EUGENIUSZ SLAWOMIR LAZOWSKI
"Pasje" Jana Sebastiana Bacha
Rok 2000 poswiecony jest obchodom 250. rocznicy smierci
kantora z Lipska i jego muzyka, choc zawsze obecna w salach
koncertowych, w tym sezonie jeszcze czesciej figuruje w
programach wszystkich wiekszych czy pomniejszych instytucji
muzycznych, duzo jest tez solowych recitali. Wsrod tych
ostatnich czyms wyjatkowym - o czym pisze z pewnym zalem,
gdyz nie udalo mi sie wysluchac zadnego - okazala sie seria
kompletu fortepianowych kompozycji J.S. Bacha (15 recitali!),
ktorej wykonawca byl Sean Duggan. Jest on nie tylko pianista,
ale benedyktynskim mnichem: w 1991 zdobyl pierwsza nagrode
na bachowskim konkursie w Waszyngtonie i najwyrazniej poswiecil
sie muzyce tego kompozytora. Utwory Bacha gral we wzglednie
chronologicznym porzadku w kosciele Holy Innocents. Wysilek
wykonania tego ogromu muzyki rozlozyl na okres niespelna
czterech tygodni. Kolega pianista (a ci sa najgorszymi krytykami!)
z wielkim entuzjazmem mowil o ostatnim z recitali, na ktorym
brat Duggan gral Wariacje Goldbergowskie ponoc rewelacyjnie:
stad tez moj zal, iz nie tylko zaprzepascilem jego wystepy,
ale nie powiadomilem czytelnikow o darmowych recitalach.
Publicznie bije sie w piersi.
Z innych wydarzen najwazniejszym byla chyba nowojorska i
amerykanska premiera Pasji wg sw. Marka zrekonstruowanej
przez holenderskiego specjaliste i autorytet w dziedzinie
muzyki barokowej Tona Koopmana, ktory jest nie tylko dyrygentem
Amsterdamskiej Orkiestry Barokowej i Choru, ale rowniez
wybitnym organista i klawesynista.
Jej wykonanie przypadlo w tym samym czasie, co prezentacja
Pasji wg sw. Jana przez Filharmonie Nowojorska z Kurtem
Masurem: obie kompozycje wzbudzily sporo... pasji, choc
z roznych powodow. W przypadku znanej Pasji wg sw. Jana
byla to kwestia tekstu, w ktorym podkreslona jest rola Zydow
w ukrzyzowaniu Chrystusa: tlacy sie stale problem, od czasu
do czasu wybuchajacy jasniejszym plomieniem. W wypadku zas
Pasji wg sw. Marka argumenty z dyskusji muzykologicznych,
przedostajacych sie takze do prasy codziennej dotyczyly
faktu, iz w tym utworze znajduje sie muzyka Bacha, aczkolwiek
nie jest on kompozycja Bacha. Chce temu zagadnieniu poswiecic
pare slow, poniewaz jest to troche detektywistyczna historia,
warta poznania. Otoz dwie Bachowskie pasje (wg sw. Jana
z 1724 r. i Mateusza z 1727 r.), ktore do naszych czasow
przetrwaly, sa dwiema z pieciu skomponowanych przez Bacha.
Pochodzaca z 1731 r. i wykonana na Wielkanoc tegoz roku
muzyka powstala do slow Ewangelii sw. Marka przepadla, prawdopodobnie
jak wiele innych kompozycji Bacha, w rezultacie podzialu
spadku po smierci tworcy. Pozostaly jedynie teksty, jakimi
Bach posluzyl sie, wspolpracujac ze swoim stalym librecista
zwanym Picanderem, i mnostwo mozliwosci do spekulacji.
Wiadomo bowiem bylo, iz kompozytor niejednokrotnie - nawet
tworzac monumentalne, wiekopomne dziela, takie jak Oratorium
na Boze Narodzenie czy Msza h-moll - poslugiwal sie uzytym
we wczesniejszych kompozycjach muzycznym materialem. Ta
kompozytorska technika zwana parodia polegala na dostosowywaniu
nowego tekstu arii, chorow czy recytatywow w religijnych
czy swieckich kompozycjach (msze, kantaty, ody itd.) do
istniejacej juz muzyki. W przypadku zagubionej muzyki i
ocalalych tekstow choralowych, choralnych i arii we wspomnianej
pasji, juz w latach 80. XIX wieku poczely pojawiac sie artykuly
muzykologiczne sugerujace, iz idealnym materialem parodii
- podkreslam, nie w dzisiejszym znaczeniu slowa - bylaby
Kantata nr 198, zwana rowniez Zalobna oda. Tom Koopman odtwarzajac
Pasje wg sw. Marka posluzyl sie glownie wlasnym wieloletnim
doswiadczeniem i encyklopedyczna znajomoscia muzyki Bacha.
Przytaczam tu kilka z jego wypowiedzi, w ktorych wyjasnia
swoj sposob pracy nad tym utworem.
"Staralem sie wcielic w role studenta Bacha, ktory dostal
jako zadanie z kompozycji libretto, do ktorego ma dorobic
partyture: ÇKoopman - masz tu libretto, rob z nim co chcesz.
Mozesz uzyc moich kompozycji, jesli pragniesz. A ja juz
na ciebie poczekam z czerwonym olowkiem!E. Niestety, Bach
nie czekal na mnie z czerwonym olowkiem. Nie wydawalo mi
sie, ze do muzyki z Trauerode pasuje jakikolwiek fragment
tekstu, mimo iz inni, rekonstruujac z pasja poslugiwali
sie wlasnie ta muzyka.
Do arii i chorow wykorzystalem fragmenty z ponad 12 kantat,
starajac sie wybrac te mniej znane. Jesli idzie o 16 choralow
(krotkich muzycznych komentarzy, opartych najczesciej na
melodiach znanych kongregacji) znalezienie muzyki nie bylo
wielkim problemem, istnieje duza liczba choralow opublikowanych
przez syna Carla Filipa Emanuela Bacha i innych wydawcow:
dopasowanie slow do ich melodii bylo stosunkowo latwe. Najwiekszym
problemem byly recytatywy (ktore sa narracja akcji i slowami
Jezusa lub innych opisujacych ostatnie dni Jezusa uczestnikow
wydarzen - przyp. R.M.). Nie ulega watpliwosci, ze Bach
musial je skomponowac specjalnie dla tej pasji.
Poniewaz oryginalne przepadly bez sladu, uzywane w dotychczasowych
rekonstrukcjach nie wydawaly mi sie wystarczajaco idiomatyczne,
nie mialem innego wyboru niz skomponowac wlasne, utrzymane
w stylu Bacha. Nie chce powiedziec, ze moje brzmia jak Bach,
ale mieszcza sie w konwencji XVIII-wiecznego niemieckiego
baroku i maja podobna do Bachowskiej harmonie. Jestem przekonany,
ze recytatywy Bach plodzil z duza szybkoscia: mnie zabralo
to trzy lata, podczas ktorych staralem sie zuzytkowac doswiadczenie
wszystkich lat, kiedy to akompaniowalem spiewakom, dyskutowalem
z nimi i prosilem ich o porade.
Czuje sie malutki i pokorny dodajac swoje recytatywy do
kompozycji Bacha. Mam nadzieje, ze sluchacze znajda stosunkowo
mala roznice miedzy moimi a Bachowskimi. Wieloletnia praca
nad recytatywami (i cala rekonstrukcja) wzmogla jeszcze
moja admiracje dla mistrza. W recytatywach np. Bach potrzebowal
dwoch nut, a ja potrzebowalem dziesiec na to samo slowo!
Wielu muzykologow i ekspertow uwaza sama idee rekonstrukcji
za falszerstwo. To prawda, ze zbyt wiele zostalo stracone,
aby zrekonstruowac to dzielo w znaczacy sposob. Moja praca
moze byc uwazana za wspolczesna wersje, a nie odtworzenie
tego, co mogli w czasie Wielkanocy w 1731 r. uslyszec parafianie
w Lipsku. Staralem sie posluzyc w parodiach przykladem Bacha,
ktory zazwyczaj pozyczal od siebie jedynie raz: podobnie
staralem sie korzystac z muzyki nie az tak bardzo znanej.
Tak jak kazdy student czy chocby czeladnik, nie chcialem
sie czuc wazny, a jedynie uczynic mistrza szczesliwym. Chcialem,
aby Bach mogl powiedziec: ÇTen Koopman jest moim dobrym
uczniemE". Tyle Koopman.
Jakie sa wiec roznice miedzy znanymi wielkimi Pasjami sw.
Jana i Mateusza, a wykonana przez Koopmana i jego pierwszorzedny
zespol i chor oraz wspanialych solistow, tym razem nie w
Lincoln Center, ktore ten koncert, jak rowniez solowy organowy
recital Koopmana dzien wczesniej sponsorowaly i prezentowaly,
ale w duzym i o dobrej akustyce kosciele sw. Ignacego Loyoli
przy Park Ave. i 84 Ulicy na East Side? Jesli idzie o czas
trwania, jest on niemal identyczny z Pasja wg sw. Jana.
Nie mowiac o samym gatunku poszczegolnych arii czy partii
choralnych, ktore w przypadku Pasji sw. Mateusza sa jak
gdyby namaszczone boska inspiracja, proporcje sa inne: zrekonstruowana
pasja ma najwieksza liczbe choralow, bo az 16, natomiast
zaledwie 8 chorow i arii (w porownaniu z 17 w Pasji sw.
Mateusza). Tam tez Bach wyeksponowal postac Jezusa, ktorego
recytatywom akompaniowaly smyczki raczej, niz klawesyn lub
organy. Z arii solowych dla mnie najbardziej pamietna jest
tenorowa, komentujaca zdrade Piotra, ktory trzykrotnie zaparl
sie Jezusa: w swym napieciu byla ona blizsza burzliwym ariom
Hndla niz cudownie opanowanym, choc rownie dramatycznym
Bacha.
Osadzajac kompozycje Koopmana, ktora mozna by nazwac Pasja
na tematy Bacha, musimy pamietac, iz wszyscy bylismy w pewnym
sensie ustosunkowani don priori: oczekiwalismy kontrowersji,
mielismy chec porownan itd. Przypuszczam, iz gdyby dane
nam bylo - co zreszta staralem sie uczynic - posluchac tej
muzyki z otwartymi uszami, to nie zauwazylibysmy nic szczegolnego
ani odrozniajacego ja od innych tego typu kompozycji. Czy
nawet geniusz na miare Bacha mogl zawsze tworzyc muzyke
rownie gleboka jak pewne arie z Pasji wg sw. Mateusza, majac
do wypelnienia cotygodniowe zadania kompozytorskie dla swoich
lipskich kosciolow? Watpie, czy nie wiedzac o nich zwrocilibysmy
uwage na nieco bardziej zaawansowany jezyk harmoniczny recytatywow
Koopmana, doskonale w stylu i charakterze.
Niezupelnie moge zgodzic sie z pogladami, ze podobnie jak
X symfonia Mahlera, pewne sonaty i symfonie Schuberta, ktore
powinny zostac niedokonczone, rownie niedokonczona mialaby
zostac pasja Bacha.
Ostatnia partia choralna Przy Twoim grobie jest lagodna
kolysanka z punktowanymi triolami i to zakonczenie (nie
wiem, z jakiego zrodla pochodzace) bylo czyms bardzo wzruszajacym.
Nie mialem nic oprocz najwyzszych slow uznania dla wykonawcow.
Koopman jak zwykle akompaniowal swoim muzykom od portatywnych
organow, nie uzywajac nawet klawesynu (ktorego prawdopodobnie
Bach nie mial w swoim kosciele). Jego grupa swietnych instrumentalistow
jest niewielka, chor - jak zawsze znakomity - zaledwie 16-osobowy.
W akustyce koscielnej tworzyli oni dobrze, pelnie brzmiacy
zespol, wspomagany przez rownie dobrych solistow. Najwieksza
partie w pasjach ma oczywiscie Ewangelista, ktory powiada
o wydarzeniach zwiazanych z ostatnia wieczerza, zdradzie,
sadzie nad Jezusem, w koncu o jego ukrzyzowaniu. Doskonaly
tenor Max Ciolek z latwoscia pokonal przygotowane mu przez
dyrygenta/kompozytora przeszkody. Przypuszczam, iz czasy
kiedy wielki Peter Schreier (o czym zreszta zaraz) dominowal
w tej roli, skonczyly sie bezpowrotnie: pojawilo sie nowe,
swietne pokolenie i coraz trudniej powiedziec, ze Schreier
jest niedoscigniony.
Reszta solistow, nieznanych mi, byla wyborna: Deborah York
(sopran), Annette Markert (mezzosopran), Paul Agnew (tenor),
Peter Kooy i Klaus Mertens (bas). Mysle, ze sluchajac tego
wykonania Bach chyba usmiechnalby sie i powiedzial: "Ten
Koopman to nie tylko dobry student kompozycji, ale tez swietnie
przygotowal moja muzyke"...
Firma Erato, dla ktorej amsterdamczycy od lat nagrywaja,
opublikowala ostatnio nagranie Pasji wg sw. Marka z prawie
ta sama obsada solistow (Erato 80221).
*
W Avery Fisher Hall nowojorscy filharmonicy, w troche zaledwie
zmniejszonym skladzie i wspomagani duzym, bardzo dobrym
meskim Westminster Symphonic Choir (dyr. Joseph Flummerfelt)
i chlopiecym The American Boychoir (dyr. James Litton),
prezentowali w tym samym tygodniu Pasje wg sw. Jana. Ta
kompozycja w ostatnich tygodniach - nie po raz pierwszy
zreszta - wzbudzila dyskusje swoim tekstem. Ewangelia sw.
Jana niedwuznacznie oskarza Zydow o to, ze doprowadzili
do ukrzyzowania Chrystusa. Przypuszczam, bez wdawania sie
w obszerne teologiczno-moralne dyskusje, ze nalezy na te
sprawe spojrzec z perspektywy epoki, nauczania Kosciola
luteranskiego oraz stosunku Bacha do narodu zydowskiego,
chyba osobiscie mu nieznanego. Niektorzy muzykolodzy uwazaja,
ze dokladne wczytanie sie w tekst ewangelii uzytej przez
Bacha skladnia do przekonania, iz za smierc Chrystusa kompozytor
obwinial wszystkich grzesznikow, a wiec ludzkosc, a nie
samych Zydow.
Na te roztrzasania dotyczace antyjudaizmu spogladam przez
pryzmat filmu amerykanskiego, pozornie nie majacego zadnego
ý14
ý5 zwiazku z kwestia Bach - zabojcy Chrystusa. Jesli obejrzymy
jakikolwiek amerykanski film z lat 40. czy 50., zaskoczy
nas albo zupelny brak murzynskich aktorow, albo w najlepszym
przypadku sprowadzanie ich do roli pucybuta, tragarza albo
lokaja czy pokojowki w bogatym domu. Dzis uwazano by to
za rasistowskie tendencje, a wtedy (nie tak dawno!) bylo
czyms najnormalniejszym, niepodwazalnym i nie zwracalo niczyjej
uwagi. Na domiar wszystkiego film amerykanski z hollywoodzkimi
producentami, rezyserami czy autorami scenariuszy byl w
duzej mierze domena tych samych Zydow, ktorzy w amerykanskiej
historii najbardziej walczyli o prawa dla Murzynow i innych
mniejszosci. I gdzie tu sens?
W kazdym razie Kurt Masur przedstawil pasje zupelnie wspolczesna,
romantyczna i chyba gleboko przezyta. Uzyl w wiekszosci
dzisiejszych instrumentow, a jego solisci wspaniale zagrali
solowki. Nie bardzo zrozumialem wiec sens uzycia w srodku
kompozycji archaicznych instrumentow, jak lutnia, viola
da gamba czy viola dOamore, ktore akompaniowaly w jednej
czy dwoch ariach. Dla mnie byl to troche brak konsekwencji,
ale z kolei te pare minut z barokowymi instrumentami nie
przeszkadzalo az tak bardzo. piewacy o slawnych nazwiskach
byli przyzwoici, ale nie rewelacyjni. Wspomniany juz Peter
Schreier lepiej radzil sobie z recytatywami niz solowymi
ariami, ktore bezlitosnie obnazyly jego problemy glosowe,
mimo calego wspanialego kunsztu czysto muzycznego. Marietta
Simpson ladnie zaspiewala slynna arie Es ist vollbracht!
(To jest skonczone); Hakan Hagegard, slynny szwedzki baryton,
nie przedstawil sie jako najbardziej pamietny Jezus: byl
troche zbyt operowy. Prawdziwymi bohaterami wieczoru byli
chorzysci i solisci z orkiestry, bardzo dobrze brzmiacej
pod batuta Masura.
*
Organista Anthony Newman nie potrzebuje specjalnie Bachowskiej
rocznicy, aby recitale poswiecic jego muzyce: te ma w repertuarze
od lat, a kompozycje organowe Bacha nagral nawet na historycznym
instrumencie bazyliki oo. Bernardynow w Lezajsku. Pochodzaca
z nagran dokonanych w 1995 r. seria trzech kompaktow wydana
zostala rowniez w Polsce przez firme Gamma i warta jest
wysluchania: byc moze polskie ksiegarnie beda nawet w jej
posiadaniu (Gamma GCD-009, 10, 11).
Newman jest w pewnym sensie czlowiekiem renesansu i od lat
bez uszczerbku dla kwartetu poswieca sie jednoczesnie grze
na organach, pianistyce (rzadko ktory organista to czyni!),
dyrygenturze, kompozycji i pedagogice. Ostatni maraton bachowski
zaprezentowal w sali recitalowej Purchase College, konserwatorium
muzycznego, ktorego od lat jest profesorem. Tym razem bogaty,
roznorodny i interesujaco pomyslany program rozlozyl na
dwie czesci (kazda trwajaca blisko poltorej godziny bez
przerwy!) i skorzystal z pomocy zony - klawesynistki Mary
Jane Newman oraz Amy Butler (mezzosopran). Obie panie w
kazdej z czesci ogromnego programu przedstawialy kilka choralow
w formie melodii z akompaniamentem klawesynowym, a Newman
nastepnie wykonywal organowe opracowanie koscielnych hymnow,
ktore Bach umiescil w zbiorze OrgelbYchlein, sluzacym glownie
jego studentom jako dzielo dydaktyczne. Byla to ciekawa
lekcja rowniez dla sluchaczy, ktorzy mieli moznosc zaznajomienia
sie - chocby powierzchownego - z warsztatem mistrza.
Wsrod organowych kompozycji znalazly sie w rownej proporcji
najslynniejsze, jak i rownie piekne, i wspaniale, choc rzadziej
wykonywane preludia i fugi.
W swoim traktowaniu kompozycji Bacha Newman nie pozwala
sluchaczowi nawet na moment zapomniec, iz lipski kantor
byl wirtuozem tego instrumentu i wiekszosc kompozycji wydatnie
wszystkie aspekty tego wirtuozostwa ukazuja, wlaczajac w
to oczywiscie mistrzowska forme, kunsztowna i pelna inwencji
polifonie.
Anthony Newman w swoich interpretacjach nie utracil nic
ze swiezosci i dzis tak samo jak w latach 70., kiedy to
jego gra uwazana byla za zbyt wirtuozowska (zarowno na klawesynie,
jak i organach), imponuje latwoscia techniczna i efektami
dzwiekowymi. Jego zdolnosc operowania klawiatura pedalowa
jest wprost niewiarygodna. Artysta faworyzuje potezny dzwiek
(czesto uzywa niskich rejestrow), a jednoczesnie ciaglymi
zmianami w zespolach piszczalek probuje ukazac sluchaczowi
przebogate mozliwosci "krola instrumentow". W amfiteatralnie
zaprojektowanej i rozmiarami niezbyt wielkiej sali recitalowej
nowoczesny instrument, na ktorym gral Newman, wydawal sie
idealnie dopasowany do jego potrzeb. Dzieki ciaglym, pelnym
inwencji i ciekawych rozwiazan zmianom rejestracji, uczucie
monotonii, czasami towarzyszace recitalom organowym, tym
razem nie moglo nawet na moment zaistniec. Na te glosne,
pelne blasku i brawury interpretacje pewni krytycy zawsze
beda krecic nosem, ale podejrzewam, ze gdyby tworca tych
kompozycji wkradl sie kiedys i posluchal chocby fragmentu
recitalu Newmana, powiedzialby moze: "Cos mi sie widzi,
ze mam w nim powaznego rywala: lepiej wroce do kosciola
i troche pocwicze"... |