CZESLAW KARKOWSKI
Nowojorska kronika kulturalna
Sztuki plastyczne
Rzezby Ursuli von Rydingsvard, zanim sie jeszcze im przyjrzymy,
uderzaja w pierwszej kolejnosci zapachem cedrowego drewna,
z ktorego jej dojrzale prace sa wykonane. Zapach jest wprawdzie
zapewne niechcianym produktem ubocznym poteznych, majestatycznych
rzezb, jednak ewokuje swoisty wiejski swiat wyobrazni amerykanskiej
rzezbiarki polskiego pochodzenia, dzis wreszcie docenianej
i uwazanej za jedna z najwybitniejszych artystek obecnej
generacji. Druga cecha to chropowata faktura jej dziel.
Wiekszosc prac to skladane z malych klockow cedrowych, tworzacych
nierowna, poszarpana, pelna zalaman powierzchnie poteznych,
rozszerzajacych sie ku gorze w kielichy slupow, ogromnych
czar czy monstrualnych rozmiarow przedmiotow przypominajacych
znane nam ze wsi sprzety gospodarstwa domowego.
Na wystawie najnowszych prac Ursuli von Rydingsvard w Galerii
Lelong (20 West 57 St., Manhattan), czynnej do 29 kwietnia,
obejrzec mozna kilka z jej najbardziej charakterystycznych
dziel: Large Bowl with Scoop - ogromna drewniana czare o
nieregularnych nieco ksztaltach, pieknym miodowobrazowawym
kolorze i nierownej, chropowatej powierzchni. Swoista wariacja
na ten temat jest Bowl-in-a-Bowl - czara w czarze - naczynia
takze postrzepione i nieregularne, przypominajace huby,
albo morskie ksztalty. Znakomity Open Bowls to raczej duzych
rozmiarow falisty slup o charakterystycznej dla rzezbiarki
fakturze, przypominajacej w tym przypadku poszarpany mur,
jesli w ogole jakies skojarzenie moze tu byc na miejscu.
Jest to po prostu dzielo samo w sobie, zwarta, solidna bryla
o niezwyklej fakturze i osobliwym kolorze wielu odcieni
brazu. To samo mozna powiedziec o Loop-de-Loop. Untitled
Brush to ogromna drewniana szczotka albo grabie z czyms
w rodzaju wlosia lub resztek zgrabionych traw.
Nowoscia na obecnej wystawie (poprzednia, w tej samej galerii,
miala miejsce w 1997 r.) jest ekspozycja pierwszej w rzezby
ruchomej Rydingsvard. Mobil pt. Mama, Your Legs to seria
ustawionych w prostokat niewielkich naczyn drewnianych z
ruchomymi tlokami. Calosc przypominajaca warsztat jakichs
monstrualnych masnic, robi sporo halasu, co jest z pewnoscia
zamierzonym efektem.
Urszula von Rydingsvard urodzila sie w czasie drugiej wojny
swiatowej w malej niemieckiej miejscowosci, gdzie jej rodzice
Kunegunda i Ignacy Karoliszynowie zostali zeslani na przymusowe
roboty. Przyszla artystka wyrastala w ogromnej biedzie,
wpierw wsrod rzesz przymusowych pracownikow III Rzeszy,
potem tulajac sie wraz z rodzicami po obozach dla tzw. dipisow
(displaced persons), ludzi, ktorzy nie zdecydowali sie po
zakonczeniu wojny wracac do kraju. W 1950 r. panstwo Karoliszynowie
wraz z siedmiorgiem dzieci wyemigrowali do Stanow Zjednoczonych
i osiedlili sie w Connecticut, gdzie musieli bardzo ciezko
pracowac na utrzymanie z trudem wielkiej rodziny. Ursula
studiowala na Uniwersytecie New Hampshire, potem w Miami,
utrzymywala sie z nauczania podstaw sztuki w szkole, wreszcie
przeniosla sie do Nowego Jorku i rozpoczela studia na Columbia
University. Szerokie uznanie zaczela zdobywac dopiero pod
koniec lat osiemdziesiatych, a dzis nalezy do grona najwybitniejszych
rzezbiarek amerykanskich. O ogromnym uznaniu moga swiadczyc
zamowienia na jej prace, w tym uzyskany w 1997 r. kontrakt
na rzezbe przed siedziba glowna Microsoft Corp. w Seattle.
Rok temu w Polsce zorganizowano pierwsza wystawe przegladowa
jej prac. Na innej wystawie przegladowej w 1992 r. w Storm
King Art Center, na polnoc od Nowego Jorku mozna bylo zobaczyc,
ze Ursula von Rydingsvard jest doskonala rowniez (a moze
przede wszystkim) we wkomponowywaniu swych dziel w krajobraz.
Ma swietne wyczucie przestrzeni i uksztaltowania natury,
w ktore to naturalne srodowisko znakomicie potrafi "wbudowac"
swe rzezby. Kiedy na omawianej wystawie z pasja opowiadala
o swym pragnieniu zrobienia rzezby w warszawskich Lazienkach,
mozna sie bylo zorientowac, jak znakomicie wyczuwa krajobraz,
jego naturalna architekture, w ktora wpasowac moze swe dziela
podkreslajace tylko piekno danego miejsca. Miejmy nadzieje,
ze zdola niebawem zrealizowac swoje pragnienie.
Bestiarium Jana Lebensteina
Polski Instytut Naukowy przygotowal niewielka, ale bardzo
ciekawa wystawe kilkunastu prac zmarlego niedawno, znakomitego
polskiego malarza, Jana Lebensteina. Na ekspozycji dziel
artysty ze zbiorow prywatnych - obrazow olejnych, grafik,
ilustracji ksiazkowych i katalogow, obejrzec mozemy typowe,
barokowe bestiarium artysty. Nie tylko fantastyczne stwory,
lecz i prawdziwe bestie ludzkie, choc nie zawsze w ludzkiej
skorze. Widac wyraznie zamilowanie artysty do mitologicznej
tematyki; na przyklad do mitu o porwaniu Europy, mitu o
Pazyfae czy o Ledzie, gdzie mamy tyle obcowania ludzi ze
zwierzetami, tak wiele hybryd ludzkich i potwornosci "drobniejszego
plazu" - jak na obrazie Porwanie Europy (1978).
Tworczosc Lebensteina jest dosc dobrze znana i opisana,
wystawa w PIN-ie reprezentuje tylko drobny fragment jego
bogatego dorobku - ale akurat obejrzec mozemy przyklady
pewnych bardzo charakterystycznych dlan technik i specyficznych
ukladow plastycznych - figur jakby z plam Rorschacha ("kleksow"
ukladajacych sie w fantastyczne formy po zlozeniu kartki
papieru na pol), sylwetek ludzkich obnazajacych anatomiczna
budowe po wnetrznosci i kosciec, barwnych kompozycji juz
na krawedzi abstrakcji, kiedy wyglad czlowieczy znajduje
sie na granicy rozkladu w materie nieozywiona (tu doskonaly
obraz olejny pt. Figure, 1957/58).
Osobna, bardzo ciekawa czescia wystawy jest kolekcja ksiazek
z ilustracjami Lebensteina. Obok wspaniale wydanej mierci
w wodziee KrzysztofaRutkowskiego z wklejanymi obrazkami
artysty, znajduje sie dosc zgrzebny Folwark zwierzecy Georgeˇa
Orwella. Obok efektownej edycji Rytmow Mikolaja Sepa-Szarzynskiego
(coz za swietne zestawienie: mistrz barokowej poezji i mistrz
neobarokowej sztuki!), Cockpit Jerzego Kosinskiego z obwoluta
wykonana przez artyste.
Trzecia grupe eksponatow stanowia katalogi z wystaw Jana
Lebensteina. Wystawa, choc niewielka, jest bardzo interesujaca
i warta obejrzenia. Polski Instytut Naukowy (208 East 30
St., Manhattan) czynny jest od 10:00 do 3:00 po poludniu.
Blizsze informacje - tel. (212) 686-4164.
Od Breughla do Rubensa
Do konca kwietnia w Bibliotece Morgana (29 East 36 St./Madison
Ave., Manhattan) bedzie otwarta wystawa pt. "Od Breughla
do Rubensa: rysunki niderlandzkie i flamandzkie". Jak zwykle
placowka ta siegnela do swych przebogatych zbiorow, by zaprezentowac
roznorodnosc i bogactwo sztuki graficznej tamtych czasow,
czyli mniej wiecej lat 1450-1640. Sposrod prawie czterystu
eksponatow zaledwie trzy zostaly wypozyczone z prywatnej
kolekcji, reszta stanowi wlasnosc biblioteki zalozonej w
1910 r. przez Pierponta Morgana, jednego z najbogatszych
ludzi Ameryki.
Rysunki sa doskonale - rozmaitosc tematyki i odmiennosc
ujec przedmiotu bawi, uczy i wzrusza. Mistrzowie malarstwa
tamtego okresu dzisiejszych terenow Holandii i Belgii chwytali
za olowek czy wegiel, aby wykonac szkice, wstepne przymiarki
do wiekszych przedsiewziec, na przyklad zamowionych obrazow,
witrazy czy gobelinow. Rysunek, jak w ogole sztuka malarska
w Zachodniej Europie, wywodzi sie z warsztatu miniaturzystow
pracujacych nad zdobieniem recznie pisanych ksiag. Wraz
jednak z upowszechnieniem druku i rosnacym zapotrzebowaniem
na ksiazki ilustrowane, grafika z podrzednej, sluzebnej
roli przeksztalcila sie w odrebna, samodzielna galaz sztuki.
W grafice na uzytek druku wyspecjalizowaly sie cale rzesze
artystow, ale nie tylko tego typu rysunki obejrzec mozna
na omawianej wystawie - rowniez prace w jakims sensie samodzielne,
jak na przyklad jeden z pierwszych krajobrazow narysowanych
przez Pietera Breughla (Starszego). Jakby niepewny jeszcze
takiej tematyki, artysta probowal wpierw na papierze obrazowac
nature jako glowny przedmiot malarskiego zainteresowania,
a nie jako tlo dla ludzkich poczynan. W pozniejszych latach
pojawiac sie zaczelo coraz wiecej krajobrazow, nieco "uromantycznionych",
jak dzikie, strome przepascie u Paula Brila z Antwerpii,
malownicza, wiejska chata u Abrahama Bloemaerta z Utrechtu,
czy kepa poskrecanych dziwnie drzew (Bril).
Niewatpliwie w zabawowy sposob nalezy potraktowac typowa
dla Breughla Jazde na lyzwach przed Brama sw. Jerzego, gdzie
na jednej kartce zobrazowal zabawne scenki ukazujace ludzi
na lodzie oraz postaci gapiow zebranych wokol. Do takiej
(zabawowej) kategorii, a moze do umoralniajacych przedstawien
nalezy zaliczyc doskonaly rysunek Czlowiek i smierc walczacy
o kosc Pseudo Aert-Ortkensa (pod nazwa ta miesci sie w istocie
grupa rysownikow rzemieslnikow z Brukseli w poczatkach XVI
w.)
Marnosc doczesnosci znakomicie zilustrowal Henddrick Goltzius
(1558-1617) na eleganckim rysunku Mlody czlowiek trzymajacy
czaszke i tulipana, przesiaknietym idea vanitas - marnosci
doczesnosci, niechybnego charakteru umierania, ale i zarazem
nowego zycia rozkwitajacego na smierci.
Miedzy metafora a realizmem - tak mozna by okreslic zasadnicza
tematyke pokazanych w Bibliotece Morgana grafik. Artysci
probowali rozmaitych tematow: mitologicznych, biblijnych,
ale takze jak najbardziej doczesnych, wspolczesnych, zas
rysunek z samej swej natury sprzyjal malarstwu rodzajowemu,
starannej obserwacji otoczenia i typow ludzkich (znakomity,
na przyklad, anonimowy Portret czlowieka (w czapce-uszatce)
z pierwszej polowy XVI wieku czy scen z zycia, jak u Jana
Swarta van Groningena (ok. 1500-1558) z Goudy - tlum gapiow
oglada egzekucje jednego i przygotowania do powieszenia
drugiego skazanca.
Nie sposob opisac nawet czesci zgromadzonych w bibliotece
rysunkow. Wszystkie bez wyjatku sa ciekawe, efektowne, na
swoj sposob znakomite.
|