[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (7 kwietnia 2000)


KAZIMIERZ BRAUN

Susan Sontag
o Helenie Modrzejewskiej

 

Powiesc Susan Sontag In America (W Ameryce) zaczyna sie znakomicie. Caly pierwszy rozdzial to dwadziescia cztery strony doskonalej, blyskotliwej, pulsujacej, subtelnej, delikatnej, gestej, tworczej prozy. Czytalem ten rozdzial z trudem wynagradzanym wszakze przezyciem piekna juz na koncu zdania. Tak czyta sie partie Jamesa Joyce'a. Z narastajacym zaufaniem do mistrzostwa kompozytora, ktory muzyczny temat nieomylnie powierza coraz to nowym instrumentom. Tak slucha sie wielkich dziel polifonii. Z radoscia, jaka daje przedzieranie sie przez osniezone zarosla, gdy celem jest nie przez las przejsc, ale w lesie byc. Prawda, brzmialy czasem w tekscie jakies drobne falsze (dotyczace polonikow), jakby wirtuoz uderzyl czasem w niewlasciwy klawisz. Byla to jednak lektura fascynujaca.
Oto autorka - jak stopniowo ujawnia narracja - uczestniczy w przyjeciu popremierowym w jakims salonie, w jakims odleglym kraju, w jakims czasie minionym. Jest tam, chwyta strzepy rozmow, rozglada sie po ludziach, slyszy, a potem wymysla ich imiona. Widzi tych ludzi i tworzy ich. Jest tam gdzies, kiedys, "nie zaproszona, niewidzialna", a zarazem jest tu, jest soba, pisarka amerykanska, ktora "wzrosla w poludniowej Arizonie i poludniowej Kalifornii", a jej "wszyscy czworo dziadkowie" byli urodzeni w kraju i w czasie, do ktorego ona, pisarka, wyprawia sie w swej wyobrazni; jej dziadkowie byli w tamtym kraju biednymi Zydami o zajeciach takich, jak "drobny sklepikarz, karczmarz, drwal i badacz Talmudu". Bedac i tam, i tu, autorka czuje potrzebe opowiedzenia dzis o ludziach kiedys zgromadzonych w salonie w jakims miescie (nie pada jeszcze jego nazwa, potem okaze sie, ze to Warszawa), w jakims kraju (jego nazwa tez dlugo nie jest wymieniana, pozniej dowiemy sie, ze to Polska).
Narratorka sadzi, ze bedzie mogla zrozumiec tych ludzi; ich historia porusza ja gleboko; musi ja opowiedziec. A kazda opowiesc musi sie zaczac w jakims miejscu, na przyklad w jakims pokoju, bo "kazdy z nas nosi w sobie jakis pokoj, ktory czeka na umeblowanie i napelnienie go ludzmi, a jesli posluchac uwaznie, poczuje sie potrzebe uciszenia wszystkiego w swoim pokoju i uslyszenia dzwiekow dochodzacych z drugiego pokoju", potrzebe towarzyszenia napelniajacym go ludziom, pojscia za nimi. "Zdecydowalem sie podazyc za nimi, w ich swiat" - konczy autorka/narratorka wstepna czesc ksiazki. Ta proza jest gesta, a zarazem przezroczysta. Mistrzowska proza Susan Sontag. Potem jednak Sontag porzuca te tworcza, imaginacyjna, podwojna, trudno uchwytna i jakze ekspresyjna tkanke. Zaczyna opisywac zdarzenia z zewnatrz, w porzadku chronologicznym. Juz nie uczestniczy i nie towarzyszy, juz nie miesza i nie laczy czasow.
Raczej obserwuje, opisuje, relacjonuje, obiektywizuje. "Nie bylam tego swiadkiem" - wspomni w nawiasie pierwszego zdania nastepnego rozdzialu i juz nigdy (na dalszych przeszlo 350 stronicach powiesci) nie wroci do owego niezwyklego i zachwycajacego stylu, sposobu narracji, autorskiej wypowiedzi. Posluzy sie roznymi formami literackimi: tradycyjnym opowiadaniem, notatkami w dzienniku jednej z postaci, listami, ktore postaci pisza do siebie nawzajem, dramatem - jeden z rozdzialow ma forme monologu przetykanego didaskaliami, zapisem strumienia swiadomosci. Z upodobaniem bedzie rowniez wpisywac w narracje zdarzeniowa dluzsze opowiadania ktorejs z postaci, poslugujac sie struktura szkatulkowa.
Poza poczatkiem powiesci wielka radosc czytelnicza przynosi fragment o wizycie glownej bohaterki w kraju - nakladanie sie, mieszanie, zderzanie rozmowcow, tematow, zdarzen, refleksji. Fascynujacy jest takze zamykajacy calosc powiesci monolog aktora Edwina Bootha - przenikliwy psychologicznie, ciekawy historycznie (Edwin Booth byl starszym bratem Johna - mordercy prezydenta Lincolna), stanowiacy doskonaly material na cala sztuke dla teatru jednego aktora. Pyszne sa tez opowiadania w opowiadaniach, zwlaszcza to, w ktorym maz bohaterki opowiada o swym niedoszlym locie prototypem helikoptera. Zaciekawiaja liczne rozwazania na temat istoty aktorstwa, gry scenicznej, teatru.
Trudno powiedziec, czy dla amerykanskich czytelnikow ciekawe sa te partie powiesci, jak etnograficzny opis wyprawy do Zakopanego czy zwiedzania Wystawy Stulecia w Filadelfii (1876), a takze szczegolowe opisy tras, miejsc i przedstawien dawanych przez teatralna gwiazde w Ameryce. Podziw polskiego czytelnika budzi dobra znajomosc licznych polskich realiow, choc zarazem trudno nie zwrocic uwagi na potkniecia dotyczace spraw polskich, na niezrozumienie, och wiem, ze zawiklanej i trudno dostepnej dla cudzoziemcow specyfiki polskiej kultury, polskiej historii, polskiej duchowosci. I nie chodzi naturalnie o to, ze "tylko my wiemy, jak jest naprawde w Polsce" i tylko my Polske rozumiemy. My sami wiemy najlepiej, jak trudno pojac i oddac w dziele sztuki "polska dusze".
A jednak... A jednak istnieje cos takiego, jak polska dusza i cos takiego jak esencja polskosci... Kazdy z nas instynktownie wyczuwa, co jest polskie. A zarazem wiemy, ze to rozpoznawanie polskosci moze sie roznic zaleznie od punktu widzenia, pozycji i osobowosci obserwatora, jest wiec sporne, dyskusyjne, zmienne, warunkowane socjologicznie i politycznie. Istnieja jednak wspolne obszary polskosci. Owa polskosc jest materia muzyki Chopina. Zostala dotknieta srodkami poetyckimi w wierszu Norwida o muzyce Chopina; mam na mysli oczywiscie Fortepian Chopina.
Owa polskosc jest materia Pana Tadeusza, tak jak napisal go Mickiewicz i jak sfilmowal go Wajda; to bliski nam i aktualny przyklad. Nie, nie oczekujemy i nie wolno nam oczekiwac, ze do istoty polskosci, dla nas samych tak trudno uchwytnej, wszyscy beda mieli latwy dostep. Chodzi o cos innego. W powiesci Sontag nastepuje podmiana. W miejsce Polski rzeczywistej - wchodzi wyobrazenie o Polsce. Jest ono zbudowane na blaknacych wspomnienia emigrantow, latami ksztaltowanych przez obcych stereotypach Polaka, kalkach kulturowych petryfikujacych i banalizujacych polskosc, stopniowo wytwarzanej przez samych polskich emigrantow kulturze, ktora wlasciwej kultury polskiej jest czesto namiastka, czasem karykatura, z reguly imitacja. Ta imitacyjna kultura bierze przy tym z polskiego oryginalu tylko wybrane elementy, a wybory swe warunkuje spolecznie i geograficznie; inne elementy polskiej tradycji, kultury, etosu - w kraju wazne, dominujace - w owej reprodukcji zanikaja, rozmywaja sie, gina.
Tradycja polska - na emigracji najczesciej przekazywana ustnie oraz przez rytualy i obyczaje - przeinacza sie. Prawda sie zaciera. Cos sie idealizuje, cos demonizuje, cos zapomina, a cos pojawia - cos, czego w ogole w starym kraju nie bylo i nie ma. Lacznie, wyobrazenie o Polsce wchodzi na miejsce obrazu Polski, jaka byla, czy jaka jest. Utrwala sie niepostrzezenie i upowszechnia. Zaczyna funkcjonowac jako prawda - nie bedac prawda. Przeklamanie (z reguly nie zamierzone) jest przy tym przekonujace, bo naleza don wciaz prawidlowe nazwy ulic w jakims miescie, scisle daty narodowych powstan, imiona zmarlych i zywych krewnych czy znajomych, nazwiska powszechnie znanych pisarzy czy politykow. Ale przeciez snuje te refleksje po przeczytaniu powiesci, a nie podrecznika historii czy reportazu - karce sam siebie.
Autorka nazywa przeciez swe dzielo "powiescia". Co to za "powiesc"? Powiesc historyczna. Z historia zgadzaja sie liczne daty, miejsca, wypadki, nazwiska. Nie wszystkie jednak! Natrafiam na jakas sprzecznosc, ktorej nie potrafie rozwiazac, na przeszkode, ktorej nie potrafie ominac. Zbadajmy te sprawy. Juz na poczatku powiesci autorka-narratorka uslyszala, ze przyjmujaca gosci po premierze aktorka ma na imie Helena, co wiecej, w nocie poprzedzajacej tekst powiesci pisze: "Akcja W Ameryce zainspirowana jest przez emigracje do Ameryki w 1876 r. Heleny Modrzejewskiej, najslawniejszej polskiej aktorki, ktorej towarzyszyl jej maz, hrabia Karol Chlapowski, pietnastoletni syn Rudolf, mlody dziennikarz i przyszly autor Quo vadis Henryk Sienkiewicz i kilku przyjaciol; ich krotki pobyt w Anaheim w Kalifornii oraz nastepujaca po nim triumfalna kariera Modrzejewskiej na scenach amerykanskich pod nazwiskiem Modjeska.
Powiesc zostala zainspirowana - ani mniej, ani wiecej. Wiekszosc postaci zostalo wymyslonych, a postaci rzeczywiste odchodza zasadniczo (in radical ways) od swoich pierwowzorow". Wiec to jest ksiazka o Modrzejewskiej, ale jednak czytelnik ma oczekiwac "radykalnego" odejscia od jej rzeczywistej biografii. Ponizej jest jeszcze jedna nota, w ktorej Susan Sontag twierdzi, ze jest "dluzniczka" wielu ksiazek i artykulow napisanych przez Modrzejewska i Sienkiewicza oraz na ich temat. Lista nazwisk autorow, ktorych Sontag czytala, i jej informatorow, nie zawiera jednak znanych autorytetow w dziedzinie zyciorysu prywatnego i artystycznego Heleny Modrzejewskiej.
Susan Sontag studiowala jednak - to oczywiste, widoczne i budzace szacunek - rzeczywisty zyciorys Modrzejewskiej. Stykajac sie z nia po raz pierwszy w swej wyprawie w przeszlosc, w owym mrocznym warszawskim salonie, wie, ze to Helena Modrzejewska. Decyduje sie nazwac Helene Modrzejewska - "Maryna Zalezowska". Nb. jest to jedno z owych przykrych amerykanskich potkniec o prog obyczaju polskiego: Helena to imie znane w Polsce; zdrobnieniem od Helena jest Helcia, Hela, Helenka, Helka czy jak tam; a Maryna to jest odmiana imienia Maria, podobnie jak Maryla, Maja, Marynia; sa tez zdrobnienia Marii - Marysia, Marychna, Maryska czy Isia. Nikt nigdy nie osmielilby sie powiedziec w oficjalnej sytuacji do Heleny Modrzejewskiej "pani Helu", "pani Helciu" czy "Helka" - jednak w powiesci mamy "Maryna", a nie Maria. Posluzenie sie imieniem "Maryna" zamiast "Maria" jest oczywiscie naturalne w kraju, w ktorym jednego z poprzednich prezydentow nazywalo sie "Jimmy", a wiec "Jas", a o obecnym prezydenci mowi sie "Bill" - "Wilus". Tak wiec imie Helena zostaje w powiesci zamienione na Maryna, a nazwisko Modrzejewska na Zalezowska, nastepnie Maryna staje sie Marina a Zalezowska - Zalenska. Jej maz Karol Chlapowski zostaje Bogdanem Dembowskim, a Henryk Sienkiewicz otrzymuje imie Ryszard i nazwisko Kierul (nb. Sienkiewicz to nazwisko szlacheckie, Kierul - mieszczanskie; podmiana siega tu daleko). To wszystko jest jednak oczywiscie dobrym prawem autorki. Sa to zabiegi znane i stosowane w literaturze od wiekow. Jednakze stopniowo cos zaczyna w tym zgrzytac. Gdy Maryna odnosi triumfy na scenie warszawskiej, mozemy przyjac to za fikcje literacka, bowiem teatr, w ktorym gra, w powiesci zwany jest Teatrem Carskim (Imperial Theatre), a nie bylo na szczescie nigdy takiego teatru w Warszawie. W dziecinstwie Maryna mieszkala w Krakowie (tak jak Modrzejewska), a potem wystepowala tam w Teatrze Polskim (Polish Theatre), ale nie bylo takiego teatru w Krakowie.
Do Kalifornii Maryna przybyla z Polski przez Bremen, Nowy Jork i przesmyk panamski (tak jak Modrzejewska) i osiedlila sie pod Anaheim (tak jak Modrzejewska) - ale to przeciez nie Helena Modrzejewska, to Maryna Zalezowska - staram sie sobie powtarzac. Klopot rosnie jednak, gdy role grane przez Maryne juz w Polsce, a potem w Ameryce, to sa te same role, ktore grala Modrzejewska; gdy Maryna wystepuje w San Francisco w teatrze, w ktorym naprawde grala kiedys Modrzejewska; gdy Maryna wystepuje na scenie z Edwinem Boothem. Modrzejewska i Booth byli najwybitniejsza para aktorow amerykanskich konca lat 1880 i grali razem, m.in. w Kupcu weneckim Szekspira, gdzie Modrzejewska grala Portie, a Booth Shylocka.
Ale w powiesci partnerka Shylocka-Bootha, jest Portia-Zalenska. Cos nas tu niepokoi. Krzysztof Cedro (fikcyjny bohater powiesci Zeromskiego) ranny pod Tudela, domaga sie od Napoleona (w Popiolach Zeromskiego) wskrzeszenia Polski. Jest to jedna z najpotezniejszych scen polskiej prozy - absolutnie wiarygodna. Tak byc moglo. Jednym z wodzow napoleonskich jest ksiaze Jozef Poniatowski, a nie, powiedzmy, Ponikowski, ktory pod Warszawa naradza sie z generalami Sokolnickim i Fiszerem. Tak bylo. Kmicic jest wymyslonym przez Sienkiewicza bohaterem Potopu. Swoje winy wyznaje krolowi Janowi Kazimierzowi. Tak byc moglo. W tymze Potopie Polske, w ktorej kroluje Jan Kazimierz, najechali Szwedzi pod komenda krola Karola Gustawa. Tak bylo. Nie moglibysmy przyjac konstrukcji literackiej, w ktorej krolem polskim bylby Jan Kazimierz, a jego przeciwnikiem, krolem szwedzkim, nie Karol Gustaw, ale powiedzmy Ludwik Emanuel, czy tez Ingmar Undset.
Trudno byloby nam takze strawic opowiesc o tym, jak general Waszyngton naradza sie nad budowa fortyfikacji z polskim dowodca o nazwisku, powiedzmy Peduszko lub Kamykowski, a nie Kosciuszko, prawda? Ten dziwny zgrzyt, tarcie, czytelnicza niezgoda na nazwanie Heleny Modrzejewskiej Maryna (potem Marina) Zalezowska (potem Zelenska) - jesli opowiada sie jednak historie jakos oparta na zyciu Heleny Modrzejewskiej czy tez przez zyciorys "zainspirowana" - stopniowo narasta. Wibruje bodaj jeszcze bardziej nieznosnie, gdy okazuje sie, ze Henryk Sienkiewicz (w powiesci Ryszard Kierul), mlody polski dziennikarz i prozaik na dorobku (przypomnijmy, ze nota autorska laczy jednoznacznie powiesciowego Ryszarda z Sienkiewiczem) wyroznia sie glownie tym, iz jest zamilowanym bywalcem domow publicznych w Warszawie, Krakowie, San Francisco i Los Angeles; na dodatek odwiedza takiez zaimprowizowane miejsce na statku transoceanicznym.
Nie dosc tego, stosunek owego Ryszarda do owej Maryny jednoznacznie rozszyfrowuje opis upojnej nocy spedzonej przez nich w hotelowym lozku po premierze Adrianny Lecouvrer w San Francisco, przy czym tytul sztuki, nazwa teatru i przebieg premiery odpowiadaja faktom: Modrzejewski grala Adrianne w San Francisco, a Sienkiewicz byl na widowni. Nie wiemy, co zaszlo tamtej nocy pomiedzy Modrzejewska a Sienkiewiczem. Jednak nasz szacunek do obu tych osob, znajomosc wielu ich decyzji i wyborow zyciowych oraz ich dziel pozwala nam przypuszczac, ze ich zwiazki byly zapewne znacznie bardziej skomplikowane, niz to przedstawia Sontag, a na pewno mniej trywialne. Przyjety chwyt literacki (Helena nie jest Helena - jest Maryna) upowaznia autorke do "radykalnych" odchylen w stosunku do pierwowzoru. Zdaje sie zarazem splaszczac jej postac. Nie ma w powiesci niezlomnej woli i szalonej pracowitosci Heleny Modrzejewskiej, dzieki ktorym awansowala teatralnie i spolecznie w Polsce, a potem przelamala bariere jezykowa i kulturowa w Ameryce.
Zwlaszcza poczatkowy odcinek jej amerykanskiej drogi pozbawiony jest w powiesci dramatyzmu, rozczarowan, upokorzen i niepowodzen - w powiesci Maryna dostaje sie na scene od razu po pierwszym przesluchaniu, w rzeczywistosci zas Helena najpierw zostala odrzucona. Nie ma w tej powiesci ksztaltujacego sie stopniowo w Modrzejewskiej patriotyzmu i przywiazania do kraju, ktore - paradoksalnie - narastaly w niej w miare wrastania w Ameryke. Nie ma tez wlasciwie zadnej problematyki moralnej ani perspektywy religijnej, ktore - rowniez stopniowo - coraz silniej przenikaly jej zycie i postepowanie, co jest udokumentowane m.in. jej spotkaniem z bratem Albertem Chmielowskim w czasie jednej z wizyt w kraju.
Nb. Adam Chmielewski (pozniejszy brat Albert) wspomniany jest w powiesci tylko na poczatku, jako mlody malarz Michal adorujacy bohaterke. Sama Maryna, ktora odwiedza czasem kosciol sw. Bonifacego w Anaheim i deklaruje sie jako katoliczka, nie ma wszakze zadnych wyrzutow sumienia zdradzajac meza. Temat religii pojawia sie zreszta szerzej tylko raz: gdy jakas ciemna i glupia fanatyczka religijna grozi Marynie pieklem za jej wystepy sceniczne, a sama Maryna nie znajduje zadnych rozsadnych argumentow, aby sie jej przeciwstawic. Zaczalem czytac W Ameryce z radoscia, wzruszeniem, nadzieja. Radowalem sie, ze oto slynna wspolczesna amerykanska pisarka, osoba znana, autorka glosnych dziel literackich (powiesci, nowel, dramatow) i jeszcze glosniejszych prac teoretycznych (filozoficznych, kulturoznawczych, literackich) napisala powiesc o slynnej polskiej aktorce.
Czytalem te ksiazke najpierw z zachwytem, pozniej, jeszcze ciagle, z nadzieja, potem z narastajaca frustracja. A gdy zakonczylem lekture, pomyslalem z zalem, ze Susan Sontag napisala powiesc o Marynie Zalezowskiej zamiast o Helenie Modrzejewskiej. I w ogole jakos bardzo sie zmartwilem, ze obietnice tematu i poczatku powiesci nie zostaly spelnione, a milosc, jaka otaczana byla i jest przez Polakow Modrzejewska (to samo dotyczy Sienkiewicza) zostala tutaj jakos niedoceniona, potraktowana zbyt lekko.
Pomyslalem tez - paradoksalnie - ze duzo mi w tej ksiazce owej "polskiej aktorki" a za malo, wbrew tytulowi, Ameryki. Po zakonczeniu czytania tekstu z obowiazku przeczytalem note na "skrzydelko" obwoluty: takich not unikam przed lektura, aby czytac niezaleznie i samodzielnie. Po przeczytaniu noty zmartwilem sie jeszcze bardziej. Oto, co tam napisano: "W Ameryce to nowa, wspaniala i odwazna powiesc Susan Sontag - Ameryka wstepujaca w nowoczesnosc jest w niej ukazana jak w kalejdoskopie. Tak jak w swej niezwykle popularnej powiesci The Volcano Lover (1992), ktora w sposob swiezy i prowokacyjny przedstawia slynna milosc Emmy Hamilton i Horatio Nelsona, Sontag po raz kolejny opiera sie na zdarzeniach rozgrywajacych sie w przeszlosci, by stworzyc swiat, w ktorym pulsuje wspolczesnosc.
W 1876 roku grupa Polakow pod przewodem Maryny Zalezowskiej, najwiekszej polskiej aktorki, emigruje do Stanow Zjednoczonych i osiedla sie w Kalifornii w poblizu wsi Anaheim, by stworzyc utopijna wspolnote - jest ona dla nich nowa Brook Farm. Marynie, ktora na rzecz tego przedsiewziecia porzucila kariere sceniczna, towarzysza syn i maz, arystokrata zbuntowany przeciw swojemu srodowisku; w jej otoczeniu jest rowniez zakochany w niej utalentowany mlody pisarz. Porywajace pisarstwo Sontag ukazuje egzotyczna, ciagle jeszcze dziewicza i oczekujaca podboju poludniowa Kalifornie, w ktorej przybysze z Europy panuja nad rdzennymi kalifornijczykami i Indianami. Gdy wspolnota ponosi fiasko i wiekszosc emigrantow wraca do Polski, Maryna postanawia zostac, uczy sie angielskiego i - teraz juz jako Marina Zalenska - wykuwa nowa, jeszcze wspanialsza kariere na scenie amerykanskiej.
Gwiazda porownywana z Sara Brenhardt, Maryna wkrotce tworzy swoj wlasny zespol i rok po roku przemierza kraj w prywatnym wagonie, by niebawem grac wraz z Edwinem Boothem, najwiekszym aktorem amerykanskim owego czasu. W Ameryce mowi o wielu sprawach: o procesie przeistoczenia sie kobiety; o losie idealizmu; o zyciu w teatrze; o wielu twarzach milosci; a wreszcie, co jest jej dodatkowym walorem, zawiera przerozne opowiesci i sama jest fascynujaca opowiescia.
W Ameryce to powiesc wrecz operowa w swym rozmachu, pelna pasji, bogata w szczegoly, wizjonerska w swym obrazie Ameryki i zaludniona niezapomnianymi postaciami. W Ameryce jest najwieksza, najbardziej zadziwiajaca powiescia Susan Sontag".
Zacytowalem lojalnie cala note wydawnicza. Jest ogromnie przekonujaca. Wiec moze to moja nietypowa perspektywa czytelnicza - znam dosc dobrze historie zycia Heleny Modrzejewskiej, wiele o niej czytalem i sam o niej pisalem - utrudnila mi lekture?