TEOFIL LACHOWICZ
Ambasada
na wygnaniu
W kwietniu 1943 r., po zerwaniu przez wladze sowieckie stosunkow
dyplomatycznych z rzadem polskim, Ambasade RP w Kujbyszewie
zmuszono do przerwania dzialalnosci. Otrzymala 10 dni na
opuszczenie zajmowanego budynku. 6 maja personel ambasady
wraz z bagazami zaladowano do specjalnego pociagu, ktory
skierowany zostal do lezacego tuz przy iranskiej granicy
Aszchabadu. Przekraczano ja piecioma osobnymi grupami (kazda
grupa innego dnia) po wczesniejszej ponizajacej kontroli
osobistej. Po drugiej stronie granicy czekala na kazda grupe
(w zaleznosci od jej liczebnosci) odpowiednia liczba samochodow
ciezarowych brytyjskiego towarzystwa transportowego UKCC.
Cala ta operacja zostala wczesniej przygotowana przez swietnego
organizatora, delegata z Aszchabadu, Ponikowskiego.
Najliczniejsze byly grupy: druga, trzecia i czwarta liczace
w sumie 116 osob, ktore przekroczyly granice 18-20 maja
1943 r. Calosc zamykala piata grupa skladajaca sie z czterech
osob: Natalii Aszkenazy, Jana Erdmana, p. Ponikowskiego
i Zofii Zoltowskiej. W sumie w ramach ewakuacji Ambasady
RP opuscily Zwiazek Sowiecki 133 osoby, tj. pracownicy ambasady
wraz z rodzinami oraz czlonkowie delegatury w Aszchabadzie.
Po przekroczeniu granicy sowiecko-iranskiej nie zegnano
sie jeszcze na trwale z sowieckimi wladzami, poniewaz w
owym czasie na mocy porozumienia brytyjsko-sowieckiego polnocna
czesc Iranu okupowana byla przez wojska sowieckie. Aby dotrzec
do brytyjskiej strefy okupacyjnej, rozpoczynajacej sie okolo
70 kilometrow od Teheranu, nalezalo pokonac jeszcze odleglosc
prawie 900 km. Komendanci poszczegolnych samochodow przewozacych
pracownikow Ambasady RP otrzymali suchy prowiant dla wszystkich
podrozujacych, pieniadze na biezace wydatki (herbata, noclegi),
jak rowniez specjalne przepustki wystawione przez wladze
sowieckie. Odleglosc dzielaca granice sowiecka od Teheranu
pokonywano w czterech etapach. Najgorzej bylo z zaangazowanymi
na miejscu kierowcami samochodow, ktorzy bedac wielkimi
indywidualistami za nic nie chcieli sie utrzymac w szyku
jadacego konwoju, co na niebezpiecznych gorskich drogach
prowadzacych czesto na skraju przepasci stanowilo nie lada
problem. Ich brawurowa jazda na tych odcinkach przyprawiala
podroznych o palpitacje serca. Na uwagi zwracane przez polskich
kierownikow wozow nie reagowali. No i stalo sie. Na jednym
z trudnych odcinkow drogi jeden z iranskich kierowcow w
czasie manewru wymijania na zakrecie (!) "nie wyrobil sie"
i kierowany przez niego pojazd wraz z pasazerami wylecial
z trasy staczajac sie do rowu. Na szczescie nie bylo w tym
miejscu przepasci i nie doszlo do tragedii. Niestety, dwie
panie (Zoltowska i Lagowska) doznaly zlamania rak i uszkodzen
twarzy. Jadacy w konwoju w ambasadzkim samochodzie osobowym
ambasador Tadeusz Romer szybko sie pojawil na miejscu wypadku
i staral sie pomoc poszkodowanym. Po opatrzeniu rannych
i przeladowaniu pasazerow oraz ich bagazy na inne samochody
konwoj ruszyl w dalsza droge. Niedaleko Teheranu napotkano
ostatni sowiecki posterunek wojskowy, ktory wyznaczal granice
okupacji sowieckiej w Iranie. Wkrotce caly konwoj znalazl
sie wreszcie w strefie brytyjskiej, gdzie mozna bylo juz
naprawde poczuc sie bezpiecznie.
Sam Teheran zrobil na wszystkich ogromne wrazenie, tym bardziej
ze cala grupa wjezdzala do miasta glowna trasa, przy ktorej
znajdowaly sie budynki rzadowe z wielkim gmachem parlamentu
wlacznie.
Przy tej samej ulicy w pewnej odleglosci byl rowniez budynek
Poselstwa Rzeczypospolitej Polskiej. Przy koncu tej reprezentacyjnej
ulicy, na najblizszym skrzyzowaniu, miescila sie polska
Delegatura Opieki Spolecznej, skad kierowano pomoc dla polskich
uchodzcow cywilnych, ktorzy wydostali sie z ZSRR.
Po dotarciu do Teheranu cywile z ewakuowanej grupy nie majacy
zwiazku z ambasada zostali skierowani do polskich osrodkow
dla uchodzcow, natomiast czesc pracownikow po zakonczeniu
prac likwidacyjnych Ambasady RP w Kujbyszewie (opracowywanie
roznych raportow koncowych) skierowano do polskich placowek
dyplomatycznych w roznych krajach. Inni czekali na wyjazd
do Londynu. Pozegnanie tej grupy pracownikow bylo wzruszajacym
przezyciem dla wszystkich "kujbyszewiakow". Z calego dawnego
personelu Ambasady RP w Kujbyszewie pozostala w Teheranie
jedynie grupa okolo dwudziestu osob. U miejscowych wladz
zarejestrowano ich jako nowych pracownikow miejscowego Poselstwa
RP, ktore wystaralo sie dla nich o osobny budynek z przeznaczeniem
na pomieszczenia biurowe i mieszkania. Nowe warunki lokalowe
byly o niebo lepsze od istniejacych w Kujbyszewie.
Zadaniem tej grupy, nie majacej prawie nic wspolnego z praca
miejscowego Poselstwa RP, bylo zbieranie wszelkich informacji
o losach ludnosci polskiej pozostawionej w Zwiazku Sowieckim,
a szczegolnie o losach aresztowanych delegatow i mezow zaufania.
Z wielka skrupulatnoscia gromadzono rowniez informacje o
dzialajacym pod sowieckim patronatem Zwiazku Patriotow Polskich
i formacjach wojskowych organizowanych przez plk. Zygmunta
Berlinga. Informacje te wylawiano - mimo dzialania cenzury
sowieckiej - z licznych listow nadchodzacych od Polakow
z ZSRR, ktorzy pisali do swoich bliskich sluzacych w II
Korpusie gen. Andersa lub przebywajacych w wielu obozach
dla uchodzcow. Informacje zdobywano rowniez przez nasluch
radiowy, ktory prowadzil Zygmunt Sroczynski. Bylo to najszybsze
zrodlo wylawiania najnowszych wiadomosci, poniewaz radio
moskiewskie i inne sowieckie stacje lokalne podawaly rowniez
informacje o dzialalnosci na swoim terenie przedstawicielstw
Zwiazku Patriotow Polskich. Innym zrodlem wiadomosci byly
latwo osiagalne w Iranie sowieckie gazety, uzyskiwano je
takze od dzialajacego w Teheranie polskiego wywiadu wojskowego,
tzw. dwojki (Oddzial II), ktory chetnie dzielil sie swoja
wiedza o polskich cywilach pozostawionych w ZSRR. Najczesciej
byly to listy wysylane przez nich pod adresem Miedzynarodowego
Czerwonego Krzyza, skad przekazywano je do Polskiego Czerwonego
Krzyza i stamtad dopiero trafialy do Teheranu, gdzie przechodzily
przez rece pracownikow polskiej "dwojki". Zdarzaly sie tez
listy pisane przez niektorych dowodcow sluzacych w oddzialach
Berlinga do swoich rodzin znajdujacych sie w obozach dla
uchodzcow w Teheranie. Tego rodzaju korespondencja byla
dla polskiego wywiadu wojskowego najciekawszym zrodlem informacji.
Inni pracownicy odwiedzali miejscowe obozy dla polskich
uchodzcow, gdzie poprzez liczne wywiady uzupelniali dane
i wlaczali je do kartoteki osob pozostawionych w ZSRR.
Wszystkie zebrane informacje o polozeniu ludnosci polskiej
w ZSRR opracowywane byly nastepnie przez tzw. referat polityczny,
kierowany przez Zygmunta Sroczynskiego. W referacie tym
pracowali tez sedzia Kasinski i pani Sledziejowska. Zespol
opracowywal cykliczne raporty, ktore przekazywano Ministerstwu
Spraw Zagranicznych przy rzadzie RP w Londynie. Podobne
raporty opracowywano rowniez na temat dzialalnosci w ZSRR
Zwiazku Patriotow Polskich i oddzialow wojskowych plk. Zygmunta
Berlinga (mianowanego przez Stalina generalem). W opracowywaniu
tych ostatnich bardzo pomocna okazala sie specjalna kartoteka
zalozona przez Zygmunta Sroczynskiego, dotyczaca osob dzialajacych
w ZPP i dowodcow z oddzialow Berlinga. Zasob tej kartoteki
systematycznie sie powiekszal, co swiadczylo o wzmozonej
aktywnosci tych prosowieckich ugrupowan.
Raporty nadchodzace z Teheranu z wielka uwaga studiowano
Londynie. Wyrazem uznania dla ich zawartosci byl fakt, ze
wladze polskie zdecydowaly o koniecznosci dalszego utrzymania
calego zespolu opracowujacego owe raporty. Kierujacy nim
Zygmunt Sroczynski wspomina, ze wielkim szokiem dla wszystkich
dawnych pracownikow Ambasady RP w Kujbyszewie byla wiadomosc
o smierci gen. Wladyslawa Sikorskiego w katastrofie lotniczej
w Giblartarze 4 lipca 1943 r. Z dosc mieszanymi uczuciami
przyjeto pozniej wiadomosc o desygnowaniu na urzad premiera
Stanislawa Mikolajczyka. Nie mialo to jednak zadnego wplywu
na dotychczasowa prace teheranskiego zespolu.
Na przelomie listopada i grudnia 1943 r. w Teheranie odbyla
sie pierwsza konferencja Wielkiej Trojki, tj. przywodcow
Stanow Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Zwiazku Sowieckiego.
Zygmunt Sroczynski wspomina, ze w tym czasie w miescie ruch
byl olbrzymi, aczkolwiek przygotowania do spotkania objete
byly tajemnica. Najwiekszy ruch panowal przed ambasada amerykanska.
W kregach dyplomatycznych powszechnie sadzono, ze tam wlasnie
odbedzie spotkanie na szczycie. Jednak na kilka dni przed
ustalona data gruchnela wiadomosc, ze konferencja odbedzie
sie w gmachu ambasady sowieckiej. Informacja ta wywolala
wsrod Polakow wielki niepokoj, poniewaz wyczuwano intuicyjnie,
ze oznaczac to moze wyrazny sygnal dla Stalina o gotowosci
ustepstw na jego rzecz ze strony prezydenta Franklina D.
Roosevelta i premiera Winstona Churchila. Niepokoj ten podzielali
w prywatnych rozmowach z Polakami rowniez dyplomaci amerykanscy,
brytyjscy, czescy i inni.
Tymczasem ambasada sowiecka przygotowywala sie do przyjecia
przywodcow koalicji. Budynek sowieckiej placowki otoczony
byl wysokim murem, wokol ktorego od wewnetrznej strony znajdowal
sie ogrod porosniety wysokimi, gestymi drzewami. Z okolicznych
wysokich budynkow innych ambasad mozna bylo zaobserwowac,
jak w tym ogrodzie specjalna ekipa rozwieszala na drzewach
kolorowe lampiony polaczone roznymi przewodami. Niektorzy
dyplomaci wyrazali glosno opinie, ze przy tej okazji montowane
sa zapewne ukryte mikrofony, aby podsluchiwac rozmowy prowadzone
przez uczestnikow konferencji w czasie spacerow. Te plotke
bardzo czesto powtarzano w kolach brytyjskich i amerykanskich
rowniez po zakonczeniu konferencji.
Przez nastepne miesiace zakres prac prowadzonych przez zespol
"kujbyszewski" w Teheranie nie ulegl istotnym zmianom. W
lipcu 1944 r. jego pracownicy zostali powiadomieni, ze w
Teheranie zatrzyma sie na krotko premier rzadu RP na uchodzstwie
Stanislaw Mikolajczyk, ktory udawal sie w podroz dyplomatyczna
do Moskwy. Nalezy tu wspomniec, ze premier Mikolajczyk na
stanowisko ministra spraw zagranicznych w swoim rzadzie
powolal Tadeusza Romera, bylego ambasadora w Kujbyszewie,
ktory - znajac juz srodowisko najwyzszych kregow wladz sowieckich
- mial mu ulatwic prowadzenie w Moskwie rozmow uwazanych
powszechnie za kluczowe dla przyszlosci Polski. Mikolajczyk
w drodze do Moskwy zatrzymal sie na kilka dni w Teheranie.
Pracownicy Poselstwa RP na czele z poslem Karolem Baderem
oraz zespol "kujbyszewski" powitali go na lotnisku, po czym
mieli z nim kilka ogolnych spotkan w budynku poselstwa.
Wielu pracownikow mialo zlozyc premierowi szczegolowe raporty,
m.in. o polozeniu ludnosci polskiej w ZSRR. Ku ich wielkiemu
rozczarowaniu - do zlozenia owych raportow nie doszlo. Zostalo
to odebrane jako zignorowanie przez premiera bolesnego problemu.
Niestety, owczesne zagadnienia wielkiej polityki decydujacej
o przyszlych losach Polski zepchnely te sprawe na dalszy
plan.
Bezposredni swiadek wizyty Mikolajczyka w Teheranie Zygmunt
Sroczynski wspomina, ze przed samym odlotem premiera do
Moskwy znajdowal sie w grupie zegnajacych go osob na lotnisku.
Wraz z premierem odlatywala do stolicy Zwiazku Sowieckiego
delegacja, w ktorej byli m.in. Stanislaw Grabski - przewodniczacy
Rady Narodowej RP w Londynie i Tadeusz Romer. Na plycie
lotniska wreczono Mikolajczykowi najnowsze depesze otrzymane
z Londynu. Premier natychmiast zajal sie ich studiowaniem.
Ten moment Zygmunt Sroczynski uwiecznil na kliszy fotograficznej.
Oczekiwane z duza nadzieja wiesci z Moskwy, niestety, nie
byly pomyslne. Stalin mial juz wlasna wizje ulozenia stosunkow
sowiecko-polskich. Nie bylo tam miejsca dla niepodleglosciowych
aspiracji Polakow. Tragedia powstania warszawskiego uwidocznila
to w calej pelni.
W pazdzierniku 1944 r. Zygmunt Sroczynski odwolany zostal
z Teheranu do Londynu, gdzie dotarl 27 kwietnia 1945 r.
po wielomiesiecznej, kilkakrotnie przerywanej podrozy. Premierem
rzadu RP byl juz Tomasz Arciszewski. Zglaszajacego sie do
kancelarii premiera Zygmunta Sroczynskiego spotkala tam
mila niespodzianka. Okazalo sie bowiem, ze kierownikiem
tego urzedu byl p. Koziol, jego dawny kolega z Ambasady
RP w Kujbyszewie. W taki oto przedziwny sposob kolo historii
dla tych dwoch wygnanych "kujbyszewiakow" zamknelo sie w
siedzibie rzadu RP w Londynie.
Zygmunt Sroczynski przez pewien czas pracowal w kancelarii
premiera Arciszewskiego i w Ministerstwie Opieki Spolecznej.
Po cofnieciu przez aliantow uznania dla rzadu RP pracowal
w Interim Treasury Committee for Education of Poles in Great
Britain, na czele ktorego stal b. ambasador RP w Londynie
Edward Raczynski. 1 sierpnia 1945 r. zostal mianowany w
tym komitecie referentem dla spraw stypendiow udzielanych
mlodym zolnierzom zwalnianym z Polskich Sil Zbrojnych na
Zachodzie, ktorzy pragneli podjac studia na brytyjskich
uczelniach. Komitet ten zostal zlikwidowany 30 wrzesnia
1953 r. Zygmunt Sroczynski nie mogac wrocic do Polski -
wyemigrowal do Stanow Zjednoczonych, gdzie poza praca zarobkowa
wspolorganizowal sobotnia szkole polska w Irvington, NJ
oraz sluzyl miejscowym rodakom jako tlumacz w sadach. W
1980 r. po przejsciu na emeryture przeprowadzil sie do Clearwater
na Florydzie. Udzielal sie tam na rzecz powstalej w Polsce
"Solidarnosci". Byl tez jednym ze wspolzalozycieli Amerykanskiego
Instytutu Kultury Polskiej w Pinellas County i jego wieloletnim
wiceprezesem. Byl tez redaktorem wydawanego przez instytut
kwartalnika pt. "Horizon" i znow - jak wczesniej w New Jersey
- wspolzalozycielem miejscowej polskiej szkoly sobotniej,
ktora ponadto przez kilka lat kierowal.
Zrodlo: Wywiad z Zygmuntem Sroczynskim przeprowadzony 22
marca 2000 r.
------------------------------------------------------------------------------
Zrodlo: Wywiad z Zygmuntem Sroczynskim przeprowadzony 22
marca 2000 r.
Zdjecia - Zbiory prywatne Zygmunta Sroczynskiego. Na zdjeciu:
Stanislaw Mikolajczyk na lotnisku w Teheranie tuz przed
odlotem do Moskwy czyta ostatnia depesze z Londynu. Z prawej:
Karol Bader - posel RP w Teheranie i Stanislaw Grabski -
przewodniczacy Rady Narodowej w Londynie
Zrodlo: Wywiad z Zygmuntem Sroczynskim przeprowadzony 22
marca 2000 r
|