[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (14 kwietnia 2000)


JERZY R. KRZYZANOWSKI

Obraz Katynia
w literaturach swiata

 

"I wtedy stalo sie, ze na te wojne sformowany 102 Pulk Ulanow z Grodna cofal sie dalej - na Spockinie. Juz z jedna tylko mysla - ujsc na Litwe. Lezacy na krzyzowce trup generala Olszyny-Wilczynskiego ostrzegal: "Nie masz tu juz nic do roboty, zolnierzu!". To pamietne zdanie otwiera jedna z najpopularniejszych polskich opowiesci o wojnie, Hubalczykow Melchiora Wankowicza, napisana i po raz pierwszy opublikowana na emigracji, w Londynie w 1947 roku, nastepne zas wielokrotnie przedrukowywana w kraju. Tak, z tym tylko, ze malo kto z czytelnikow zastanawial sie, gdzie leza Spockinie, jak daleko na wschod zaszli we wrzesniu 1939 roku Niemcy i - co najwazniejsze - jak zginal general Olszyna-Wilczynski. Zginal to zginal, od tego jest wojna, ze gina na niej nawet generalowie, zdawala sie brzmiec ogolna opinia, a brak wyjasnien w opracowaniach historycznych lat od piecdziesiatych po osiemdziesiate odpowiedzi na te pytania nie ulatwial, tym bardziej ze nawet jedyna w tym okresie historia kampanii wrzesniowej, Wojna polska Leszka Moczulskiego, wydana w 1972 roku, przy nazwisku generala podawala najkrotsza tylko informacje: polegl. Nic wiecej.
W znacznie lepszej co do tej sprawy sytuacji znajdowali sie czytelnicy na emigracji, zwlaszcza od roku 1974, kiedy to ukazala sie w Stanach Zjednoczonych powiesc zatytulowana Night Never Ending (Noc, ktora nie ma konca), napisana przez kogos ukrywajacego sie pod dotychczas nie rozwiazanym pseudonimem Eugene Andrei Komorowski. Te pierwsza duza powiesc o Katyniu i konsekwencjach tragedii otwiera wlasnie scena zamordowania generala przez sowieckich zolnierzy tuz po pierwszym dniu inwazji, 19 wrzesnia 1939 r., i to otwiera w sposob rownie mocny jak obraz stworzony przez Wankowicza.
"I stalo sie cos niewiarygodnego - pisze w swojej rzekomo autentycznej narracji Komorowski - znacznie bardziej niewiarygodnego, niz moglem tego oczekiwac. Soldaci wyciagneli generala Wilczynskiego z auta, rzucili go na ziemie, zaczeli bic piesciami i kolbami, a potem kopac butami...". Potem nastepuje opis egzekucji generala tak brutalny, ze trudny do przytoczenia, nie pozostawiajacy jednak cienia watpliwosci, jak zginal pierwszy z pietnastu tysiecy oficerow, ktorzy podazyc mieli za nim w pol roku pozniej. Literatura, moze nie zawsze ta najwieksza, ale wierna prawdzie, ocalila dla historii, dla nas, to pierwsze spotkanie z wkraczajacymi na polska ziemie Rosjanami.
Przy okazji dodac warto uwage na temat calkowitego niezrozumienia podstawy tego konfliktu przez amerykanskiego wydawce. Podczas gdy ksiazka konczy sie jednozdaniowym epilogiem "mogloby byc gorzej, gdyz jak mi kiedys powiedzial przyjaciel, moglismy byc Rosjanami", wydawca nie tylko zmienil imie autora z Eugeniusza na Eugene, ale drugie jego imie podal w wersji wlasnie rosyjskiej jako Andrei...
Powiesc rzekomego Komorowskiego, najzupelniej w Polsce nieznana, a i w stanach nie wywolujaca szerszego echa, wprowadza inny jeszcze motyw, czesciowo nastepnie rozwiniety przez jednego z czolowych pisarzy emigracji, Wlodzimierza Odojewskiego w jego opowiadaniu Ku Dunzynanskiemu wzgorzu idzie las, ogloszonym w wydanej w dziesiec lat pozniej przez paryski Instytut Literacki ksiazce Zabezpieczanie sladow (1984). Jest to mianowicie gnebiaca do dzisiaj badaczy sprawa mozliwosci - czy raczej niemozliwosci - ucieczki jednego bodaj swiadka katynskiej egzekucji. Komorowski, piszac w pierwszej osobie, podaje sie za takiego wlasnie uciekiniera z dolow smierci, czlowieka, ktorego potem sowieckie sluzby specjalne scigac beda po calym swiecie, chcac fizycznie zniszczyc zywy dowod zbrodni. W ten sposob powiesc jego stopniowo zmienia sie w powiesc sensacyjna, to co w literaturze amerykanskiej nazywa sie thriller, sam fakt historyczny przesuwajac na plan nieco dalszy. W opowiadaniu Odojewskiego natomiast, gdzie rowniez motywem glownym jest opowiesc uciekiniera z miejsca katynskiej egzekucji, nacisk polozony jest przede wszystkim na strone psychologiczna czy raczej patologiczna, nawet kiedy to narrator nie moze pozbyc sie obsesji obrazow z kwietnia 1940 roku, uporczywie do nich wraca i w rezultacie ginie. Rzeczywistosc, niestety, nie potwierdzila takich przypadkow cudownego ocalenia, totez raz jeszcze polegac mozemy tylko na sile wizji artystycznej w opowiadaniach i powiesciach odtwarzajacej ostatnie momenty tysiecy ofiar zbrodni katynskiej.
I tu znowu siegnac przyjdzie do przykladu z literatury pisanej i wydawanej poza krajem, raz jeszcze podkreslic nieugieta postawe pisarzy emigracyjnych, ktorzy stali sie glosem sumienia skazanego na milczenie kraju. Przyklad ten, co ciekawsze, zaczerpnalem z powiesci napisanej po angielsku i nigdy w kraju nie tlumaczonej, mimo ze bez watpienia nalezy do wybitnych dziel wspolczesnej literatury. Autorem jej jest Wieslaw Stanislaw Kuniczak, piszacy wylacznie po angielsku i wydajacy wylacznie w Stanach Zjednoczonych, jakkolwiek powiesci jego tlumaczono na 17 jezykow - z wyjatkiem polskiego. Zatytulowana The March (Marsz) i wydana w roku 1979 jest czescia wspanialej trylogii mowiacej o bohaterstwie i smierci zolnierza polskiego, o tulaczce i nadziei, o cierpieniu i chwale. Jednym z bohaterow wielowatkowej powiesci Kuniczaka jest major Tarski, ktory uosabia najlepsze tradycje korpusu oficerskiego II Rzeczypospolitej i zgodnie z tym obrazem ginie w Katyniu.
Drugi natomiast watek, nie mniej tragiczny, opowiada o losach polskich oficerow zydowskiego pochodzenia - a jak wiemy z badan amerykanskiego historyka dr. Szymona Szocheta bylo ich wsrod zamordowanych ponad dwustu - ktorych autor powiesci umieszcza na barkach przeznaczonych do zatopienia w Morzu Karskim - co w okresie pisania powiesci bylo wersja nie potwierdzona, ale szeroko przyjeta. Oba te fragmenty przetlumaczylem na polski i kiedy przed dwunastu laty Kongres Polonii Amerykanskiej w Nowym Jorku zaprosil mnie do wygloszenia referatu na uroczyscie obchodzonej rocznicy zbrodni katynskiej, jeden z nich umiescilem w programie.
Dzisiaj przyznac musze, ze w mojej czterdziestoletniej karierze profesora literatury polskiej nigdy nie spotkalem sie z tak goraca uczuciowo reakcja sluchaczy, jak wlasnie wtedy, gdy czytalem opis smierci oficerow w lodowatych falach morza przed kilkuset osobowa grupa sluchaczy przybylych przede wszystkim z Polski, gdzie o Katyniu nie wolno bylo wspomniec jednym nawet slowem. Pisalem wtedy do autora: "Zakonczylem zdaniem: ÔOficerowie stali i spiewaliO, a nawet przez chwile pomyslalem, ze powinienem sam zaintonowac melodie [hymnu narodowego], ktora z pewnoscia podjelaby cala widownia, ale gdy skonczylem czytac i spojrzalem w ich twarze poczulem, ze nie moge przerwac oczarowania ta chwila, podczas ktorej przeniesli sie tam, w smiertelna cisze oceanu. Sadze, Wiesiu drogi, ze uczyniles wiele dla wszystkich - dla zmarlych i dla zyjacych sluchaczy, tak, nawet na Greenpoincie, nawet w tym ponurym wnetrzu budynku Polsko-Slowianskiej Unii Kredytowej - ze zrobiles wielka i trwala rzecz. Pozwoliles im poczuc i raz jeszcze przezyc ostatnie chwile ich ojcow i dziadkow tak, jak nikt i zapewne nic innego by nie potrafilo. I chce Ci za to podziekowac w swoim i ich imieniu".
Rezultatem tego spotkania byla sporzadzona w latach nastepnych i wydana w roku 1995 miedzynarodowa antologia poezji, prozy i dramatu, Katyn w literaturze, ktora oglosilem w lubelskim wydawnictwie Norbertinum. Zebralem w niej utwory ponad 140 pisarzy, pisane w siedmiu jezykach, a oglaszane w 14 krajach. Uroczystej promocji ksiazki dokonal podczas sesji naukowej na Zamku Krolewskim w Warszawie 3 kwietnia 1990 roku ksiadz Zdzislaw Peszkowski, czlowiek, ktory zrobil dla ocalenia pamieci ofiar Katynia wiecej niz liczne, nowo powstale instytucje i organizacje. Wyczerpana w niedlugim czasie antologia ta zostanie wznowiona w nowym, poszerzonym wydaniu latem biezacego roku.
Wspominajac o tworczym, niejednokrotnie zgola pionierskim charakterze literatury katynskiej na emigracji nie chcialbym byc posadzany o jej jednostronne, chwalebne tylko przedstawienie. Nie wchodzac w motywy pisania wielu utworow zaslugujacych, jesli nie na potepienie, to przynajmniej na calkowite zlekcewazenie, jako historyk literatury uwazam za swoj obowiazek wspomniec o kilku ksiazkach, ktore Katyn uczynily swoim glownym tematem. Do jednych z pierwszych nalezala powiesc amerykanskiego kongresmana, Franka Furcolo, ktory w roku 1952 byl czlonkiem specjalnej komisji Izby Reprezentantow, zajmujacej sie zbadaniem zbrodni katynskiej. Nie bedac zawodowym literatem Furcolo oglosil w roku 1973 powiesc Randez-vous at Katyn, reklamowana przez wydawce jako ksiazka "przygod, intrygi, tajemnicy i romansu". Wszystkie te okreslenia sa - niestety - prawdziwe, rownie jak nie prawdziwy i zupelnie nieprawdopodobny jest w niej sensacyjny watek amerykanskiego korespondenta, ktory zaplatany zostaje w sprawe Katynia. Ksiazka Furcolo zdradza prawdziwa sympatie dla ofiar zbrodni, podczas gdy ogloszona zaledwie w cztery lata pozniej, tym razem po polsku, powiesc kogos ukrywajacego sie pod pseudonimem Rafal Piat Dacza KGB jest mniej niz sensacyjnym, bo grafomanskim i ponizajacym romansem miedzy jencem Kozielska a dziewczyna-oficerem NKWD.
O tym, ze watek erotyczny, tak wyrazny we wspolczesnej literaturze publikowanej w Stanach Zjednoczonych (jakkolwiek nie zawsze mozna by nazwac ja literatura amerykanska), dyktuje wielu autorom tematy, ktore "sprzedaja sie" na masowym rynku, swiadczy jeden jeszcze utwor napisany przez kogos, kto przedstawia sie jako syn oficera polskiej Marynarki Wojennej, pana o nazwisku Antony A.J. Jakubowski, autora ogloszonej w 1991 roku powiesci Katyn. A Whisper in the Trees (Katyn. Szept drzew). Podtytul wyeksponowany na okladce brzmi: "Jedna kobieta... 15 000 mezczyzn", ma to bowiem byc historia por. Janiny Lewandowskiej, istotnie jedynej kobiety w kozielskim obozie, na tym jednak konczy sie prawda historyczna. Zamiast niej czytelnik otrzymuje oburzajaca, pornograficzna niejednokrotnie relacje o seksualnym molestowaniu samotnej wiezniarki, ze szczegolami tak ohydnymi jak drobiazgowy opis podwojnego gwaltu, jakiego na Polce dopuszczaja sie dwaj straznicy i szereg scen temu podobnych.
Wczesniej natomiast, jakby instynktownie przeciwstawiajac sie grafomanowi z Kalifornii, mlody amerykanski poeta znad Atlantyku Kendall Merriam, natrafiwszy w archiwach na literature katynska tak zafascynowal sie postacia tej samej Janiny Lewandowskiej, ze juz w roku 1981 napisal slawiacy jej nieugieta postawe utwor, ktory nazwal Hymn do Janiny Lewandowskiej i oglosil wraz z trzema innymi wierszami o podobnej tematyce w 1981 roku. Okreslajac ja jako "Madonne Kozielska" i "swieta snieznych zawiei", wystawil polskiej bohaterce skromny, ale piekny pomnik literacki. A w tym samym roku zadebiutowal takze dramatem Przesluchanie Janiny Lewandowskiej, wystawiajac sztuke te w siedmiu teatrach stanu Maine. Fragmenty zarowno hymnu, jak i sztuki, zamiescilem w antologii katynskiej.
Istnieje tez, na razie w maszynopisie, napisany przez dramaturga z Michigan nazwiskiem Michael Hood, scenariusz ambitnego filmu o Katyniu, rzucajacy obrazy zycia w obozie na szerokie tlo historyczne i polityczne, od Kremla do Pentagonu, a ukazujacy sprawe Katynia jako probierz stosunkow miedzynarodowych, ktore, jak wiadomo, wlasnie od czasu wykrycia zbrodni ulegly zasadniczej zmianie, co w konsekwencji doprowadzilo do wielu dziesiatkow lat trwajacej zimnej wojny. Wolno miec nadzieje, ze kiedys znajdzie sie rezyser rownie ambitny, jak autor scenariusza. Fragment jednej ze scen wprowadzam do nowego, poszerzonego wydania antologii.
Nie znalazly sie natomiast w pierwszym jej wydaniu stronice z trzech ksiazek, ktore trafic tam powinny byly, gdyby udalo sie otrzymac od angielskich i amerykanskich wydawcow zwolnienie z zastrzezonego prawa przedruku, copyright, co niestety nie jest sprawa latwa. Wskutek tego opuscic trzeba bylo wspomniana na wstepie scene egzekucji generala Olszyny-Wilczynskiego, a takze fragmenty dwoch ksiazek wydanych w latach ostatnich.
Pierwsza z nich to praca zatytulowana po prostu Katyn, a napisana przez dziennikarza historyka Allen Paula i opublikowana w 1991 r. przez wielki dom wydawniczy Charles ScribnerOs Sons, potem zas wznowiona w masowym wydaniu w roku 1996. I chociaz jest to studium historyczne, zarowno poprowadzenie watkow dziejow trzech rodzin wstrzasnietych doglebnie tragedia katynska, jak i zywa forma narracji, pozwalaja postawic ja na pograniczu literatury pieknej. Natomiast do fikcji literackiej w najlepszym tego okreslenia znaczeniu nalezy powiesc brytyjskiego autora Roberta Harrisa zatytulowana Enigma, wydana w roku 1995, z wielu wzgledow zaslugujaca na blizsze omowienie i - miejmy nadzieje - udostepnienie polskiemu czytelnikowi. Na jednym z jej watkow chcialbym sie tu na chwile zatrzymac.
Historia maszyny szyfrujacej Enigma jest ze wzgledu na polskie korzenie dostatecznie szeroko znana, azeby ja tu raz jeszcze przedstawiac. Wiadomo tez ogolnie, ze dzieki polskim inzynierom Enigma trafila podczas wojny do Anglii, gdzie w miejscowosci Bletchley Park zalozono olbrzymia stacje rozszyfrowywania niemieckich depesz, jakie wymienialy miedzy soba oddzialy Wehrmachtu, a zwlaszcza oddzialy lacznosci. Po krotkim czasie wywiad angielski czytal na biezaco wszystkie szyfry, a w konsekwencji mogl skutecznie przeciwdzialac planowanym operacjom Niemcow. To historia, przypomnijmy jednak dla porzadku, ze pierwsze meldunki o odkryciu katynskich grobow przekazane zostaly do OKH, Oberkommando des Heeres (Glownego Dowodztwa Armii), przez dowodztwo 537. pulku lacznosci stacjonujacego w Kozich Gorach. Nie musze dodawac, jaka droga, tym bardziej ze istnieje na to dowod historyczny, a mianowicie zeznanie zlozone przed Komisja Specjalna Kongresu Stanow Zjednoczonych powolana w roku 1952 do zbadania dowodow zbrodni katynskiej. Zeznajac przed komisja oficer tego niemieckiego pulku, porucznik Reinhardt von Eichborn, wyraznie oswiadczyl, ze wiadomosci do nadrzednej Heeres Gruppe Mitte (Grupy Armii rodek), pozostajacej pod komenda feldmarszalka von Kluge - majacego nota bene bliskie polskie powiazania, pochodzil bowiem z Wielkopolski - i rozmowy miedzy wyzszymi dowodcami prowadzone byly przez "generator wysokiej czestotliwosci i urzadzenie przekaznikowe... to jest urzadzenie szyfrujace" (a high-frequency generator and through an inverter device... that is a scrambling device). Dodajmy od razu, w zadnym z opracowan historycznych ani na temat Katynia, ani o Enigmie, nie napotkalem wzmianki o takim wlasnie sposobie przekazania meldunku o ponurym odkryciu. Fakt ten warto zapamietac.
W powiesci Harrisa kluczowy moment stanowi scena, gdy jeden z brytyjskich szyfrantow dostaje sie do ukrytej w podziemiach Enigmy i powoli, mozolnie odczytuje tekst rozpoczynajacy sie od slow: "Melde Auffindung zahlreicher menschlicher Ueberreste zwšlf km westlich Smolensk...", a po meldunku tym, datowanym 6 lutego 1943, nastepuja inne, kolejno podajace szczegoly znaleziska, az po dzien 2 marca, kiedy w depeszach pojawiaja sie pierwsze nazwiska polskich oficerow, laczac watek powiesciowej fikcji z prawdziwa historia katynskiej tragedii. Nie jest sprawa wazna, na ile nazwiska te daja sie sprawdzic z wielokrotnie teraz publikowanymi, autentycznymi listami ofiar Katynia. Idzie tu nie tylko o fikcje i literature, nikt bowiem przed brytyjskim pisarzem nie wspomnial nie tylko o Enigmie, a tym samym posiadaniu przez Anglikow dokladnych wiadomosci o Katyniu na dwa miesiace przed oficjalnym ich ogloszeniem przez niemiecka propagande. Idzie o cos wiecej jeszcze - o to, ze sladu po tych depeszach nie ma do dzisiaj w archiwach ani w londynskim Studium Polski Podziemnej, ani w Instytucie Sikorskiego, ani nigdzie indziej. Mowi sie, co prawda, o oficjalnym spaleniu przez Anglikow archiwow Armii Krajowej, do ktorych bez watpienia trafic musialy wczesne, jeszcze z 1942 roku pochodzace, meldunki wywiadu AK docierajacego do Katynia, na co sa zupelnie pewne dowody, zanim jednak nie zostana otwarte utajnione dotychczas brytyjskie archiwa i dokumenty usuniete zapewne z Bletchley Park, powiesc Harrisa jest jedynym dotychczas sladem tej tajemniczej, starannie przez lata ukrywanej afery. Raz jeszcze literatura odgrywa role zupelnie zasadnicza.
Literatura, dodajmy, ktora jest odbiciem spraw zasadniczych, decydujacych o losach narodu. Wspomne tylko ogromnie przed kilkunastu laty popularny dramat niemieckiego pisarza, Rolfa Hochhutha Zolnierze (1967), po raz pierwszy otwarcie eksponujacy ostry konflikt miedzy Winstonem Churchillem a Wladyslawem Sikorskim, co - wedlug autora - doprowadzilo do gibraltarskiej katastrofy, za ktora wine ponosil angielski premier. Nie trzeba dodawac, ze zrodlem i powodem konfliktu byla sprawa Katynia, zgloszona przez rzad polski do Miedzynarodowego Czerwonego Krzyza bez porozumienia z Anglikami, to zas narazalo na duze ryzyko ich militarna wspolprace z Rosjanami, a tym samym szanse szybkiego zwyciestwa. Hochhuth, bez wzgledu na to, jak kontrowersyjna moze byc jego teza o odpowiedzialnosci Churchilla za smierc polskiego Naczelnego Wodza, o Katyniu mowi zupelnie wyraznie, a miedzynarodowy rozglos jego ksiazki tlumaczonej na kilkanascie jezykow, wprowadzil Katyn do swiadomosci tysiecy czytelnikow.
Sprawa rownie, jesli nie bardziej, zasadnicza jest rola poezji, tej najzywszej i najbardziej bezposredniej formy, jaka literatura reaguje na sprawy zarowno najbardziej osobiste, jak i ogolne, narodowe. Dodajmy tez od razu - nie tylko narodowe, czego dowodem sa odnalezione przeze mnie i zamieszczone w antologii Katyn w literaturze, wiersze poetow ze Stanow Zjednoczonych, z Izraela, z Wloch i Wegier, nie mowiac juz o najblizszych nam - i geograficznie i ze wzgledu na sprawe Katynia - Bialorusi i Rosji. Poeci z tej ostatniej to zarowno szeroko znany Andrei Wozniesienskij, jak i prawie nieznana Jelena Marianskaja, podczas gdy bialoruski poeta, Mykola Janczanka, rozpoczyna swoj wiersz wzruszajaca fraza: Pani! Otworzcie szeroko drzwi goscinne. Do was liczna gromada jada goscie z Katynia. Jada panowie oficerowie, jada do Kasi, Jagusi, Basi. Otworzcie drzwi goscinne! Wyscie na nich czekaly lat tyle, tyle...
Uwazna lektura tych i wielu innych utworow potwierdza ogolnoludzki, ponadczasowy dramat tragedii katynskiej, stawia ja wsrod wydarzen zaslugujacych na miare tragedii greckich, niesmiertelnych. Wolno miec nadzieje, ze zostana one dostrzezone i zapamietane poza polskim kregiem doswiadczen. Gdyz jesli nawet zagubieniu czy zniszczeniu ulegaja materialne dowody zbrodni, pamietac nalezy to, co przed dwustu prawie laty powiedzial Mickiewicz: "Piesn ujdzie calo...".