[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (12 maja 2000)


JAN PIESZCZACHOWICZ

Judym w cyberprzestrzeni

Mnoza sie wypowiedzi i praktyki traktujace dotychczasowy dorobek literacki w Polsce - szczegolnie w okresie powojennym - oraz sposob jego funkcjonowania w dzisiejszym spoleczenstwie niby wrak zatopiony przez historie w glebinie, ktorego nikt nawet nie ma ochoty penetrowac. Szczery az do bolu licealista napisal w znanej gazecie, niejako w imieniu swojej generacji, ze heca z kolejnym jubileuszem wieszcza Mickiewicza Adama smieszyla go i nudzila. Nie przeszkodzilo to Andrzejowi Wajdzie w zekranizowaniu z sukcesem Pana Tadeusza, ktorego wedlug radykalnych entuzjastow globalnej cyberprzestrzeni kulturowej, zywionej siecia Internetu i powszechna komputeryzacja, nalezaloby zlozyc na zakurzona polke Archiwum Rzeczy Zbednych, co pierzchnac musza przed oslepiajacym swiatlem cywilizacji fast food (szybko latwo, przyjemnie, niezobowiazujaco) w wykonaniu barow McDonald1sa i niejakiego pana McSwiat, wykreowanego przez B.R. Barbera w wydanej niedawno w Polsce ksiazce Dzihad kontra McSwiat. Dzentelmenowi temu daleko do skrupulanctwa moralnego i filozoficznego, a zreszta lubi on po prostu zyc, a nie filozofowac...

Globalizacja - powiadaja modni socjologowie i filozofowie - powoduje bezprecedensowo szybkie i radykalne zmiany cywilizacyjne, narzucajac nowe wzorce zachowan i postepowania, nowy styl zycia, mentalnosc itp. Alvin Toffler, teoretyk przemian, ktore nazwal 'trzecia fala' juz 20 lat temu, powiadal: 'Miliony ludzi zaczely dostrajac swe zycie do rytmow dnia jutrzejszego. Inni zas przerazeni tym, co nadchodzi, probuja rozpaczliwej i daremnej ucieczki w przeszlosc, starajac sie wskrzesic swiat, ktore ich zrodzil'. Dzis znow slyszymy, ze kultury i literatury narodowe sa w panicznym odwrocie, a ludzkosc zmierza szybkim krokiem ku 'cywilizacji Davos' - ponadnarodowego, kosmopolitycznego tworu, dostepnego w gruncie rzeczy dla elit niby jakas utopia intelektualnego zakonu. Tymczasem na drugim biegunie narastaja - nie tylko w Polsce i w Europie Wschodniej - postawy konserwatywne, ekstremalnie prawicowe, nacjonalistyczno-szowinistyczne.

Witold Gadomski pisal w Gazecie Wyborczej w artykule 'Zamieszkac w Davos': 'Dawna polskosc z wierszy Mickiewicza, z Trylogii, z narodowych powstan i szlacheckich dworkow - odchodzi w zmierzch, jest martwym obrazem. (...) Polacy stoja wobec najwiekszego wyzwania: ponownego okreslenia swej tozsamosci narodowej. Proby ozywienia dawnych stereotypow polskosci, Polaka katolika, nie odpowiadaja na pytanie podstawowe - o drogi modernizacji'. Pieknie, ale kilka milionow sluchaczy Radia Maryja, ktorzy przesadzili o wyniku ostatnich wyborow parlamentarnych, nie chce zadnego Davos.

Kolporterzy idei cyberprzestrzeni i 'cywilizacji Davos' przypominaja w swej nadgorliwosci nie tyle scigajacych odjezdzajacy pociag, co biegnacych przed lokomotywa dziejow. To, niestety, nie sprzyja rozwadze. Tak, zyjemy w okresie lawinowego narastania 'audiowizualnej cyberrewolucji', jak pisze Jacek Zakowski, a kabel multimedialny tudziez telewizja interaktywna zapewnia dostep do kilkuset ponadnarodowych kanalow oraz ogromnej wideoteki. Wybieranie w tej obfitosci przypomniec moze loterie lub bieganie po labiryncie. 'W tym sensie dopiero teraz wolny wybor w kulturze staje sie udzialem kazdego mieszkanca krajow cywilizowanych' - powiada publicysta. W 'megacentrycznej przestrzeni kulturowej' coraz szybciej zanikac maja wszelkie dotychczasowe kanony i normy, wiec 'technologia wolnosci, chocby bezrozumnej, wygrywa ze scigajaca ja technologia nadzoru'.

Rzeczywiscie, nadzor ideologiczny, wyznaniowy itp. bedzie, chwala Bogu, utrudniony, ale z wolnoscia moze byc roznie. Utopie, takze technologiczne, na ogol nie realizuja sie w zamierzonym przez ich tworcow ksztalcie. Problem nalezaloby rozpatrywac glownie od strony podmiotu owych przemian, czlowieka wspolczesnego, ktory w ujeciu wielu futurologow (takze amatorow i mitomanow w owej dziedzinie) staje sie przedmiotem, calkowicie biernym obiektem gigantycznej operacji, w ogromnej wiekszosci zupelnie nie przygotowanym do tego, co go czeka. Czy uzyskujac kilkusetkanalowa wolnosc wyboru bedzie wiedzial, co z nia poczac? Czy tez stanie sie to dla niego dokuczliwa niewola? Przeciez wybor moze byc najzupelniej przypadkowy, dokonany przez bezsilne medium, ktore - oplatane internetowo-informatyczna siecia - zamiast wzglednej niezaleznosci popadnie w totalne uzaleznienie, jak np. w niektorych futurologicznych powiesciach Stanislawa Lema. Byc moze osobnik taki zostanie zawlaszczony calkowicie przez sfere wirtualna, ktora zaspokoi w postaci ersatzu wszystkie jego potrzeby duchowe i cielesne, od metafizyki po akt seksualny, jak utrzymuja niektorzy przepowiadacze. Czysto i powierzchownie sensualny odbior obrazkow zastapi indywidualna refleksje, nic nie bedzie w zasadzie wymagalo slownego komentarza, kazde zatomizowane indywiduum moze sobie dowolnie nadawac i odbierac, niby w galaktycznej mglawicy, w ktorej porazajacy nadmiar zagrozi totalna pustka. Czy wierze, ze tak sie stanie? Nie wiem, podobnie jak entuzjasci cyberprzestrzeni nie powinni utrzymywac, ze wszystko przewidzieli. W odpowiedzi na utopie snuje antyutopie, a moze szukam po prostu drugiej strony medalu?

Nie podzielam lekko pogardliwego tonu, w jakim Toffler pisal o rzekomych nieszczesnikach uciekajacych panicznie przed wizja jasnej, globalnej przyszlosci. Dzis miliony ludzi na calym swiecie posluguja sie wytworami najnowoczesniejszej technologii i Internetem, ale czytuja jeszcze ksiazki (co prawda w Polsce przeszlo polowa obywateli nie bierze ich w ogole do reki), cenia swoja kawiarnie czy bar na rogu. 'Cywilizacja Davos' ma nas uwolnic od narodowych zobowiazan i zniewolen, tymczasem pilkarskie mistrzostwa swiata w 1998 r. zmobilizowaly niebywaly przyrost patriotyzmow, a we Francji doprowadzily do narodowej euforii. W jednoczacej sie Europie rosnie nacisk spolecznosci etnicznych, np. Baskow, Flamandow czy Irlandczykow w Belfascie, a takze lokalnych spolecznosci domagajacych sie wiekszej autonomii i kultywowania odrebnosci.

Mlyny historii i cywilizacji pracuja dzis szybciej, ale nie tak blyskawicznie, jak to sobie wyobrazaja radykalni zwolennicy przemian. Ksztalty przyszlosci sa ciagle we mgle niedopelnien i moga przyniesc - odpukac! - zupelnie niewesole niespodzianki. Przynosi je juz chwila biezaca, np. niedawne badania socjologiczne wykazaly, ze dla 38 procent Polakow nie ma znaczenia, czy w ich kraju beda rzady demokratyczne czy inne, a 32 procent, ze w pewnej sytuacji niedemokratyczne bylyby lepsze. Wyznam szczerze, ze dla mnie jest to dzis powazniejszy problem, niz cyberprzestrzen, bo skoro az tylu rodakow nie kocha demokracji, to jak oni sie odnajda w 'cywilizacji Davos'? Latwiej nam idzie z przyswajaniem stylu fast food. Jesli zas liczni Polacy gotowi byliby ustroj demokratyczny zamienic na autokratyczny, zapewne nudzic ich bedzie szacowna czesc literatury polskiej, ktora opowiadala sie za demokratycznymi wartosciami, jacys moralisci w rodzaju Mickiewicza, Prusa, Zeromskiego...

Poszukujac troche na oslep zmodyfikowanej tozsamosci lub okopani w niezmiennych dogmatach tradycji, Polacy poczuli sie niezbyt pewnie, zbici z tropu, zagubieni. Kiedy okazalo sie, ze nasza odwieczna mitologia narodowa nie robi juz wiekszego wrazenia na innych nacjach, z ktorymi chcemy sie zintegrowac i handlowac, a prawa kapitalistycznego rynku dosc dalekie sa od tradycyjnej polskiej beztroski - rodacy jakby spuscili z tonu. Badania przeprowadzone przez uniwersytet w Chicago w 23 krajach, majace za zadanie okreslic samopoczucie i stopien optymizmu spoleczenstw, usytuowaly Polakow na dosc dalekim 13 miejscu. Szczegolny dystans i krytycyzm widac w stosunku do literatury i sztuki - jednej z nielicznych dziedzin akurat przez swiat jako tako docenionej, chocby w postaci Nagrod Nobla dla Czeslawa Milosza i Wislawy Szymborskiej.

Tym sposobem literatura polska dawna i nowsza znalazla sie miedzy Scylla polonistyki spod znaku prof. Pimki z Ferdydurke Witolda Gombrowicza - a Charybda nadciagajacej cyberprzestrzeni, dodatkowo osaczona przez zmiany ekonomiczne, historyczne i polityczne. Zgodnie z nadwislanskimi obyczajami, te ostatnie daly o sobie znac po upadku PRL w postaci nagonki na tworczosc powojenna, oczywiscie z wyjatkiem jedynie slusznych wyjatkow. Warunki gry znow podyktowala polityka, zastepujaca rzeczywiste przelomy kulturalne, nie od dzis zreszta, by przypomniec zadekretowana w 1949 r. przez stalinizm tzw. literature produkcyjna. Klasyka tez w III Rzeczypospolitej nie zyskala. Wlasciwie malo kto - poza atakami ideologicznie rzecz traktujacych oszolomow i niedoukow - z nia polemizowal, po prostu milczkiem uznano, ze mozna ja sobie darowac.

Inaczej bylo w przeszlosci. Odrzucaly tradycje ruchy awangardowe na poczatku II Rzeczypospolitej, ale choc Jan Lechon powiadal w przemowieniu na pierwszym wieczorze literackim Skamandra w 1920 r.: 'Wszystko sie wywrocilo do gory wnetrzem, do gory najwieksza prostota, wszystkie utwory wyblakly, wszystkie nicosci ukazaly sie nago; rewizja wspolczesnej kultury spelnila sie brutalnie i krwawo, ale doszczetnie' - nikomu tak naprawde nie przychodzilo do glowy unicestwiac klasyke.

Nawet futurysci z ich halasliwa dezynwoltura ja doceniali, mimo ze periodyk Gga glosil prowokacyjnie: 'mickiewicz jest ograniczony slowacki jest niezrozumialym belkotem', zas Bruno Jasienski powiadal w jednym ze swoich manifestow: 'Bedziemy zwozic taczkami z placow, skwerow i ulic nieswieze mumie mickiewiczow i slowackich'. Byl to jednak programowy protest przeciwko temu, ze jestesmy 'narodem-panopticum, produkujacym tylko mumie i relikwie', a nie milczaca obojetnosc lub chlodna ignorancja, z jaka spotykamy sie dzisiaj.

Oznacza to m.in. niedojrzalosc oswiatowo-kulturalna polskiego spoleczensta oraz bezradna inercje intelektualna wiekszosci elit. Fanatyczni wielbiciele cyberprzestrzeni nie zauwazyli, ze w krajach znacznie bardziej zaawansowanych technologiczne nadal naucza sie w szkolach (nie mowiac o dobrych liceach humanistycznych) klasyki literackiej; ze Francuzom nie przychodzi do glowy rezygnowac z Moliera, Racine1a czy Victora Hugo, Anglikom z Szekspira albo Dickensa, Niemcom z Goethego i Tomasza Manna. Tyle ze uczy sie o nich na ogol na odpowiednim poziomie, akcentujac wartosci uniwersalne, wprowadza elementy dyskusji, umieszcza omawiana tworczosc w kontekscie filozoficzno-kulturowym i historycznym, ulatwiajacym wspolczesny odbior. Tymczasem wiekszosc nauczycieli, zle oplacanych i nie doksztalcajacych sie, nie radzi sobie z podawaniem materialu uczniom, a ci z kolei - biorac pod uwage wyniesione z domu obyczaje - nie kwapia sie do rzeczy bezuzytecznych, czyli do czytania utworow literackich.

Miejmy wreszcie odwage powiedziec, ze walka o przyszlosc Polski to nie tyle ideologiczno-polityczne swary i fundamentalizmy, ale rozwoj gospodarczy, a takze wydzwigniecie spoleczenstwa na wyzszy poziom wiedzy i kultury. Historyczne atrapy, schlebianie przez populistycznie nastawionych politykow (i inne osoby publiczne) w znacznej mierze niedoksztalconym masom jest zajeciem jalowym, zasciankowym, a na dokladke krzywdzacym ludzi, ktorym sie wmawia, ze jakos to w cywilizowanym wyscigu bedzie... Tymczasem poprzeczka idzie w gore!

Wrocmy do literatury. Chaotyczne, choc coraz liczniejsze podreczniki, amatorskie opracowania i 'sciagi', sprzeczne instrukcje, chwiejne programy i wykazy lektur, w ktorych zbyt daleko posunieta dowolnosc nie zapewnia niezbednego dla kulturowej wspolnoty minimum nie wroza niczego dobrego. Mimo prob unowoczesniania toku nauczania, w praktyce pokutuje jeszcze tradycja stawiania pytan w rodzaju 'co pisarz chcial nam powiedziec?'. Polonistyka, nastawiona od niepamietnych czasow na natretny dydaktyzm (patriotyczny, moralizujacy i wszelki inny), w nowej sytuacji okazala sie dosc bezbronna. Nie bardzo wie, jakie wartosci i w jaki sposob ma zalecac. Uniwersalne laickie nie sa w modzie, wartosci chrzescijanskie w wersji lansowanej przez pewne kola traca jakby swa glebie, stajac sie domena doraznych nakazow i zakazow, glownie obyczajowych, uwiklane w polityczne konteksty.

W 1992 r. opublikowalem w Przekroju zartobliwy artykul 'Przebudzenie z bibliotecznego snu', w ktorym zwracalem uwage na przesuniecia akcentow, a nawet zmiane rol tradycyjnie interpretowanych bohaterow lektur szkolnych w nowej sytuacji spolecznej, gdy halasliwie reklamowany fast food zaczal walke z przasnym slowianskim kolaczem. Polonistycznie wypracowana klasyka literacka stala sie celem latwych zartow. Ot, na przyklad Stanislaw Wokulski z Lalki Prusa. Jak go moze postrzegac obywatel rozdarty miedzy podtrzymywanym usilnie (i nierzadko w skrajnej postaci) konserwatyzmem lub tradycjonalizmem a ideologia warszawskiego Business Centre Club, czy zgola malych polskich kapitalistow z 'komorka' przy uchu i nadzieja na wielkie pieniadze? Na szczescie - a nie bez energicznej zachety ze strony zaborcy - Wokulski wyzwolil sie z mlodzienczych dewiacji socjalistycznych i zostal tegim kapitalista, zrobil duze pieniadze na nie zawsze jasnych transakcjach (ktoz by mu to mial za zle w okresie licznych afer gospodarczych), ale niestety opanowalo go niegodne prawdziwego biznesmena romantyczne mazgajstwo z powodu pewnej aroganckiej pannicy, hrabianki zreszta, i przegral.

A ten Gustaw-Konrad z Dziadow? Czyz nie przysparza samych klopotow straznikom czystosci? Medrkuje bez umiaru, w poganskich praktykach bierze udzial i w ogole za duzo sobie pozwala. Zreszta romantyzm, interpretowany niemal wylacznie martyrologicznie, nie wzbudza dzis entuzjazmu, lekcewazy go mlody odbiorca. Prowincjonalizm, pelen kompleksow wobec Europy, nie powinien jednak zamienic sie w antynacjonalistyczna histerie. Czeslaw Milosz powiedzial w wywiadzie dla Polityki: 'Mysle, ze nie powinnismy tak bardzo ubolewac z powodu utworow, ktore sa zbyt aluzyjnie i mocno zwiazane z historia kraju. [...] Chec bycia uniwersalnym za wszelka cene moze byc bardzo niezdrowa. [...] Co moga wniesc polscy pisarze, jezeli beda tylko uniwersalni, a nie zakotwiczeni we wlasnym doswiadczeniu?'. Na to odpowiedzial juz przed wielu laty Slowacki: 'Pawiem narodow bylas i papuga'...

Przydaloby sie bardziej krytyczne myslenie, nie ulegajace plyciznom, uproszczeniom, wrecz prymitywizmowi 'modernizacji'. Ot, taki doktor Judym z Syzyfowych prac Zeromskiego. Czyz nie moze rozsmieszyc dzisiejszej trzezwo myslacej mlodziezy swoim anachronicznym idealizmem, z powodu ktorego sam nie robi kariery, a na dokladke usiluje w tym zboznym dziele przeszkadzac innym? Albo Cezary Baryka z Przedwiosnia, co zamiast osiasc w zacisznym i zasobnym dworku maszeruje na Belweder, wyraznie pod wplywem komunistycznej zarazy? W polonistycznym towarzystwie najlepiej dzis sie czuje obsmiewana nie tylko w PRL pani Dulska ze sztuki Gabrieli Zapolskiej, ktorej idealy przezywaja triumf w srodowiskach, gdzie slowo 'ciemnogrod' nikogo nie razi, a nawet stanowi powod do chwaly.

Polscy psychiatrzy bija na alarm, ze coraz szersze kregi spoleczne ogarniaja nerwice, depresje i dolegliwosci psychiczne spowodowane lekiem przed przyszloscia, co bywa przykre, a nawet bolesne. Czy dobrym remedium byloby zagubienie w zgielku przemian takich wartosci, jak samodzielne, a nie tylko masowo-stadne myslenie i odczuwanie, zdolnosc do poswiecen, do ofiarnosci spolecznej i altruizmu? Nieszczesny doktor Judym tez moze miec swoje racje w czasie wzmozonego uprzedmiotowienia oraz wyobcowania jednostek i calych grup spolecznych, przy niedostatku zrozumienia i wspolczucia dla biedy, upokorzen, nieszczesc ludzi ponizonych przez swiat i zycie. Nie przeslonia tego wizje cyberprzestrzeni czy raju Davos. W 'nowym wspanialym swiecie', ktory wywoluje takze frustracje i poczucie obcosci, obcesowe wyrzucenie za drzwi Judyma i jego towarzyszy moze spowodowac - zamiast poczucia wyzwolenia - jeszcze wieksza samotnosc.