[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (26 maja 2000)


Jasne rekawiczki, czarna peleryna

Z Janem Zielinskim, autorem najnowszej biografii Juliusza Slowackiego 'SzatAniol', wykladowca literatury polskiej na uniwersytecie we Fryburgu, rozmawia Daniela Scott

Daniela Scott: - Czy spodziewal sie Pan, ze ksiazka o poecie naszych szkolnych lektur stanie sie przyslowiowym kijem wsadzonym w mrowisko, ze dotknie najczulszych miejsc polskiej moralnosci, ze wprowadzi zamet w swiecie narodowych pomnikow? Od 'Trybuny' po Radio Maryja... dosc oryginalny chor krytyki.

Jan Zielinski: - Nie, nie spodziewalem sie rozmiarow zjawiska. Oczywiscie kazdy autor ma nadzieje, ze dotrze do czytelnikow, ale nigdy sie nie wie, do kogo i jak sie dotrze. To jest moja szosta wlasna ksiazka (nie liczac przekladow i prac edytorskich). Poprzednie rozeszly sie jakos po cichu. Owszem byly sporadyczne recenzje: zwlaszcza po Naszej Szwajcarii otrzymalem od czytelnikow sporo listow - zwyklych i elektronicznych, ale dopiero teraz, przy SzatAniele, mam do czynienia z odbiorem, ktory przekracza moje najsmielsze oczekiwania.

- Nazbyt goracy?

- Oprocz glosow od osob, ktorym ksiazka sie podobala, docieraja do mnie publiczne ataki, niekiedy nawet w formie paszkwilu. Co ciekawe, gdy sie je czyta, mozna byc niemal pewnym, ze autorzy nie przeczytali ksiazki. Byc moze o niej slyszeli lub przeczytali cos na jej temat, np. w wywiadach prasowych, tymczasem wywiady czesto eksponuja i wyolbrzymiaja to, co ma posmak sensacji czy skandalu.

- Zupelnie nie chcial Pan ta ksiazka prowokowac?

- Nie bede ukrywal, ze piszac ksiazke o Slowackim, chcialem troche sprowokowac, moze raczej zachecic czytelnika do siegniecia po nia. Stad jej tytul, stad nawet pytania o posmaku sensacji, umieszczone na obwolucie. Naprawde bylo dla mnie zaskoczeniem to, ze ta niewinna w gruncie rzeczy 'prowokacja' dotrze do tak szerokich, roznorodnych kregow i ze po przyslowiowym 'uderzeniu w stol' odezwie sie az tyle tak rozmaitych 'nozyc'.

- Prawie wszystkie krytyczne glosy sa skoncentrowane na tym, czy np. Slowacki byl homoseksualista, czy tez nie, czy lubil male dziewczynki, czy dorosle kobiety. Zainteresowano sie glownie watkiem obyczajowym jako najciekawszym, bo 'plotkarskim', obrazoburczym, bo 'odbrazawiajacym', irytujacym zwolennikow szkolnego widzenia postaci Slowackiego? A moze ostry atak na 'SzatAniola' to pretekst do rozliczen obyczajowych we wspolczesnej Polsce?

- Mysle, ze wszystkie twierdzace odpowiedzi na te pytania sa w jakims stopniu prawdziwe. Na pewno latwiej atakowac to, co ma posmak sensacji i co zarazem kloci sie z urobionym przez szkole wizerunkiem Wieszcza.

A z drugiej strony, ci czytelnicy, dla ktorych SzatAniol stal sie swego rodzaju objawieniem nieznanych stron zycia Slowackiego, traktuja jego ukazanie sie jako cos w rodzaju aktu wpuszczenia 'swiezego powietrza' w nieco zatechle zycie dziedziny nazwanej historia literatury polskiej.

Podejrzewam, ze pewne srodowiska, np. gejowskie, odbieraja SzatAniola jako naturalnego sojusznika w propagowaniu bliskich sobie wartosci obyczajowych.

- Czy bral Pan pod uwage te mozliwosc?

- Nie. Nie mam i nie chce miec na to wplywu. Moim glownym celem bylo dotarcie ze Slowackim do mlodych. Wcale nie kosztem samego Slowackiego, ktorego, musi Pani przyznac, traktuje z wielka sympatia, lecz kosztem 'pomnikowosci' i 'koturnow'. Mam nadzieje, ze ten glowny cel udalo mi sie osiagnac.

Pietnastoletnia czytelniczka, corka mego internetowego znajomego, powiedziala ojcu, ze po przeczytaniu SzatAniola ma wrazenie, jakby Slowacki byl jej starszym kolega.

- Slowacki - kolega? Byl, jak na romantyka, calkiem 'trzezwy': skrupulatnie liczyl pieniadze przesylane mu przez matke, inwestowal w akcje kolei. Z drugiej strony, uduchowiony filigranowy modnis w czarnej pelerynie i bladozoltych rekawiczkach, owiany tajemnica, caly w oparach opium.

Jak przebiega linia laczaca Slowackiego z dzisiejszymi mlodymi?

- Wlasnie ta kombinacja wystepuje i w dzisiejszych czasach - mlodzi absolwenci uczelni ekonomicznych, ktorzy graja na gieldzie, bywaja elegancko ubrani, a w weekend zdarza im sie siegac po kokaine. Zastrzegam sie, ze nie chce w zadnym przypadku takiego stylu propagowac, mowie tylko o pewnych zjawiskach, ktore istnieja niezaleznie od tego, czy ktos sobie tego zyczy, czy nie. Slowacki byl czlowiekiem nieslychanie nowoczesnym. Pamietajmy, ze ten cherlawy gruzlik, niemal ulomny (mial krzywa lopatke, garb prawie), z zapalem godnym lepszej sprawy wspina sie na wszystkie mozliwe wieze, wchodzi na niebosiezne szczyty Alp, a nawet, 'popychany' przez arabskich przewodnikow, dociera na szczyt najwyzszej piramidy Egiptu.

W SzatAniele interpretuje te wspinaczki jako wyraz metafizycznego pragnienia przekroczenia granic przestrzeni, dotarcia do miejsca, gdzie ziemia przechodzi w niebo (albo w podziemie, jak w przypadku zwiedzania wodociagow, kopaln czy tunelu pod Tamiza). Ale przeciez mozna to tez widziec w kategoriach czysto ludzkich, jako niezwykly wysilek. Ten sam Slowacki calkiem skutecznie gra na gieldzie i inwestuje w przyszlosc, czyli w komunikacje - kupuje akcje pierwszych francuskich kolei zelaznych. Zna sie praktycznie na stosunkach kapitalistycznych, a zarazem probuje ustalic zwiazki miedzy kapitalem a duchem. Od Slowackiego do dzisiejszego neokapitalizmu i New Age jest calkiem blisko.

Z pewnoscia zyjac sto piecdziesiat lat pozniej, poslugiwalby sie Internetem, a moze i stworzyl jakas forme internetowej poezji.

- 'SzatAniola' mozna odebrac nie tyle jako klasyczna biografie, ile analize, esej o czasach Slowackiego - o otoczeniu poety, przede wszystkim emigracyjnym. Wydaje sie, ze owczesnej emigracji nie dzielila zbyt wielka przepasc psychiczna od Zachodu, ze byla ona jakby czescia Zachodu, zas Zachod tamtej epoki okazal sie mniej hermetyczny dla Polakow na wygnaniu niz Zachod drugiej polowy XX wieku.

- Trudne pytanie. W tych kwestiach latwo o uogolnienia. Takie cechy, jak umiejetnosc nawiazywania kontaktow czy zdolnosc czlowieka do adaptacji zaleza od bardzo wielu czynnikow i element subiektywny odgrywa tu wielka role. Prawda jest jednak, ze sytuacja emigracji zwiazanej z powstaniem listopadowym byla - przynajmniej na poczatku - uprzywilejowana. Bohaterow powstania przyjmowano entuzjastycznie w Niemczech i we Francji, potem w Anglii, ale tez i w innych, mniejszych krajach, przez ktore przyszlo im przechodzic - Szwajcarii czy w Belgii. Urzadzano na ich czesc prawdziwe uczty, pisano natchnione wiersze, kobiety byly dla mlodych oficerow i zolnierzy laskawe. Nawet w... domach publicznych udzielano im znizek albo korzystali z darmowych uslug.

Potem entuzjazm przygasl, zaczely sie problemy bytowe: bo coz poczac z taka masa samotnych, przewaznie mlodych mezczyzn. Pojawily sie projekty wykorzystania ich jako 'miesa armatniego' w roznych mniej lub bardziej egzotycznych wyprawach. Elita intelektualna emigracji, a do niej nalezal Slowacki, tez miala chyba latwiejszy start niz pozniejsze fale polskiego wychodzstwa.

Nawiasem mowiac, sprawy miedzynarodowych kontaktow Slowackiego nie byly dotad szczegolnie uwypuklane i wydaje mi sie, ze w paru miejscach udalo mi sie te zwiazki w pelniejszym wymiarze pokazac, nawet jesli czasem z braku zadowalajacych materialow zrodlowych musialem sie uciekac do hipotez. Mam tu na mysli np. - to moze zainteresowac czytelnikow w Ameryce - Jamesa Fenimore1a Coopera, a takze bohatera i Francji, i Ameryki - generala Lafayette1a. No ale przeciez elita naszej dwudziestowiecznej emigracji tez miala nie najgorsze kontakty z wielkimi tego swiata... Tego typu porownania bywaja zawodne.

- Czy bierze Pan pod uwage, ze kiedys moze zostac nakrecony film o Slowackim? Czy taki jak on poeta jest wystarczajaco 'ekranowy'?

- Istotnie, spotkalem sie nawet z sugestia, ze SzatAniol to dobry material na scenariusz takiego filmu. Bedac niedawno w Polsce probowalem sie zorientowac, jakie sa szanse na realizacje projektu. Okazalo sie jednak, ze najpowazniejszy z potencjalnych producentow - Telewizja Polska - juz zrealizowal film biograficzny o Slowackim wedle scenariusza mego kolegi, polonisty z Katowic Aleksandra Nawareckiego. Tak wiec film o Slowackim powstal.

Sukces filmu Pan Tadeusz pozwala spekulowac, ktory z utworow Slowackiego najbardziej nadawalby sie do ekranizacji. Narzuca sie Kordian, z ciaglymi zmianami planu, z jakze filmowa sekwencja lotu glownego bohatera ze szczytu Mont Blanc ku Polsce. Ale mysle, ze z rownym powodzeniem mozna sobie wyobrazic nowoczesna ekranizacje Beniowskiego albo i Krola-Ducha.

Tak wiec i w dziedzinie obrazu Slowacki bylby czlowiekiem bliskim naszej wrazliwosci.

- Skoro juz wspomnial Pan o 'Panu Tadeuszu'... Pisze Pan wyrazniej niz biografowie-poprzednicy o szczegolnym napieciu miedzy Mickiewiczem i Slowackim. Mickiewicz nie przyszedl na pogrzeb Slowackiego, zas w prowadzonym przez siebie czasopismie 'La Tribune des Peuples' zamiescil dziwny nekrolog: ani slowa o poezji, literaturze, a raczej, ze oto zszedl z tego swiata emigrant, artysta, dzialacz polityczny. Zazdrosc? Pogarda dla slabszego?

- Pogarda dla slabszego? Raczej przeciwnie: lek przed silniejszym.

Przypomnijmy, ze Mickiewicz juz wtedy od lat poezji nie uprawial, przestal pisac. A Slowacki nie tylko pisal w coraz wiekszym natchnieniu (Krol-Duch), ale takze dzialal. Skupil nawet wokol siebie grono wyznawcow.

Niemal z loza smierci pociagnal - w roku 1848, na wiesc o powstaniu - do Wielkopolski. Nie zachowywal sie wcale jak pokonany, upokorzony rywal. Tego pewnie przyslowiowa litewska pycha Mickiewicza nie mogla scierpiec. o

Jan Zielinski - krytyk literacki, tlumacz, edytor i dyplomata.

Wydane ksiazki:

  • Leksykon polskiej literatury emigracyjnej, 1989 r.
  • Jozef Czapski. Krotki przewodnik po dlugim zyciu, 1997 r.
  • Nasza Szwajcaria, Przewodnik sladami Polakow, 1999 r.
  • SzatAniol, 2000 r.
  • Tlumacz powiesci Philipa K. Dicka, Philipa Rotha, Richarda Brautigana, Jamesa
  • Jonesa, Christophera Isherwooda.

W dorobku edytorskim ma 10 pozycji, m.in. Poezje zebrane Aleksandra Wataoraz korespondencje Andrzeja Bobkowskiego z Jerzym Giedroyciem.

Od 1997 r. czlonek zespolu redakcyjnego czasopisma Res Publica, Res Publica Nowa, czlonek redakcji Literary Studies in Poland. Staly wspolpracownik dodatku Plus-Minus gazety Rzeczpospolita.

W latach 1991-1997 w sluzbie dyplomatycznej (najpierw jako I sekretarz, a potem radca ds. kulturalnych Ambasady RP w Bernie).

Od 1998 r. wykladowca historii literatury polskiej na uniwersytecie we Fryburgu w Szwajcarii.

Czlonek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich i Polskiego Pen Clubu. Mieszka w Bernie.