PIOTR KARDELA
Krasnostawscy Zydzi
W drodze ku "Angoli"
Ostatnio ciagle slyszy sie o roszczeniach zwiazanych z
okresem wojennym, czy to Zydow i Polakow w wobec Niemcow,
czy tez Zydow w wobec Polakow, wiec ciekawe moze byc spojrzenie
na male miasteczko dzisiejszej wschodniej Polski, jakim
jest Krasnystaw w wojewodztwie lubelskim, w ktorym przed
II wojna swiatowa mieszkalo stosunkowo duzo przedstawicieli
narodowosci zydowskiej, a w ktorym dzis nie ma ani jednego
Zyda.
*
Kwestia pojawienia sie pierwszych Zydow w Krasnymstawie
nie jest do dzis ostatecznie wyjasniona. Pierwsza o nich
wzmianka pochodzi z 1548 r., kiedy to Krasnystaw byl juz
miastem krolewskim. W trzydziesci lat pozniej krol Stefan
Batory nadal miastu przywilej de non tolerandis Judaeis,
potwierdzany w nastepnych latach przez Jana III Sobieskiego
i Augusta II Mocnego. Przywilej ten nie byl jakims ewenementem
- posiadaly go tez inne miasta Rzeczypospolitej. Uniemozliwial
on Zydom osiedlanie sie w miescie, pozostawiajac im do tego
celu jedynie przedmiescia. Zakaz osiedlania sie Zydow w
Krasnymstawie zostal utrzymany przez austriacka administracje
zaborcza. Dopiero na poczatku XIX w. powstal projekt przewidujacy
mozliwosc jego uchylenia, co zwiazane bylo z wyniszczajacym
miasto pozarem, po ktorym chciano przy pomocy Zydow spowodowac
jego szybkie podniesienie sie z katastrofy. Projekt ten
zrealizowano w 1833 r., kiedy caly powiat znajdowal sie
juz w zaborze rosyjskim. Przy tym wszystkim Rosjanie dazyli
do likwidacji odrebnosci mniejszosci zydowskiej, co najjaskrawiej
objawilo sie w latach 40. XIX w. chocby we wprowadzeniu
oplat za noszenie tradycyjnych ubiorow zydowskich, a pozniej
przez calkowity zakaz noszenia brod i pejsow.
U schylku XIX w. wsrod 7212 mieszkancow Krasnegostawu bylo
1763 Zydow. Sytuacja prawna tej mniejszosci radykalnie zmienila
sie po odzyskaniu przez Polske niepodleglosci w 1918 r.,
co zwiazane bylo z unormowaniami tzw. malego traktatu wersalskiego.
Traktat zobowiazywal powstale czy odrodzone po I wojnie
panstwa do poszanowania praw mniejszosci w zakresie ochrony
zycia i wolnosci, praktyk religijnych, swobody uzywania
wlasnego jezyka, nieskrepowanego rozwoju szkolnictwa itd.
Krasnostawscy Zydzi, w roku 1921 stanowiacy 19,6% ogolu
mieszkancow, szeroko korzystali z tych zapisow.
W okresie dwudziestolecia niepodleglosci w Krasnymstawie
istniala duza zydowska gmina wyznaniowa z pokaznym majatkiem
(boznica, dom modlitewny, laznia, ubojnia rytualna itd.).
Zydzi mieli w miescie az szesc wlasnych szkol. Przez wszystkie
kadencje w Radzie Miejskiej stanowili w niej zawsze ok.
16% (kupiec Lipa Rajchman zasiadal w Radzie Miejskiej kilka
razy - 1922, 1929 i 1933 r.). Mniejszosc zydowska miala
swoje stowarzyszenia, partie przeroznych odcieni, zwiazki
(m. in. Towarzystwo Szerzenia Pracy Zawodowej i Rolniczej
"Ort", Zrzeszenie Kobiet Zydowskich "Wizo", Zydowskie Stowarzyszenie
Kulturalno-Oswiatowe "Jebne") i dwa banki (Zydowski Bank
Ludowy - prezes Szmul Perelmuter i Kupiecki Bank Kredytowy
- prezes Icek Zygelszyper). Tylko incydentalnie dochodzilo
do wystapien antyzydowskich - przewaznie 1 maja wznoszono
okrzyki "Precz z Zydami!", a to z racji tego, ze w wiecach,
obok Polakow, uczestniczyla tez polska mlodziez narodowosci
zydowskiej, ktorej nie brakowalo w miejscowej Komunistycznej
Partii Polski, jak tez lewicowej Ogolnozydowskiej Partii
Pracy. W zasadzie jednak w okresie dwudziestolecia Zydom
w Krasnymstawie zylo sie dobrze. Dopiero II wojna swiatowa
przewrocila ich swiat do gory nogami...
Kim byli i co posiadali Zydzi przed 1939 r. w Krasnymstawie?
Pytanie to wydaje sie tym bardziej istotne, ze ostatnio
coraz szersze kregi zatacza akcja zwracania bylym wlascicielom,
w tym rowniez bylym obywatelom polskim pochodzenia zydowskiego,
ich przedwojennego mienia. Wypytujac w tej sprawie jednego
ze starszych mieszkancow miasta, uslyszalem: "Bylo bardzo
duzo Zydow... Jak powychodzili w tych swoich chalatach i
myckach - to az czarno bylo... Przyszla sobota to spacerowali
po rynku, ze nie mozna bylo przejsc... W centrum prawie
wszystkie sklepy, procz 3-4 polskich, byly w rekach zydowskich"...
Kogo pamietal? "Feldman mial sklad desek, Zung - rozlewnie
piwa, Kozak - mlyn, Stucajger - sklep ze skora i materialami
szewskimi, Karp - sklep ze sprzetem wedkarskim, Rajchman
- sklep z butami dla 'smietanki', a Pinker i Goldstein -
piekarnie. Najbogatsi byli ci, co mieli mlyny". Na pytanie,
czy duzo bylo bogatych, padla odpowiedz: "A sprawdzisz Zyda,
czy on bogaty, czy biedny"... Moj informator, czego nie
ukrywal, przed wojna Zydow nie lubil. Uzupelniajac swoje
opowiadanie, nie omieszkal dodac, ze gdy kiedys z kolegami
gral w pilke i gdy ta w pewnym momencie wpadla na podworko
jednego z Zydow, ten zamiast odrzucic, przebil ja i nakrzyczal
na grajacych. Nie chcial tez, by podawac jego nazwisko.
A kiedy zapytalem: "Dlaczego nie?", odpowiedzial: "Bo przyjada
i mnie zalatwia!". Od innych starszych krasnostawian, ktorzy
juz nie mieli tak "przykrych doswiadczen" z Zydami, mozna
sie bylo jeszcze dowiedziec, ze Zyd Lewkowicz posiadal zaklad
krawiecki, Zontag - zaklad fotograficzny, Zunger - slodycze
i napoje, Merenstein - sklep spozywczy z alkoholem, Fleszer
- sklep z drobiazgami, Halpern - sklep wlokienniczy, Mandeltort
- zaklad fryzjerski, Szymon Lejba - mlyn parowy, gdzie zatrudnial
jedenascie osob, a bracia Ulman na Zakreciu prowadzili skup
zboza itd. Ogolnie mozna powiedziec, ze krasnostawscy Zydzi
byli ludzmi roznych zawodow, a stopien ich zamoznosci i
posiadany majatek byl zroznicowany, bo obok bogatych kupcow,
przedsiebiorcow i wlascicieli zakladow rzemieslniczych,
w miescie zyla tez biedota zydowska.
Miejscem kazni Zydow z Krasnegostawu byly obozy Belzec i
Sobibor. Najblizsze obozy pracy dla nich hitlerowcy zorganizowali
w pobliskiej Augustowce i Izbicy (tu przed 1939 r. Zydzi
stanowili ponad 90% mieszkancow). Wsrod nielicznych zachowanych
relacji, tragizm losu Zydow tamtego czasu ukazuje relacja
krasnostawskiej Zydowki Poli Eisenstejn, ktorej rodzinie
Niemcy zabrali caly majatek, w tym mlyn, a potem przesiedlili
ja do obozu pracy w Rejowcu. W relacji czytamy m. in.: "Niemcy
wkroczyli do miasta we wrzesniu 1939 roku... Poczatkowo
bylo spokojnie. Jednak po trzech tygodniach zaczely sie
dziac straszne rzeczy. Przyjezdzali z Chelma SS-mani i czlonkowie
SD - 3 razy w tygodniu (poniedzialki, czwartki, soboty)
i urzadzali sobie 'zabawy'. W styczniu 1940 r. byl niesamowity
mroz. Wtedy przyjechali hitlerowcy. Wyciagneli wsrod bicia
i kotlowania kilku Zydow z mieszkan. Ci musieli spiewajac
przejsc jakby w procesji. Potem rozbierali ich do koszuli
i kazali czolgac sie. W tym nieludzko wielu zabito. 'Zabawa'
trwala od wczesnego ranka do poznego wieczora. Zaraz potem
powstal Judenrat. Nazwisk czlonkow nie pamietam. Za posrednictwem
Judenratu musielismy placic kontrybucje. Takze ludzi do
pracy musial dostarczac Judenrat. Mordy, napady i 'odwiedziny'
SS i SD z Chelma nie ustawaly. Zycie bylo okrutna meka...
Zylo sie w wiecznym strachu. W kwietniu tegoz roku nastapilo
pierwsze wysiedlenie. Przyjechala zandarmeria niemiecka,
a na ich rozkaz musial Judenrat zwolac wszystkich Zydow
na rynek. Mogli zabrac ze soba dowolna liczbe rzeczy. Czesc
Zydow sie ukryla, a wsrod nich bylam ja ze swoja rodzina.
Wiekszosc stawila sie jednak w wyznaczonym miejscu. Ustawionych
piatkami kazali pedzic w kierunku stacji kolejowej, odleglej
o 4 km. Kiedy tylko znalezli sie za miastem, zaczeto do
nich strzelac, droga byla zaslana trupami. Dokad wywieziono
tych, ktorych nie zastrzelili, nikt nie wiedzial. Trupy,
ktore zascielily droge do stacji, musieli ci z Judenratu
sprzatnac. Trwalo to 2 dni. Po tym caly Judenrat (10 osob)
wywieziono do obozu w Krychowie...". Dalszy ciag relacji
mowi o podobnych okropnosciach. Pola Eisenstejn przezyla
wojne. Oprocz tego, ze po jej zakonczeniu znalazla sie w
Lublinie, gdzie spisala swoja relacje, jej dalszych losow
nie udalo mi sie ustalic.
Dla pelnego obrazu nalezy jednak dopowiedziec, ze przed
zjawieniem sie wojsk niemieckich w Krasnymstawie, do miasta
18 wrzesnia 1939 r. wtargneli najpierw Sowieci, ktorzy przez
dwa dni przy rozbrajaniu nielicznych grup tulajacych sie
polskich zolnierzy byli czynnie wspomagani wlasnie przez
niektorych (niezamoznych) Zydow, ktorzy na znak solidarnosci
z najezdzcami ze wschodu pozakladali sobie na rekawy czerwone
opaski. I fakt ten jest w Krasnymstawie powszechnie znany.
Zydzi po zakonczeniu wojny praktycznie nie mieli mozliwosci
odzyskania swego mienia, a jesli juz to czynili, to zdarzalo
sie, iz takie ich dzialanie mialo tragiczny final. Wszelka
wlasnosc 17 wrzesnia 1940 r. zostala przez Niemcow zagarnieta,
a po wojnie 8 marca 1946 r. przejeta przez bedacych u wladzy
komunistow, ktorzy mieniem tym jako - poniemieckim i porzuconym
- zasilili majatek skarbu panstwa i w rozny sposob rozdysponowali.
W niektorych publikacjach zydowskich mozna wyczytac, ze
2/3 przypadkow zabojstw Zydow bezposrednio po wojnie w Polsce
wiazalo sie z probami odzyskania przez nich swego mienia.
W Krasnymstawie jednak nikt o takich ekscesach nie pamieta.
Z drugiej strony wielu Zydow, w tym rowniez krasnostawskich,
przebywalo jeszcze w Zwiazku Sowieckim i z tego powodu nie
moglo skorzystac z niezwykle krotkiego okresu przewidzianego
przez komunistow na zglaszanie sie po odbior mienia. Z reguly
ci Zydzi, ktorym udalo sie przezyc wojenny koszmar, nie
wracali na stale do Krasnegostawu. Osiedlajac sie w innych
miastach Polski czesto zmieniali nazwiska. Podane nizej
przyklady moga w czesci wydawac sie dobrane tendencyjnie,
ale tylko takie udalo sie ustalic. Tak wiec Nehrinberg osiadl
po wojnie we Wroclawiu, gdzie dosluzyl sie stopnia majora
Milicji Obywatelskiej, a potem, bedac juz na emeryturze,
przeniosl sie pod koniec lat 80. do Warszawy - po wojnie
uzywal innego nazwiska. Synowie wspomnianego Jojny Mandeltorta
- fryzjera i ponoc swietnego felczera - w 1939 r. uciekli
przed Niemcami do ZSRR, skad do Polski wrocili w 1944 r.
wraz z Armia Czerwona. Jak przekazal prof. Bohdan Komorowski
(notabene kolega Jana Nowaka-Jezioranskiego jeszcze z czasow
wspolnego rocznego kursu w Szkole Podchorazych Rezerwy Artylerii
we Wlodzimierzu Wolynskim z 1936 r.), starszy Mandeltort
po wojnie zostal pracownikiem Urzedu Bezpieczenstwa Publicznego
w Poznaniu, a mlodszy zwiazal sie z Akademia Medyczna. Zmienil
nazwisko, zostal gastrokardiologiem i uzyskal tytul docenta
doktora habilitowanego. W rozmowach z prof. Komorowskim,
od ktorego po wojnie odebral dany mu na przechowanie przez
jego rodzicow stary obraz szkoly holenderskiej, zartowal,
ze zmienil nazwisko, bo sie ozenil. Thomas Blatt, rowniez
po 1945 r. nie wrocil do Krasnegostawu, bo wyemigrowal do
USA. Miasto swojej mlodosci jednak wielokrotnie odwiedzal,
zachodzac zwlaszcza do Muzeum Regionalnego, gdzie interesowaly
go glownie pozydowskie pamiatki. Dodam, ze Blatt byl konsultantem
filmu amerykanskiego Ucieczka z Sobiboru.
Mieszkajacy dzis w Alhambra (Kalifornia) Edmund Sadowski,
czlonek placowki SWAP w Los Angeles, tez urodzil sie w przedwojennym
Krasnymstawie. Zydem nie jest, ale pomagal Zydom podczas
wojny. Po rozbiciu jego macierzystego 9. Pulku Piechoty
Legionow, a potem sluzbie w grupie poleskiej gen. Kleeberga,
wrocil na teren powiatu krasnostawskiego, gdzie z narazeniem
zycia ukrywal Zydow, jak tez pomagal im w organizowaniu
ucieczek z pobliskiego obozu w Belzcu. Mieszkajacy dzis
w Roselle (New Jersey) czlonek SPK w USA, dzialacz amerykanskiego
Zespolu Czlonkow IV Rady Narodowej (emigracyjnej) prof.
Jan Zaprawa-Ostromecki urodzil sie w Krasnymstawie. Podczas
okupacji byl w Sztabie ZWZ Okregu Lubelskiego. Zostal zatrzymany
przez Niemcow i - jak mial sam opowiadac swym kolegom w
Londynie - torturowany na zamku lubelskim pod zarzutem "czynnej
pomocy Zydom".
*
Wydaje sie, ze niektorzy Polacy z pewna obawa obserwuja
rozpoczety juz proces zwracania Zydom - bylym obywatelom
II RP - ich przedwojennego mienia. Odzywaja przy tym zadawnione
wzajemne urazy i antagonizmy. Kwestia zwrotu tegoz mienia
- jak zauwazyl w jednym ze swych publicznych wystapien bedacy
do niedawna ambasadorem USA w Polsce Daniel Fried, opowiadajacy
sie zreszta za przyspieszeniem zalatwienia calej sprawy
- jest bowiem "problemem niezmiernie bolesnym i zlozonym".
Wielu ludzi po prostu nie posiada elementarnych informacji,
jak taka rzecz ma sie odbywac, kto ma co zwracac: czy oni
sami, czy panstwo, czy w naturze, czy w gotowce. Wielu nawet
mysli, ze bedzie musialo opuscic swoje miejsca zamieszkania.
W koncu wielu nie rozumie, dlaczego raptem ktos po przeszlo
50 latach o cos w ogole sie upomina. Przy tym wszystkim
nie wydaje sie, by ludziom tym ktos chcial cale zagadnienie
w jakis sensowny sposob wytlumaczyc.
W przypadku Krasnegostawu, gdyby wszyscy byli wlasciciele
czy ich prawni spadkobiercy lub w koncu organizacje ich
reprezentujace, jak chocby World Jewish Restitution Organization,
zechcieli odzyskac przedwojenne mienie w miescie, teoretycznie
moglaby zaistniec sytuacja, ze w przypadku zwrotu - w centrum
prawie wszystkie sklepy, procz 3-4 polskich, znalazlyby
sie w rekach zydowskich, o innych nieruchomosciach czy gruntach
nie wspominajac. Czy byloby to sprawiedliwe? Odpowiedz na
to pytanie z wielu powodow nie moze byc jednoznaczna. W
jednym z listow Szymon Wiesenthal, znany tropiciel hitlerowskich
oprawcow, na temat krasnostawskich Zydow napisal: "Byc moze
istnieje w Izraelu ziomkostwo bylych mieszkancow tego miasteczka".
Ale czy z drugiej strony, jesli nawet takie ziomkostwo istnialoby
rzeczywiscie, a potem nawet cos odzyskalo, czy koniecznie
musialoby to dla Krasnegostawu lub jego mieszkancow oznaczac
jakas tragedie? A moze tak jak w koncu XIX w. tychze Zydow
udaloby sie wpisac w szeroko zakrojony plan podnoszenia
ekonomicznego Krasnegostawu? Nigdy nic nie wiadomo, choc
mozna sie domyslac, ze sa tacy krasnostawianie, ktorzy woleliby
sie o tym osobiscie nie przekonywac. Doceniajac powage calego
problemu, tych ostatnich tez jednak trzeba zrozumiec.
--------------
Piotr Kardela w latach 1992-1994 byl pracownikiem Dzialu Historii Muzeum Regionalnego w Krasnymstawie.
|