWAP, kpt. Łaszewski zabrał kopię i oryginał umowy do Londynu dla przedłożenia ZG SPK. O ile uzgodnione zasady współpracy zostałyby zaakceptowane i podpisane przez Londyn, miały nabrać mocy obowiązującej.

Umowa SPK SWAP, która formalnie po podpisaniu w Londynie rzeczywiście weszła w życie, zobowiązała władze światowego SPK do zaniechania tworzenia własnych oddziałów na terenie amerykańskim. Godziły się też polecać wszystkim swoim członkom osiedlającym się w USA wstępowanie w szeregi SWAP-u. Weterani z kolei dopuszczali istnienie przy swych władzach przedstawicielstwa SPK w postaci tzw. Komórki Łącznikowej. Składać się ona miała z pięciu osób, rozproszonych po głównych terenach działalności organizacyjnej SWAP. Zadaniem łączników było zaznajamianie nowo przybyłych o celach i charakterze działalności ich nowej organizacji. Umowa pozwalała wstępować żołnierzom drugiej wojny do istniejących placówek SWAP-u, ale też dopuszczała możliwość tworzenia dla nich nowych, tzw. samodzielnych placówek.

Wstępujący do SWAP-u żołnierze drugiej wojny, nie uważali powyższej umowy za atrakcyjną. Dużo wskazuje na to, że takie właśnie jej sformułowanie zniechęciło wielu z nich do wstępowania w szeregi SWAP-u.

Już 11 sierpnia 1949 r., a więc po zawarciu umowy, Zarząd Placówki Nr 201, potwierdzając przedstawiony przez gen. Kwaśniewskiego przebieg obrad, za pośrednictwem swego adiutanta, rotmistrza Dworeckiego, wystosował do ZG SWAP list otwarty, gdzie po przytoczonym na początku wstępie, napisano: "Spotkała nas wielka krzywda, tym boleśniejsza, bo ze strony towarzyszy broni. Pozostawiono nam tylko możność wstępowania do SWAP pod warunkiem odbycia 5-letniego okresu rekruckiego bez prawa zasiadania we władzach organizacji, traktując nas jako niedoświadczonych terminatorów. Nasz siedmioletni pobyt na frontach oraz udział w bitwach o znaczeniu historycznym świadczą dostatecznie nie tylko o naszych wartościach bojowych, ale organizacyjnych i społecznych. Chrzest bojowy przeszliśmy nie w dysputach i rozgrywkach wiecowych, lecz na polu walki, dlatego też mamy prawo do członkostwa pełnowartościowego, bez przejścia okresu rekruckiego. Czynami na polu walki i ostatnią decyzją po zakończeniu działań wojennych wykazaliśmy, iż cechuje nas dyscyplina, uczciwość i koleżeństwo zrodzone na polach bitew. Czy to nie wystarcza, aby stać się pełnowartościowym członkiem waszej organizacji z prawem głosu na równi z wami weteranami? Po takiej szkole żołnierskiej i obywatelskiej mamy jeszcze raz przechodzić przeszkolenie 5-cio letniego okresu rekruckiego? Zupełnie nie na czasie jest dzielenie nas na członków 1-szej klasy i 2-ej klasy. Jesteśmy żołnierzami tej samej ideologii i tej samej sprawy i to nas łączy, a nic innego nie powinno nas dzielić. Z uczuciem krzywdy, lecz w imię karności i jedności pozostajemy w organizacji SWAP, aby nie było w USA dwóch organizacji Weteranów Armii Polskiej".

Stan jedności organizacyjnej żołnierzy pierwszej i drugiej wojny w ramach SWAP-u nie trwał długo. Wyjście ze Stowarzyszenia znacznej części byłych żołnierzy PSZ nastąpiło w maju 1952 r. - praktycznie, zaraz po kolejnym, tj. XI Walnym Zjeździe Delegatów SWAP w Utica, gdzie nie tylko nie złagodzono przepisu o pięciolatce, ale co więcej - rygorystycznie zaostrzono ogólne zasady członkostwa. Pomiędzy X a XI Walnym Zjazdem Delegatów SWAP z Europy do USA przybyło na stałe osiedlenie około 18 tysięcy byłych polskich żołnierzy drugiej wojny. Jak dokładnie doszło do tego swoistego rozwodu, co w konsekwencji dało początek działalności SPK w Stanach Zjednocznych to już osobny temat.