[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (26 maja 2000)


Tajemnica 'Klemensa'

Danuta Piatkowska

Wiara bez granic

Ponad siedem tysiecy Polakow i Amerykanow polskiego pochodzenia zgromadzilo sie w nowojorskiej katedrze sw. Patryka przy Piatej Alei w niedziele, 29 kwietnia 2000 r. Przyjechali z bliska i z daleka na wieczorna msze sw. w intencji osiemdziesiatej rocznicy urodzin papieza Jana Pawla II. Bylo wiecej ludzi, niz mogla zmiescic ta najwazniejsza w USA katedra.

Nabozenstwo koncelebrowane przez przybylego z Rzymu na te okazje ks. arcybiskupa Szczepana Wesolego, duszpasterza Polonii calego swiata, w asyscie kilkudziesieciu ksiezy polskich i amerykanskich, bylo najwyzszym wyrazem wiary, wznioslym przezyciem, modlitwa za Kosciol katolicki, Papieza, duchowienstwo i nas samych.

Odebralam ta celebre jako dowod wiary bez granic z szeroka dowolnoscia interpretacji tego stwierdzenia.

Nawiazuje do wyjatkowej i wspanialej uroczystosci zorganizowanej przez ks. Krzysztofa Wieliczko, proboszcza dobrze znanego nowojorskim Polakom kosciola sw. Stanislawa Biskupa i Meczennika przy 7 Ulicy na Manhattanie, bowiem zbiegla sie ona w czasie z moimi studiami nad historia nowojorskiej Polonii. Znakomita czesc tych dziejow ma zwiazek z wiara katolicka, uzewnetrzniana w kilkunastu polskich kosciolach w tym miescie. W trakcie naukowych poszukiwan nie opuszcza mnie przekonanie o glebokiej wierze polskich imigrantow, ktorzy ­ nie baczac na trudnosci ­ osiagali stawiane sobie cele, wykazujac przy tym ogromna ofiarnosc w kazdym aspekcie, nie tylko finansowym.

Wiekszosc z nich odeszla anonimowo. Po niektorych zachowaly sie nazwiska, czytelne jedynie dla umiejacych spostrzegac. O jednych i o drugich zapomniano nawet w ustnej historii, znanej najstarszym czlonkom nowojorskiej spolecznosci polonijnej. Jednak pomimo tego sa obecni w kosciolach i przez koscioly, ktore zbudowali.

Znamy wiele sposrod nich. Czy wszystkie? Na pewno nie. Czy wiemy, jakie tajemnice kryja ich wnetrza? Nie sadze. Czy znamy fascynujaca zawartosc dokumentow archiwalnych na ich temat? Watpie.

Wkrotce zakoncze prace nad poswiecona im ksiazka. Bedzie to efekt dociekan nie tylko historyka, ale w pewnym sensie 'tropiciela' czesto niepozornych sladow, prowadzacych do wspanialych odkryc.

Jak odkrylam kosciol sw. Klemensa?

Jeden z ksiezy Polskiego Kosciola Narodowego powiedzial mi, ze po katolickim kosciele sw. Klemensa, ktory zburzono, pozostal jedynie gzyms przyczepiony do budynku sasiadujacego niegdys ze swiatynia. Pewnego dnia poszlam zobaczyc te resztke architektury, dobrze znanej mi z posiadanych zrodel. Nie byla to specjalna wyprawa, bowiem adres, ktory mialam, wskazywal na bardzo bliskie sasiedztwo redakcji Nowego Dziennika, od jesieni 1992 r. mieszczacej sie pod numerem 333 West przy 38 Ulicy. Wydluzylam jeden z moich spacerow w tamtym kierunku Manhattanu. Zaledwie dwie przecznice dalej, przy 40 Ulicy i 9 Alei znajduje sie kosciol. Ta sama fasada utrwalona na starych fotografiach, bedacych w moim archiwum. Zwodzi mnie duzy napis na dwoch tablicach zawieszonych po obu stronach budynku: Metro Baptist Church. Wchodze do srodka. Po raz pierwszy w zyciu jestem w kosciele baptystow. Niewielka grupa, moze 40 osob w roznym wieku, o roznych kolorach skory, siedzi w polkolu na zwyklych skladanych krzeslach. Za pulpitem, w centrum polkola pastor, z ktorym pozniej rozmawiam, prowadzi modlitwe. Spiewa maly chor. Ludzie modla sie stojac lub siedzac. Nie klecza. Tylko chwilowo jestem w stanie koncentrowac sie na nabozenstwie. Przygladam sie wnetrzu kosciola. Nie mam juz zadnej watpliwosci. Napisy na witrazach: 'Boze Zbaw Polske, Wolnosc, Slodkie Serce Jezusa Badz Moja Miloscia', sa bardzo czytelne. Tych polskich akcentow jest duzo, bardzo duzo.

Piec sposrod dziesieciu witrazy okiennych zachowalo pierwotne piekno. Jeden, jak informuje napis, to 'Ofiara Rodz. E. J. Zebrowskich'. Tuz nad ta nota czytam dluzsza sentencje: 'Wsparta Na Krzyzu, Na Godle Swej Meki, Majac Za Soba Zgliszcza i Pozary, Slyszac Dokola Mordowanych Jeki, Czeka Dni Lepszych Swieta Postac Wiary'. Drugi upamietnil fundatorke Malgorzate Kowalczyk. Pozostale zawieraja silne ladunki patriotyczne. Sa na nich daty rozbiorow Polski ­ 1772, 1793, 1795 oraz niektorych powstan narodowych ­ 1794, 1848. Posrodku jednego umieszczono wizerunek Matki Boskiej z Dzieciatkiem. Na srodku drewnianego sufitu (proszacego sie o renowacje) plafon z wizerunkiem polskiego orla w koronie. Nie ma oltarza, nie ma konfesjonalow, nie ma lawek, zniknely organy. Tych elementow wnetrza nie potrzebuja baptysci, ktorzy adoptowali kosciol w 1981 r., jak powiadamia mnie pastor David Waugh. Od niego dostaje kilka broszur i stare zdjecia. Nie otrzymuje jednak odpowiedzi na nurtujace mnie pytania: kiedy i dlaczego wlasnie tutaj zbudowano polski kosciol? Jak liczne bylo skupisko Polakow w tej okolicy, skoro udzwigneli ciezar organizacyjno-finansowy ogromnego przedsiewziecia? Dlaczego wybrali tak nietypowego dla Polakow patrona swiatyni, sw. Klemensa? Skad pochodzili imigranci? W jaki sposob zarabiali na zycie? I wreszcie dlaczego opuscili to miejsce? Dlaczego opuscili swoj kosciol?

Znalazlam odpowiedz na niemal wszystkie pytania. W tym artykule przedstawie zaledwie czastke frapujacej historii.

Wiadomosc z pierwszej strony

Nowojorskie sobotnie wydanie 'Catholic News' z 25 stycznia 1913 r. (cena egzemplarza 5 centow) otwieral obszerny artykul pt.: 'Cardinal Dedicates Fine Polish Church'. Duzego formatu zdjecie dolaczone do tekstu zwracalo uwage czytelnika.

'Niedziela 19 stycznia 1913 r. byla pamietnym dniem dla polskich katolikow w tym miescie. Kardynal John Farley poswiecil nowy, piekny kosciol na zachodniej stronie miasta przy 40 Ulicy. Jest to drugi polski kosciol katolicki na Manhattanie. (...) Kardynal przyjechal do kosciola pare minut przed godzina 11 rano. Przywitaly go delegacje licznych towarzystw w reprezentacyjnych mundurach ze sztandarami. Polacy, dumni ze swojego nowego budynku, okazali kardynalowi gleboka wdziecznosc za poswiecenie go. Na uroczystosc przybyly tlumy, ktorych kosciol nie mogl pomiescic. (...) Msze celebrowal ks. Jan H. Strzelecki, proboszcz sw. Stanislawa B. i M., do tej pory jedynego polskiego kosciola na Manhattanie. (...) Przed dokonaniem aktu blogoslawienstwa kardynal wyglosil krotka mowe, podkreslajac lojalnosc katolikow polskich wobec Kosciola. Lata zbiorowej niewoli jeszcze bardziej wzmocnily go. Zaden rodzaj tyranii ­ powiedzial ­ nie jest w mocy wyrwac z serc Polakow ich wiary. Udowodnili to raz jeszcze budujac ten kosciol. Rozumiejac koniecznosc edukacji zbudowali tez szkole. (...) Kardynal wyrazil zadowolenie z kreatywnosci polskich katolikow oraz ich praktycznosci (...).'

Z dalszego ciagu tekstu dowiadujemy sie, ze budynek miescil kosciol i szkole. Nad kosciolem, ktorego sufit wznosi sie na wysokosc 30 stop, sa jeszcze dwa pietra, ktore zajmowala szkola. Miala osiem duzych sal. Prowadzily ja zmartwychwstanki. Ponadto byla jeszcze jedna obszerna sala z dwoma stolami bilardowymi, przeznaczona dla mlodych mezczyzn nalezacych do Towarzystwa sw. Alojzego. Oprocz tych pomieszczen nad kosciolem znajdowala sie przestrzenna, dobrze wyposazona kuchnia, gdzie dziewczeta otrzymywaly lekcje gotowania i 'wiedzy domowej' (domestic science). Natomiast w piwnicy miescila sie ogromna sala. 'Kosciol mial trzy piekne oltarze ­ informowal anonimowy autor cytowanego artykulu ­ oraz niezwykle witraze o charakterze patriotycznym; jeden przedstawia Polske w niewoli, drugi Polske obejmujaca Krzyz i majaca nadzieje na Jego pomoc w zdobyciu niepodleglosci. Prawie cale wyposazenie jest darem Polakow, ktorzy bardzo ofiarnie uczestniczyli w budowie'.

Swiatynia sluzyla trzem pokoleniom Polakow. Ciagi rodzimych nazwisk w ksiegach parafialnych do lat 60. bardzo sporadycznie przerywane byly innymi, glownie hiszpanskimi, ktore dominuja pozniej. Ostatnie zapisy w ksiegach pochodza z 1979 r.

Dlaczego podjeto ten wysilek?

Koszt budowy kosciola i szkoly oraz plebanii wyniosl 125 tys. dolarow. Jesli uswiadomimy sobie, ze niewykwalifikowany robotnik dziennie zarabial w owym czasie 1 dolara lub czasem nieco wiecej, to wymieniona kwote postrzegamy jako bardzo duzy wysilek finansowy tamtych ludzi. Do tego dodac nalezy wysilek organizacyjny. Zatem jakie byly powody ich podjecia? Przeciez na Manhattanie istnial juz jeden polski kosciol.

Przynajmniej kilka przyczyn zlozylo sie na decyzje erygowania tu drugiej polskiej parafii.

Po pierwsze, lata 1909-1913, czyli od zalozenia parafii do wybudowania kosciola i poswiecenia go, charakteryzowaly sie rekordowa liczba emigrantow z ziem polskich. Przytocze dwie wielkosci; w 1907 r. przyjechalo do Stanow Zjednoczonych 138 tys. Polakow, natomiast w 1913 r. ­ az 174 tys. Nigdy wczesniej ani tez nigdy pozniej w calej historii naszej emigracji do USA nie zostal przekroczony ten poziom. Wiekszosc przybijala do nowojorskiego portu. Tutaj wszyscy szukali dla siebie mozliwosci nowego startu. Czesc, jak mozna domniemac, probowala dolaczyc do umocnionego juz i tetniacego pelnia zycia 'Stanislawowa'. Nie wszystkich moglo ono wchlonac. Szansa dla nich okazala sie zachodnia strona Manhattanu, mniej wiecej od 10 do 50 Ulicy na przestrzeni 8, 9 i 10 Alei. Adresy z tego wlasnie obszaru rejestrowano w ksiegach chrztow i malzenstw z zaskakujaco duza czestotliwoscia. Czasem wystepuja w nich wyzsze ulice, jak 71, 78, lub sporadycznie ­ jeszcze wyzsze, nawet 106. Mamy wiec cale dlugie kolumny adresow wskazujacych na duze skupisko naszych imigrantow w tej czesci Nowego Jorku. Jak duze? W 1909 r. parafia liczyla okolo trzystu polskich rodzin, czyli tysiac lub nieco ponad tysiac osob, zakladajac srednio tylko trzy lub cztery osoby w rodzinie. Osiedlanie sie w tej okolicy nowych przybyszow, jak rowniez przyrost naturalny wplynely na zwiekszenie liczby parafian w 1913 r. do trzech tysiecy. Kosciol sw. Stanislawa B. i M. nie mogl ich pomiescic, zdecydowali sie wiec na budowe swojego kosciola.

Po drugie, polskie srodowiska w owym czasie cechowala wyjatkowa aktywnosc. Dotyczylo to takze stosunkowo swiezych skupisk, jak to, o ktorym mowa. Pobudzaly ja, jak sadze, dwa znaczace dla katolikow polskich w Ameryce wydarzenia. 29 lipca 1908 r. Stolica Apostolska nadala godnosc biskupia ks. Pawlowi Rhode (1870-1945); zostal on biskupem-koadiutorem archidiecezji chicagowskiej. Choc nominacja ta nie oznaczala przelomu w zakresie rownouprawnienia Polonii w amerykanskim Kosciele katolickim, to jednak trudno nie zauwazyc czy nie docenic jej znaczenia. Satysfakcjonowala przytlaczajaca wiekszosc zdezintegrowanej Polonii. Autorytet biskupa, polaczony z osobistymi cechami ks. Pawla Rhode, swiadomego czlonka polonijnej spolecznosci, wielkiego patrioty, oddzialywal mobilizujaco na Polakow. Stwarzal nowa sytuacje w ich zyciu. Czynil proby ich konsolidacji w strukturze ksztaltujacego sie narodu amerykanskiego bardziej skutecznymi. Wkrotce, w 1913 r. Polonia otrzymala kolejnego biskupa w osobie ks. Edwarda Kozlowskiego (1860-1915). Urzedowal wprawdzie krotko jako sufragan archidiecezji w Milwaukee, Wisconsin., ale wniosl dodatkowy, ogromny entuzjazm i poczucie wartosci w polskie srodowiska. Dodajmy, ze na trzeciego biskupa Polonia czekala dziesiec lat: w 1924 r. ks. Jozef Plagens (1880-1943) powolany zostal na biskupa-koadiutora w Detroit, Michigan.

Po trzecie wreszcie, druga polska parafia na Manhattanie powstala w szczegolnym okresie wzrostu nastrojow patriotyczno-niepodleglosciowych i konsolidacyjnych wsrod Polonii, powodowanego poprzedzajacymi pierwsza wojne swiatowa wydarzeniami w Europie. Uwidocznily sie one w majowych obchodach grunwaldzkich 1910 r. z udzialem prezydenta Williama H. Tafta, polaczonych z odslonieciem pomnikow Tadeusza Kosciuszki i Kazimierza Pulaskiego w Waszyngtonie oraz zjazdem wychodzstwa polskiego w Ameryce ­ Kongresem Narodowym Polskim. W przyjetej wowczas rezolucji padlo slynne stwierdzenie: 'My Polacy mamy prawo do bytu samodzielnego narodowego i uwazamy za swoj swiety obowiazek dazyc do osiagniecia niepodleglosci politycznej naszej ojczyzny'.

Te nastroje legly u podstaw prob zjednoczenia Polonii, w ktorych niekwestionowana role odgrywalo polskie duchowienstwo. One tez stanowily czynnik aktywizujacy nowe srodowisko na Manhattanie. Ciekawe, ze zaden inny polski kosciol, ze wszystkich znanych mi, nie ma tak silnych patriotyczno-niepodleglosciowych i narodowych akcentow, jak wlasnie ten, sw. Klemensa. Jest pod tym wzgledem niepowtarzalny.

Zatem parafia i kosciol sw. Klemensa byl swoistego rodzaju zadoscuczynieniem dla potrzeb, pragnien i glebokich uczuc patriotycznych Polakow w tamtym wyjatkowym historycznym okresie.

'Pod tytulem sw. Klemensa'

Ks. Stanislaw Flis ('Polonijne parafie w Stanach Zjednoczonych', 'Dziennik Zwiazkowy', Chicago, 29-31 stycznia 1999, czesc druga, 'Orchard Lake Good News', s. 8), uwzgledniajac zestawienia statystyczne polskich parafii w USA, dokonal interesujacego zestawienia. Okazuje sie, co nas nie dziwi, ze najwieksza grupe stanowia te, ktore przyjely patronat swietych polskich. Jest ich 251. Wsrod nich na pierwszym miejscu znajduje sie sw. Stanislaw biskup i meczennik, na drugim sw. Kazimierz, trzecim ­ sw. Stanislaw Kostka, na czwartym ­ sw. Wojciech. Charakterystyczna cecha religijnosci Polakow jest szczegolny kult Matki Bozej; jej powierzono patronat nad 145 swiatyniami.

Skad zatem wzial sie ten 'nietypowy' patron, sw. Klemens?

Jan Hofbauer (1751-1820), pozniejszy sw. Klemens urodzil sie w Tasowicach na Morawach. Jego ojciec Pawel Dworzak pochodzil z morawskich Budziejowic. Ze wzgledu na zone Marie, ktora czula sie Niemka, zmienil nazwisko na znaczace mniej wiecej to samo ­ Hofbauer. Jan wykazywal od dziecinstwa bardzo duza poboznosc, ktora sklonila go pozniej do wstapienia do redemptorystow w Rzymie. Sluby zakonne zlozyl w 1785 r., przyjal imie Klemens. Dziesiec dni pozniej otrzymal swiecenia kaplanskie. W owym czasie zyl jeszcze zalozyciel Zgromadzenia Najswietszego Odkupiciela (Congergatio Santissimi Redemptoris) Alfons Liguori (1696-1787), prawnik z Neapolu, pozniejszy swiety. Regula tego mlodego zakonu, zatwierdzona w 1749 r. przez papieza Benedykta XIV, stawiala za cel posluge religijna wsrod najbiedniejszego ludu, glownie przez misje i rekolekcje.

Klemens pracowal w Wiedniu, gdzie nie mogl zalozyc zakonu, wiec udal sie na polnoc. Zatrzymal sie w Warszawie, poczatkowo na krotko, ale okazalo sie pozniej, ze na dluzej. Redemptorysci pracowali w warszawskim kosciele sw. Benona, skad ich powszechna nazwa benonici. Szkoly benonitow cieszyly sie poparciem wladz panstwowych.

Klemens, na znak szczegolnej czci dla Matki Bozej, przyjal drugie imie Maria. Podpisywal sie jako Klemens Maria Hofbauer.

Ostatnie 12 lat zycia spedzil w Wiedniu, gdzie zabiegal o wprowadzenie redemptorystow. Zmarl 15 marca 1820 r., a miesiac pozniej ukazalo sie cesarskie rozporzadzenie pozwalajace redemptorystom na zakladanie domow zakonnych.

Klemens Maria Hofbauer pochowany zostal na podmiejskim wiedenskim cmentarzu Maria-Enzersdorf. Na plycie z prostym krzyzem wyryto napis: Fidelis servus et prudens. Miejsce to stalo sie wkrotce rodzajem sanktuarium.

Klemens Maria Hofbauer zostal kanonizowany w Rzymie 20 maja 1909 r. przez papieza Piusa X. Piec lat pozniej oglosil on sw. Klemensa patronem Wiednia. Nazywany jest tez apostolem Warszawy. Niektore hagiografie stawiaja go w rzedzie wielkich patronow ludzi umierajacych.

Druga polska parafia na Manhattanie powstala w roku kanonizacji Klemensa Marii Hofbauera i taka jest jej pelna nazwa. W ten sposob oddano mu hold. Jesli wiemy dodatkowo, ze zalozycielem parafii byl ks. Jozef Dworzak, znany polski duchowny, ktory przez 57 lat pracowal w nowojorskim arcybiskupstwie, inicjator powolania do zycia az pieciu parafii, to wybor patrona staje sie rzecza jasna. Prawdopodobnie istnial zwiazek krwi miedzy Klemensem Maria Hofbauerem, wczesniej ­ Dworzakiem, a pochodzacym ze Slaska ks. Jozefem Dworzakiem, ale tego nie udalo mi sie z cala pewnoscia ustalic.

Dlaczego Polacy opuscili swoj kosciol?

W ksiazce przedstawie szeroka wersje odpowiedzi na to pytanie. Tutaj proponuje tylko jedna z nich. Uwazam, ze glowna przyczyna opuszczenia przez Polakow ich kosciola byly zmiany urbanistyczne w tej okolicy. Archiwalne zdjecia wskazuja na pelna, zwarta zabudowe ulicy, w ktora wkomponowany byl sw. Klemens. Dzisiaj wyglada ona inaczej. Kosciol jest ostatnim budynkiem w szeregu zabudowan przy poludniowej stronie 40 Ulicy. Tuz za nim rozposcieraja sie tylko pozornie zagmatwane linie podjazdow do jednego z najwiekszych w swiecie dworcow autobusowych ­ Port Authority Bus Terminal. W 1990 r. przewinelo sie przezen 16 milionow pasazerow. To imponujace rozwiazanie urbanistyczne, choc niektorzy postrzegaja je jako niebyt udane architektonicznie, znajduje sie w miejscu, gdzie do niedawna staly domy Polakow. Dworzec budowany byl w trzech fazach; rozpoczety w latach 1947-1950 i rozbudowany kolejno w 1963 oraz 1979. To on zabral Polakom domy i mieszkania. Musieli sie wyprowadzic, choc stopniowo, etapami. Ostatni z nich przypada na 1979 r. Wowczas wlasnie sasiednia parafia sw. Krzyza przejela ksiegi parafialne od sw. Klemensa. Do niej tez przeszli ci, ktorzy zostali.

Jestem pewna, ze kazdy z nas, kto choc raz podrozowal jakakolwiek linia autobusowa z Port Authority Bus Terminal zauwazyl ogromna tablice z napisem Metro Baptist Church przy wyjezdzie. A kto wie, ze przez siedemdziesiat lat trwala w tym miejscu polska parafia?

Trudno odzyskac rzeczy stracone. Zbudowany przez nas kosciol jest dzis w innych rekach. Nadal jednak pelni swa wielka misje.

Szkoda, ze nie ma na nim nawet niewielkiej tablicy, ktora przypominalaby jego polska przeszlosc, ciagle zachowana, znana tylko nielicznym.