 |
KAZIMIERZ BRAUN
Susan Sontag
o Helenie Modrzejewskiej
|
Powiesc Susan Sontag In America (W Ameryce) zaczyna sie znakomicie.
Caly pierwszy rozdzial to dwadziescia cztery strony doskonalej,
blyskotliwej, pulsujacej, subtelnej, delikatnej, gestej,
tworczej prozy. Czytalem ten rozdzial z trudem wynagradzanym
wszakze przezyciem piekna juz na koncu zdania. Tak czyta
sie partie Jamesa Joyce'a. Z narastajacym zaufaniem do mistrzostwa
kompozytora, ktory muzyczny temat nieomylnie powierza coraz
to nowym instrumentom. Tak slucha sie wielkich dziel polifonii.
Z radoscia, jaka daje przedzieranie sie przez osniezone
zarosla, gdy celem jest nie przez las przejsc, ale w lesie
byc. Prawda, brzmialy czasem w tekscie jakies drobne falsze
(dotyczace polonikow), jakby wirtuoz uderzyl czasem w niewlasciwy
klawisz. Byla to jednak lektura fascynujaca.
Oto autorka - jak stopniowo ujawnia narracja - uczestniczy
w przyjeciu popremierowym w jakims salonie, w jakims odleglym
kraju, w jakims czasie minionym. Jest tam, chwyta strzepy
rozmow, rozglada sie po ludziach, slyszy, a potem wymysla
ich imiona. Widzi tych ludzi i tworzy ich. Jest tam gdzies,
kiedys, "nie zaproszona, niewidzialna", a zarazem jest tu,
jest soba, pisarka amerykanska, ktora "wzrosla w poludniowej
Arizonie i poludniowej Kalifornii", a jej "wszyscy czworo
dziadkowie" byli urodzeni w kraju i w czasie, do ktorego
ona, pisarka, wyprawia sie w swej wyobrazni; jej dziadkowie
byli w tamtym kraju biednymi Zydami o zajeciach takich,
jak "drobny sklepikarz, karczmarz, drwal i badacz Talmudu".
Bedac i tam, i tu, autorka czuje potrzebe opowiedzenia dzis
o ludziach kiedys zgromadzonych w salonie w jakims miescie
(nie pada jeszcze jego nazwa, potem okaze sie, ze to Warszawa),
w jakims kraju (jego nazwa tez dlugo nie jest wymieniana,
pozniej dowiemy sie, ze to Polska).
Narratorka sadzi, ze bedzie mogla zrozumiec tych ludzi;
ich historia porusza ja gleboko; musi ja opowiedziec. A
kazda opowiesc musi sie zaczac w jakims miejscu, na przyklad
w jakims pokoju, bo "kazdy z nas nosi w sobie jakis pokoj,
ktory czeka na umeblowanie i napelnienie go ludzmi, a jesli
posluchac uwaznie, poczuje sie potrzebe uciszenia wszystkiego
w swoim pokoju i uslyszenia dzwiekow dochodzacych z drugiego
pokoju", potrzebe towarzyszenia napelniajacym go ludziom,
pojscia za nimi. "Zdecydowalem sie podazyc za nimi, w ich
swiat" - konczy autorka/narratorka wstepna czesc ksiazki.
Ta proza jest gesta, a zarazem przezroczysta. Mistrzowska
proza Susan Sontag. Potem jednak Sontag porzuca te tworcza,
imaginacyjna, podwojna, trudno uchwytna i jakze ekspresyjna
tkanke. Zaczyna opisywac zdarzenia z zewnatrz, w porzadku
chronologicznym. Juz nie uczestniczy i nie towarzyszy, juz
nie miesza i nie laczy czasow.
Raczej obserwuje, opisuje, relacjonuje, obiektywizuje. "Nie
bylam tego swiadkiem" - wspomni w nawiasie pierwszego zdania
nastepnego rozdzialu i juz nigdy (na dalszych przeszlo 350
stronicach powiesci) nie wroci do owego niezwyklego i zachwycajacego
stylu, sposobu narracji, autorskiej wypowiedzi. Posluzy
sie roznymi formami literackimi: tradycyjnym opowiadaniem,
notatkami w dzienniku jednej z postaci, listami, ktore postaci
pisza do siebie nawzajem, dramatem - jeden z rozdzialow
ma forme monologu przetykanego didaskaliami, zapisem strumienia
swiadomosci. Z upodobaniem bedzie rowniez wpisywac w narracje
zdarzeniowa dluzsze opowiadania ktorejs z postaci, poslugujac
sie struktura szkatulkowa.
Poza poczatkiem powiesci wielka radosc czytelnicza przynosi
fragment o wizycie glownej bohaterki w kraju - nakladanie
sie, mieszanie, zderzanie rozmowcow, tematow, zdarzen, refleksji.
Fascynujacy jest takze zamykajacy calosc powiesci monolog
aktora Edwina Bootha - przenikliwy psychologicznie, ciekawy
historycznie (Edwin Booth byl starszym bratem Johna - mordercy
prezydenta Lincolna), stanowiacy doskonaly material na cala
sztuke dla teatru jednego aktora. Pyszne sa tez opowiadania
w opowiadaniach, zwlaszcza to, w ktorym maz bohaterki opowiada
o swym niedoszlym locie prototypem helikoptera. Zaciekawiaja
liczne rozwazania na temat istoty aktorstwa, gry scenicznej,
teatru.
Trudno powiedziec, czy dla amerykanskich czytelnikow ciekawe
sa te partie powiesci, jak etnograficzny opis wyprawy do
Zakopanego czy zwiedzania Wystawy Stulecia w Filadelfii
(1876), a takze szczegolowe opisy tras, miejsc i przedstawien
dawanych przez teatralna gwiazde w Ameryce. Podziw polskiego
czytelnika budzi dobra znajomosc licznych polskich realiow,
choc zarazem trudno nie zwrocic uwagi na potkniecia dotyczace
spraw polskich, na niezrozumienie, och wiem, ze zawiklanej
i trudno dostepnej dla cudzoziemcow specyfiki polskiej kultury,
polskiej historii, polskiej duchowosci. I nie chodzi naturalnie
o to, ze "tylko my wiemy, jak jest naprawde w Polsce" i
tylko my Polske rozumiemy. My sami wiemy najlepiej, jak
trudno pojac i oddac w dziele sztuki "polska dusze".
A jednak... A jednak istnieje cos takiego, jak polska dusza
i cos takiego jak esencja polskosci... Kazdy z nas instynktownie
wyczuwa, co jest polskie. A zarazem wiemy, ze to rozpoznawanie
polskosci moze sie roznic zaleznie od punktu widzenia, pozycji
i osobowosci obserwatora, jest wiec sporne, dyskusyjne,
zmienne, warunkowane socjologicznie i politycznie. Istnieja
jednak wspolne obszary polskosci. Owa polskosc jest materia
muzyki Chopina. Zostala dotknieta srodkami poetyckimi w
wierszu Norwida o muzyce Chopina; mam na mysli oczywiscie
Fortepian Chopina.
Owa polskosc jest materia Pana Tadeusza, tak jak napisal
go Mickiewicz i jak sfilmowal go Wajda; to bliski nam i
aktualny przyklad. Nie, nie oczekujemy i nie wolno nam oczekiwac,
ze do istoty polskosci, dla nas samych tak trudno uchwytnej,
wszyscy beda mieli latwy dostep. Chodzi o cos innego. W
powiesci Sontag nastepuje podmiana. W miejsce Polski rzeczywistej
- wchodzi wyobrazenie o Polsce. Jest ono zbudowane na blaknacych
wspomnienia emigrantow, latami ksztaltowanych przez obcych
stereotypach Polaka, kalkach kulturowych petryfikujacych
i banalizujacych polskosc, stopniowo wytwarzanej przez samych
polskich emigrantow kulturze, ktora wlasciwej kultury polskiej
jest czesto namiastka, czasem karykatura, z reguly imitacja.
Ta imitacyjna kultura bierze przy tym z polskiego oryginalu
tylko wybrane elementy, a wybory swe warunkuje spolecznie
i geograficznie; inne elementy polskiej tradycji, kultury,
etosu - w kraju wazne, dominujace - w owej reprodukcji zanikaja,
rozmywaja sie, gina.
Tradycja polska - na emigracji najczesciej przekazywana
ustnie oraz przez rytualy i obyczaje - przeinacza sie. Prawda
sie zaciera. Cos sie idealizuje, cos demonizuje, cos zapomina,
a cos pojawia - cos, czego w ogole w starym kraju nie bylo
i nie ma. Lacznie, wyobrazenie o Polsce wchodzi na miejsce
obrazu Polski, jaka byla, czy jaka jest. Utrwala sie niepostrzezenie
i upowszechnia. Zaczyna funkcjonowac jako prawda - nie bedac
prawda. Przeklamanie (z reguly nie zamierzone) jest przy
tym przekonujace, bo naleza don wciaz prawidlowe nazwy ulic
w jakims miescie, scisle daty narodowych powstan, imiona
zmarlych i zywych krewnych czy znajomych, nazwiska powszechnie
znanych pisarzy czy politykow. Ale przeciez snuje te refleksje
po przeczytaniu powiesci, a nie podrecznika historii czy
reportazu - karce sam siebie.
Autorka nazywa przeciez swe dzielo "powiescia". Co to za
"powiesc"? Powiesc historyczna. Z historia zgadzaja sie
liczne daty, miejsca, wypadki, nazwiska. Nie wszystkie jednak!
Natrafiam na jakas sprzecznosc, ktorej nie potrafie rozwiazac,
na przeszkode, ktorej nie potrafie ominac. Zbadajmy te sprawy.
Juz na poczatku powiesci autorka-narratorka uslyszala, ze
przyjmujaca gosci po premierze aktorka ma na imie Helena,
co wiecej, w nocie poprzedzajacej tekst powiesci pisze:
"Akcja W Ameryce zainspirowana jest przez emigracje do Ameryki
w 1876 r. Heleny Modrzejewskiej, najslawniejszej polskiej
aktorki, ktorej towarzyszyl jej maz, hrabia Karol Chlapowski,
pietnastoletni syn Rudolf, mlody dziennikarz i przyszly
autor Quo vadis Henryk Sienkiewicz i kilku przyjaciol; ich
krotki pobyt w Anaheim w Kalifornii oraz nastepujaca po
nim triumfalna kariera Modrzejewskiej na scenach amerykanskich
pod nazwiskiem Modjeska.
Powiesc zostala zainspirowana - ani mniej, ani wiecej. Wiekszosc
postaci zostalo wymyslonych, a postaci rzeczywiste odchodza
zasadniczo (in radical ways) od swoich pierwowzorow". Wiec
to jest ksiazka o Modrzejewskiej, ale jednak czytelnik ma
oczekiwac "radykalnego" odejscia od jej rzeczywistej biografii.
Ponizej jest jeszcze jedna nota, w ktorej Susan Sontag twierdzi,
ze jest "dluzniczka" wielu ksiazek i artykulow napisanych
przez Modrzejewska i Sienkiewicza oraz na ich temat. Lista
nazwisk autorow, ktorych Sontag czytala, i jej informatorow,
nie zawiera jednak znanych autorytetow w dziedzinie zyciorysu
prywatnego i artystycznego Heleny Modrzejewskiej.
Susan Sontag studiowala jednak - to oczywiste, widoczne
i budzace szacunek - rzeczywisty zyciorys Modrzejewskiej.
Stykajac sie z nia po raz pierwszy w swej wyprawie w przeszlosc,
w owym mrocznym warszawskim salonie, wie, ze to Helena Modrzejewska.
Decyduje sie nazwac Helene Modrzejewska - "Maryna Zalezowska".
Nb. jest to jedno z owych przykrych amerykanskich potkniec
o prog obyczaju polskiego: Helena to imie znane w Polsce;
zdrobnieniem od Helena jest Helcia, Hela, Helenka, Helka
czy jak tam; a Maryna to jest odmiana imienia Maria, podobnie
jak Maryla, Maja, Marynia; sa tez zdrobnienia Marii - Marysia,
Marychna, Maryska czy Isia. Nikt nigdy nie osmielilby sie
powiedziec w oficjalnej sytuacji do Heleny Modrzejewskiej
"pani Helu", "pani Helciu" czy "Helka" - jednak w powiesci
mamy "Maryna", a nie Maria. Posluzenie sie imieniem "Maryna"
zamiast "Maria" jest oczywiscie naturalne w kraju, w ktorym
jednego z poprzednich prezydentow nazywalo sie "Jimmy",
a wiec "Jas", a o obecnym prezydenci mowi sie "Bill" - "Wilus".
Tak wiec imie Helena zostaje w powiesci zamienione na Maryna,
a nazwisko Modrzejewska na Zalezowska, nastepnie Maryna
staje sie Marina a Zalezowska - Zalenska. Jej maz Karol
Chlapowski zostaje Bogdanem Dembowskim, a Henryk Sienkiewicz
otrzymuje imie Ryszard i nazwisko Kierul (nb. Sienkiewicz
to nazwisko szlacheckie, Kierul - mieszczanskie; podmiana
siega tu daleko). To wszystko jest jednak oczywiscie dobrym
prawem autorki. Sa to zabiegi znane i stosowane w literaturze
od wiekow. Jednakze stopniowo cos zaczyna w tym zgrzytac.
Gdy Maryna odnosi triumfy na scenie warszawskiej, mozemy
przyjac to za fikcje literacka, bowiem teatr, w ktorym gra,
w powiesci zwany jest Teatrem Carskim (Imperial Theatre),
a nie bylo na szczescie nigdy takiego teatru w Warszawie.
W dziecinstwie Maryna mieszkala w Krakowie (tak jak Modrzejewska),
a potem wystepowala tam w Teatrze Polskim (Polish Theatre),
ale nie bylo takiego teatru w Krakowie.
Do Kalifornii Maryna przybyla z Polski przez Bremen, Nowy
Jork i przesmyk panamski (tak jak Modrzejewska) i osiedlila
sie pod Anaheim (tak jak Modrzejewska) - ale to przeciez
nie Helena Modrzejewska, to Maryna Zalezowska - staram sie
sobie powtarzac. Klopot rosnie jednak, gdy role grane przez
Maryne juz w Polsce, a potem w Ameryce, to sa te same role,
ktore grala Modrzejewska; gdy Maryna wystepuje w San Francisco
w teatrze, w ktorym naprawde grala kiedys Modrzejewska;
gdy Maryna wystepuje na scenie z Edwinem Boothem. Modrzejewska
i Booth byli najwybitniejsza para aktorow amerykanskich
konca lat 1880 i grali razem, m.in. w Kupcu weneckim Szekspira,
gdzie Modrzejewska grala Portie, a Booth Shylocka.
Ale w powiesci partnerka Shylocka-Bootha, jest Portia-Zalenska.
Cos nas tu niepokoi. Krzysztof Cedro (fikcyjny bohater powiesci
Zeromskiego) ranny pod Tudela, domaga sie od Napoleona (w
Popiolach Zeromskiego) wskrzeszenia Polski. Jest to jedna
z najpotezniejszych scen polskiej prozy - absolutnie wiarygodna.
Tak byc moglo. Jednym z wodzow napoleonskich jest ksiaze
Jozef Poniatowski, a nie, powiedzmy, Ponikowski, ktory pod
Warszawa naradza sie z generalami Sokolnickim i Fiszerem.
Tak bylo. Kmicic jest wymyslonym przez Sienkiewicza bohaterem
Potopu. Swoje winy wyznaje krolowi Janowi Kazimierzowi.
Tak byc moglo. W tymze Potopie Polske, w ktorej kroluje
Jan Kazimierz, najechali Szwedzi pod komenda krola Karola
Gustawa. Tak bylo. Nie moglibysmy przyjac konstrukcji literackiej,
w ktorej krolem polskim bylby Jan Kazimierz, a jego przeciwnikiem,
krolem szwedzkim, nie Karol Gustaw, ale powiedzmy Ludwik
Emanuel, czy tez Ingmar Undset.
Trudno byloby nam takze strawic opowiesc o tym, jak general
Waszyngton naradza sie nad budowa fortyfikacji z polskim
dowodca o nazwisku, powiedzmy Peduszko lub Kamykowski, a
nie Kosciuszko, prawda? Ten dziwny zgrzyt, tarcie, czytelnicza
niezgoda na nazwanie Heleny Modrzejewskiej Maryna (potem
Marina) Zalezowska (potem Zelenska) - jesli opowiada sie
jednak historie jakos oparta na zyciu Heleny Modrzejewskiej
czy tez przez zyciorys "zainspirowana" - stopniowo narasta.
Wibruje bodaj jeszcze bardziej nieznosnie, gdy okazuje sie,
ze Henryk Sienkiewicz (w powiesci Ryszard Kierul), mlody
polski dziennikarz i prozaik na dorobku (przypomnijmy, ze
nota autorska laczy jednoznacznie powiesciowego Ryszarda
z Sienkiewiczem) wyroznia sie glownie tym, iz jest zamilowanym
bywalcem domow publicznych w Warszawie, Krakowie, San Francisco
i Los Angeles; na dodatek odwiedza takiez zaimprowizowane
miejsce na statku transoceanicznym.
Nie dosc tego, stosunek owego Ryszarda do owej Maryny jednoznacznie
rozszyfrowuje opis upojnej nocy spedzonej przez nich w hotelowym
lozku po premierze Adrianny Lecouvrer w San Francisco, przy
czym tytul sztuki, nazwa teatru i przebieg premiery odpowiadaja
faktom: Modrzejewski grala Adrianne w San Francisco, a Sienkiewicz
byl na widowni. Nie wiemy, co zaszlo tamtej nocy pomiedzy
Modrzejewska a Sienkiewiczem. Jednak nasz szacunek do obu
tych osob, znajomosc wielu ich decyzji i wyborow zyciowych
oraz ich dziel pozwala nam przypuszczac, ze ich zwiazki
byly zapewne znacznie bardziej skomplikowane, niz to przedstawia
Sontag, a na pewno mniej trywialne. Przyjety chwyt literacki
(Helena nie jest Helena - jest Maryna) upowaznia autorke
do "radykalnych" odchylen w stosunku do pierwowzoru. Zdaje
sie zarazem splaszczac jej postac. Nie ma w powiesci niezlomnej
woli i szalonej pracowitosci Heleny Modrzejewskiej, dzieki
ktorym awansowala teatralnie i spolecznie w Polsce, a potem
przelamala bariere jezykowa i kulturowa w Ameryce.
Zwlaszcza poczatkowy odcinek jej amerykanskiej drogi pozbawiony
jest w powiesci dramatyzmu, rozczarowan, upokorzen i niepowodzen
- w powiesci Maryna dostaje sie na scene od razu po pierwszym
przesluchaniu, w rzeczywistosci zas Helena najpierw zostala
odrzucona. Nie ma w tej powiesci ksztaltujacego sie stopniowo
w Modrzejewskiej patriotyzmu i przywiazania do kraju, ktore
- paradoksalnie - narastaly w niej w miare wrastania w Ameryke.
Nie ma tez wlasciwie zadnej problematyki moralnej ani perspektywy
religijnej, ktore - rowniez stopniowo - coraz silniej przenikaly
jej zycie i postepowanie, co jest udokumentowane m.in. jej
spotkaniem z bratem Albertem Chmielowskim w czasie jednej
z wizyt w kraju.
Nb. Adam Chmielewski (pozniejszy brat Albert) wspomniany
jest w powiesci tylko na poczatku, jako mlody malarz Michal
adorujacy bohaterke. Sama Maryna, ktora odwiedza czasem
kosciol sw. Bonifacego w Anaheim i deklaruje sie jako katoliczka,
nie ma wszakze zadnych wyrzutow sumienia zdradzajac meza.
Temat religii pojawia sie zreszta szerzej tylko raz: gdy
jakas ciemna i glupia fanatyczka religijna grozi Marynie
pieklem za jej wystepy sceniczne, a sama Maryna nie znajduje
zadnych rozsadnych argumentow, aby sie jej przeciwstawic.
Zaczalem czytac W Ameryce z radoscia, wzruszeniem, nadzieja.
Radowalem sie, ze oto slynna wspolczesna amerykanska pisarka,
osoba znana, autorka glosnych dziel literackich (powiesci,
nowel, dramatow) i jeszcze glosniejszych prac teoretycznych
(filozoficznych, kulturoznawczych, literackich) napisala
powiesc o slynnej polskiej aktorce.
Czytalem te ksiazke najpierw z zachwytem, pozniej, jeszcze
ciagle, z nadzieja, potem z narastajaca frustracja. A gdy
zakonczylem lekture, pomyslalem z zalem, ze Susan Sontag
napisala powiesc o Marynie Zalezowskiej zamiast o Helenie
Modrzejewskiej. I w ogole jakos bardzo sie zmartwilem, ze
obietnice tematu i poczatku powiesci nie zostaly spelnione,
a milosc, jaka otaczana byla i jest przez Polakow Modrzejewska
(to samo dotyczy Sienkiewicza) zostala tutaj jakos niedoceniona,
potraktowana zbyt lekko.
Pomyslalem tez - paradoksalnie - ze duzo mi w tej ksiazce
owej "polskiej aktorki" a za malo, wbrew tytulowi, Ameryki.
Po zakonczeniu czytania tekstu z obowiazku przeczytalem
note na "skrzydelko" obwoluty: takich not unikam przed lektura,
aby czytac niezaleznie i samodzielnie. Po przeczytaniu noty
zmartwilem sie jeszcze bardziej. Oto, co tam napisano: "W
Ameryce to nowa, wspaniala i odwazna powiesc Susan Sontag
- Ameryka wstepujaca w nowoczesnosc jest w niej ukazana
jak w kalejdoskopie. Tak jak w swej niezwykle popularnej
powiesci The Volcano Lover (1992), ktora w sposob swiezy
i prowokacyjny przedstawia slynna milosc Emmy Hamilton i
Horatio Nelsona, Sontag po raz kolejny opiera sie na zdarzeniach
rozgrywajacych sie w przeszlosci, by stworzyc swiat, w ktorym
pulsuje wspolczesnosc.
W 1876 roku grupa Polakow pod przewodem Maryny Zalezowskiej,
najwiekszej polskiej aktorki, emigruje do Stanow Zjednoczonych
i osiedla sie w Kalifornii w poblizu wsi Anaheim, by stworzyc
utopijna wspolnote - jest ona dla nich nowa Brook Farm.
Marynie, ktora na rzecz tego przedsiewziecia porzucila kariere
sceniczna, towarzysza syn i maz, arystokrata zbuntowany
przeciw swojemu srodowisku; w jej otoczeniu jest rowniez
zakochany w niej utalentowany mlody pisarz. Porywajace pisarstwo
Sontag ukazuje egzotyczna, ciagle jeszcze dziewicza i oczekujaca
podboju poludniowa Kalifornie, w ktorej przybysze z Europy
panuja nad rdzennymi kalifornijczykami i Indianami. Gdy
wspolnota ponosi fiasko i wiekszosc emigrantow wraca do
Polski, Maryna postanawia zostac, uczy sie angielskiego
i - teraz juz jako Marina Zalenska - wykuwa nowa, jeszcze
wspanialsza kariere na scenie amerykanskiej.
Gwiazda porownywana z Sara Brenhardt, Maryna wkrotce tworzy
swoj wlasny zespol i rok po roku przemierza kraj w prywatnym
wagonie, by niebawem grac wraz z Edwinem Boothem, najwiekszym
aktorem amerykanskim owego czasu. W Ameryce mowi o wielu
sprawach: o procesie przeistoczenia sie kobiety; o losie
idealizmu; o zyciu w teatrze; o wielu twarzach milosci;
a wreszcie, co jest jej dodatkowym walorem, zawiera przerozne
opowiesci i sama jest fascynujaca opowiescia.
W Ameryce to powiesc wrecz operowa w swym rozmachu, pelna
pasji, bogata w szczegoly, wizjonerska w swym obrazie Ameryki
i zaludniona niezapomnianymi postaciami. W Ameryce jest
najwieksza, najbardziej zadziwiajaca powiescia Susan Sontag".
Zacytowalem lojalnie cala note wydawnicza. Jest ogromnie
przekonujaca. Wiec moze to moja nietypowa perspektywa czytelnicza
- znam dosc dobrze historie zycia Heleny Modrzejewskiej,
wiele o niej czytalem i sam o niej pisalem - utrudnila mi
lekture? |