Jasne
rekawiczki, czarna peleryna
Z
Janem Zielinskim, autorem najnowszej biografii Juliusza
Slowackiego 'SzatAniol', wykladowca
literatury polskiej na uniwersytecie we Fryburgu,
rozmawia Daniela Scott
Daniela
Scott: - Czy spodziewal sie Pan, ze ksiazka o poecie
naszych szkolnych lektur stanie sie przyslowiowym
kijem wsadzonym w mrowisko, ze dotknie najczulszych
miejsc polskiej moralnosci, ze wprowadzi zamet w swiecie
narodowych pomnikow? Od 'Trybuny' po Radio Maryja...
dosc oryginalny chor krytyki.
Jan Zielinski:
- Nie, nie spodziewalem sie rozmiarow zjawiska. Oczywiscie
kazdy autor ma nadzieje, ze dotrze do czytelnikow,
ale nigdy sie nie wie, do kogo i jak sie dotrze. To
jest moja szosta wlasna ksiazka (nie liczac przekladow
i prac edytorskich). Poprzednie rozeszly sie jakos
po cichu. Owszem byly sporadyczne recenzje: zwlaszcza
po Naszej Szwajcarii otrzymalem od czytelnikow sporo
listow - zwyklych i elektronicznych, ale dopiero teraz,
przy SzatAniele, mam do czynienia z odbiorem, ktory
przekracza moje najsmielsze oczekiwania.
- Nazbyt
goracy?
- Oprocz
glosow od osob, ktorym ksiazka sie podobala, docieraja
do mnie publiczne ataki, niekiedy nawet w formie paszkwilu.
Co ciekawe, gdy sie je czyta, mozna byc niemal pewnym,
ze autorzy nie przeczytali ksiazki. Byc moze o niej
slyszeli lub przeczytali cos na jej temat, np. w wywiadach
prasowych, tymczasem wywiady czesto eksponuja i wyolbrzymiaja
to, co ma posmak sensacji czy skandalu.
- Zupelnie
nie chcial Pan ta ksiazka prowokowac?
- Nie
bede ukrywal, ze piszac ksiazke o Slowackim, chcialem
troche sprowokowac, moze raczej zachecic czytelnika
do siegniecia po nia. Stad jej tytul, stad nawet pytania
o posmaku sensacji, umieszczone na obwolucie. Naprawde
bylo dla mnie zaskoczeniem to, ze ta niewinna w gruncie
rzeczy 'prowokacja' dotrze do tak szerokich, roznorodnych
kregow i ze po przyslowiowym 'uderzeniu w stol' odezwie
sie az tyle tak rozmaitych 'nozyc'.
- Prawie
wszystkie krytyczne glosy sa skoncentrowane na tym,
czy np. Slowacki byl homoseksualista, czy tez nie,
czy lubil male dziewczynki, czy dorosle kobiety. Zainteresowano
sie glownie watkiem obyczajowym jako najciekawszym,
bo 'plotkarskim', obrazoburczym, bo 'odbrazawiajacym',
irytujacym zwolennikow szkolnego widzenia postaci
Slowackiego? A moze ostry atak na 'SzatAniola' to
pretekst do rozliczen obyczajowych we wspolczesnej
Polsce?
- Mysle,
ze wszystkie twierdzace odpowiedzi na te pytania sa
w jakims stopniu prawdziwe. Na pewno latwiej atakowac
to, co ma posmak sensacji i co zarazem kloci sie z
urobionym przez szkole wizerunkiem Wieszcza.
A z drugiej
strony, ci czytelnicy, dla ktorych SzatAniol stal
sie swego rodzaju objawieniem nieznanych stron zycia
Slowackiego, traktuja jego ukazanie sie jako cos w
rodzaju aktu wpuszczenia 'swiezego powietrza' w nieco
zatechle zycie dziedziny nazwanej historia literatury
polskiej.
Podejrzewam,
ze pewne srodowiska, np. gejowskie, odbieraja SzatAniola
jako naturalnego sojusznika w propagowaniu bliskich
sobie wartosci obyczajowych.
- Czy
bral Pan pod uwage te mozliwosc?
- Nie.
Nie mam i nie chce miec na to wplywu. Moim glownym
celem bylo dotarcie ze Slowackim do mlodych. Wcale
nie kosztem samego Slowackiego, ktorego, musi Pani
przyznac, traktuje z wielka sympatia, lecz kosztem
'pomnikowosci' i 'koturnow'. Mam nadzieje, ze ten
glowny cel udalo mi sie osiagnac.
Pietnastoletnia
czytelniczka, corka mego internetowego znajomego,
powiedziala ojcu, ze po przeczytaniu SzatAniola ma
wrazenie, jakby Slowacki byl jej starszym kolega.
- Slowacki
- kolega? Byl, jak na romantyka, calkiem 'trzezwy':
skrupulatnie liczyl pieniadze przesylane mu przez
matke, inwestowal w akcje kolei. Z drugiej strony,
uduchowiony filigranowy modnis w czarnej pelerynie
i bladozoltych rekawiczkach, owiany tajemnica, caly
w oparach opium.
Jak przebiega
linia laczaca Slowackiego z dzisiejszymi mlodymi?
- Wlasnie
ta kombinacja wystepuje i w dzisiejszych czasach -
mlodzi absolwenci uczelni ekonomicznych, ktorzy graja
na gieldzie, bywaja elegancko ubrani, a w weekend
zdarza im sie siegac po kokaine. Zastrzegam sie, ze
nie chce w zadnym przypadku takiego stylu propagowac,
mowie tylko o pewnych zjawiskach, ktore istnieja niezaleznie
od tego, czy ktos sobie tego zyczy, czy nie. Slowacki
byl czlowiekiem nieslychanie nowoczesnym. Pamietajmy,
ze ten cherlawy gruzlik, niemal ulomny (mial krzywa
lopatke, garb prawie), z zapalem godnym lepszej sprawy
wspina sie na wszystkie mozliwe wieze, wchodzi na
niebosiezne szczyty Alp, a nawet, 'popychany' przez
arabskich przewodnikow, dociera na szczyt najwyzszej
piramidy Egiptu.
W SzatAniele
interpretuje te wspinaczki jako wyraz metafizycznego
pragnienia przekroczenia granic przestrzeni, dotarcia
do miejsca, gdzie ziemia przechodzi w niebo (albo
w podziemie, jak w przypadku zwiedzania wodociagow,
kopaln czy tunelu pod Tamiza). Ale przeciez mozna
to tez widziec w kategoriach czysto ludzkich, jako
niezwykly wysilek. Ten sam Slowacki calkiem skutecznie
gra na gieldzie i inwestuje w przyszlosc, czyli w
komunikacje - kupuje akcje pierwszych francuskich
kolei zelaznych. Zna sie praktycznie na stosunkach
kapitalistycznych, a zarazem probuje ustalic zwiazki
miedzy kapitalem a duchem. Od Slowackiego do dzisiejszego
neokapitalizmu i New Age jest calkiem blisko.
Z pewnoscia
zyjac sto piecdziesiat lat pozniej, poslugiwalby sie
Internetem, a moze i stworzyl jakas forme internetowej
poezji.
- 'SzatAniola'
mozna odebrac nie tyle jako klasyczna biografie, ile
analize, esej o czasach Slowackiego - o otoczeniu
poety, przede wszystkim emigracyjnym. Wydaje sie,
ze owczesnej emigracji nie dzielila zbyt wielka przepasc
psychiczna od Zachodu, ze byla ona jakby czescia Zachodu,
zas Zachod tamtej epoki okazal sie mniej hermetyczny
dla Polakow na wygnaniu niz Zachod drugiej polowy
XX wieku.
- Trudne
pytanie. W tych kwestiach latwo o uogolnienia. Takie
cechy, jak umiejetnosc nawiazywania kontaktow czy
zdolnosc czlowieka do adaptacji zaleza od bardzo wielu
czynnikow i element subiektywny odgrywa tu wielka
role. Prawda jest jednak, ze sytuacja emigracji zwiazanej
z powstaniem listopadowym byla - przynajmniej na poczatku
- uprzywilejowana. Bohaterow powstania przyjmowano
entuzjastycznie w Niemczech i we Francji, potem w
Anglii, ale tez i w innych, mniejszych krajach, przez
ktore przyszlo im przechodzic - Szwajcarii czy w Belgii.
Urzadzano na ich czesc prawdziwe uczty, pisano natchnione
wiersze, kobiety byly dla mlodych oficerow i zolnierzy
laskawe. Nawet w... domach publicznych udzielano im
znizek albo korzystali z darmowych uslug.
Potem
entuzjazm przygasl, zaczely sie problemy bytowe: bo
coz poczac z taka masa samotnych, przewaznie mlodych
mezczyzn. Pojawily sie projekty wykorzystania ich
jako 'miesa armatniego' w roznych mniej lub bardziej
egzotycznych wyprawach. Elita intelektualna emigracji,
a do niej nalezal Slowacki, tez miala chyba latwiejszy
start niz pozniejsze fale polskiego wychodzstwa.
Nawiasem
mowiac, sprawy miedzynarodowych kontaktow Slowackiego
nie byly dotad szczegolnie uwypuklane i wydaje mi
sie, ze w paru miejscach udalo mi sie te zwiazki w
pelniejszym wymiarze pokazac, nawet jesli czasem z
braku zadowalajacych materialow zrodlowych musialem
sie uciekac do hipotez. Mam tu na mysli np. - to moze
zainteresowac czytelnikow w Ameryce - Jamesa Fenimore1a
Coopera, a takze bohatera i Francji, i Ameryki - generala
Lafayette1a. No ale przeciez elita naszej dwudziestowiecznej
emigracji tez miala nie najgorsze kontakty z wielkimi
tego swiata... Tego typu porownania bywaja zawodne.
- Czy
bierze Pan pod uwage, ze kiedys moze zostac nakrecony
film o Slowackim? Czy taki jak on poeta jest wystarczajaco
'ekranowy'?
- Istotnie,
spotkalem sie nawet z sugestia, ze SzatAniol to dobry
material na scenariusz takiego filmu. Bedac niedawno
w Polsce probowalem sie zorientowac, jakie sa szanse
na realizacje projektu. Okazalo sie jednak, ze najpowazniejszy
z potencjalnych producentow - Telewizja Polska - juz
zrealizowal film biograficzny o Slowackim wedle scenariusza
mego kolegi, polonisty z Katowic Aleksandra Nawareckiego.
Tak wiec film o Slowackim powstal.
Sukces
filmu Pan Tadeusz pozwala spekulowac, ktory z utworow
Slowackiego najbardziej nadawalby sie do ekranizacji.
Narzuca sie Kordian, z ciaglymi zmianami planu, z
jakze filmowa sekwencja lotu glownego bohatera ze
szczytu Mont Blanc ku Polsce. Ale mysle, ze z rownym
powodzeniem mozna sobie wyobrazic nowoczesna ekranizacje
Beniowskiego albo i Krola-Ducha.
Tak wiec
i w dziedzinie obrazu Slowacki bylby czlowiekiem bliskim
naszej wrazliwosci.
- Skoro
juz wspomnial Pan o 'Panu Tadeuszu'... Pisze Pan wyrazniej
niz biografowie-poprzednicy o szczegolnym napieciu
miedzy Mickiewiczem i Slowackim. Mickiewicz nie przyszedl
na pogrzeb Slowackiego, zas w prowadzonym przez siebie
czasopismie 'La Tribune des Peuples' zamiescil dziwny
nekrolog: ani slowa o poezji, literaturze, a raczej,
ze oto zszedl z tego swiata emigrant, artysta, dzialacz
polityczny. Zazdrosc? Pogarda dla slabszego?
- Pogarda
dla slabszego? Raczej przeciwnie: lek przed silniejszym.
Przypomnijmy,
ze Mickiewicz juz wtedy od lat poezji nie uprawial,
przestal pisac. A Slowacki nie tylko pisal w coraz
wiekszym natchnieniu (Krol-Duch), ale takze dzialal.
Skupil nawet wokol siebie grono wyznawcow.
Niemal
z loza smierci pociagnal - w roku 1848, na wiesc o
powstaniu - do Wielkopolski. Nie zachowywal sie wcale
jak pokonany, upokorzony rywal. Tego pewnie przyslowiowa
litewska pycha Mickiewicza nie mogla scierpiec. o
Jan Zielinski
- krytyk literacki, tlumacz, edytor i dyplomata.
Wydane
ksiazki:
- Leksykon
polskiej literatury emigracyjnej, 1989 r.
- Jozef
Czapski. Krotki przewodnik po dlugim zyciu, 1997
r.
- Nasza
Szwajcaria, Przewodnik sladami Polakow, 1999 r.
- SzatAniol,
2000 r.
- Tlumacz
powiesci Philipa K. Dicka, Philipa Rotha, Richarda
Brautigana, Jamesa
- Jonesa,
Christophera Isherwooda.
W dorobku
edytorskim ma 10 pozycji, m.in. Poezje zebrane Aleksandra
Wataoraz
korespondencje Andrzeja Bobkowskiego z Jerzym Giedroyciem.
Od 1997
r. czlonek zespolu redakcyjnego czasopisma Res Publica,
Res Publica Nowa,
czlonek redakcji Literary Studies in Poland. Staly
wspolpracownik dodatku
Plus-Minus gazety Rzeczpospolita.
W latach
1991-1997 w sluzbie dyplomatycznej (najpierw jako
I sekretarz, a
potem radca ds. kulturalnych Ambasady RP w Bernie).
Od 1998
r. wykladowca historii literatury polskiej na uniwersytecie
we Fryburgu w
Szwajcarii.
Czlonek
Stowarzyszenia Pisarzy Polskich i Polskiego Pen Clubu. Mieszka w Bernie.
|